Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

wtorek, 15 lipca 2014

Kazimierz Kyrcz Jr - Wyżywam się artystycznie rąbiąc drewno na rozpałkę.

1.Kazimierz Kyrcz Jr - to jedno z najbardziej rozpoznawalnych, wśród fanów literackiego horroru nazwisko. Pamiętam, że gdy zabiegałem o patronat nad jednym z konkursów organizowanych przez OnH, było ciężko wydębić nagrody. Gdy wysłałem regulamin i skład jury, w końcu przyszła wiadomość : „Jak Kazek tam macza palce, to wchodzimy”.
Czujesz się gwiazdą polskiej sceny? J

Strasznie miło mi słyszeć, że mam pozytywny wpływ na rzeczywistość J. Gwiazdą na pewno się nie czuję, co najwyżej – jak to trafnie ująłeś – jestem rozpoznawalny. Inna sprawa, że ciężko pracowałem, żeby dotrzeć do tego punktu, w którym teraz jestem… Co nie znaczy, że osiadłem na laurach. Jeśli człowiek się nie rozwija, to niestety zostaje w ogonie.

2. Kazek pozwól, że zapytam. Jesteś oficerem policji, a jednocześnie pisarzem. Wiem, że napisałeś opowiadania, w których gdzieś te dwa światy się łączą. Na przykład „Selena” czy „Przytulanka”. Praca dostarcza inspiracji?
 Mam kilku znajomych policjantów i wiem, że wbrew ogólnej opinii nie jest to łatwa i przyjemna robota.




Akurat ja nie mam prawa narzekać, bo po dwunastu latach walki „na linii” trafiłem do pionu logistycznego, gdzie pracuje się w normalnych warunkach. Wcześniejsze, niekiedy dość traumatyczne, doświadczenia rzeczywiście dostarczały mi pomysłów na teksty. Poza opowiadaniami, o których wspomniałeś, zawarłem je przede wszystkim w mojej powieści „Podwójna pętla”, którą odważyłem się opublikować dopiero w ubiegłym roku. Jej główny bohater, Mateusz, wiele razy dostał od firmy w dupę… Cóż, wobec mnie też nie stosowano taryfy ulgowej.


3. Uprawiasz  horror ekstremalny. Jest wielu ludzi, którzy z tym radzą sobie lepiej czy gorzej. Szczególnie publikacje internetowe mają zróżnicowany poziom. W Polsce chyba jeszcze długo żadne, duże wydawnictwo, nie wyda tego gatunku horroru u siebie. Czy to ma rację bytu?

Z tym horrorem ekstremalnym to nie do końca się poczuwam… Nie jestem aż takim hardkorowcem, przynajmniej literacko. A co do dużych wydawnictw, cóż… niektóre z nich pewnie wydałyby każde ekstremum, o ile ich szefostwo wierzyłoby, że na tym zarobi. Większość wydawców to cyniczni kolesie nastawieni wyłącznie na zysk. Co niestety uderza zarówno w czytelników, jak i autorów czy tłumaczy.

4. W mądrej wikipedii stoi, że wychowałeś się na rosyjskiej prozie fantastycznej. Dla mnie  Dostojewski i jego „Wspomnienia z domu umarłych” czy Bułhakow i „Mistrz i Małgorzata” to obowiązkowe lektury i dzieła wybitne.

Kiedy byłem nastolatkiem zafascynowanym fantastyką, książek z tego gatunku ukazywało się u nas naprawdę niewiele. W tej sytuacji człowiek nie wybrzydzał i czytał jak leci. Uwielbiałem opowieści guślarskie Kiryła Bułyczowa, powieści braci Strugackich i innych autorów, których miałem szczęście poznać w oryginale. Nieco później, na studiach, przyszła pora na literaturę główno nurtową. Zachłysnąłem się wtedy rosyjską prozą i poezją. Zresztą nadal uważam, że to skarbnica genialnych pozycji. Polecam ją każdemu, kto pragnie wzbogacić się emocjonalnie i duchowo.

5. Podczas Dni Fantastyki we Wrocławiu, miała miejsce premiera najnowszej Twojej książki, napisanej wraz z Dawidem Kainem „Wojna świrów”. Ponieważ jeszcze nawet nie miałem jej w rękach, to może opowiedz trochę o tym projekcie.

He, He, powinieneś szybko to nadrobić! A tak na serio - muszę przyznać, że jestem strasznie zadowolony z tej powieści. Tworzyliśmy ją w trybie akcyjno - spoczynkowym przez jakieś dwa lata, a potem po półrocznej pauzie na przegryzienie się materiału, dopieszczaliśmy jeszcze kilka miesięcy. Przyjęcie takiej metody pozwoliło nam na uzyskanie pełnej kontroli nad tekstem. Ostatnio Dawid czytał „Wojnę świrów” od deski do deski i wyłapał raptem jeden drobny błąd, który zresztą zostanie usunięty przy okazji drugiego wydania. Czyli mucha nie siada… Moja duma jest tym większa, że w realiach naszego zaścianka twórczość literacka wymaga coraz większego heroizmu. Wydawnictwa padają, dystrybutorzy szaleją, żądając 55% ceny okładkowej za… praktycznie za nic. Niech już w końcu pierdyknie bomba A (A jak Amazon, ma się rozumieć) i niech się zrobi choć trochę normalniej, bo jak tak dalej pójdzie, to znalezienie nowej książki polskiego autora będzie graniczyło z cudem.

6. Niedawno zakończył się konkurs „Horror na debiut” , w którym byłeś jednym z jurorów. Szczerze, jak wrażenia? Jak prace? Wiem, że wynalazłeś jakąś perełkę na Niedobre Literki?

Zdarzyło mi się już kilka razy jurorować i za każdym razem obiecywałem sobie, że już nigdy więcej. Ale kiedy zaproponowałeś, żebym się dopiął do tego akurat konkursu, poczułem, że zabrałeś się za temat z właściwych pobudek… No i nie myliłem się.
(dzięki bardzo, miło usłyszeć takie słowa)
 Młodym adeptom pióra, starym zresztą też, choćby się do tego nie przyznawali – potrzeba pozytywnych impulsów do pisania. A wyróżnienie czy wygrana w konkursie bardzo motywuje… Wracając do poziomu – był całkiem przyzwoity. Poziom jury zresztą też, tak więc efekt końcowy uważam za co najmniej zadawalający. Wypatrzone przeze mnie opowiadanie Flory Woźnicy, co prawda nie zmieściło się do ścisłego finału konkursu, ale wkrótce po małej obróbce redakcyjnej będzie można je przeczytać w naszym bizarrowym spec-centrum.

Świetnie. Cieszę się, że szanse na swoje małe lub wielkie zwycięstwo, tak naprawdę mają wszyscy uczestnicy. Czego przykładem jest Flora.

7. Praca – dom – pisanie. A co robisz w wolnych chwilach? Jakieś małe hobby? Na przykład kolejka elektryczna w piwnicy? J Mówiąc krótko jakiś psychiczny reset?

Do tego kołowrotka możesz dodać jeszcze jeden przystanek, czyli drugą pracę, bo od dziesięciu lat jestem kuratorem społecznym. Jak pewnie się domyślasz, w takim reżimie niewiele czasu zostaje na przyjemności. Jako domowa gadzina czasem wyżywam się artystycznie rąbiąc drewno na rozpałkę, chodzę z Dawidem na siłkę, gdzie obgadujemy wszystko i wszystkich, ostatnio bawię się też w piechura; kiedy jest ładna pogoda wybieramy się z żoną na dłuższe spacery. A że okolica, w której mieszkamy, jest dość urokliwa – rzecz jasna poza stadami komarów – taki spacer pozwala nieźle przewietrzyć spuchnięte szare komórki.

8. Muzyka.
Słuchasz: The Cure, Siouxie and the Baanshees czy Cocteau Tweans. Kapel, które dziś już nie grają i najlepiej smakują z winyli i kaset J. Byłeś w Jarocinie, pewnie także na niejednym koncercie. Jak odnajdujesz się w erze plastiku, i silikonowych cycków lansowanych w mediach?
Muzycznie coś wynalazłeś świeżego?

To nie jest tak do końca, że te kapele nie grają, bo akurat The Cure całkiem nieźle sobie radzi. Co prawda od 2008 roku nic nowego nie nagrali, ale potrafią rzeźbić czterogodzinne koncerty. Z kolei Simon Raymonde z Cocteau Twins powołał ostatnio do istnienia całkiem obiecujący projekt Snowbird. Reaktywowało się Swans… Fakt jednak pozostaje faktem, że od kilku lat muzyka gra w moim życiu mniejszą rolę. Kiedy ma się małe dzieci, człowiek siłą rzeczy zaczyna uciekać w ciszę. Z nowszych wykonawców, którzy tworzą w interesujących mnie klimatach, mógłbym polecić Chelsea Wolfe i Tropic Of Cancer. A z bardziej popowych: Garbage, Dommin i White Lies… Co by się nie działo, na dobry koncert zawsze chętnie się wybiorę. 

Jednak muzycznie jestem do tyłu.  Choć o reaktywacji Swansów słyszałem.

9. Chyba standard pytanie: Czytać pewnie czytasz J?

Zaskoczyłeś mnie tym pytaniem ;)
Oczywiście, czytam. Choć niekoniecznie to, na co mam największą ochotę i na pewno nie tyle, ile bym chciał. Niektóre pozycje czytam przede wszystkim po to, by mieć o czym mówić na prelekcjach, inne, żeby przybliżyć sobie jakieś konkretne zagadnienie, potrzebne w tworzeniu opowiadań czy powieści… Kiedy zacząłem grać na basie, moja przyjemność z obcowania z muzyką mocno na tym ucierpiała – wsłuchiwałem się w pochody basowe, analizowałem je… Teraz trochę podobnie jest z literaturą. Chcąc nie chcąc, podczas lektury wyłapuję patenty, które – rzecz jasna po przetworzeniu – warto by zastosować. Ha, będę draniem i nie podam żadnego tytułu!

10. I na koniec. Ponieważ chyba w naszym kraju jest moda na pisanie w duetach to z kim (wybieraj z całego świata ;) ) Kazimierz Kyrcz Jr. chciałby napisać książkę.

Wygląda na to, że trochę się do tej mody przyczyniłem… przed dziesięciu laty wydając z Dawidem Kainem „Piknik w piekle”, który jak zdążyłem zaobserwować, do tej pory mocno inspiruje młodych twórców… Cóż, tworzenie w duetach ma swoje plusy i minusy, jak zresztą prawie wszystko. Nikogo, kto choć trochę zna moje upodobania, nie zdziwię Kathe Koją, która nota bene napisała kiedyś – przynajmniej jedno – opowiadanie z Barrym Malzbergiem. Z drugiej strony mój angielski jest zbyt słaby, by taka współpraca miała rację bytu. Co innego, gdybym miał okazję popełnić coś po rosyjsku – w tym przypadku najchętniej połączyłbym siły z Anną Starobiniec… No dobrze, jednak podam jeden tytuł, który ostatnio mnie oczarował – jej zbiór opowiadań „Szczeliny”. Zawarte w nim teksty są różnorodne, przejmujące i mocno psychodeliczne.


Super. Dzięki Ci bardzo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz