sobota, 30 kwietnia 2016

Horror Masakra ponownie szokuje? Sakrament Okrucieństwa.


Zacznijmy może od oprawy graficznej, ponieważ właśnie ona ma być elementem, która horror ekstremalny wyciągnie z niszowych wydawnictw rodem z pospolitych zinów - jak stwierdził Tomasz MordumX Siwiec - wydawca i jeden z autorów „Sakramentu okrucieństwa”. 
I faktycznie. Zbiorek dwóch opowiadań w klimatach gore ze stajni Horror Masakry jest wydany bardzo ładnie. Porządny papier, twarda okładka, czytelna czcionka, klejone kartki powodują, że Sakrament dobrze leży w rękach i sprawia wrażenie solidności. Wspólną cechą charakterystyczną wszystkich wydań HM jest Pan Goryl, czyli facet odpowiedzialny za grafiki okładek. Idąc za słowami MordumXa, faktycznie takiej oprawy nie powstydziłaby się niejedna pozycja wydana przez popularne, krajowe wydawnictwo. Można się czepiać czytelności czcionki na ostatniej stronie okładki i lekko naciągniętego loga Okiem na Horror (nie wiem dlaczego trafiło na mnie, inne są ok. ), ale i tak efekt jest świetny. Może jeszcze czysty grzbiet, brak tam tytułu, a szkoda.

środa, 20 kwietnia 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #6

Po przerwie Horror Maglownica gości dziś Michała Stonawskiego. Propagatora polskiej grozy, współtwórcę Nagrody imienia Stefana Grabińskiego, człowieka-orkiestrę, który nie boi się wyzwań i nawet jeśli się czasem potyka, to głowę trzyma ciągle wysoko. Dla jednych mentor, dla innych bardzo młody człowiek z wielkimi ambicjami i dużym apetytem na sukces.

Magdalena Ślęzak: Dobry wieczór, dziękuję Ci za przyjęcie zaproszenia do Horror Maglownicy.

Michał Stonawski: Dobry wieczór, a ja dziękuję za zaproszenie − miło tu być i rozmawiać.

M.Ś.: Jesteś osobnikiem wszechstronnym. Zajmujesz się literaturą i publicystyką, prowadzisz stronę polskagroza.pl, publikujesz gdzie się da i intensywnie promujesz rodzimy horror, a jesteś przecież całkiem młodym człowiekiem. Jak udaje Ci się łączyć wszystkie te rzeczy?

M.S.: Mało śpię.
No dobrze − kiedyś miało spałem. Teraz, kiedy odbiło mi się to na zdrowiu staram się już pozwalać organizmowi odpocząć. Sam nie wiem jak to jest, bo jestem urodzonym leniem. Mówiła tak o mnie moja matka, mówili nauczyciele, dziadkowie, sam też się z tym zgadzam. Jak mówią − pierwszy krok do rozwiązania problemu, to sobie go uświadomić, prawda? W każdym razie... nie jest wcale tak różowo, że wszystko udaje mi się łączyć. To raczej sztuka znajdowania kompromisów − w tym zawsze byłem dobry. Coś w stylu "nie jestem bardzo głodny dzisiaj, więc mogę kupić tę książkę". Raz się pisze beletrystykę, raz pracuje nad czymś innym. Trochę na tym cierpi cała ta sprawa z pisaniem... ale jakoś sobie radzę. Główną siłą napędową jest upór. Albo zapał. Albo głupota.

BEZSENNE ŚRODY: „NAWIEDZONY” JAMES HERBERT – RECENZJA


Nawiedzone domy to niezwykle wdzięczny temat dla wszystkich twórców porządnej grozy. Duchy, omamy, tajemnicza przeszłość, która naznacza dane miejsce i zmienia już na zawsze. Trzeba przyznać, że powieści o takich domach niezwykle intensywnie działają na wyobraźnię czytelnika. Czy ten dźwięk za oknem późną nocą to tylko zawodzący wiatr, czy wrzask potępionej zjawy? Czy ktoś stąpa po skrzypiącej podłodze, czy to jedynie złudzenie? Czy roztańczone pod sufitem cienie układające się w dziwne kształty to tylko widziadła, wybryki nadpobudliwego umysłu? H.P. Lovecraft napisał kiedyś, że istnieją takie miejsca, które mają duszę i ta dusza wcale niekoniecznie musi mieć wobec mieszkańców dobre intencje. Czasami to wynik samego budynku, jego wewnętrznej istoty, złej w swojej esencji, a czasami to wynik smutnych historii sprzed lat, nieszczęść i rozpaczy ukrytych pośród murów.
Można w nawiedzone domy wierzyć lub też nie, można uwierzyć przeczuciom i wycofać się póki jest to jeszcze możliwe, lub można przyjąć, że niewytłumaczalne niekoniecznie musi oznaczać nadprzyrodzone, tak jak pragnął wierzyć David Ash, bohater powieści Jamesa Herberta, czyli „Nawiedzony”.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Peter James. Umarli mnie nie przerażają, to żywych naprawdę się boję. Wywiad.



Peter James - angielski twórca thrillerów i powieści kryminalnych. Jego książki zostały przetłumaczone na 29 języków. Większość z nich trafiła na listy bestsellerów.
Autor regularnie uczestniczy jako obserwator w pracy policji hrabstwa Sussex w rodzinnym Brighton. Bierze także udział w oględzinach miejsc zbrodni, sekcjach zwłok oraz przesłuchaniach przestępców. Interesuje go model psychologiczny przestępcy i uczestniczy w licznych międzynarodowych konferencjach kryminologicznych. Z tego powodu w jego książkach można się doszukać wielu dynamicznych fabuł, realistycznych bohaterów, i przede wszystkim rzetelnego podejścia do pracy policji.
Ponadto jest również scenarzystą i producentem wybitnych filmów takich jak: Kupiec wenecki z Alem Pacino, czy też Most przeznaczenia z Robertem de Niro. Na swoim koncie ma liczne nagrody zarówno za produkcje filmowe jak i książkowe.
W Polsce wydano min: "Już nie żyjesz", "Czekając na śmierć", "Morderstwo doskonałe", "Mrok" i ostatnio "Dom na wzgórzu" (Albatros 2016)


Witaj Peter. Dziękuję, że znalazłeś czas, aby odpowiedzieć na kilka pytań.
Czytelnicy do tej pory znali Cię głównie z powieści kryminalnych. Czemu nagle zdecydowałeś się napisać horror z gatunku ghost story?

“Dom na wzgórzu” jest moją pierwszą powieścią o ponadnaturalnym charakterze od ponad 20 lat. Ale wcześniej napisałem kilka thrillerów z takim wątkiem, chociażby „Possession”. Przez te wszystkie lata, kiedy moje książki były wydawane, eksperymentowałem z różnymi gatunkami. Zacząłem od książek szpiegowskich, potem przerzuciłem się na motywy nadprzyrodzone, thrillery psychologiczne, ale i czarne komedie w rodzaju „The Perfect Murder”, która została zaadaptowana na odnoszącą sukcesy sztukę teatralną. Powieści kryminalne okazały się dla mnie globalnym sukcesem. Fascynuje mnie ludzka natura i to, czemu ludzie robią różne rzeczy. Thrillery z wątkiem kryminalnym to najlepsza okazja, by przestudiować ich zachowania.

Powieść ma wszystkie elementy charakterystyczne dla opowieści o duchach. Najwyraźniej unikasz natomiast krwawych scen kojarzących się raczej ze slasherami. Wydaje się to być ukłonem w stronę XIX-wiecznej powieści klasycznej. Czy wzorowałeś się na jakimś konkretnym dziele czy raczej bawiłeś się konwencją mistrzów, takich jak Wilkie Collins, Le Fanu czy Poe?

Masz zupełną rację! Chciałem wziąć klasyczny motyw nawiedzonego domu i go unowocześnić, wykorzystując współczesną technologię, taką jak Facebook czy e-mail. Coś podobnego zrobiłem w 1988 roku, w powieści „Possession”, która jako pierwsza odniosła sukces. Była w niej scena, gdzie martwy syn wysyłał swojej marce wiadomości na ekran jej komputera. Kluczem do uczynienia powieści o duchach straszną jest moim zdaniem wykrzywienie norm, które wszyscy znamy.

Joanna Łańcucka - Stara Słaboniowa i Spiekładuchy.

Chciałbym zabrać Was dzisiaj w przeszłość. Nie tak odległą, jakby mogło się zdawać. Jednak w przeszłość, którą poznać mogliście w opowieściach dziadków i babć. Szczególnie babć. Pewnie mało kto z Was pamięta czasy, gdy polskie wsie żyły spokojnym, specyficznym dla siebie rytmem, gdzie codzienność  płynęła jednostajnie i leniwie, zaś wszelkie cuda techniki zdawały się być niepotrzebne, dziwne i czasami groźne w świadomości mieszkańców. To czasy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, choć autorka książki „Stara Słaboniowa i Spiekładuchy” − Joanna Łańcucka, nie określa ich dokładnie czasowo. Panujące przesądy i opowieści przekazywane z dziada pradziada, żyły mocno w świadomości mieszkańców.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Graham Masterton - Uznani za zmarłych.

Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie miejsca na liście bestsellerów Amazon Kindle, ale i w Polsce, gdzie powieść „Uznani za zmarłych” już pierwszego dnia stała się hitem, a wszystkie wydrukowane egzemplarze zostały dostarczone do sprzedawców. Rzeczona książka to czwarta już opowieść o dzielnej irlandzkiej nadkomisarz i właśnie doczekaliśmy się jej krajowej premiery. Czy możemy mówić o spadku, czy raczej o zwyżce formy?

Nadkomisarz Maguire miała już do czynienia z brutalnym seryjnym mordercą, z pedofilią wśród księży, z prostytucją i handlem żywym towarem, a obecnie będzie musiała zmierzyć się z organizacją przestępczą, nazywającą samych siebie Arcykrólami Irlandii. Porywają i torturują przedsiębiorców, których biznes podupada, w wyniku czego musieli oni zadłużyć się, masowo rujnując gospodarkę „celtyckiego tygrysa”. Zapłacą za to zdrowiem lub życiem, nawet jeśli rodziny zdecydują się na przekazanie okupu. Kto stoi na czele tajemniczej organizacji i jaki jest jego cel? Tego dowiecie się, jeśli sięgnięcie po tę książkę.

To, co stanowi o sile powieści, to równoległe rozwijanie wątków prywatnych, dotyczących zarówno Katie, jak i śledztwa, które prowadzi. Nawet jeśli to drugie kuleje, stojąc często w martwym punkcie, od lektury nie można oderwać się ze względu na świetny warsztat autora oraz interesujące wątki poboczne, rozpoczęte w poprzednich książkach i obecnie kontynuowane. To mechanizm, powtarzający się z tomu na tom, gdzie to nie tożsamość i motywacja mordercy są najważniejsze, a odczucia głównej bohaterki i jej zmagania z problemami sercowymi czy seksizmem w pracy.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Peter James - Dom na wzgórzu.

Przeprowadzka z centrum Brighton na prowincję, to poważne przedsięwzięcie i wyzwanie dla trzyosobowej rodziny. Jednak Cold Hill House – ogromna, zrujnowana, georgiańska posiadłość budzi w Olliem niesamowitą ekscytację. Jeszcze nie wie, czy podoła finansowo temu wyzwaniu, ale od dziecka marzył o tym, by zamieszkać na wsi, a rezydencja wydaje mu się idealnym miejscem dla kochającej kontakt z naturą córki. Posiadłość jest inwestycją, która ma generować zyski i być bazą dla jego nowej firmy projektującej strony internetowe. Jego żona, Caro, podchodzi do tego mniej optymistycznie, a dwunastoletnia Jade nie jest zadowolona z rozstania z przyjaciółmi.
Już po kilku dniach od przeprowadzki, staje się jasne, że Harcourtowie nie są jedynymi mieszkańcami Cold Hill House. Gdy dom zwraca się przeciwko nim, nie pozostaje im nic innego, jak pogrążyć się w jego mrocznej historii...

„Dom na wzgórzu” Petera Jamesa to typowa powieść ghost story i proszę nie sugerować się opisem na stronie wydawcy, że jest połączeniem kryminału i powieści o duchach.
Gdy tylko zobaczyłem zapowiedź powieści, to odliczałem dni do premiery. Dlaczego? Powód jest prosty. Na rynku bardzo trudno o tego typu historie. Gdy się zastanowię, to ostatnią jaką czytałem był „Nawiedzony” Jamesa Herberta i to dobrych dwadzieścia lat temu. Tak, trudno w to uwierzyć. Oczywiście różne wydawnictwa raczyły nas klasycznymi opowieściami o duchach, lecz zazwyczaj były to wznowienia wydanych już kiedyś opowiadań i powieści klasyków gatunku. Typowego ghost story, napisanego przez współczesnego autora jakoś nie mogę sobie przypomnieć.

środa, 6 kwietnia 2016

Gilly Macmillan - Dziewięć dni.


Gilly Macmillan wkroczyła w świat pisarzy swoim debiutanckim thrillerem psychologicznym "Dziewięć dni".
Amerykańskie wydanie tej książki otrzymało w 2016 roku nominację do Edgar Award, a prestiżowy portal The Media Eye okrzyknął autorkę wschodzącą gwiazdą powieści kryminalnej.

Rachel Jenner, samotna matka wychowująca ośmioletniego syna Benedicta Fincha, wybiera się z nim na spacer do lasu pod miastem. Pozwala dziecku pobiec do przodu razem z ulubionym psem, po czym chłopiec nagle znika. Poszukiwania nie dają rezultatów i po kilku godzinach jest jasne, że Ben został porwany.

Na zapowiedź tej książki trafiłam w internecie i po przeczytaniu opisu fabuły od razu wiedziałam, że to będzie kolejna pozycja w mojej kolekcji. "Dziewięć dni" miało to coś, co przyciąga jak magnes: świetną okładkę, intrygującą zapowiedź i kompletnie nie znane nazwisko, w tym przypadku autorki, która zdobyła już uznanie czytelników w innych krajach. Połączenie tego wszystkiego z debiutem spowodowało, że cel mam jeden - PRZECZYTAĆ.


I nie pomyliłam się. "Dziewięć dni" to bardzo dobra pozycja i wnikliwe studium psychologiczne.
Zaginięcie dziecka zawsze jest przerażające zarówno dla rodziców, jak i dla osób z rodziny czy z najbliższego otoczenia.
Wywołuje też mnóstwo komentarzy i falę krytyki wobec rodziny dziecka.
Rachel Jenner została właśnie na taką krytykę wystawiona przed całym światem.
W internecie wrzało od spekulacji i fałszywych oskarżeń. Oprócz niewyobrażalnej tęsknoty i strachem o życie Bena, Rachel musiała zmierzyć się z tym wszystkim, co zobaczyła i przeczytała. Opinia publiczna była bezlitosna, a jej życie rodzinne okazało się jednym wielkim kłamstwem.

Macmillan w prosty sposób opowiada nam historię rodziny zaginionego Bena, która skrywa mroczną tajemnicę. W tło fabuły autorka wplata również procedury policyjnego śledztwa, które prowadzi inspektor James Clemo. Cała sprawa wzbudza coraz większe zainteresowanie społeczeństwa, a czas ucieka…

Autorka tak nas prowadzi przez całą fabułę, abyśmy nie wykluczyli Rachel jako sprawcy zaginięcia syna. Wątpliwości nie opuszczają nas przez większość czasu spędzonego na czytaniu.
"Dziewięć dni" to także wzruszający portret matczynej miłości, przepełniony emocjami, napięciem i smutkiem. To również obraz społeczeństwa, które w dobie internetu zalewa portale falą hejtu.
Gilly Macmillan napisała świetny thriller psychologiczny. Są tu zaskakujące zwroty akcji i wspaniale sportretowane postaci. Aż trudno uwierzyć, że książka jest debiutem autorki.
Zatem przeczytajcie o tym, jak dziewięć dni może zmienić całe dotychczasowe życie, a to,w co wierzyliście do tej pory okazuje się jedną wielką mistyfikacją.
Szczerze polecam.

Beata Sokołowska


Gilly Macmillan
"Dziewięć dni" 
Wydawnictwo: Świat Książki 2016.

Jacek Łukawski - Krew i stal.

Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie. Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.

Do polskiej fantastyki zawsze podchodzę z dystansem. Mam swoich ulubionych pisarzy: Jacka Piekarę, Dariusza Domagalskiego i ich rewelacyjne książki czy serie. Lubię powieści Jacka Komudy i Marcina Mortki, choć nie wszystkie, ale upatrzyłem sobie ich marynistyczną fantastykę. Oczywiście uwielbiam autora za miedzy: Zambocha, czy tych tworzących trochę dalej jak Joe Abercrombie i Williamsa. Czyli nie ukrywajmy specjalistą od wszelkiego heroic i rozciągniętych do granic możliwości sag nie jestem. Mało tego, piętnasty tom, gdzie bohaterami jest dwudzieste pokolenie z dziadów i pradziadów, z pierwszych tomów wręcz mnie mierzi. A przykładów zniszczenia początkowego wysiłku autorów mógłbym podać wiele, Choćby obłędnego "Malowanego człowieka" Bretta - później, im dalej w las, tym gorzej.
Podobnie jest zresztą z cudowną magicznością, czarami, zaklęciami i oklepanymi artefaktami. Nie jarają mnie magowie o długich brodach, gadające smoki i elfy szyjące z łuków gdzie popadnie. Pewnie ktoś się zapyta „To po cholerę to czytam”.  A tak. Zdarza się, że czasami fantastykę poczytam. Dlaczego nie?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Spowiedź - Tomasz Mackiewicz.

Spowiedź – Tomasz Mackiewicz


Do redakcji jednego z warszawskich wydawnictw trafia kilkunastostronicowy fragment powieści. Autorka opowiada w nim o znalezionych w Ogrodach (miejscowość pod Warszawą) zwłokach dwojga osób. Policja szybko zamyka śledztwo, jednak jego ustalenia nie zadowalają autorki szkicu. Zaintrygowana tekstem redaktor Olga Wagner postanawia na własną rękęrozwiązać zagadkę, zwłaszcza że ze sprawą powiązane jest podejrzane samobójstwo młodej kobiety. Jej śledztwo przyniesie nieoczekiwane rezultaty, które mogą wstrząsnąć sennym miasteczkiem.

„Spowiedź” to debiutancka powieść Tomasza Mackiewicza, który do tej pory zajmował się przede wszystkim tekstami naukowymi. Z literackim debiutem poradził sobie bardzo dobrze, tworząc interesujący portret podwarszawskiej społeczności i tajemnic, dla ochrony których warto popełnić zbrodnie.

Wizja małomiasteczkowego społeczeństwa, jest prawdopodobnie jednym z największych atutów powieści Mackiewicza. Duszna atmosfera miejsca, w którym każdy zna każdego, pełnego skrzętnie skrywanych sekretów od samego początku osacza bohaterów powieści. Nieufność wobec obcych mieszających się w sprawy, które powinny na zawsze pozostać wewnętrzną sprawą mieszkańców Ogrodów, stanowi główną barierę w odkryciu sprawców zbrodni i przeniknięciu jej motywów.

Autorowi „Spowiedzi” udało się stworzyć intrygującą, wielowarstwową zagadkę, której rozwiązanie wcale nie jest

sobota, 26 marca 2016

Łukasz Radecki i Robert Cichowlas - ZOMBIE.PL

Robert Cichowlas i Łukasz Radecki nie od dziś współtworzą literacki gatunek polskiego horroru. „Zombie.pl” to trzecia książka tego utalentowanego duetu – po powieści „Miasteczko” i zbiorze opowiadań nowel „Pradawne zło”. Tym razem na warsztat wzięli niezwykle oklepany i ograny na różne sposoby motyw epidemii żywych trupów. Nie zniechęcajcie się jednak samym tematem – jeśli myśleliście, że w tej kwestii nie da się powiedzieć czegoś nowego, jesteście w błędzie.

Bohaterem „Zombie.pl” jest Karol Szymkowiak, mąż, ojciec, wiecznie zapracowany restaurator, poznaniak, przebywający w Gdańsku w interesach. Po suto zakrapianym wieczorze, nasz protagonista budzi się w hotelu na potężnym kacu, aby odkryć, że jego przyjaciel został zmasakrowany, a świat, który Karol znał, z dnia na dzień przestał istnieć. Polskę, a może nawet cały świat, opanowała epidemia zombie.

Początkowe sekwencje książki nieco nużą, głównie dlatego, że pierwsze zderzenie bohatera/bohaterów ze światem po apokalipsie zombie, widzieliśmy i czytaliśmy już wiele razy. Z czasem Karol pozna kolejnych ocalałych, stanie się ofiarą zdrady czy wreszcie wyruszy w podróż, mającą ostatecznie doprowadzić go do rodziny. I właśnie tutaj wychodzi mocno indywidualny akcent powieści: w drugiej części książki nasz bohater, wraz z seksowną towarzyszką, przybywa do zamku w Malborku, który w obliczu zagłady we władanie objął samozwańczy władca Jarogniew. Skupiona wokół niego społeczność postanowiła wrócić do korzeni i praktykować wierzenia i obrządki… pradawnych Słowian! To oryginalna koncepcja, nadająca lekturze rumieńców i stanowiąca miłą odmianę.

środa, 23 marca 2016

Bezsenna Środa z Wielkim Bukiem. Kozioł ofiarny - Daphne du Maurier.


