sobota, 26 marca 2016

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas - ZOMBIE.PL

Robert Cichowlas i Łukasz Radecki nie od dziś współtworzą literacki gatunek polskiego horroru. „Zombie.pl” to trzecia książka tego utalentowanego duetu – po powieści „Miasteczko” i zbiorze opowiadań nowel „Pradawne zło”. Tym razem na warsztat wzięli niezwykle oklepany i ograny na różne sposoby motyw epidemii żywych trupów. Nie zniechęcajcie się jednak samym tematem – jeśli myśleliście, że w tej kwestii nie da się powiedzieć czegoś nowego, jesteście w błędzie.

Bohaterem „Zombie.pl” jest Karol Szymkowiak, mąż, ojciec, wiecznie zapracowany restaurator, poznaniak, przebywający w Gdańsku w interesach. Po suto zakrapianym wieczorze, nasz protagonista budzi się w hotelu na potężnym kacu, aby odkryć, że jego przyjaciel został zmasakrowany, a świat, który Karol znał, z dnia na dzień przestał istnieć. Polskę, a może nawet cały świat, opanowała epidemia zombie.

Początkowe sekwencje książki nieco nużą, głównie dlatego, że pierwsze zderzenie bohatera/bohaterów ze światem po apokalipsie zombie, widzieliśmy i czytaliśmy już wiele razy. Z czasem Karol pozna kolejnych ocalałych, stanie się ofiarą zdrady czy wreszcie wyruszy w podróż, mającą ostatecznie doprowadzić go do rodziny. I właśnie tutaj wychodzi mocno indywidualny akcent powieści: w drugiej części książki nasz bohater, wraz z seksowną towarzyszką, przybywa do zamku w Malborku, który w obliczu zagłady we władanie objął samozwańczy władca Jarogniew. Skupiona wokół niego społeczność postanowiła wrócić do korzeni i praktykować wierzenia i obrządki… pradawnych Słowian! To oryginalna koncepcja, nadająca lekturze rumieńców i stanowiąca miłą odmianę.

środa, 23 marca 2016

Bezsenna Środa z Wielkim Bukiem. Kozioł ofiarny - Daphne du Maurier.


Prawdopodobnie każdy z nas miewa takie chwile zwątpienia, kiedy marzy mu się, by zamienić się z kimś miejscami. Z przyjacielem, może z kimś znanym, z człowiekiem przypadkiem napotkanym na życiowej drodze. Chociaż na chwilę stać się kimś innym, jego sobowtórem, uciec od własnych bolączek, stresów i rodzinnych zobowiązań. Zapomnieć, odwrócić wzrok i wejść w inne życie, z poczuciem braku odpowiedzialności za cokolwiek i za kogokolwiek. Odpływając w krainy wyobraźni zakładamy zazwyczaj, że osoba, którą zastąpimy ma tak niezgłębione pokłady nierealnego szczęścia, że w jej codzienności znajdziemy tylko róże i piękne mydlane bańki, a nie bierzmy pod uwagę, że ona także, pod pozorami radości i dumy musi znosić zwyczajność, czyli to, co każdy z nas.
„– Nic mi nie jest – odparłem. – Po prostu nie powiodło mi się w życiu jako człowiekowi.
– Jak nam wszystkim – skomentował. – Panu, mnie, wszystkim tym ludziom, tu, w bufecie dworcowym. Wszyscy jesteśmy nieudacznikami. Sekret życia polega na tym, żeby wcześnie to zrozumieć i pogodzić się z tym. Wtedy to przestaje uwierać.”
A gdyby tak natrafić przypadkiem na swojego sobowtóra? Gdyby możliwość zamiany wymagała jednego tylko kroku? Jednej niezwykłej nocy? O takiej sobowtórze, o stracie, o rodzinie i szukaniu sensu życia opowiada jedna z ciekawszych powieści Daphne du Maurier, czyli „Kozioł ofiarny”.
Angielski wykładowca John spędza urlop w uwielbianej przez siebie Francji. Pomimo wszystko nie jest zadowolony ani z pobytu za granicą, ani z samego siebie i dalszych planów. Czuje się wypalony i rozczarowany. I wtedy zupełnie przypadkiem na jego drodze staje hrabia Jean de Gué, światowiec o twarzy i ciele identycznym jak Johna, niemniej innej, surowej, nieco mrocznej powierzchowności.  Składa mu dziwną propozycję, bo Jean chce, by John zajął jego miejsce, by poczuł jak to jest posiadać rodzinę, pieniądze, nazwisko, czyli to wszystko za czym tak tęsknił i za co odpowiedzialności nie rozumiał. Po przepitej do nieprzytomności nocy John budzi się już jako Jean i na tydzień wnika w jego świat, który obróci do góry nogami.
„Nie mogę pozwolić panu tak po prostu odejść – powiedział. – To zbyt wyjątkowe, zbyt dziwne.”
Założenie powieści przypomina nieco opowiadanie „William Wilson” Edgara Allana Poe, jednak zamiast

poniedziałek, 21 marca 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #5 - Wydawnictwo GMORK.

Dziś, a właściwie w sobotę, przeprowadziłam z pewnością najbardziej chaotyczny, ale jednocześnie bardzo odprężający wywiad z duetem, który od dwóch lat z sukcesami rozpycha się na polskim rynku wydawniczym. Wydawnictwo Gmork, czyli Dominika Świątkowska i Przemysław Ryba oraz kot-Prezes to pozytywna i energetyczna załoga, która z miłości do dobrej literatury z pasją poświęca się szerzeniu grozy w pięknych papierowych i elektronicznych wydaniach.

Magdalena Ślęzak:Witam Was, kochani, w kolejnym wydaniu Horror Maglownicy. Bardzo dziękuję, że zgodziliście poświęcić mi 90 minut swojego cennego czasu.

Przemysław Ryba:Również cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni.

Dominika Świątkowska:To my dziękujemy, że ktoś chce z nami gadać (śmiech).

M.Ś.:W Maglownicy rozmawiam sobie z ludźmi związanymi z polską sceną grozy. Wy dwoje wpisujecie się w ramy cyklu idealnie, bo Wasza pasja do tego gatunku literatury przerodziła się w twór, jakim jest Wydawnictwo Gmork. Dominiko, opowiedz proszę, skąd wziął się ten szalony pomysł?

D.Ś.:Jakoś tak naturalnie nam to wyszło (śmiech). Rozmawialiśmy sobie o tym, że szkoda, że druga część "Infekcji" Siglera nie wyszła w Polsce, i o innych książkach, które mogłyby zostać wydane w naszym kraju, o ile pamiętam, a potem samo już jakoś przeszło do pomysłu, żebyśmy my to zrobili. Ja, odkąd skończyłam szkołę policealną, bardzo chciałam pracować w wydawnictwie, więc skoro trafił mi się idealny wspólnik do jego założenia, to nie mogłam chociaż nie spróbować.

sobota, 19 marca 2016

Jack Ketchum – Dziewczyna z sąsiedztwa.


 Od początku. Jak Ketchum był jednym z dwóch pisarzy, który sprawił, że z powrotem zanurzyłem się w odmęty literackiego horroru (a miałem praktycznie kilkanaście lat przerwy). To dzięki niemu zacząłem też pisać, na nowo oglądać horrory i fascynować się wszystkim, co złe, niepoprawne, brutalne i obrzydliwe. Tym drugim był Edward Lee.
     Nie pamiętam już która powieść pierwsza trafiła w moje ręce. Czy była to właśnie „Dziewczyna z  sąsiedztwa” czy „Poza Sezonem”. Tak czy owak, nie ma to zbyt wielkiego znaczenia, bo obie są doskonałe i okazały się kamieniami milowymi w historii literackiego horroru.
     Pamiętam, że było lato, było gorąco, a tytuł tej powieści wydanej przez Papierowy Księżyc odbijał się coraz większym echem wśród fanów horroru w Polsce. Książkę miałem zamówić, ale dziwnym trafem natknąłem się na nią w mojej bibliotece, stojącą pośród powieści Kinga, Mastertona i Koontza. Jack Ketchum. Sprawdźmy. Okładka wydała mi się na tyle dobra i intrygująca, że szczerze zainteresowałem się tą pozycją. I blurb od samego Kinga, a dodam, że nie był to jeszcze okres, gdzie King firmował swoim nazwiskiem powieści sensacyjne i thrillery. Może być nieźle, pomyślałem. Opis z tyłu książki zachęcił mnie na tyle, że bez wahania ją wypożyczyłem. Tytuł „Dziewczyna z sąsiedztwa” kojarzył mi się bardziej z tanim romansidłem w stylu Nory Roberts czy Danielle Steel, ale ok. Jak bardzo się pomyliłem.

czwartek, 17 marca 2016

Zło w nas wcale nie jest ukryte. Donato Carrisi. Wywiad.

  1.      Jesteś już gwiazdą literatury kryminalnej w swoim kraju i na świecie. Ponad dwa miliony sprzedanych egzemplarzy, kilka nagród i prawa autorskie sprzedane do kilkudziesięciu krajów. Także w Polsce możemy już cieszyć się  mrocznymi historiami z Twoich powieści. Kolejny kraj podbity. Jak się z tym czujesz?

Rzeczywiście, to jest dziwne uczucie. Zacząłem wymyślać mroczne historyjki, gdy byłem bardzo młody, miałem około dwunastu lat. Chodziłem do katolickiej szkoły i bawiło mnie straszenie kolegów przerażającymi opowieściami, które często wymyślałem na poczekaniu. Jedna z zakonnic odkryła, czym się zajmuję, i skarciła mnie ostro, mówiąc: „Donato, masz niedobrego Anioła Stróża!” Wcale się tym nie przejąłem, co więcej jej słowa odebrałem jako swoiste  „pozwolenie na zabijanie” w moich fikcyjnych historiach. Jestem szczęśliwy, że mogę teraz straszyć również w Polsce, w kraju, który mnie intryguje i w którym pewnego dnia mógłbym umieścić akcję jednej z moich opowieści…

2.      Studiowałeś kryminologię i behawiorystkę, pracę magisterską pisałeś o seryjnych mordercach. Skąd zainteresowanie takim tematem?

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie pierwsze spotkanie z seryjnym mordercą dzieci, jakim był Luigi Chiatti. W tamtym okresie byłem młodym studentem uniwersytetu, a on był zaledwie kilka lat starszy ode mnie. Ja byłem badaczem, a on przedmiotem moich badań… a jednak coś nas ze sobą łączyło. Kiedy opowiadał mi o popełnionych przez siebie zbrodniach, po prostu nie byłem w stanie przestać go słuchać. To zmusiło mnie do zadania sobie pytania, skąd się bierze moja fascynacja. Czyżbym był taki jak on? Czy to moja ciemna strona odpowiadała na mroczne wezwanie? On opowiadał przecież o dzieciach, które zamordował, to powinno mnie odrzucać, a tymczasem tkwiłem na miejscu i rozmawiałem z nim. I właśnie w tym momencie zacząłem się zastanawiać nad tym, jak to się dzieje, że zło roztacza tak wielki urok. Jestem pewien, że nigdy nie będę w stanie nikogo zabić, ale wiem też, że zło jest częścią mojej natury. O tym właśnie piszę książki.

środa, 9 marca 2016

Plagiat - Maurycy Nowakowski


Plagiat - Maurycy Nowakowski


Maurycy Nowakowski to urodzony we Wrocławiu pisarz i dziennikarz. Specjalizuje się głównie w publikacjach muzycznych, jest autorem biografii Steve`a Hacketta, Phila Collinsa, Petera Gabriela i zespołu Genesis. W 2013 roku opublikował swój powieściowy debiut “Okrągły przekręt”, opowiadający o korupcji w polskiej piłce. Niedawno nakładem chorzowskiego wydawnictwa Videograf ukazała się najnowsza powieść Maurycego Nowakowskiego. “Plagiat” jest kryminałem z akcją osadzoną we Wrocławiu, rodzinnym mieście pisarza.

W czasie kulturalnej manifestacji na wrocławskim rynku wybuchają zamieszki. Wmieszana w tłum bojówka narodowców atakuje maszerujących ulicą studentów. W trakcie rozruchów ginie dwójka studentów, aktywnie zaangażowanych w propagowanie i organizację marszu. Dla policji jest wszystko jasne - za śmierć odpowiadają członkowie organizacji Serca Biało-Czerwone. Dziennikarz Marcin Faron, pracujący w tygodniku kulturalnym “Korespondent” nie wierzy w taki obraz sytuacji. Rozpoczyna dziennikarskie śledztwo, które wkrótce przybiera nieoczekiwany obrót. I kolejne ofiary, bo gdy ginie współpracowniczka zabitych studentów, dziennikarz nie ma już wątpliwości, że obydwie sprawy są ze sobą powiązane.

wtorek, 8 marca 2016

Artur Urbanowicz - Gałęziste.

"Gałęziste” to pierwsza powieść Artura Urbanowicza, którą wydało wydawnictwo Novae Res, specjalizujące się w wydawniczych debiutach, zazwyczaj drukowanych za kasę autora, czyli vanity press. Pomimo wielu głosów krytycznych co do istnienia tego typu wydawnictw, ja zachowuję dystans w tych dyskusjach, ponieważ uważam, że wszędzie, ale to wszędzie, można trafić zarówno na tytuł słaby, jaki i świetny. A tutaj mamy do czynienia z przykładem bardzo dobrej książki.

„Gałęziste” Urbanowicza to kawał dobrej literatury grozy. Oczywiście mam i krytyczne uwagi, jednak jest ich niewiele, patrząc na całość powieści. Zacznijmy od początku, od pierwszego rozdziału, który świetnie wprowadza nas w klimat niesamowitości, grozy, strachu, zagubienia i szaleństwa. Jest to tylko wstęp do właściwej akcji, która zaczyna się w kolejnych rozdziałach, gdzie poznajemy m.in. głównych bohaterów. Jednak już sam początek pozwala nam zaostrzyć sobie apetyt na kawał dobrej lektury.

poniedziałek, 7 marca 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #4

W dzisiejszym odcinku Maglownicy przepytuję Agnieszkę Brodzik. Jak sama twierdzi, jest uzależnioną od kawy miłośniczką dobrego jedzenia i dobrej lektury; filolożką z powołania, tłumaczką z zawodu, wielbicielką grozy z wyboru i naczelną Carpe Noctem niejako przy okazji.

Magdalena Ślęzak: Dzień dobry, Agnieszko. Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do Horror Maglownicy.

Agnieszka Brodzik: Cześć, cała przyjemność po mojej stronie.

M. Ś.: Zacznijmy od oczywistego. Carpe Noctem. Portal istnieje już od wielu lat, ale kiedy zakładali go Przemysław Romański i Tomasz Surowiecki, nie było Cię w składzie redakcyjnym. Jak to się stało, że to właśnie Ty przejęłaś ster i obecnie ustawiasz kolegów, jak chcesz?

A.B.: A wiesz, Carpe Noctem miało oprócz mnie dwóch redaktorów naczelnych i każdy odchodził z redakcji ze względu na mnożące się obowiązki zawodowe. Kiedy Paweł Deptuch musiał podjąć bardziej wymagającą czasowo pracę, postanowił oddać obowiązki mnie. To wynikło naturalnie, bo już wcześniej zajmowaliśmy się CN w niemal równych częściach, tylko on więcej podejmował decyzji, a ja więcej klepałam kodu HTML-a, bo to jeszcze te czasy były (śmiech). Ja nie rzuciłam CN dla pracy, bo poszczęściło mi się w życiu i mam taką, która pozwala mi swobodnie realizować pasje. To bardzo niepopularne, ale ja kocham swój zawód (śmiech)! A kolegów nie ustawiam, hierarchia u Karpiów jest bardzo umowna. W zasadzie przez większość 13-letniej historii redaktor naczelny to była po prostu osoba, która odwalała najwięcej czarnej roboty (śmiech). Może dlatego tak łatwo chłopaki rezygnowali. Gdy przeszliśmy na Wordpressa, nagle praca na CN stała się o wiele wygodniejsza i naczelnikowanie nie jest już takie przerażające (śmiech).

M. Ś.: Wspominasz o swojej pracy. Zawodowo zajmujesz się tłumaczeniami, zaś Carpe Noctem to Twoje wymagające hobby. Które z tych zajęć pochłania Cię bardziej? Które jest bardziej wymagające i zmusza do większego zaangażowania?

A.B.: Nie jestem w stanie porównać jednego z drugim. Z pewnością tłumaczenie daje mi więcej pieniędzy, bo wciąż jeszcze czekamy na moment, kiedy CN zarobi choćby na swoje utrzymanie, (śmiech). Wiesz, jak mi się trafi fajna książka, jak na przykład "Wzorzec zbrodni" Warrena Ellisa, to faktycznie bardziej się angażuję emocjonalnie, ale gdy jest to poradnik dla przyszłej mamy albo cykl erotyków, to jednak tłumaczenie wymaga chyba tylko czasu i cierpliwości. Nawet gdy się ma pracę, którą się kocha, trudno czerpać z niej przyjemność codziennie, przez osiem bitych godzin (i czasem w weekendy, haha!). To po prostu nie działa w ten sposób.
I podobnie jest chyba z Carpe Noctem, bo też czasem jest to 100% frajdy i najchętniej by się rzuciło pracę, by móc czytać i pisać, i nagle jest sto pomysłów, i wszystko się chce. A potem przychodzi moment, kiedy jednak w życiu znajdują się jakieś ciekawsze rzeczy i wtedy zupełnie na odwrót: dostrzega się bezsens każdej aktywności w Internecie, bo nie ma z tego kasy, bo ludzie nie doceniają, bo byle bloger lajfstajlowy ma więcej fanów, bo po co to robić, skoro ktoś tam to robi lepiej albo i gorzej, ale z tym samym efektem, itd.. Myślę, że kluczem trzymania się tak dużego i czasochłonnego projektu, jakim jest Carpe Noctem, jest robienie go totalnie tak, jak się chce, a nie pod publiczkę; bez strategii marketingowej, lecz zgodnie z sercem. Może dlatego mamy mało fanów, za to dużo funu (śmiech).

niedziela, 6 marca 2016

T."Mordumx" Siwiec i K. "Mangusta" Kaczkowska - Liturgia plugastwa.

Niszowe wydawnictwo „Horror Masakra” nie zaniedbuje swoich najbardziej zagorzałych fanów. Po całkiem udanych „11 grzechach głównych” serwuje nam kolejne bardzo krwiste i zwyrodniałe tanie w postaci „Liturgii plugastwa”. Zresztą, okładka tym razem nie pozostawia żadnych wątpliwości. To nie jest lektura dla każdego.

Charakterystyczną kreskę Pana Goryla trudno pomylić z jakąkolwiek inną, trzeba jednak przyznać, że to jeden z najbardziej udanych obrazków tego rysownika. Wydanie zresztą, podobnie jak w przypadku wspomnianych „11 grzechów głównych” wygląda znakomicie, rzekłbym niemal profesjonalnie. Gdyby ktoś jeszcze zadbał o skład i marginesy... Tak czy inaczej, każdy miłośnik horroru ekstremalnego powinien mieć owo wydawnictwo na półce. Szczególnie, że za kilka lat może to być wyjątkowy biały kruk.

Przejdźmy więc do tego co najważniejsze – głównego, bardzo krwistego dania. Tym razem niezłomny Tomasz „MordumX” Siwiec połączył siły z Karoliną „Mangustą” Kaczkowską i pomijając fakt, że kompletnie nie rozumiem zasadności używania pseudonimów w połączeniu z nazwiskami w literackich podpisach, to muszę przyznać, że jest to najbardziej udany duet ze sceny ekstremalnego horroru, gdzie zgodnie z obietnicą ostre porno wiąże się z wymyślnym gore. Już pierwsze opowiadanie „Mleko matki” autorstwa Karoliny nie daje złudzeń (jeśli ktoś jeszcze miał takowe po ujrzeniu okładki). Bohaterem jest Łukasz, który poszukuje zaginionego brata. W jego komputerze znajduje folder z najbardziej zwyrodniałą i wymyślną pornografią. Okazuje się to być kluczem do odnalezienia tajemniczej sekty, ale również przekleństwa rodem z najgorszych koszmarów. Oprócz lekkiego pióra i bardzo ciężkich pomysłów, utwór Karoliny wyróżnia brutalność i zręczne nawiązanie do prozy H.P. Lovecrafta. Bardzo dobre otwarcie. Zresztą, trzeba przyznać, że tekstom pani Kaczkowskiej niewiele można zarzucić. „Poławiacz”, to jak sama autorka mówi, bardziej bizarro, niż horror, ale mnie natychmiastowo kojarzy się z „Syreną w kanale” Hideshiego Hino. Z tą różnicą, że w tym kultowym

piątek, 4 marca 2016

HARLAN COBEN - NIEZNAJOMY.

HARLAN COBEN - NIEZNAJOMY.

Każdy wielbiciel mocnych thrillerów musiał chociaż raz przeczytać jakąkolwiek książkę Harlana Cobena. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Do moich ulubionych należą wszystkie z serii z Myronem Bolitarem. Poza świetną dawką mocnych wrażeń cechuje je fantastyczny humor. Nie ukrywam jednak, że największe wrażenie wywarły na mnie dwie pozycje tego autora. Pierwsza to „Nie mów nikomu”, która doczekała się ekranizacji, a film jest równie fantastyczny jak książka. Druga to „Bez pożegnania” – jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać, to polecam gorąco.
Dziś jednak mam przyjemność zaprezentować Wam najnowsze dzieło Harlana Cobena, czyli powieść „Nieznajomy”.


Podczas spotkania rodziców dzieci grających w lidze lacrosse ojciec dwóch nastoletnich synów, prawnik Adam Price, zostaje zaczepiony przez nieznajomego mężczyznę. Twierdzi on, że przed laty żona Adama, chcąc powstrzymać rozwój jego romansu, oszukała go, udając, że jest w ciąży. Nieznajomy przekazuje Adamowi dowody świadczące o prawdziwości swoich słów. Kiedy zaszokowany Adam doprowadza do konfrontacji z żoną, ta początkowo obiecuje mu wyjaśnienia, lecz wkrótce znika bez śladu. Kontaktuje się z nim jedynie za pomocą SMS-a, prosząc, aby mąż jej nie szukał. Adam oraz jego synowie są zdruzgotani niespodziewaną ucieczką Corinne. Tymczasem nieznajomy wyjawia wstydliwe tajemnice kolejnych osób. Wkrótce Heidi Dunn, którą tajemniczy człowiek powiadamia o podwójnym życiu córki, zostaje zamordowana. Po upływie zaledwie doby w innym mieście ginie kolejna ofiara. Przyjaciółka Heidi, policjantka Johanna Griffin, rozpoczyna samotne śledztwo i natrafia na trop grupy, na której czele stoi nieznajomy. Podążając ich śladem, dociera do Adama Price’a. Prawnik i policjantka jednoczą siły, tropiąc ludzi, którzy mogą znać miejsce pobytu zaginionej Corinne. Mężczyzna odkrywa coraz więcej nieznanych mu faktów z życia żony i uświadamia sobie, że niemal wszyscy wokół niego skrywają jakieś tajemnice, zaś jedynym sposobem na poznanie prawdy jest odnalezienie nieznajomego mężczyzny, nawet gdyby miało to doprowadzić do zburzenia pozornie uporządkowanego świata, w jakim od lat żyje Adam.

środa, 24 lutego 2016

Bartłomiej Basiura - Waga. Recenzja

       
    Trudno zachować spokój, kiedy w makabrycznych okolicznościach giną ludzie, a Temida ślepo waży szalę sprawiedliwości. Droga do zbrodni nigdy nie jest jednoznaczna. Każdy z nas ma w sobie ciemną stronę, a zło może zaczaić się dosłownie wszędzie... Mocna, silnie oddziałująca na
zmysły i emocje Czytelnika – tak w kilku słowach można określić najnowszą powieść Bartłomieja
Basiury. „Waga” to jego czwarta powieść. Choć nie znam poprzednich, już po lekturze tej jednej mogę stwierdzić, że autor, mimo że jest jeszcze bardzo młody, znajduje się w grupie bardziej obiecujących polskich pisarzy.
            Czym jest „Waga”? To na poły kryminał, a w części mocny, zdecydowany i silnie osadzony w realistycznej przestrzeni thriller. Opowieść zaczyna się w momencie, gdy w podkrakowskim lesie zostają znalezione ludzkie ciała. Tajemniczości dodaje fakt, że wspomniane zwłoki już ktoś wcześniej „naruszy”, ba, nawet sobie co nieco z nich przywłaszczył. Do tego w niewyjaśnionych okolicznościach giną kibice z działającej w mieście drużyny piłkarskiej. Technik kryminalistyki, Miłosz Goczałka, zostaje odsunięty od sprawy, gdy nie zgadza się pominąć w protokole problematycznych dla prokuratury dowodów. Prowadzi więc śledztwo na własną rękę. Pomaga mu młoda, niedoświadczona jeszcze w zawodzie córka.
            Już i tak pogmatwana sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy w raz rozwojem akcji czytelnikom zostają przedstawiani kolejni bohaterowie. Kim jest tajemniczy staruszek? Jaką rolę w całej historii odgrywa jeszcze bardziej enigmatyczna organizacja o nazwie „Insight”, oficjalnie stworzona, by obsługiwać monitoring? Czyje tak naprawdę zlecenia wykonuje wspomniana organizacja? Kto i gdzie jest „podglądany”? Dokąd trafiają zarejestrowane przez firmę „Insight” dane?

wtorek, 23 lutego 2016

Jack Ketchum - Rudy. Bezsenna środa z Wielkim Bukiem.

 Oko za oko, ząb za ząb. Do czego zdolny jest człowiek pragnący zemścić się za krzywdy wyrządzone jemu i jemu najbliższym? Do czego posunie się szukając sprawiedliwości? Jak daleko będzie w stanie zajść, by prawda wyszła na jaw, a nazwiska sprawców ujrzały światło dzienne?

„Cholera, krew to krew. Próbowałeś kiedyś zwierzęcej krwi? Smakuje tak samo jak nasza. Czemu więc ludzka ma być cenniejsza od psiej? Lepsza? Na pewno nie według psów. Nie powinno się w ten sposób wartościować życia.”

O bezmyślnej śmierci, która prowadzi do wielkiej zemsty opowiada przejmująca i wzruszająca powieść mistrza niepokojącej, kontrowersyjnej prozy, czyli „Rudy” Jacka Ketchuma.
Avery Allan Ludlow to starszy człowiek po tragicznych przejściach z przeszłości. Wdowiec, właściciel miejscowego sklepu, mężczyzna, któremu w życiu zostało niewiele prawdziwych przyjemności i tylko jeden najwierniejszy przyjaciel – jego pies imieniem Rudy. Tego dnia, wędkując w swoim ulubionym miejscu nad strumieniem, Ludlow nie spodziewał się trzech uzbrojonych wyrostków szukających guza. Nastoletnich, miejscowych chłopaków, którym krew uderzy do głowy i poczują się panami życia i śmierci. Padnie strzał. Niczym niesprowokowany. Rudy zginie w obłoku czerwonej mgły. Zniknie przyjaciel, zniknie kompan, zniknie towarzysz chwil szczęścia i wielkiej niedoli. Ludlow zostanie sam, ale ani na chwilę nie straci czujności. Zrobi i poświęci wszystko, by chłopaki i ich rodziny poznały, czym jest prawdziwa sprawiedliwość.
Wielokrotnie przy tekstach Jacka Ketchuma pisałam, że mottem jego twórczości powinny zostać słowa Jean-Paul Sartre’a Piekło to drugi człowiek. W tej kwestii nic się nie zmienia od lat, bo próżno szukać w jego książkach potworów, demonów, czy duchów – krzywdę zadają zawsze ludzie. To od nich bije okrucieństwo i to oni stanowią zagrożenie. Ketchum zawsze stawia pytania o podstawy człowieczeństwa, o to, co czyni nas ludźmi. Rysuje przed czytelnikiem najbardziej przerażające scenariusze, czyli to, co może się nam przytrafić, a czego boimy się głęboko w sercu. Bezlitosnej, bezsensownej przemocy, przemocy dnia codziennego, której jego bohaterowie stają się przypadkowymi ofiarami. Jego proza boli i zagnieżdża się w umyśle i wyobraźni czytelnika, sprawia, że nie można zapomnieć o okropieństwach świata, że podejrzliwie zerkamy na mijanych ludzi i unikamy jak ognia bezpośrednich konfrontacji, bo ta zazwyczaj kończy się krwią i łzami.

poniedziałek, 22 lutego 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #3

W kolejnym odcinku Maglownicy rozmawiam z prawdziwą czarną perełką polskiej sceny grozy. Tomasz MordumX Siwiec, człowiek-orkiestra. Redaktor, pisarz, recenzent. Twórca inicjatyw takich, jak Horror Masakra, Krypta, Zeszyty Grozy, pomysłodawca Demononiconu. Redaktor naczelny niezależnego portalu społeczno-kulturalnego Echo Sucha Beskidzka, korespondent audycji radiowej Misterium Grozy w radiu Panteon. Osoba stojąca za wydawnictwem Horror Masakra.

Magdalena Ślęzak:Dzień dobry Tomku, witam Cię w Maglownicy.

Tomasz Siwiec:Pochwalony \../ \../

M.Ś.: Spróbuję. Horror Masakra, Krypta, Horror News, Zeszyty Grozy, Demononicon, Misterium Grozy, Echo Sucha Beskidzka, ABC Makabry, 11 Grzechów Głównych, Liturgia Plugastwa, jest tego tyle, że żeby wymienić wszystko, czym się zajmujesz potrzeba naprawdę dobrej pamięci. Trudno mi sobie wyobrazić bardziej pracowitego działacza polskiej grozy. Pytam więc, za Mariuszem Wojteczkiem, jak Ty to robisz?!

T.S.:Te wszystkie rzeczy powstawały na przełomie kilku lat, zatem tak naprawdę nie jest tego aż tak dużo jakbym chciał. Dochodzi do tego codzienna ośmio, a czasami więcej godzinna dniówka w pracy, ale i tak na szczęście jakoś wszystko udaje się dopiąć. Mnie się wydaje, że właśnie 2016 będzie bardzo aktywny, ale może o tym później.

środa, 17 lutego 2016

Katarzyna Puzyńska - Utopce.

Katarzyna Puzyska nie daje swoim czytelnikom zbyt długo od siebie odpocząć. Na szczęście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Na krótko po rewelacyjnej „Trzydziestej pierwszej”, będącej czwartym tomem sagi o policjantach z Lipowa, ukazały się nieustępujące poziomem od poprzednich części „Utopce”.
            Każdy, kto zdążył już poznać Katarzynę Puzyńską, doskonale wie, że autorka traktuje serio wszystkich, którzy sięgają po jej twórczość. Nie inaczej jest i w tym przypadku. „Utopce” to świetna i precyzyjnie zbudowana historia. I choć znowu rozmiar książki na pierwszy rzut oka wydaje się „bezlitosny”, kiedy już odwróci się pierwszą stronę, wpada się w pułapkę – najprościej mówiąc - ciekawej fabuły, od której nie tak łatwo idzie się oderwać.
            Tym razem autorka postawiła na elementy grozy. Sprawcą zbrodni sprzed lat teraz okazuje się... wampir. Generalnie wiara w demony i istoty nadprzyrodzone to kanwa najnowszej powieści Katarzyny Puzyńskiej. Co osobiście bardzo mnie ucieszyło, autorka postanowiła czerpać z rodzimej mitologii garściami. Dlatego tym bardziej uważam, że próba odtworzenia lub nawiązania do swoistego, lokalnego folkloru i wierzeń ludowych to bez wątpienia ogromny plus tej części sagi. Wspomniane nawiązania dodają powieści jeszcze bardziej tajemniczego klimatu. Sprawiają, że oddana w ręce czytelników opowieść jest wielowymiarowa. Ale co ważne, wątki te nie dominują. Operowanie folklorem jest na tyle zmyślne, że nie wysuwa się na plan pierwszy, odrywając tym samym czytelnika od tego, co najważniejsze, czyli od rdzenia fabuły.

wtorek, 16 lutego 2016

Wstań i idź - Tomasz Kołodziejczak.

Dziś na tapecie "Wstań i idź", czyli niedawno wydany zbiór opowiadań autorstwa Tomasza Kołodziejczaka.

Autorskie zbiory opowiadań mają tę przewagę nad powieścią, że dają autorowi możliwość podzielenia się wieloma pomysłami, a do tego umieszczenia ich w różnych uniwersach. Kołodziejczak zdecydowanie z tego korzysta, każdy tekst w tym zbiorze to inny świat i zupełnie inna historia - jest zarówno twarde science-fiction, jak i fantasy, są też światy alternatywne oraz trudne do zdefiniowania połączenia różnych literackich gatunków.

Dodatkową zaletą zbioru są komentarze autora - na zakończenie każdego opowiadania możemy dowiedzieć się o kontekście i okolicznościach jego powstania.

Przed lekturą o jednym trzeba wszakże pamiętać - zbiór zawiera opowiadania pisane przez Kołodziejczaka zarówno niedawno, jak i na samym początku jego kariery - będą więc nierówne w stylu, w zamian za to można obserwować rozwój umiejętności pisarskich autora.

Nie zdradzając fabuły opowiadań, pokrótce:

niedziela, 14 lutego 2016

Ostatnia noc w Tremore Beach - Mikel Santiago.


Kompozytor Peter Harper wynajmuje dom na plaży w odludnej części Irlandii. Tam zamierza dojść do siebie po rozwodzie i przezwyciężyć niemoc twórczą, która ogarnęła go po tych trudnych przeżyciach. Pewnej nocy Peter zostaje rażony piorunem, od tego czasu zaczyna miewać zaskakująco realistyczne i brutalne wizje morderstw, których ofiarami są dzieci, narzeczona i sąsiedzi Harpera. Niedługo Peter odkrywa, że osoby z jego otoczenia skrywają mroczne sekrety, a wizje małymi kroczkami stają się rzeczywistością. Uświadamia sobie, że już niebawem przyjdzie mu zmierzyć się z niebezpieczeństwem grożącym jemu i jego bliskim. A czasu wydaje się być coraz mniej.

Głównym atutem powieści Mikela Santiago jest klimat. Autor bardzo dobrze odmalował w niej obraz niewielkiej wiejskiej społeczności. Nadmorskiej osady, gdzie wszyscy się znają, jest parę sklepów na krzyż, jedna stacja benzynowa, a wieczorem mieszkańcy spotykają się w lokalnym pubie na pintę miejscowego piwa. W takim miejscu osiedla się główny bohater, do niedawna odnoszący sukcesy kompozytor muzyki filmowej. Początkowo wszystko jest na dobrej drodze. Peter leczy rany po rozwodzie, poznaje wystrzałową dziewczynę, zaprzyjaźnia się z najbliższymi sąsiadami. Z chwilą uderzenia pioruna wszystko się kończy. W Peterze ujawnia się

czwartek, 11 lutego 2016

Polskie Zombie w natarciu! Wywiad z Ł.Radeckim i R. Cichowlasem.


Cześć.  Cieszę się, że możemy w trojkę porozmawiać, bo okazja jest wyjątkowa. Na dniach premierę ma Wasza najnowsza książka „Zombie.pl". To już trzeci wspólny projekt: w 2014 na świat przychodzi „Pradawne zło”, pierwsza wspólna książka zawierająca trzy nowele. Rok później światło dzienne ujrzało „Miasteczko”, natomiast dzisiaj w 2016 roku „Zombie.pl".
Chyba jesteście skazani na siebie (śmiech)?

Robert: Witaj.
To bardziej kwestia tego, że lubimy ze sobą pracować. I omawiać istotne dla książki kwestie bez zbędnych dywagacji. Już podczas pracy nad naszym pierwszym wspólnym opowiadaniem wiedziałem, że z tej współpracy może wyniknąć coś ciekawego. Nasz pierwszy duży projekt, zbiór nowel PRADAWNE ZŁO tylko to potwierdził. Świetnie się bawiliśmy i przy powieści MIASTECZKO. Głównie konwencją. Szaleliśmy ile się dało. ZOMBIE.PL to trochę inny projekt. Nieco poważniejszy.

Łukasz: To musi być przeznaczenie. Wielokrotnie podkreślaliśmy, że na współpracę umawialiśmy się już gdzieś w 2008 roku i teraz tylko żałujemy, że udało się zgrać tak późno. Niemniej, pracuje nam się wspaniale, więc liczymy, że nie jest to nasze ostatnie wspólne słowo.

Słyszałem, że „Zombie.pl” powstawało dość długo. Na warsztat książkę wzięło inne wydawnictwo, było dużo zmian, pomysłów i sugestii. Potem oddaliście książkę do Zyska.  Powiedzcie mi, skoro z „Zombie.pl” były takie zawirowania, to jak bardzo treść ewoluowała przez ten okres?

Robert: Nie obyło się bez dopisków i modyfikacji podczas redakcji, ale ostatecznie powieść wygląda tak, jak bardzo chcieliśmy, aby wyglądała. Duża to zasługa dwóch osób – Tomka Zyska i Pawła Wielopolskiego, którzy mocno zaangażowali się w projekt.

Z notki wydawnictwa możemy dowiedzieć się, że akcja zaczyna się w Gdańsku, tam bohaterów zastaje wybuch epidemii zombie i kończy w Poznaniu? Łukasz, zahaczymy o Malbork? Bo to tak chyba po trasie z Gdańska do Poznania?

Łukasz: Notki wydawnictwa z niewiadomych przyczyn nie odkrywają wszystkich kart, większość akcji rozgrywa się bowiem w Malborku (śmiech). Istotnie, bohaterowie wyruszają z Gdańska kierując się do Poznania, ale zmuszeni są do objazdu. Nie zdradzę dlaczego. Dojeżdżają więc do mego rodzinnego miasta, a tam czeka ich spora niespodzianka. Do Poznania zaś nie docierają. Nie w tym tomie (śmiech).

Więc na Poznań pełen zombie, gdzie mieszka Robert, będziemy musieli poczekać (śmiech). ZOMBIE.PL to chyba taka powieść drogi?

Łukasz: Taki jest plan, założenie było właśnie by połączyć klasyczną opowieść o zombie, a więc o zamkniętych społecznościach, czy grupach ludzi wystawionych na żer żywych trupów i własne animozje, z powieścią drogi. Na razie przejechaliśmy niecałe 60 km, więc do Poznania jeszcze trochę zostało. Mamy nadzieję rozwinąć skrzydła w kolejnej części. Jeśli uda nam się ją skończyć.

wtorek, 9 lutego 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #2.

Witam z drugiej odsłonie Horror Maglownicy. Dziś odpytuję dla was osobę, która dla polskiej grozy robi chyba więcej, niż wiele. Magdalena Paluch − (ur. 1983 w Krakowie), starszy bibliotekarz w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Krakowie, pomysłodawca i koordynator Krakowskiego Festiwalu Amatorów Strachu, Obrzydzenia i Niepokoju – KFASON. Praca to jej pasja, a jak już cos wymyśli, to stara się to zrealizować. Lubi towarzystwo ludzi, ale zdarza się, że woli książki. Uwielbia: czytać horrory (zwłaszcza te Stephena Kinga), serię Silent Hill, koty, króliki, żelki i męża, jak jej akurat nie wkurza.

Magdalena Ślęzak: Dzień dobry, wielkie dzięki, że zechciałaś mi poświęcić chwilę. Postaram się maglować jak najszybciej (śmiech).
               
Magdalena Paluch: Dzień dobry, nie ma za co (śmiech).

M.Ś.: Dziś mija 5 lat, od kiedy zostałaś bibliotekarką. Wszyscy znamy stereotyp "pani z biblioteki", a jak jest z Tobą? Nosisz dzianinowe swetry i upinasz włosy w kok? (śmiech)     

M.P.:Tak. Dokładnie dziś mija piąty roczek mojej przygody z bibliotekarstwem.
I jest to wciąż bardzo fajna przygoda zwłaszcza, że praca jest moja pasją, a przy okazji mogę w niej realizować swoje pomysły (śmiech).
Czy jestem "Panią z biblioteki"... hm... na pewno dyskwalifikuje mnie mój wzrost (śmiech), choć w sumie nie wiem, jaki wzrost powinna mieć stereotypowa bibliotekarka. Natomiast, jeśli chodzi o ubiór − fakt, okulary noszę, ale tak to czasem bywa, kiedy wzrok zawodzi. Natomiast spódnice do pół łydki, pulowerki i kok to raczej nie moja bajka (śmiech). Choć ok, włosy zdarza mi się spinać "do góry", bo tak jest wygodnie (śmiech).

niedziela, 7 lutego 2016

E. F. Benson - Widzialne i niewidzialne. Recenzja.


Podobno ulubioną książką matki obecnie panującej Królowej Elżbiety II była „Mapp and Lucia” – prawdopodobnie „najlepsza satyra na angielską klasę średnią” jaką kiedykolwiek napisano. Jej autorem był E. F. Benson, który zdobył na początku dwudziestego wieku szaloną popularność jako twórca prozy obyczajowej,  dziś pamiętany jako autor opowiadań grozy. Sprawiedliwe to czy krzywdzące – nie wiem, mnie Benson interesuje głównie jako pisarz klasycznych w formie i treści ghost – stories.
Jeszcze przed lekturą „Widzialnego i niewidzialnego” dość dobrze znałem styl Bensona. Trochę zabawne, i dość upiorne „Jak z długiej galerii zniknął strach” przeczytałem w „Nie czytać o zmierzchu!”. Okropnie manieryczne i wtórne wobec Machena „O człowieku który przeholował” poznałem w „Opowieściach z dreszczykiem”. Znakomite dzięki swojemu nastrojowi „W metrze” spotkałem w „Świecie grozy”, a genialny „Pokój na wieży” dał tytuł całej antologii – słusznie określanej jako „legendarna”.

środa, 3 lutego 2016

Piotr Borowiec „Golem z Limehouse” Petera Ackroyda



Wiktoriański Londyn dostarczył kulturze popularnej dziesiątki (nie przesadzam!) motywów,  skryptów, tematów i rekwizytów. Przed Hannibalem Lecterem był Kuba Rozpruwacz, przed CSI Sherlock Holmes, a ikoną wampiryzmu został hrabia Dracula na długo, nim świat usłyszał o Lestacie, czy nieszczęsnym Edwardzie Cullenie.
Książki Petera Ackroyda – te przynajmniej, które ja miałem przyjemność czytać – przepełnione są fascynacją brytyjską metropolią. Pierwszą pozycją tego pisarza którą poznałem, była monumentalna    „Londyn. Biografia”. Druga część tytułu okazała się w pełni uzasadniona, miasto zostało  przedstawione niemal jako postać, posiadająca charakter i życiorys. Znakomitym uzupełnieniem „Biografii” jest też „Londyn podziemny”, w którym Ackroyd  zapraszał czytelnika do poznania londyńskich podziemi, kanałów, tuneli metra i katakumb. Dla wielbicieli „victorian gothic” pozycja obowiązkowa. 
Sięgając po „Golema z Limehouse” miałem więc bardzo jasne oczekiwania. Spodziewałem się gęstego kryminału, w którym oprócz intrygi zawiązanej wokoło serii brutalnych morderstw znajdę portret miasta, oddany barwnie i szczegółowo. Odpowiedź na proste, z pozoru, pytanie: „czy moje oczekiwania się spełniły?”, nastręcza mi pewnych trudności. 
Jak najbardziej „Golem….” jest neo – gotyckim kryminałem, chociaż być może zasadniejsze byłoby inne określenie gatunku powieści. Jest ona raczej  thrillerem.  Momentami brutalnym: osią fabuły jest seria makabrycznych morderstw jakie miały miejsce w tytułowej dzielnicy East End of London. Autor nie szczędzi nam szczegółów zbrodni, co zresztą jest jedną z wielu aluzji  – brytyjska prasa (nie tylko szmatława!) również nie wzbraniała się przed detalicznym opisywaniem dokonań Kuby Rozpruwacza.