Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

wtorek, 25 listopada 2014

Mariusz Zielke -wywiad. "Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy".




Mariusz Zielke dziennikarz śledczy i gospodarczy. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwerytetu Warszawskiego

W latach 1999-2009 r. związany był z dziennikiem gospodarczym Puls Biznesu. W 2005 r. zdobył nagrodę GRAND PRESS w kategorii "dziennikarstwo śledcze" za teksty o giełdowych zmowach. Rok później nominowany do tej nagrody w kategorii dziennikarstwa specjalistycznego za cykl o absurdach urzędniczych i przetargach
W 2009 r. założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), w której objął stanowisko redaktora naczelnego W 2009 r. Niezależna Gazeta Internetowa została nominowana do nagrody Grand Press jako pierwsze medium internetowe w historii tej nagrody, Mariusza Zielke nominowano ponownie w kategorii "dziennikarstwo śledcze".
Jest autorem pierwszego polskiego thrillera finansowego pt. "Wyrok".
Jego ostatnia powieść to "Twardzielka"



*Mariusz Zielke. Wszędzie gdzie wpisuję Twoje nazwisko, to wyskakuje mi w czasie teraźniejszym - reporter śledczy. To aktualny, wykonywany Twój zawód?

Już dawno nie jestem dziennikarzem, nie piszę tekstów w gazetach, zawsze podkreślam, że jestem byłym dziennikarzem, a to z tego powodu, że czasem podejmuję się pisania książek czy tekstów zamówionych przez firmy czy osoby. Jako dziennikarz nie mógłbym tego robić, bo to byłoby nieetyczne. Jestem takim niby ghostwriterem, ale uważnie dobieram zlecenia, nie zgadzam się na pisanie tekstów, które w jakiś sposób kolidują z moim światopoglądem. Poza tym piszę też normalne książki, powieści, które podpisuję swoim nazwiskiem.

*Katarzyna Bonda, podczas spotkania z czytelnikami, które organizowałem powiedziała, „dzisiaj każdy jest reporterem śledczym”. Zdanie to podało gdy opowiadała o zmianach jakie zaszły w mediach, przez ostatnie lata. Zgadzasz, się, że to taki modny czy powiedzmy nośny dla własnego "ego" zawód?

Tak być powinno, ale czy jest, to już inny, dużo szerszy temat. Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy, a nie wysługiwaniu się reklamodawcom, zaprzyjaźnionym politykom czy biznesmenom. W tym sensie każdy dziennikarz jest reporterem śledczym. Takie powinno być dziennikarstwo. Nie zgadzam się z Kasią, że tak jest, bo wiele mediów łamie zasady obiektywizmu i rzetelności, więc trudno nazwać ich pracowników dziennikarzami, a już na pewno nie można reporterami śledczymi.


*Wiadomo, że do każdej pracy trzeba mieć określone predyspozycje.  Jakie trzeba mieć cechy, aby zajmować się śledztwami reporterskimi i robić to dobrze?

Trzeba umieć słuchać ludzi, mieć dużo cierpliwości, chęci, uwagi, umieć czytać ze zrozumieniem, nie napalać się na tematy sensacyjne, umieć zdystansować się do tematu, wiele innych cech jest tu potrzebnych. Ja uważam też, że trzeba mieć trochę doświadczeń życiowych, żeby umieć ocenić wpływ własnych działań na rzeczywistość i ludzi, których opisujemy, ale tu mam wątpliwości, bo jednak dziennikarz powinien napisać prawdę, nawet jeśli ona komuś zaszkodzi. To był zawsze mój problem. Zbyt dużo zastanawiałem się, czy za bardzo nie zaszkodzę swoim tekstem i chyba dlatego się nie nadawałem do tego zawodu.


* Wiem, że za kilka tematów poruszonych w książkach, czy na łamach prasy pozwano Cię o zniesławienie, o pisanie nieprawdy. Bilans jest na plus - dla Ciebie, tak? Gdzieś czytałem, że nawet próbowano cię przekupić. To nie wpływa na Twoją pracę, nie masz powiedzmy takiego zawahania: Za to się nie wezmę, bo z tych sądów nie wylezę? Czy może to kwestia solidnie przygotowanego materiału?

Opublikowałem kilka tysięcy tekstów, z czego kilkadziesiąt, a może i kilkaset o sporych przekrętach i kontrowersjach. Nigdy nie napisałem kłamstwa, zawsze moje teksty były oparte na dowodach, a nie widzimisię jakichś tajemniczych informatorów. Wygrałem wszystkie swoje sprawy sądowe, nigdy nie musiałem nikogo przepraszać czy prostować istotnych informacji, które podawałem (podkreślam istotnych, bo oczywiście drobne błędy mi się zdarzały, jak każdemu i sam je potem prostowałem, bez żadnych procesów czy nacisków, ale to były tak naprawdę czeskie błędy, drobiazgi; w sprawach istotnych nigdy się nie pomyliłem). Oczywiście bywało tak, że się zastanawiałem, czy jakiś tekst nie spowoduje kolejnej lawiny procesów, ale ostatecznie jednak publikowałem. W sądach występowały przeciwko mnie najdroższe kancelarie wyspecjalizowane w takich procesach i przegrywały, co teraz daje mi satysfakcję, ale kiedyś napsuło sporo krwi. Co do prób przekupstwa, było ich masa i wiele razy już o tym mówiłem. Przy większości pisanych tekstów zamiast pisania mogłem zostać milionerem. Nie jestem i w sumie wcale mi nie żal. Nigdy nie pracowałem dla pieniędzy. Książki też głównie piszę dla siebie, a nie dla kasy. Piszę po prostu to, co chcę i na co mam klimat w danym momencie, stąd tak duża rozbieżność gatunkowa moich powieści.

* Twoje książki: „Wyrok”, czy „Twardzielka”, to chyba nie są typowe kryminały, takie do których jesteśmy przyzwyczajeni, mam tu na myśli historie stworzone w głowie autora, atrakcyjna fabułę i zagadkę. W twoich książkach bohaterowie są fikcyjni ale tematy, a dokładnie przestępstwa prawdziwe.


Ja tak naprawdę nie jestem pisarzem kryminałów. Moje książki tylko je udają, czasem są przypisywane do tego gatunku niepotrzebnie lub na siłę, bo wykorzystuję pewne kryminalne schematy, jednak w tle jest zupełnie inna treść i inne motywy mną kierują do pisania tych powieści. Mnie samo śledztwo w ogóle nie interesuje, staram się prowadzić z czytelnikiem pewną grę w skojarzenia i w ten sposób go bawić. W przyszłym roku na przykład wydam dwie powieści, obie mocno oparte na faktach, które są bardzo kryminalne czy sensacyjne, ale jednak obu tych książek nie nazwałbym kryminałami.

* Powiedz jak wygląda napisanie takiego kryminału opartego na prawdziwych zdarzeniach.  To nie są chyba błahe tematy, trzeba mieć wiedzę, dokumenty, czytać akta procesowe czy siedzieć godzinami w sądach?

Nie do końca, tak się pisze reportaże. W powieściach trzeba jednak zbudować sobie świat fikcyjny, który może być oparty na faktach. Ja staram się bawić faktami i rzeczywistością, prowadzić pewną grę z czytelnikiem, w której bardzo ciężko jest ocenić, co się rzeczywiście wydarzyło, a co jest tylko fikcją. Niektórych to denerwuje, a niektórym to się bardzo podoba. Ja korzystam z akt, wiedzy, doświadczeń, ale na ich bazie buduję własny, wymyślony świat i w niego wplatam prawdziwe historie zbrodni czy przekrętów, których kulisy są mało znane. Tak było w „Wyroku” i „Formacji trójkąta”, w obu tych książkach jest masa prawdziwych wydarzeń i przekrętów. Nie boję się powiedzieć, że moim zdaniem „Wyrok” to jest ewenement na skalę światową, nie ukazała się dotąd podobna powieść. W „Formacji trójkąta” dodatkowo cała intryga jest zbudowana tak, żeby w sposób alegoryczny opowiedzieć pewną historię. Ten zamysł wymusił rozwiązania fabularne i takie pokierowanie postaciami, akcją, żeby dla osób, którym chce się bawić w różne teorie spisku, był to przewodnik po pewnym skandalu. Zabawne, że bywa też tak, że prawda jest bardziej nieprawdopodobna niż fikcja. W tej samej książce rozwiązanie zostało oparte na prawdziwych wydarzeniach, a niektórym wydał się wydumane czy mało prawdopodobne.

* Może to głupie pytanie. Po co piszesz o tematach związanych z korupcją, machlojkami, powiązaniami pomiędzy światem mediów, biznesu czy polityki. To jest, powiedzmy Twoja misja? Chcesz aby te sprawy ujrzały światło dzienne? Aby nie były zamiecione pod dywan?


Ja uważam, że to są tematy ważne, że im więcej o tym rozmawiamy, tym mniej będzie tego typu zdarzeń, łapówkarze będą się bali brać, a dający dawać. Korupcja to największa i najgroźniejsza plaga biznesowa, psująca wolny rynek, relacje na nim. Tego nie da się całkowicie wyeliminować, ale powinno być to napiętnowane i przyjmowane jako zło. I chyba to się trochę udaje (przy czym nie twierdzę, że to moja zasługa), że korupcja jest traktowana już jako zło, że każdy rozumie, że dawanie w łapę to nie jest dobry sposób na osiągnięcie celu, a do niedawna przecież powszechnie uważaliśmy, że np. w szpitalu należy dać w łapę, żeby mieć dobrą obsługę. Dziś już nie jest to takie oczywiste, lekarze i pacjenci się zmienili (chyba).

*Korupcja w Polsce faktycznie jest tak duża jak piszesz i mówisz? Wszechobecna?

Niestety, ale to jest wciąż duży problem. Oczywiście to się zmienia, nie ma już takiej powszechnej aprobaty, no i jest jednak strach przed skandalem i aresztowaniem, bo przed karą to chyba wciąż strachu nie ma ze względu na opieszałość organów ścigania i sądów. Problem jest bardzo duży.




*Ok. przejdźmy może do najnowszej Twojej książki „Twardzielka”

   Czy historia opowiedziana na kartach tej książki, także jest prawdziwa?

W dużej mierze jest to historia na faktach, ale podobnie jak w innych przypadkach, fakty są obudowane fikcją i pomieszane z wymyślonymi rzeczami. Jednak wiele z opisanych w tej książce zdarzeń miało miejsce, tyle że opowiedziane są znów w przenośni. To nie ma być żaden dokument, tylko rozrywkowa powieść o cieniach szołbiznesu.

* Wydawnictwo Akurat, które wydało Twoją książkę pisze o niej „bezkompromisowy kryminał. Mocna lektura pełna napięcia i dramatycznych wydarzeń”. Czyli co? Mrocznie, brutalnie, krwawo bez ściemy i patyczkowania się?

Brutalnie, krwawo jest, ale to książka dużo lżejszego kalibru niż „Wyrok” i powieści, które wydam w 2015 r. Taka moja odskocznia od poważniejszych tematów. I znów: jest to udawany kryminał, powieść z pewnym kluczem, a nie kryminał zgodny ze schematem tego typu powieści.

* Więc komu się spodoba "Twardzielka"? 

Ja mam z tą powieścią pewien kłopot, bo sam bardzo ją lubię, dobrze bawiłem się przy jej pisaniu, uważam, że to fajna rozrywkowa powieść, mam też wiele głosów od czytelników, że im się podoba, więc nie chcę, żeby to zabrzmiało zbyt defensywnie. Wiem jednak, że „Twardzielka” jest zupełnie inna niż powieści, które są - jakby to powiedzieć - moim głównym nurtem, z którym się mocno identyfikuję, czyli takie książki kryminalno-sensacyjno-śledczo-polityczno-gospodarcze, jak „Wyrok”, „Formacja trójkąta” czy powieści oddane już wydawcy, które ukażą się drukiem w 2015 r.


Dziękuję bardzo, że znalazłeś chwilę aby opowiedzieć na kilka pytań. Powodzenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz