W połowie stycznia odwiedził Polskę Mikel Santiago, hiszpański pisarz powieści kryminalnych i thrillerów. W rodzinnym kraju okrzyknięty hiszpańskim Stephenem Kingiem, bije rekordy sprzedaży i jego powieści zajmują czołowe miejsca na listach bestsellerów. Wizyta pisarza w Warszawie to element promocji jego książki "Ostatnia noc w Tremore Beach" po raz pierwszy wydanej w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca. Książka bije rekordy popularności i prawa do tłumaczeń zostały sprzedane do 12 krajów.
Mikel przebywał w Polsce trzy dni i udało się nam przeprowadzić z nim wywiad. Zapraszam.
Magda Nabiałek: Jesteś pierwszy raz w Polsce?
Mikel Santiago: Tak, do tej pory najdalej na Wschód byłem w Pradze. Pierwsze wrażenie, jakie odniosłem to, że Warszawa jest bardzo otwarta, tutaj ludzie rzeczywiście mają przestrzeń do życia. Klimat za to nie był dla mnie wcale taki obcy, bo znam go już z Irlandii. Poza tym wydaje mi się, że Polaków, Irlandczyków i Hiszpanów łączy szczególny sposób widzenia świata, poczucie humoru.
M.N. Twoja powieść „Ostatnia noc w Tremore Beach” świetnie przedstawia to widzenie. W większości informacji o niej mówi się jednak przede wszystkim o tym, że to specyficznie połączenie powieści kryminalnej z literaturą grozy. Możesz zdradzić nam coś więcej?
M.S.: „Scenariusz” tej książki pojawił mi się w głowie, kiedy mieszkałem w Irlandii. Jednak większość scen to były pojedyncze fragmenty, a nie część większej całości. Któregoś dnia pojechałem ze znajomym na wycieczkę do hrabstwa Donegal, zatrzymaliśmy się w B&B przy plaży, w dzień taki, jak ten, który opisałem w książce. Spodziewałem się spotkać ludzi smutnych, zamkniętych w sobie, a spotkałem kosmopolitów, którzy szukali tam odpoczynku.
niedziela, 31 stycznia 2016
piątek, 29 stycznia 2016
Ludwig Thor - Opętanie
„Całe życie pisałem pod różnymi pseudonimami" tak
właśnie mówi o sobie Jerzy Kowalczyk-autor "Opętania".
Ludwig Thor to pseudonim znanego lubelskiego dziennikarza
kryminalnego. W swojej karierze zawodowej miał do czynienia z niejednym dużym
śledztwem. Od kilku lat pełni funkcje redaktorskie.
Opętanie to pierwsza książka tego autora.
Małą miejscowością wstrząsa samobójstwo powszechnie
lubianego księdza. Tę tragedię poprzedza ciąg dziwnych zdarzeń, które miejscowi
ludzie przypisują uwolnieniu złych mocy. Miejscowy proboszcz, na prośbę
starszych parafianek, odprawia nawet egzorcyzmy. Ale mroczna atmosfera
gęstnieje. Wkrótce po śmierci kapłana, w niewyjaśnionych okolicznościach, znika
bibliotekarka. W wir tych wydarzeń trafia podinspektor Michał Lorenc, policjant
z Warszawy, który na prowincji chciał odnaleźć spokój po utracie żony.
Przyjdzie mu rozwiązać nie lada zagadkę kryminalną.
czwartek, 28 stycznia 2016
Marek Stelar - Byłem dziesiąty, uwierzysz? Opowiadanie.
Marek Stelar
związany z wydawnictwem Videograf,
autor
rewelacyjnych powieści kryminalnych
Rykoszet
(Videograf 2014) Twardy zawodnik (Videograf 2015).
Jak się
okazuje, swoje pierwsze kroki z pisaniem
rozpoczynał
od opowiadań w klimatach horroru.
BYŁEM DZIESIĄTY, UWIERZYSZ?
Pamiętał podobny obrazek z
dzieciństwa. Widok latarni otoczonej gęstą zasłoną ciemności. intercity. Na miękkim siedzeniu, a nie
na lodowatym, nierównym bruku ulicy. Nie jak teraz, słuchając jak w głuchej
ciszy krople jego własnej krwi rozpryskują się z ledwo słyszalnym pluskiem o
szare kostki granitu. Wówczas, z twarzą przyklejoną do brudnego okna, z typowo
dziecięcą fascynacją przyglądał się nielicznym latarniom w mijanych w
ciemnościach nocy wioskach. Dłonie, oparte o zimną szybę, przyłożone miał do
skroni, by jeszcze szczelniej odciąć się od światła jarzeniówki w przedziale. Wytężał
wzrok, wbijając go w ciemność za oknem. Pojedyncze lampy na drewnianych słupach
rzucały pod siebie zamglony snop ciemnożółtego światła, wyłuskując z mroku
jedynie kawałek zakurzonej drogi, fragmenty płotów czy kęp trawy i krzewów.
Nie wiedział
właściwie, dlaczego, ale jakimś cudem zapamiętał go nadzwyczaj dokładnie, z
najdrobniejszymi szczegółami. Tyle, że wtedy siedział w ciepłym wagonie
Latarnia otoczona gęstą zasłoną
ciemności. Nierealny i niesamowity, kurwa, widok.
Jasne, nie znał jeszcze wtedy
słowa „kurwa”. Nie wiedział, że istniał kiedyś ktoś taki jak Adolf Hitler. O
tym, że Żydzi są całym złem tego pierdolonego świata, ojciec też powiedział mu
parę lat później. Potem zresztą powtarzał to bardzo często, podkreślając wagę
swych słów uderzeniem puszki z piwem o blat stolika. Towarzyszący temu
metaliczny dźwięk też pamiętał aż nazbyt dobrze.
poniedziałek, 25 stycznia 2016
HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #1
Z przyjemnością przedstawiam pierwszy z cyklu wywiadów z działaczami polskiej sceny grozy. Przemagluję niektórych wydawców, blogerów, pasjonatów, redaktorów czasopism i twórców portali tematycznych. Porozmawiamy o kondycji rodzimego horroru; o tym, czego w fandomie jest za dużo i o tym, czego brakuje.
Na pierwszy ogień zgłosił się Mariusz „Orzeł” Wojteczek – recenzent na blogu Co przeczytać? – subiektywny blog literacki. Pisze regularnie dla Grabarza Polskiego (od momentu jego powstania), także recenzent Działu Literatura w serwisie Paradoks.net. Twórca projektu Oficyna Wydawnicza Literat.
Magdalena Ślęzak. Na rozgrzewkę powiedz proszę kilka słów o sobie. Kim jesteś i jak myślisz, dlaczego właściwie z Tobą rozmawiam?
Mariusz Wojteczek. Kim jestem? Miłośnikiem grozy wszelkiej. Propagatorem horroru. Czasem też twórcą. Częściej recenzentem. A czemu rozmawiamy? Hm, to już ty wiesz lepiej! (śmiech) A na serio, to rozmawiamy, by się przyjrzeć polskiej grozie. Jak to z nią jest. Jak ją widzą ci, którzy żyją nią, niejako na co dzień. Tak myślę.
M.S. Ok, dzisiaj nie będziemy zawracać głowy twórcy, skupimy się na Mariuszu - działaczu. Z tej perspektywy będziesz mi mógł powiedzieć więcej o środowisku.
M.W. Bardzo chętnie.
M.S. Jesteś publicystą, recenzentem, ale też wydawcą. Które z tych zajęć cenisz sobie najbardziej?
M.W. Hm, wiesz, nie umiem wybrać. Każde ma swój "ciężar", swoje znaczenie. I przynosi inna satysfakcję.
Recenzentem jestem najdłużej. I regularnie. Grabarz, Paradoks, RzeczGustu. Publicystą - czasami. To cieszy, że można podzielić się opinią, że ktoś chce ją przeczytać, liczy się z moim zdaniem, publikuje recenzje. Z wydawaniem jest inaczej. To inna praca, inne działania. I radość opiera się na tym, że wydana przez ciebie pozycja nie tylko stanie na twojej półce, ale i dotrze do kilku nowych osób.
Na pierwszy ogień zgłosił się Mariusz „Orzeł” Wojteczek – recenzent na blogu Co przeczytać? – subiektywny blog literacki. Pisze regularnie dla Grabarza Polskiego (od momentu jego powstania), także recenzent Działu Literatura w serwisie Paradoks.net. Twórca projektu Oficyna Wydawnicza Literat.
Magdalena Ślęzak. Na rozgrzewkę powiedz proszę kilka słów o sobie. Kim jesteś i jak myślisz, dlaczego właściwie z Tobą rozmawiam?
Mariusz Wojteczek. Kim jestem? Miłośnikiem grozy wszelkiej. Propagatorem horroru. Czasem też twórcą. Częściej recenzentem. A czemu rozmawiamy? Hm, to już ty wiesz lepiej! (śmiech) A na serio, to rozmawiamy, by się przyjrzeć polskiej grozie. Jak to z nią jest. Jak ją widzą ci, którzy żyją nią, niejako na co dzień. Tak myślę.
M.S. Ok, dzisiaj nie będziemy zawracać głowy twórcy, skupimy się na Mariuszu - działaczu. Z tej perspektywy będziesz mi mógł powiedzieć więcej o środowisku.
M.W. Bardzo chętnie.
M.S. Jesteś publicystą, recenzentem, ale też wydawcą. Które z tych zajęć cenisz sobie najbardziej?
M.W. Hm, wiesz, nie umiem wybrać. Każde ma swój "ciężar", swoje znaczenie. I przynosi inna satysfakcję.
Recenzentem jestem najdłużej. I regularnie. Grabarz, Paradoks, RzeczGustu. Publicystą - czasami. To cieszy, że można podzielić się opinią, że ktoś chce ją przeczytać, liczy się z moim zdaniem, publikuje recenzje. Z wydawaniem jest inaczej. To inna praca, inne działania. I radość opiera się na tym, że wydana przez ciebie pozycja nie tylko stanie na twojej półce, ale i dotrze do kilku nowych osób.
niedziela, 24 stycznia 2016
Del Toro i Hogan łamią stereotyp wampira.
Skończyłem właśnie czytać "Upadek" Hogana i Del Toro. To drugi tom opowieści o wampirzej zarazie, która rozprzestrzenia się w Stanach. Minął mniej więcej rok, gdy na rynku pojawił się "Wirus" z Wydawnictwa Zysk i S-ka. Rok czekania na dalszą historię ukazującą powolną zagładę świata, dalsze losy bohaterów znanych z pierwszego tomu. Warto było, choć nie miałbym nic przeciwko, gdyby te odstępy pomiędzy premierami książki były krótsze.
Od razu zaznaczę, że nie oglądałem serialu na podstawie "Wirusa". Niedawno leciał właśnie drugi sezon. I dobrze, ponieważ nie spotkałem się z pozytywną opinią. Wytykano dosłownie wszystko, a im dalej, tym było gorzej. Cieszę się, że zamiast telewizyjnego, wampirystycznego gniota, poświęciłem kilkanaście wieczorów na dużo ciekawsze produkcje serialowe. Może to i dobrze, ponieważ książkę spółki Del Toro i Hogan, mogę oceniać bazując tylko na treści i nie mam zmąconych wrażeń kiepskim serialem.
Od razu zaznaczę, że nie oglądałem serialu na podstawie "Wirusa". Niedawno leciał właśnie drugi sezon. I dobrze, ponieważ nie spotkałem się z pozytywną opinią. Wytykano dosłownie wszystko, a im dalej, tym było gorzej. Cieszę się, że zamiast telewizyjnego, wampirystycznego gniota, poświęciłem kilkanaście wieczorów na dużo ciekawsze produkcje serialowe. Może to i dobrze, ponieważ książkę spółki Del Toro i Hogan, mogę oceniać bazując tylko na treści i nie mam zmąconych wrażeń kiepskim serialem.
niedziela, 17 stycznia 2016
Nie zabijamy Bramy! Wszystko co powinniście wiedzieć o OkoLicy Strachu.
Co chwila pojawia się wiele pytań dotyczących nowego
kwartalnika OkoLica Strachu. Pytań uzasadnionych, na które powinniście otrzymać
odpowiedzi. Postanowiłem, że odpowiem na nie w poniższym tekście i wyjaśnię co
było powodem aby skrzyknąć kilka osób i wraz z nimi tworzyć nowy kwartalnik. Przedstawię również jaką mam wizję czasopisma, co w nim znajdziecie i chyba najczęstsze pytanie –
co z Bramą?
Rok temu wraz z chłopakami ze Szczecineckiego Klubu
Fantastyki zaczęliśmy wydawać kwartalnik Brama. Gazetę poświęconą grozie,
fantastyce i grom bez prądu. W Bramie odpowiadałem za okładkę i teksty w
klimatach horroru. Koledzy zaś mieli zająć się pozostałymi rzeczami. Jednak jak się z
czasem okazało, Brama w zdecydowanej większości ma odbiorców wśród fanów
literatury grozy, głównie dzięki promocji w Okiem na Horror, które mocno reklamowało to
wydawnictwo i jakby nie patrzeć współtworzyło kwartalnik. Z czasem także
okazało się, że jesteście głównymi odbiorcami czasopisma. Jednak cały czas
należy pamiętać, że to nie tylko gazeta poświęcona grozie. Musicie wiedzieć, że
Oko nie było wydawcą Bramy, jest nim szczecinecki SAPIK (Szczecinecka Agencja Promocji i
Kultury). Wiem, że wielu z Was uważało, że to dziecko Oka, sam też je tak
traktowałem. Jednak cały czas, gdzieś w głowie, gdzieś w marzeniach, chciałem
założyć indywidualne wydawnictwo, wydawać prasę w klimatach jakie lubię
najbardziej. Zawsze chciałem stworzyć coś mocnego i ambitnego, a co za tym
idzie jakościowo dobrego. Brama jest kwartalnikiem pięknie wydawanym, na
świetnym papierze, z rewelacyjnymi grafikami okładek. Jednak nie to stanowi o
sile każdego wydawnictwa, ważne sa teksty.. Brama zajmuje miejsce pomiędzy ZINEM a
rasowym miesięcznikiem i podejrzewam, że w tym środku pozostanie. Zaś OLS, mam
nadzieję, że będzie porównywana do najlepszych miesięczników na rynku.
Zbrodnia w cieniu mafii. Loża niewiniątek - M. Giuttari.
Zbrodnia w cieniu mafii.
Michele Giuttari to emerytowany szef policji, który zasłynął w sprawie seryjnego mordercy -Potwora z Florencji. W czasie swojej kariery zawodowej prowadził ważne śledztwa przeciwko mafii kalabryjskiej i zorganizowanym grupom przestępczym z Chin.
Swoje doświadczenie zawodowe postanowił wykorzystać jako pisarz. Seria o komisarzu Ferrara liczy sobie sześc części, a "Loża niewiniątek" to druga powieść z tej serii. W Loży komisarz Michele Ferrara znajduje się w centrum zagmatwanej intrygi: z przedawkowania narkotyków umiera dziewczynka, a w mieście popełnione zostają dwa zabójstwa. W świecie podziemia wciąż toczy się bezpardonowa walka o wpływy w Toskanii między albańską mafią a Cosa Nostrą. Te dwa ciągi pozornie ze sobą niepowiązanych wydarzeń okazują się częścią większej sprawy, którą może rozwiązać tylko Ferrara. Śledztwo zaczyna go angażować emocjonalnie szczególnie od chwili, kiedy jego najlepszy przyjaciel Massimo Verga znika w tajemniczych okolicznościach i jest poszukiwany w związku z morderstwem w Versilia.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Klasyczne podsumowanie roku wg Piotra Borowca.
Bardzo dobry rok
Rok 2015 – co chyba wszyscy już wiedzą – bezpowrotnie minął. Spróbujmy więc podsumować, jak wyglądał z punktu widzenia wielbiciela klasyki grozy.
BIBLIOTEKA GROZY WYDAWNICTWA
C&T. Znajomość książek z tej serii jest swoistym znakiem rozpoznawczym
fana. Jeśli ktoś kolekcjonuje BG to znaczy, że jest wtajemniczony. Dlatego
cieszy mnie niezwykle fakt, iż seria w roku 2015 była kontynuowana. Moim
zdaniem, najlepszą z zeszłorocznych
publikacji jest „Widzialne i niewidzialne” E. F. Bensona. Dwa pozostałe tomy,
czyli „Dziwne zjawiska” A. Conan – Doyla'a i „Opowieści upiorne” E. Nesbit
zawierały opowiadania przynajmniej niezłe, z jednym „sztandarowym” tekstem.
Charakterystyczne jest to, że z
wyjątkiem bodajże jednego utworu (lubiane przez czytelników „Jako żywi,
marmurowi” aka „Marmurowi rycerze” Nesbit) wszystkie teksty są absolutnie
premierowe na rynku polskim. Szczególnie mnie to cieszy w przypadku Bensona.
Sześć krótkich opowieści grozy tego autora zostało już w rożnych antologiach w
Polsce opublikowanych. Żadna z nich nie dubluje się w zbiorze C&T.
Książki z BG są tanie, jest to
kolejna cecha specyficzna serii. Możemy zapoznać się z świetną, nieznaną
literaturą za bardzo niską cenę. Te pozycje kosztują zazwyczaj około 20
złotych. Zapewne wydawnictwu udaje się utrzymać tak niską cenę, gdyż nie
inwestuje ono zupełnie w promocję. Nie ma reklam, bannerów, rozdawania książek
C&T w konkursach. Cały więc szum wokoło Biblioteki Grozy robią fani – do
czego bardzo zachęcam.
wtorek, 5 stycznia 2016
Archanioł - Anna Burzyńska.
-Stworzymy nowe oblicze Hiszpanii! Nową wiarę!
-Maszyna ruszyła!
W zimowy wieczór nic tak nie rozpala jak wizja płonących stosów.
Dlatego gdy na okładce przeczytałem że jednym z bohaterów powieści Anny Burzyńskiej jest najbardziej znany inkwizytor hiszpański, postać wręcz sławna i znana każdemu, kto interesuje się średniowieczną historią Europy, postanowiłem zasiąść i przeczytać „Archanioła”, pierwszą część cyklu Czarna Legenda.
„Nazywam się Antonio. W dniu moich czternastych urodzin
oddano mnie do klasztoru dominikanów Convento de Santa Cruz la Real w Segovii,
gdzie miałem wieść ciche życie pełne modlitwy, spłacając dług, który mój ojciec
dawno temu zaciągnął u Boga. Szybko jednak okazało się, że opactwo to skrywa
mroczną tajemnicę, a jego przeor, padre Tomás de Torquemada, snuje w sekrecie
plany zniewolenia Hiszpanii poprzez ogień stosów. Starałem się żyć pokornie
jako nowicjusz w opiece u ojca Armanda Castellano de Corell, wspaniałego lekarza
i niebezpiecznego prawnika, jednak jego chore ambicje, duma i okrucieństwo
odcisnęły potworne piętno na moim życiu. Mury klasztoru były świadkiem
strasznych wydarzeń, które starałem się wiernie odtworzyć na kartach tego
dziennika. Obawiam się jednak, że niebawem świadkiem jeszcze gorszych rzeczy
będzie cała Hiszpania…”
Notka wydawnictwa.
Historia wojen morskich - Paweł Wieczorkiewicz.
Od najmłodszych lat zachwycałem się historycznymi opowieściami o bitwach morskich. Pozycji na rynku o tej tematyce jest dość sporo. Poczynając od starożytności przez średniowiecze po czasy współczesne. Jednak są to pozycje traktujące zazwyczaj o jakimś wąskim okresie historycznym, konkretnych bataliach, często poświęcano im kilka rozdziałów w szerszych omówieniach konfliktów zbrojnych. Weźmy, chociażby "Korsarzy Chrystusa" Brandesa (Wydawnictwa M) traktujących o zmaganiach Joannitów na Morzu Śródziemnym, "Pierwszą wojnę światową 1914-1918" Pajewskiego, gdzie zmaganiom na morzu poświęcono kilka rozdziałów. Można także bez problemu znaleźć całą masę pozycji poświęconych bitwom morskim okresu II Wojny Światowej, choćby wspaniałe, dwutomowe wydanie "Hitlera wojny u-bootów" Blaira, czy wręcz kultowe "Wielkie dni małej floty" J. Pertka, wydane właśnie przez Zysk w 2015 - ponownie. Od małego czytałem namiętnie Miniatury Morskie, Tygrysy czy książki Wydawnictwa Morskiego, wydawane w latach 70-80 tych.
niedziela, 3 stycznia 2016
John Lutz. Bez śladu.
"Śmiertelna randka"
John Lutz po raz kolejny odsłania przed nami makabryczne
oblicze Nowego Jorku. Tym razem robi to w trzeciej części serii z komisarzem
Frankiem Quinnem.
W "Bez śladu" Lutz pokazuje do jakich okrucieństw
jest zdolny człowiek ogarnięty chorym pożądaniem i chęcią zysku.
W Nowym Jorku giną młode kobiety. Detektyw Frank Quinn staje
przed nowym wyzwaniem. Nie zdaje sobie sprawy, że będzie ono zupełnie inne, niż
wszystkie poprzednie.
Quinn wie, że pojawienie się kolejnego seryjnego mordercy
stanowiłoby zbyt proste wyjaśnienie tajemnicy. Nie wie, że ściganie ogarniętego
obłędem mordercy byłoby znacznie łatwiejszym zadaniem, niż to, które przed nim
stoi.
Śmiertelna pułapka zamyka się powoli wokół następnej ofiary.
Quinn musi zdążyć. Zdążyć, zanim ktoś kolejny zniknie – na zawsze i bez śladu.
Komendant nowojorskiej policji Renz, znowu potrzebuje pomocy Quinna przy rozwiązaniu serii
brutalnych morderstw. Oczywiście, martwi się też o własny wizerunek - do tego
już wszyscy zdążyli się przyzwyczaić. Ofiarami są młode kobiety, które od
niedawna mieszkają w Nowym Jorku i nie zdążyły jeszcze nawiązać zbyt wielu
znajomości. Do kolejnych zbrodni dochodzi coraz częściej. Śledczy znajdują
tylko same tułowia ofiar. Sprawa staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy
Frank Quinn wpada na trop portalu randkowego Ekstaza.org.
sobota, 26 grudnia 2015
Najlepsza okładka 2015 r.
Po raz pierwszy Oko zorganizowało ankietę, w której można było głosować na najciekawsze okładki powieści grozy, które ukazały się w tym roku. Ranking zdominował Darek Kocurek, który jest autorem sześciu, z dziesięciu nominowanych projektów graficznych. W zabawie wzięło udział ponad osiemset osób, co jest dla mnie dużym zaskoczeniem, tym bardziej, że na początku głosowanie szło dość mozolnie. Skończyło się jednak wyśmienicie.
środa, 23 grudnia 2015
Stanislaus Eric Stenbock - Faust
Stanislaus Eric Stenbock - Faust
W Polsce niewiele jest wydawnictw sięgających po klasyczną literaturę czy to ezoteryczną, czy też grozy. Owszem, bywają takie. Bywają nawet serie w dużych wydawnictwach, które w większości powtarzają znane szlagiery i niejednokrotnie sięgną po coś naprawdę wyjątkowego i niespotykanego. Bywają takie, które dodatkowo pozycje te prezentują z dbałością o formę wydania. Jednak znam tylko jedno, które z niebywałym pietyzmem spełnia wszelkie najwyższe kryteria. Ich książki to zarówno doskonałe wydania, będące prawdziwym bibliofilskim białym krukiem (nakład tych wydań to najczęściej 222 egz.), który przepięknie wygląda na półce kolekcjonera i pasjonata literatury, jak i dzieła, do których dostęp jest bardzo trudny, a często prawie niemożliwy dla większości wspomnianych pasjonatów. Mówię o pasjonatach, bo ZOAS Press, kieruje swoje pozycje do takich właśnie osób.
Ostatnim do tej pory wydawnictwem w ich dorobku jest Faust Erica Stenbocka. Nowela, która nie była wydana za życia jej autora, a sam maszynopis „(…) odnaleziono we Florencji w Harwardzkim Ośrodku Studiów nad Włoskim Renesansem (…)”, jak wspomina Mariusz Doering w Biogramie.
W Polsce niewiele jest wydawnictw sięgających po klasyczną literaturę czy to ezoteryczną, czy też grozy. Owszem, bywają takie. Bywają nawet serie w dużych wydawnictwach, które w większości powtarzają znane szlagiery i niejednokrotnie sięgną po coś naprawdę wyjątkowego i niespotykanego. Bywają takie, które dodatkowo pozycje te prezentują z dbałością o formę wydania. Jednak znam tylko jedno, które z niebywałym pietyzmem spełnia wszelkie najwyższe kryteria. Ich książki to zarówno doskonałe wydania, będące prawdziwym bibliofilskim białym krukiem (nakład tych wydań to najczęściej 222 egz.), który przepięknie wygląda na półce kolekcjonera i pasjonata literatury, jak i dzieła, do których dostęp jest bardzo trudny, a często prawie niemożliwy dla większości wspomnianych pasjonatów. Mówię o pasjonatach, bo ZOAS Press, kieruje swoje pozycje do takich właśnie osób.
Ostatnim do tej pory wydawnictwem w ich dorobku jest Faust Erica Stenbocka. Nowela, która nie była wydana za życia jej autora, a sam maszynopis „(…) odnaleziono we Florencji w Harwardzkim Ośrodku Studiów nad Włoskim Renesansem (…)”, jak wspomina Mariusz Doering w Biogramie.
niedziela, 20 grudnia 2015
Rzeźnik – John Lutz. Zabójcza seria 1.
Rzeźnik – John Lutz

Rzeźnik Johna
Lutza pojawił się kilka miesięcy temu nakładem wydawnictwa Prószyński i Spółka
w cyklu Zabójcza Seria. Pokusiłam się o przypomnienie tego tytułu głównie dlatego,
że książka została przez Okiem na Horror uznana jednym z dziesięciu najlepszych
thrillerów mijającego roku, zaś dla wielbicieli tego pisarza jest to kolejny
smaczny kąsek, tak krwawy jak najbardziej krwisty stek.
Jednak z książkami Lutza jest małe zamieszanie, ponieważ kolejność
ich pojawiania się na rynku polskim jest troszkę dziwna. Cała seria liczy sobie
jak na razie dziewięć części. Tom pierwszy ukazał się w Polsce w 2014 roku, ale
jako pierwsza z serii z detektywem Quinnem pojawiła się część szósta...
Trochę miesza to szyki przy czytaniu, prawda? Na
szczęście książki nie stanowią spójnej całości, a łączy je osoba głównego
bohatera, choć wzmianki o historiach z poprzednich tytułów mogą się pojawiać.
Na szczęście możemy już skompletować Lutza chronologicznie.
Mimo, że zaczynamy nie od pierwszego tytułu, to mam nadzieję, że skusicie się na kolejne śledztwo z
detektywem Quinnem, będzie to pierwsze spotkanie z Johnem Lutzem i jego
niesamowitymi thrillerami, następne wkrótce.
czwartek, 17 grudnia 2015
Najlepsze, najciekawsze tytuły 2015 roku. Thriller i groza.
Podsumowania
czas zacząć.
Jaki był ten
rok? Czy wydano książki, które coś w nas zmieniły? Czy ukazało się długo
oczekiwane, piękne wydanie powieści naszego ulubionego autora? Może jakiś tytuł
okazał się spektakularnym sukcesem? A może jakiś pewniak zaliczył totalną
wtopę, może świetny tytuł okazał się zwykłym marketingowym bublem? A może pod
tragiczną okładką kryła się rewelacyjna treść? Może znalazł się debiut, który
czytałem, a na słuchawkach miły, kobiecy głos powtarzał: „Nie zapomnij nabrać
powietrza”.
Przygotowałem dwa podsumowania.
Najlepszy thriller – tutaj, o dziwo, nie było problemu z wyborem dziesięciu książek 2015 roku. Choć zastanawiałem się nad wieloma tytułami, z powodu, tak naprawdę, zacierania się granicy pomiędzy thrillerem a kryminałem. W tym roku Oko otworzyło szeroko swoją powiekę na kryminał, jednak postanowiłem, że pominę kryminalne podsumowanie. Pozostawię to blogom siedzącym mocno w tej tematyce. Jednak thriller to zupełnie inna bajka. Umiejscowiony gdzieś pomiędzy horrorem a kryminałem, bardzo często nosi znamiona, czy elementy któregoś z tych gatunków, czasami łącząc je oba.
Najlepszy thriller – tutaj, o dziwo, nie było problemu z wyborem dziesięciu książek 2015 roku. Choć zastanawiałem się nad wieloma tytułami, z powodu, tak naprawdę, zacierania się granicy pomiędzy thrillerem a kryminałem. W tym roku Oko otworzyło szeroko swoją powiekę na kryminał, jednak postanowiłem, że pominę kryminalne podsumowanie. Pozostawię to blogom siedzącym mocno w tej tematyce. Jednak thriller to zupełnie inna bajka. Umiejscowiony gdzieś pomiędzy horrorem a kryminałem, bardzo często nosi znamiona, czy elementy któregoś z tych gatunków, czasami łącząc je oba.
Podsumuję więc. Poniżej znajdziecie mój TOP 10
w kategorii: THRILLER.
Rok 2015 zdecydowanie należał do świetnych,
mocnych thrillerów, nazwisk znanych, lecz także i tych nowych. Bardzo się
cieszę, że w mojej topce znajdziecie także polskich autorów. Oczywiście mogą
pojawić się głosy: „A gdzie ten czy tamten tytuł?!”. Ustalmy jedno. Jest to
podsumowanie przeczytanych, przez recenzentów Oka, najlepszych według nich thrillerów,
w większości przez nas recenzowanych. To nie jest podsumowanie wszystkich
thrillerów, jakie ukazały się na rynku. Powód jest prosty. Ogarnięcie
wszystkich tytułów jest dla nas po prostu niemożliwe.
niedziela, 13 grudnia 2015
Dan Simmons - Upadek Hyperiona.
Pisząc o książkach, ze wszystkich
sił staram się nie zdradzać fabuły - co właśnie okazało się dość trudne, jak
bowiem przybliżyć Wam "Upadek Hyperiona" nie zdradzając fabuły "Hyperiona", czyli pierwszego tomu
opowieści autorstwa Simmonsa? Spróbuję, choć jednocześnie ostrzegam - pewne
spoilery mogą się pojawić.
No to po kolei.
Jak to z drugimi tomami bywa,
występuje sporo podobieństw do tomów pierwszych. To samo uniwersum, ten sam
autor, sporo wspólnych bohaterów, no i świetne wydanie. To już kolejna książka
serii "artefakty" MAGa w moich rękach i wciąż nie mogę się nachwalić
jakości - projekt okładki, szycie, oprawa, skład - wszystko naprawdę bardzo
dobre.
Ale czas wrócić do samej
historii. Pomimo tego, że „Upadek Hyperiona” to bezpośrednia kontynuacja fabuły
z tomu pierwszego, opowieść prowadzona jest w zupełnie innej formie. Zamiast
cyklu opowiadań powiązanych głównym wątkiem, autor serwuje dwie równoległe (i
przenikające się) opowieści. Początek daje również nadzieję, że z biegiem
fabuły wątki się połączą - myślę, że tyle mogę zdradzić. Mi ta zmiana
odpowiada. O ile prowadzenie fabuły przy pomocy opowiadań było ciekawą
konwencją, to myślę że drugi tom pisany w ten sam sposób mógłby już wywołać
znużenie.
Wątek pierwszy to dalszy ciąg
fabuły z poprzedniego tomu, czyli losy grupy pielgrzymów na planecie Hyperion,
zaś wątek drugi zbudowany jest wokół nowej postaci, Josepha Severna. I to
głównie ta druga historia stanowi o sile "Upadku Hyperiona", to przy
jej pomocy Simmons przekazuje czytelnikowi znacznie więcej, niż można by
oczekiwać od przeciętnej powieści:
czwartek, 10 grudnia 2015
Wojciech Chmielarz - WAMPIR.
Wojciech Chmielarz WAMPIR
Wojciech Chmielarz zadebiutował w 2012 roku powieścią „Podpalacz”.
Jego powieść w tym roku została nagrodzona Nagrodą Wielkiego Kalibru, w
kategorii: Najlepszy kryminał. Nagrodę otrzymał za ostatnią część cyklu o
Jakubie Mortce – „Przejęcie”. Warto wspomnieć, że to już dla autora kolejna
nominacja do tej prestiżowej nagrody literackiej.
Najnowsza książka – „Wampir” – nie jest jednak kontynuacją
serii o policjancie, znanym z poprzednich trzech powieści. To zupełnie nowy
cykl. Tym razem Wojciech Chmielarz zabiera nas do Gliwic, gdzie z dachu jednego
z wieżowców skacze młody mężczyzna.
Mateusz nie miał powodu, żeby pragnąć śmierci. Był zwykłym
dwudziestolatkiem. Studiował socjologię, ale planował przenieść się na
informatykę. Chciał podróżować, zwiedzać świat. Pewnej majowej nocy wszedł na
dach wieżowca i skoczył. Nie zostawił listu. Nikt niczego nie widział.
Prokuratura uznała, że to samobójstwo.
Wynajęty przez matkę krnąbrny prywatny detektyw Dawid Wolski
rozpoczyna śledztwo i wchodzi w zaskakująco bezwzględny świat nastolatków.
Sprawa komplikuje się coraz bardziej, kiedy tajemnice gliwickich zaułków
zaczynają splatać się z wirtualną rzeczywistością. Jakie sekrety skrywał
Mateusz? Dlaczego niektórzy członkowie jego rodziny najwyraźniej woleliby
ukręcić łeb śledztwu? I najważniejsze − czy zawsze warto znać prawdę?
środa, 9 grudnia 2015
Wodny nóż - Paolo Bacigalupi. Uczta wyobraźni.
„Wodny nóż” Paolo Bacigalupiego, jest moim pierwszy
spotkaniem z prozą tego amerykańskiego pisarza. Wprawdzie wcześniej bardzo chciałem
przeczytać „Złomiarza”, jednak ten temat gdzieś mi umknął. Teraz wiem, że
koniecznie muszę nadrobić zaległości. Powód jest prosty. „Wodny nóż” to świetna
książka, mocno osadzona w klimatach związanych z ekologią, sam autor jest chyba
najbardziej znanym twórcą nurtu fantastyki ekologicznej. Choć ja określiłbym
książkę jako kryminał futurystyczny, w tle, z dość realnym w przyszłości
zagrożeniem spowodowanym zmianami klimatycznymi i niebezpieczeństwem
uszczuplających się zasobów wodnych. Temat jest jak najbardziej na czasie, gdy
obserwujemy zmiany klimatyczne na świecie zmuszające ludzi do migracji. Zmiany
te są często także przyczyną konfliktów zbrojnych, szczególnie w Afryce.
Książka ukazała się w
serii Maga – Uczta wyobraźni. Wydawnictwo zdążyło już nas przyzwyczaić, że
publikowane w Uczcie tytuły, to książki wyjątkowe, nie będące sztywno
reprezentantem jednego gatunku literackiego. Do tego rewelacyjnie wydane w
twardych oprawach i ze świetnymi grafikami okładek. W przypadku Noża, za okładkę
odpowiada Dark Crayon. Marka ta jest zazwyczaj gwarancją świetnej jakości i uczty dla oczu.
wtorek, 8 grudnia 2015
Graham Masterton - Szkarłatna wdowa.
Graham Masterton chyba już zdążył przyzwyczaić swoich
czytelników do różnorodności fabuł, stylów i niejednostajnego dawkowania
atmosfery grozy w wykreowanych przez siebie opowieściach. Dlatego też z tym
większym zaciekawieniem sięga się po każdą nową powieść „Mastiego”. Jednym z
ostatnich tytułów, wydanych w Polsce nakładem Albatrosa, jest „Szkarłatna
wdowa”. To historia, która może nieszczególnie usatysfakcjonuje fanów horrorów
i ostrzejszego pióra, ale na pewno ucieszy tych, którzy szukają na długie,
zimowe wieczory czegoś niebanalnego oraz wszystkich, którzy od lat zakochani są
w Mastertonie.
Bohaterką „Szkarłatnej wdowy” jest córka wziętego
londyńskiego aptekarza Beatrice. Kobieta od najmłodszych lat wtajemniczana była
przez ojca w świat nieodgadnionych dla zwykłego śmiertelnika, uśmierzających
ból i leczących przeróżne przypadłości, mikstur. Beatrice jako mała dziewczynka
przyglądała się nie tylko aptekarskiej pracy swojego ojca, ale również jego,
jak mogłoby się wydawać, nieco dziwacznym eksperymentom z pogranicza życia i
śmierci. Była także świadkiem powolnego umierania swojej matki. Mimo że ojciec
znał przeróżne receptury i farmaceutyczne sztuczki, nie zdołał uratować swojej
ukochanej żony.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Pół świata – Joe Abercrombie.
Pół świata – Joe Abercrombie.
„Pół świata” to drugi tom trylogii Morze Drzazg. O pierwszym
tomie „Pół króla”, pisaliśmy jakiś czas temu, teraz przyszła kolej na następną
przygodę z książką Joe Abercrombiego. Moim zdaniem jednego z ciekawszych
autorów fantasy. Jednak nie mam na myśli pisarzy wciągających nas w świat
smoków, elfów, magii i czarnoksiężników. Cykl Morze Drzazg to literatura mocno
osadzona w jakby nie patrzeć wymyślonym świecie. Oczywiście magię tutaj
znajdziemy, jednak jest ona tylko małym dodatkiem do fabuły powieści. Całe
szczęście, ponieważ taka fantastyka odpowiada mi najbardziej. Zanim przejdę do
książki, wspomnę tylko, że bardzo liczyłem na spotkanie z Joe podczas
tegorocznego Coperniconu. Szkoda, że ugrzązł gdzieś na europejskim lotnisku. Może
w przyszłym roku będzie okazja, aby zdobyć autograf tego wyjątkowego pisarza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
















