Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

środa, 25 lutego 2015

Proza niedoceniana - "Edytor tekstu" Stephena Kinga. Dawid Ladach




Przedmiotem analizy tego artykułu będzie około dwudziestostronicowe opowiadanie Kinga Edytor tekstu znajdujące się w zbiorze opowiadań Szkieletowa załoga. Jak wskazuje tytuł, jest to tekst niedoceniany. Dlaczego? Może zacytujmy:
„Nie jest to moje najlepsze opowiadanie, z pewnością nie zdobędzie żadnych nagród, ale nie jest też znowu takie marne”[1]. To słowa Stephena Kinga, oczywiście o Edytorze tekstu.
I jeszcze przybliżenie myśli Michała Rakowicza, który stwierdził, że Edytor tekstu nie przekonał go główne ze względu na jego zakończenie nie pasujące do innych partii kingowskiego opowiadania, które, na dodatek, jest zbyt „cukierkowate.”[2]  
Czy jednak obaj panowie mają racę? Weźmy pod lupę Edytor tekstu, żeby się o tym przekonać.

Z pozoru to proste opowiadanie. Mamy głównego bohatera, Richarda, który otrzymuje od swojego bratanka Jona edytor tekstu potrafiący usuwać rzeczy z rzeczywistości i je do niej wprowadzać. Za pomocą tego urządzenia Richard trochę przypadkowo zarabia, a także tworzy sobie nową, wymarzoną rodzinę (wymazując przed tym „starą”). Tyle widzą mało wnikliwi czytelnicy. Co widać po przyłożeniu lupy?
Widać wiele poruszonych motywów, które, gdyby umiejętnie je rozwinąć, stałyby się osiami fabularnymi dla co najmniej kilku dobrych powieści. Jednym z takich motywów jest to, co najbardziej rzuca się w oczy: kasowanie elementów świata i wprowadzanie w ich miejsce elementów nowych. Zabieg sam w sobie wydaje się banalny, ale wiele zyskuje, gdy mówiąc o nim weźmiemy pod uwagę inne aspekty opowiadania (choćby zagadnienie sprawiedliwości i nieśmiertelności, ale o tym później), m.in. to, co czujemy przy czytaniu historii Kinga. Czy jest nam żal żony Richarda Liny i jego syna Setha? Nie, gdyż przecież nie zostają zabici. „Nie zamorduję go. Ja go… skasuję” – myśli Richard i to pozwala mu bez wyrzutów sumienia pozbawić istnienia swojego syna. Nasuwa się pytanie, w czym tkwi różnica między zabiciem kogoś a wykasowaniem go. To trudna kwestia, której King nie wyjaśnia. Można by nad tym długo dywagować, ale ograniczmy się do wyjaśnienia tego w kontekście innego motywu, którym jest potraktowanie świata rzeczywistego jako świata przedstawionego. Rzeczywistość w Edytorze tekstu nie wydaje się nam, czytelnikom, naśladowaniem rzeczywistości, raczej jest światem przedstawionym naśladującym… świat przedstawiony. W takim układzie pozbycie się Liny przez jej męża nie wstrząsa tak, jak nie wstrząsa nas raczej, gdybyśmy pisali własną historię, usunięcie, dajmy na to, z naszego opowiadania jakiejś postaci nie pasującej nam do tego, co chcielibyśmy przekazać. To jednak nie jedyny powód braku współczucia dla rodziny Richarda. Są oni bowiem przedstawieni jako ludzie pozbawieni zalet. Są nienawistni, niepomocni, nieutalentowani, nie spełniający oczekiwać, ignoranccy… Słowem: źli, a więc tacy, którzy zasłużyli na to, co ich spotkało.

Lina i Seth to nie jedyni źli bohaterowie w Edytorze tekstu. Głównym nosicielem zła jest brat Richarda, Roger dręczący głównego bohatera od dzieciństwa, nadużywający alkoholu, bijący odbitą bratu wspaniałą dziewczynę, która potem została jego żoną, a którą jeszcze później zabił wraz z synem Jonem w spowodowanym z własnej winy wypadku samochodowym, a także robiący inne podłe rzeczy, w tym jedną znaczącą, o której później. Roger jest więc wcieleniem zła, który staje się kamieniem węgielnym opowiadania Kinga. Przez niego dochodzi do tego wszystkiego, do czego dochodzi, m.in. tego, że Richard ma rodzinę, na którą nie zasłużył. On to pozwala zaistnieć takim motywom jak agresja, niesprawiedliwość, zemsta, wielka władza. Jest demiurgiem tworzącym świat opowiadania już od czasów swojego dzieciństwa, od czasu zniszczenia bratu zabawki „Magic 8 Ball” – kuli, która odpowiadała na zadane jej pytania. Richard ciężko przeżył okrucieństwo brata, którego ten nie rozumiał, mówiąc: „To była przecież tania, gówniana zabawka, Richie. Popatrz, nie ma tam niczego prócz garści małych literek i mnóstwa wody”. Roger nie rozumiał, czym jest magia. A kula odpowiadająca na pytania była magiczna. Była to magia na miarę dziecka; edytor tekstu był magią na miarę dorosłego. Kula była magią utraconą, edytor był magią odzyskaną w kosmicznym porządku sprawiedliwości, której narzędziem jest Jon. On to przeciwstawia się brutalnej rzeczywistości za sprawą… Właśnie, czego? Czy Jon wiedział, tworząc edytor tekstu dla swojego wujka, że tworzy rzecz dającą potężną władzę? Być może za jego pomocą sprawiedliwość wymierza Bóg, na co mógłby wskazywać fragment opowiadania nazywający edytor teksu boskim. Oczywiście może to być tylko wartościowanie, ale niewykluczone, że jest to także ustalenie pochodzenia. W każdym bądź razie Jon tworzy niezwykłą rzecz, która jest interesującym pomysłem na nieśmiertelność i rodzi wiele pytań, np. Na ile Jon po przywróceniu do życia i uczynieniu go synem Richarda jest chłopcem, który był synem Rogera? Stanie się synem Richarda, według logiki opowiadania, czyni z Jona dziecko wychowywane od zawsze przez Richarda, a więc wychowywane w innych warunkach niż gdy był synem Rogera. Zakładając, że warunki, w których przebywa człowiek mają na niego znaczący wpływ, zwłaszcza gdy jest dzieckiem… Niestety King tej kwestii nie rozwija. Na końcu opowiadania dowiadujemy się jedynie, że „nowy” Jon ma inny wyraz twarzy, ładniejsze okulary i zapewnia, że jest Jonem, ale nie wiadomo, jak to rozumieć. Mówi także, że nie wie dlaczego stworzył edytor tekstu z wybrakowanych części, które sprawiły, że nie działał długo (to nie może być odpowiedzią na pytanie o stan świadomości Jona przy tworzeniu edytora tekstu, gdyż nie wiemy, na ile „nowy” Jon jest Jonem sprzed śmierci). „To tak, jakbym musiał to zrobić” – kwituje. Być może Jon będący synem Richarda nie wie, dlaczego syn Rogera użył do budowy edytora mało trwałych części, gdyż nie jest nim i nie zna motywacji siebie sprzed śmierci jakkolwiek rozumianej, a może sięgnął po materiały charakterystyczne dla dzieci (np. transformator z będącej zabawką kolejki elektrycznej) instynktownie, wiedząc, że to, co pochodzi ze świata dziecka jest magiczne, za pomocą czego można dokonać rzeczy wielkich.
Niestety to, co magiczne okazuje się nietrwałe (choć ulotność magii można uważać też za błogosławieństwo, co naświetli nieco dalsza partia tekstu). Nietrwała była kula „Magic 8 Ball”, nietrwały był edytor tekstu. Nie tylko efemeryczność łączy te dwa przedmioty. Łączy je także postać Rogera – on to jest winien zagłady obu przedmiotów: kulę rozbija, a edytora nie pozwala ukończyć, zabijając nieumyślnie swojego syna. Co ciekawe, te dwa przedmioty splatając się ze sobą w narracji, która sprawia, że komunikaty wyświetlane przez magiczną kulę stają się częściowo także komunikatami wyświetlanymi przez edytor tekstu. Biorąc pod uwagę niezwykły związek kuli z edytorem, można postawić pytanie, dlaczego są one tak nietrwałe. Odpowiedź może być dość prozaiczna: źli ludzie są zbyt mało wrażliwi i wiele rzeczy niszczą nie do końca wiedząc, co robią. Jest jeszcze inna odpowiedź, która nasuwa się, gdy sprawdzi się, co udało się osiągnąć Richardowi dzięki otrzymanemu niezwykłemu prezentowi, a czego nie. Otóż Richard sprawił, że jego żoną została jego wymarzona kobieta, a synem przedstawiany w samych superlatywach chłopiec. Uzyskał także dwanaście hiszpańskich dublonów w małym bawełnianym woreczku. Nie udało mu się naprawić edytora teksu, uzyskać wielu pomysłów na powieści, które zostaną bestselerami, ani pewności, że on i jego nowa rodzina będą zawsze szczęśliwi. Można domniemywać, że Richard otrzymał od losu rekompensatę za wyrządzoną mu krzywdę w postaci nowej żony i syna, a także cennych monet na nowy start. Nie otrzymał jednak długotrwałej, magicznej możliwości zmiany struktury rzeczywistości, by w zbyt łatwy sposób nie mógł osiągnąć sławy, pieniędzy i zapewnienia szczęścia, a więc rzeczy, na które sobie jeszcze nie zasłużył. One zapewne staną się jego celem w jego nowym życiu.

Wraca pytanie, czy opowiadanie jest na tyle dobre, że znajdujące się we wstępie opinie są niesprawiedliwe? Oczywiście ktoś mógłby teraz powiedzieć, że istnieje przecież wiele przychylnych recenzji Edytora tekstu, a czynienie z niego prozy niedocenionej jest szukaniem problemu tam, gdzie go nie ma. Poniekąd zgoda – zdecydowanie jest wiele osób pochlebnie wyrażających się o Edytorze, ale warto zwrócić uwagę, co o nim mówią. Przeważnie chwalą je za ciekawy pomysł w nim użyty i z rozmarzeniem wspominają, że też chcieliby mieć boski edytor. Czy takie recenzje są wystarczające dla analizowanego tu opowiadania Kinga? Czy aby przytoczone we wstępie opinie nie są dla niego krzywdzące? Niech każdy oceni sam… albo zapyta o zdanie kuli „Magic 8 Ball”.          

Dawid Ladach


[1] S.King, Wstęp. W: Szkieletowa załoga.
[2] M. Rakowicz, Radio SK. Szkieletowa załoga.  
Proza

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz