Okiem na Horror

Okiem na Horror

piątek, 28 października 2016

Krzysztof T. Dąbrowski - Orgazmokalipsa

„ORGAZMOKALIPSA” – Krzysztof T. Dąbrowski. 
Z gościnnym udziałem Michała Drzazgi

Ta książka już od momentu zapowiedzi zwróciła mą uwagę. Sam tytuł wydał mi się nad wyraz interesujący:  „ORGAZMOKALIPSA”.  Zapowiadała się przednia zabawa.
Czy tak jest?
Głównymi bohaterami książki są: Hubi, czyli otyły metalowiec, Wikary, czyli gadający kocur oraz Euzebia – seksowna staruszka ;) fanka metalowej muzy i jednocześnie wiedźma. Już samo towarzystwo budzi w nas obawy, że raczej z horrorem, to „Orgazmokalipsa” nie będzie miała za wiele wspólnego, a piszę tak dlatego, że główny autor książki K. Dąbrowski jest raczej kojarzony z grozą.
Główni bohaterowie dostarczają nam wiele wrażeń, ratując przez totalną zagładą nie tylko polskie miasta, ale także i swoje skóry. Zagłada jednak w tym przypadku wygląda dość zróżnicowanie, gdyż czasami przychodzi ona z lasu pod postacią „macek”, innym razem jako niefortunnie powołany do życia smok, z kolei jeszcze innym, jako nieumarli tryskający nasieniem. Tutaj należałoby zaznaczyć, że nie wiem, czy to ja przegapiłem czy raczej wydawca wprowadza w błąd, ale „Orgazmokalipsa” jest zbiorem opowiadań! To nie jest powieść. 

Największą uciechę bez wątpienia będą mieć czytelnicy „siedzący” raczej w klimatach metalowych tudzież rockowych, gdyż sposób narracji jest poprowadzony w odniesieniu właśnie do wielu muzycznych elementów różnych zespołów. Przyznam się, że bawiłem się przy tej książce zajebiście. Humor ewidentnie nie jest robiony na siłę, a wszystkie wydarzenia oraz odniesienia do wielu sytuacji społecznych są przedstawione w sposób łatwy w odbiorze. Po prostu zabawnie, ale jednocześnie fantastycznie oraz obrzydliwie. Najlepszym tekstem wg mojego przekonania jest niewątpliwie tytułowa „Orgazmokalipsa”. To zabawna, zboczona, ale jednocześnie bardzo obleśna historia. 
Nie czytałem do tej pory innych przygód Hubiego oraz Wikarego, które podobno są gdzieś tam dostępne, ale postaram się to nadrobić, gdyż najzwyczajniej polubiłem ten dość oryginalny duet. Na koniec dodam, że „Orgazmokalipsa” jest książką, która nie pozwala się zamknąć w jakieś szczelne ramy gatunkowe. Tym samym staje się pozycją dość oryginalną i niepowtarzalną na rynku. Zapewne jest dużo lepszym pomysłem na spędzenie wolnego popołudnia niż niejedna (pożal się panie \../ \../) komedyjka dostępna na rynku. 

8/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz