Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

środa, 23 lipca 2014

Dawid Ladach. Jak powstała, kim była, kim jest i kim będzie czarownica?

Jak powstała, kim była, kim jest i kim będzie czarownica?


Kim jest czarownica? Zapytany o to przypadkowy przechodzeń zapewne na moment popadłby w lekką konsternację, a potem z uśmiechem wywołanym przez zaskoczenie, rozbawienie i niepewność powiedziałby, że czarownica to stara, nieurodziwa kobieta ubrana w czarny strój, potrafiąca latać na miotle choćby na sabaty czarownic, przygotowywać magiczne mikstury i rzucać zaklęcia mające na celu wyrządzić ludziom krzywdę, za towarzysza mając czarnego kota. Może po chwili dodałby jeszcze, tym razem z większą pewnością i powagą, że tym mianem określano niegdyś niewinne kobiety, które torturowano i palono na stosie. Taki obraz czarownicy nosi w świadomości większość ludzi. Nie potrafią oni jednak powiedzieć, skąd wziął się on w ich głowach, dlatego uznałem, że warto pochylić się nad genezą tych wyobrażeń, wyjaśniając kilka najważniejszych kwestii.




Przede wszystkim: skąd wzięły się czarownice? Wydarzeniem poprzedzającym jej genezę, a także częściowo ją warunkującą jest walka chrześcijan z poganami. Otóż w średniowieczu kościół katolicki, który stanął przed problemem wyrugowania pozostałości pogańskich, postanowił schrystianizować wszystkie święta wrogiej religii. Misja nie powiodła się, ale pozwoliła zwrócić większą uwagę na osoby, który rzekomo wykazywały zdolności nadnaturalne. Kościół katolicki przyjrzał się temu nowemu problemowi i doszedł do wniosku, że osoby, które przejawiały takie zdolności, a nie należały jednocześnie do duchowieństwa, które jako jedyne zasługiwało na niezwykłą moc pochodzącą od Boga, muszą zawdzięczać je Szatanowi. A skoro Szatan był przeciwnikiem Boga, a więc źródłem wszelkiego zła, należało zniszczyć wszystko, co jego i od niego pochodzi[1]. Ten pomysł uruchomił wielką machinę nieszczęść będącą zatrważającym świadectwem ludzkiej głupoty, którą nie sposób oddać słowami.
Zaczęto podejrzliwie przyglądać się szczególnie kobietom. Głównym powodem takiego stanu rzeczy był utrwalony w Biblii wizerunek kobiety dającej skusić się wężowi-kusicielowi, uosabiającym zło, przez którego zrywa ona jabłko z drzewa poznania, sprowadzając tym samym nieszczęście na całą ludzkość. Dla dostojników kościoła ten obraz był aż nadto czytelny: kobieta jest istotą wyjątkowo podatną na wpływ Szatana, więc to ona jest główną podejrzaną o zawieranie z nim paktów, dzięki którym jest w stanie dokonywać rzeczy nadnaturalnych, niezwykle szkodliwych, a więc trzeba ją usunąć[2]. Cień podejrzenia o konszachty z diabłem padł szczególnie na kucharki, uzdrowicielki, znachorki, akuszerki czy zielarki. Kucharki czy zielarki mogły przecież przygotowywać magiczne, śmiercionośne mikstury, akuszerki celowo zabijać nowonarodzone dzieci przy porodzie w taki niezwykły sposób, by wina nie spadła na nie, a znachorki i uzdrowicielki wykorzystywać nieczyste zaklęcia do praktykowania swojej profesji[3]. Należało się tym bezwzględnie zająć – uprawianie magii zostało zabronione. Poza tym poinformowano społeczeństwo o istnieniu zagrożenia ze strony kobiet za pomocą wielu ikon i tekstów. Na ludność padł strach. Niemal każdy na każdym kroku widział diabły, a każda przedstawicielka płci pięknej budziła podejrzenia. Nie trzeba było długo czekać na skutki takiego stanu rzeczy – zaczęły szerzyć się donosy, a walka z czarownicami stawała się coraz bardziej dosadna, aż doprowadziła do ich uśmiercania. Takie przyzwolenie dało pismo Innocentego VIII, sformułowane 5 grudnia 1484 roku, znane jako Bulla o czarownicach, które ogłosiło, że czarostwo jest zdradą Boga i dlatego wszystkie środki mające je zlikwidować są dozwolone. Dało to zielone światło zagładzie czarownic, którą wykonywać miała Wielka Inkwizycja[4]. W dwa lata później ogłoszony został popularny Młot na czarownice, który zawierał wszystkie informacje o czarownicach niezbędne do polowania na nie oraz aż trzydzieści pięć sposobów ich torturowania, które miały na nich wymusić przyznanie się do win[5]. Machina zagłady niewinnych kobiet ruszyła pełną parą.



Przeciętny proces wyglądał następująco: któraś z kobiet zostawała oskarżona o czary, potem stawała przed sądem, przed którym nie przyznawała się do win, a więc sprawdzano, czy jest czarownicą, m.in. pławiono ją w wodzie – jeśli unosiła się na powierzchni – była winna, jeśli tonęła – nie. Były też nieco bardziej udoskonalone metody, które niemal nie dawały szans podejrzanej na oczyszczenie się z zarzutów. Chodzi m.in. o nakłuwanie całego ciała domniemanej wspólniczki Szatana szpilką. Gdy któreś z nakłutych miejsc nie wywoływało bólu u poddanej tym praktykom albo nie krwawiło, jasnym było, że podejrzana jest czarownicą. Teraz wystarczyło, żeby się przyznała. W osiągnięciu zeznań służyły narzędzia tortur, m.in. imadło, zgniatacz kciuków, krzesło podgrzewane od dołu. W końcu udręczona kobieta, żeby zakończyć swe cierpienia, przyznawała się do wszystkiego, po czym zostawała skazana na spłonięcie na stosie.
W ten i podobny sposób przez trzy stulecia zginęło pięćdziesiąt tysięcy kobiet.
Warto teraz przejść do wyjaśnienia genezy pierwszej podanej we wstępie odpowiedzi na pytanie, kim jest czarownica.
Zacznijmy od sabatu. Jego dzisiejsze wyobrażenie, o którym za chwilę, wzięło się z tajnych spotkań ludzi, którzy w średniowieczu uznawani byli za obdarzonych magiczną mocą. W istocie byli to ludzie dobrze znający się na roślinach, z których potrafili przyrządzać leki i środki halucynogenne. Spotykali się oni co jakiś czas, żeby wymienić między sobą informację dotyczące botaniki i farmakologii, a robili to w miejscach ustronnych, żeby ich wiedza nie stała się własnością osób niepożądanych. Na dzisiejszy obraz sabatu złożyło się także domniemane istnienie wrogiej chrześcijaństwu sekty, kierowanej przez Szatana, która odprawiała czarne msze i dokonywała szalonych orgii[6]. Po tym, gdy ustalono, że kobiety są szczególnie podatne na wpływ Szatana i zaczęto tego wpływu dopatrywać się w działalności przyrządzania wywarów z ziół, zauważono elementy wspólne wyżej wymienionych praktyk z wyobrażeniem czarownicy. Po tym spostrzeżeniu powstała wizja czarownic spotykających się w bardzo trudno dostępnych, magicznych miejscach, najczęściej na wierzchołkach gór, żeby uprawiać złe czary i spółkować z diabłem. Taki obraz sabatu przetrwał do dziś. Połączenie czarownic m.in. z sektą antychrześcijańską sprawiło jednak pewien problem: jak kobiety pałające się szatańską magią mogły znaleźć się w miejscach tak bardzo oddalonych od miejsc, w którym mieszkały, do tego tak niedostępnych? Z pomocą przyszła miotła. Uznano, że czarownice potrafią na niej latać gdziekolwiek tylko zechcą. Ten pomysł nie wziął się jednak z niczego. Podsunęły go same kobiety, te, które korzystały z halucynogennej maści, powodującej u nich podniecenie i arytmię serca, wywołującą uczucie spadania, odczuwane także jako lot. Co ciekawe, ową maść przedstawicielki płci pięknej wcierały sobie głównie w wrażliwy nabłonek pochwy, używając do tego trzonka miotły. Podczas wizji kojarzyły one więc lot z użytą niedawno miotłą, a podniecenie z sugestią, że one to kopulują z diabłem[7]. Po wyjściu z transu były pewne, że to, co odczuwały miało miejsce i wyjawiały to innym, choćby podczas tortur. W ten sposób dla wszystkich problem dostawania się czarownic na miejsca sabatu został rozwiązany.




Jeśli chodzi o magiczne mikstury, ogromną rolę w ich powstaniu odegrał fakt, że czarownicami mianowano głównie wspomniane już m.in. zielarki i kucharki. One to, z racji swoich powinności, często zajmowały się tworzeniem wywarów, w których, oczywiście, nie było nic magicznego. Jednak ciemna ludność, uznając je za czarownicę i będąc pod wrażeniem działania ich ziół, uruchamiała wyobraźnię i była w stanie o ich praktykach opowiadać niezwykłe historie. A jako że w okresie średniowiecza gotowało się w kociołkach, stworzony został, funkcjonujący do dziś,  wizerunek czarownicy ważącej mikstury właśnie w kociołku, w skład których wchodziły najróżniejsze potworności, choćby palce noworodków.
Jeśli czarownica to oczywiście także zaklęcia. Przypisanie ich czarownicą jako przedstawicielką istot niezwykłych nie powinno dziwić, wszakże i dziś, tak jak kiedyś, wierzymy, że na rzeczywistość za pomocą sił nadprzyrodzonych można wpłynąć głównie odpowiednio dobranymi gestami i słowami, czego dowodem są choćby praktyki religijne.
Pogląd, że czarownice są stare, brzydkie i ubrane na czarno można przypisać praktykom negatywnie wartościującym i mającym na celu oddać w ich wyglądzie lęk, który budziły. Skupiając się na moment na wieku czarownicy, trzeba zaznaczyć, że jest to jedyny rozpatrywany tu element jej wizerunku, który powstał po zakończeniu procesów czarownic, gdyż podczas jego trwania nie miało znaczenia, czy kobieta była bardzo młoda czy bardzo stara – każda mogła być posądzona o czary i spalona.
Co do wyobrażeń łączących czarownice z kotami, wzięły się on z autentycznych wydarzeń, którymi były zaduszenia niemowląt właśnie przez te zwierzęta domowe. Często zdarzało się bowiem, że kot skuszony ciepłem płynącym od noworodka, kładł się na nim i zaduszał bezbronne dziecko swoim ciałem[8]. Z łatwością przypisano czarownicą odpowiedzialność za te zdarzenia, choćby dlatego, że były one uważane za sprawczynie wszelkich nieszczęść, a koty były i są do dziś zwierzętami tajemniczymi, budzącymi niekiedy lęk, przez co mogły służyć siłą nieczystym. Nie bez znaczenia ma tu także fakt, że w Młocie na czarownice znajdowały się informacje o czarownicach potrafiących zmieniać się w przeróżne zwierzęta, m.in. w koty.

Bohdan Baranowski na zakończenie książki Pożegnanie z diabłem i czarownicą przewiduje, że w przyszłości czarownica, która budziła niewysłowiony lęk w XVI, XVII i XVIII wieku, stanie się wszędzie jedynie maskotką[9], którą już jest w wielu miejscach, a którą można spotkać najczęściej podczas święta Halloween. Trudno zgodzić się z tym poglądem choćby dlatego, że wiara w istnienie czarownic jest wciąż bardzo żywa w wielu regionach, głównie na terenach wsi. Sam ostatnio spotkałem się z poglądem moich sąsiadów, którzy niedawne zasłabnięcie jednego z mieszkańców wsi, w której mieszkam, przypisali mocy miejscowej znachorki, która miała rzucić na niego czar. Choć ludzie, którzy podzielali to magiczne uzasadnienie dolegliwości swojego znajomego, wyrażali swój pogląd z uśmiechem, to można było pod nim doszukać się u nich na wpół uświadomionej wiary w swoje słowa. Warto dodać tu, że wieś, o której piszę, nie jest zacofana: co roku odwiedza ją mnóstwo turystów, a niemal każdy w niej posiada dostęp do Internetu. To jednak nie jedyny dowód na to, że czarownica nie stanie się niegroźną maskotką. Żeby to sobie uświadomić, wystarczy zdać sobie sprawę z ludzkiej skłonności do wiary w zjawiska nadprzyrodzone. Może trudno je zauważyć człowiekowi znajdującemu się w przytulnym domu zalanym słonecznym światłem, ale co jeśli ten człowiek będzie sam w lesie, w nocy? Czyż nie będzie wierzył wtedy, nawet jeśli nie będzie chciał, w zjawiska paranormalne? Odpowiedź brzmi: tak. Z resztą ta wiara będzie się paradoksalnie nasilać wraz z rozwojem technologicznym. Ludzie coraz bardziej zagubieni w coraz szybciej rozwijającym się nowoczesnym świecie będą dążyć do czegoś bardziej oczywistego, co da się łatwiej opanować. Nasili się choćby znany wszystkim rytuał: po powrocie do domu po zapomnianą przed podróżą rzecz, należy na moment usiąść, żeby nie spotkało nas nieszczęście. Jakie to proste i krzepiące, nie to, co odnajdywanie się w nowych programach komputerowych, nowych modelach komórek, sieci dróg, kartach płatniczych…  A jeśli ta wizja przyszłości jest nieprzekonująca, jest jeszcze inna, zupełnie odmienna: życie bez nowoczesnych technologii. Co stałoby się, gdyby zniknęły? Biorąc pod uwagę, że opiera się na nich cała gospodarka, ludzkość szybko cofnęłaby się w rozwoju o dziesiątki, może nawet setki lat. A ich zniknięcie nie jest takie nieprawdopodobne. Całkiem niedawno Amerykanie stworzyli pocisk niszczący urządzenia elektroniczne za pomocą punktowego generowania impulsu elektromagnetycznego[10]. Jeśli ten pocisk stanie się popularny, co jest bardzo prawdopodobne, i dojdzie kiedyś do wybuchu trzeciej wojny światowej, co również jest dość możliwe, to czy w zniszczonym, chaotycznym, pozbawionym najnowszych technologii świecie odżyją dawne przesądy? Czy czarownice opuszczą zabawy w przebierańców, dzieła sztuki i nieśmiałe echo dawnych zabobonów stając się znów realnym zagrożeniem, które trzeba koniecznie wyeliminować? Ta wizja wydaje się scenariuszem do filmu science fiction, co utrudnia jej poważne potraktowanie, ale mimo to zastanówmy się, czy aby na pewno jest niemożliwa?                 





Bibliografia


I. Opracowania


1. Amerykanie skutecznie przetestowali pocisk EMP niszczący elektronikę [dostęp 29.01.2013] Dostępny w Internecie:< http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/amerykanie-skutecznie-przetestowali-pocisk-emp-niszczacy-elektronike>.

2. Baranowski Bohdan : Obraz czarownicy i Pożegnanie z zabobonem. W: Pożegnanie z diabłem i czarownicą. Wyd. 1., Łódź 1965.

3. Callejo Jesus : Historia czarów i czarownic. Przełożyła M. Adamczyk., Warszawa 2011.

4. Wrzesiński Szymon : Czarownice w społeczeństwie. W: Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich. Pod red. Z. Markert. Wyd. 1., Warszawa.






[1] Por. J. Callejo, Jedna wielka pomyłka: bardzo niejasna początki. W: Historia czarów i czarownic. Przełożyła M. Adamczyk., Warszawa 2011, s. 33.
[2] Zob. S. Wrzesiński, Czarownice w społeczeństwie. W: Wspólniczki szatana. Czarownice na ziemiach polskich. Pod red. Z. Markert. Wyd. 1., Warszawa, s. 8 – 9.
[3] Por. Ibidem, s. 9.
[4] Zob. J. Callejo, Inkwizycja, świece, pomówienia i bulle: natarliśmy z kościołem., op. cit., s. 151, 153.
[5] Ibidem, s. 154 – 155.
[6] Zob. J. Callejo, Akcesoria czarownic: pakty, znamiona, loty i sabaty., op. cit., s. 77 – 78.
[7] Por. Ibidem, s. 89.
[8] Por. B. Baranowski, Obraz czarownicy. W: Pożegnanie z diabłem i czarownicą. Wyd. 1., Łódź 1965, s. 109.
[9] B. Baranowski, Pożegnanie z zabobonem., op. cit., s. 183.
[10] Amerykanie skutecznie przetestowali pocisk EMP niszczący elektronikę [dostęp 29.01.2013] Dostępny w Internecie:< http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/amerykanie-skutecznie-przetestowali-pocisk-emp-niszczacy-elektronike>. 

2 komentarze:

  1. Wiem, że to nie jest rozprawa naukowa, ale nawet jak na zwykły artykuł o czarownicach brakuje kilku rzeczy... M.in. w opisywaniu „genezy” odniesienia do kontekstu mityczno-rytualnego i folkloru. Fakt, mitologia słowiańska to jedna wielka, niesprawdzona zagadka, ale warto byłoby wspomnieć chociaż o takiej postaci jak „Leśna Baba” „Baba Jaga”, „Jędza” czy jak ją tam jeszcze nazywają. Poza tym, chyba Moszyński o tym pisał, że czarownice znane już były Słowianom na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa, biblijnego spojrzenia na świat i długo przed „mrocznymi wiekami” płonących stosów odrodzenia i kontrreformacji. Pełka podaje cały wachlarz różnych wcieleń czarownic – także męskich :) na co też warto zwrócić uwagę. A o czarach i magii (temat rzekaaaa) również we współczesnym ujęciu świetnie pisze np. Aveni.
    To tyle o wrażeniach „na szybko”. Ale ogólnie jak na wstęp o temacie czarownic – całkiem spoko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, kilkudziesięciostronicowe rozprawy nie wyczerpują także tematu czarownic, wiedźm czy stosów i inkwizycji. Nawet zdawałoby się poważne prace jak "Czarownice" Kurta Baschwitza, w swojej ponad 400 stronicowej pracy skupiają się praktycznie na temacie procesów o czary. Ale rękawica podjęta - to się liczy :) Dzięki za opinię magda.

      Usuń