Prawdopodobnie każdy z nas miewa takie chwile zwątpienia, kiedy marzy mu się, by zamienić się z kimś miejscami. Z przyjacielem, może z kimś znanym, z człowiekiem przypadkiem napotkanym na życiowej drodze. Chociaż na chwilę stać się kimś innym, jego sobowtórem, uciec od własnych bolączek, stresów i rodzinnych zobowiązań. Zapomnieć, odwrócić wzrok i wejść w inne życie, z poczuciem braku odpowiedzialności za cokolwiek i za kogokolwiek. Odpływając w krainy wyobraźni zakładamy zazwyczaj, że osoba, którą zastąpimy ma tak niezgłębione pokłady nierealnego szczęścia, że w jej codzienności znajdziemy tylko róże i piękne mydlane bańki, a nie bierzmy pod uwagę, że ona także, pod pozorami radości i dumy musi znosić zwyczajność, czyli to, co każdy z nas.
„– Nic mi nie jest – odparłem. – Po prostu nie powiodło mi się w życiu jako człowiekowi.
– Jak nam wszystkim – skomentował. – Panu, mnie, wszystkim tym ludziom, tu, w bufecie dworcowym. Wszyscy jesteśmy nieudacznikami. Sekret życia polega na tym, żeby wcześnie to zrozumieć i pogodzić się z tym. Wtedy to przestaje uwierać.”
A gdyby tak natrafić przypadkiem na swojego sobowtóra? Gdyby możliwość zamiany wymagała jednego tylko kroku? Jednej niezwykłej nocy? O takiej sobowtórze, o stracie, o rodzinie i szukaniu sensu życia opowiada jedna z ciekawszych powieści Daphne du Maurier, czyli „Kozioł ofiarny”.
Angielski wykładowca John spędza urlop w uwielbianej przez siebie Francji. Pomimo wszystko nie jest zadowolony ani z pobytu za granicą, ani z samego siebie i dalszych planów. Czuje się wypalony i rozczarowany. I wtedy zupełnie przypadkiem na jego drodze staje hrabia Jean de Gué, światowiec o twarzy i ciele identycznym jak Johna, niemniej innej, surowej, nieco mrocznej powierzchowności.  Składa mu dziwną propozycję, bo Jean chce, by John zajął jego miejsce, by poczuł jak to jest posiadać rodzinę, pieniądze, nazwisko, czyli to wszystko za czym tak tęsknił i za co odpowiedzialności nie rozumiał. Po przepitej do nieprzytomności nocy John budzi się już jako Jean i na tydzień wnika w jego świat, który obróci do góry nogami.
„Nie mogę pozwolić panu tak po prostu odejść – powiedział. – To zbyt wyjątkowe, zbyt dziwne.”
Założenie powieści przypomina nieco opowiadanie „William Wilson” Edgara Allana Poe, jednak zamiast

poniedziałek, 21 marca 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #5 - Wydawnictwo GMORK.

Dziś, a właściwie w sobotę, przeprowadziłam z pewnością najbardziej chaotyczny, ale jednocześnie bardzo odprężający wywiad z duetem, który od dwóch lat z sukcesami rozpycha się na polskim rynku wydawniczym. Wydawnictwo Gmork, czyli Dominika Świątkowska i Przemysław Ryba oraz kot-Prezes to pozytywna i energetyczna załoga, która z miłości do dobrej literatury z pasją poświęca się szerzeniu grozy w pięknych papierowych i elektronicznych wydaniach.

Magdalena Ślęzak:Witam Was, kochani, w kolejnym wydaniu Horror Maglownicy. Bardzo dziękuję, że zgodziliście poświęcić mi 90 minut swojego cennego czasu.

Przemysław Ryba:Również cieszymy się, że zostaliśmy zaproszeni.

Dominika Świątkowska:To my dziękujemy, że ktoś chce z nami gadać (śmiech).

M.Ś.:W Maglownicy rozmawiam sobie z ludźmi związanymi z polską sceną grozy. Wy dwoje wpisujecie się w ramy cyklu idealnie, bo Wasza pasja do tego gatunku literatury przerodziła się w twór, jakim jest Wydawnictwo Gmork. Dominiko, opowiedz proszę, skąd wziął się ten szalony pomysł?

D.Ś.:Jakoś tak naturalnie nam to wyszło (śmiech). Rozmawialiśmy sobie o tym, że szkoda, że druga część "Infekcji" Siglera nie wyszła w Polsce, i o innych książkach, które mogłyby zostać wydane w naszym kraju, o ile pamiętam, a potem samo już jakoś przeszło do pomysłu, żebyśmy my to zrobili. Ja, odkąd skończyłam szkołę policealną, bardzo chciałam pracować w wydawnictwie, więc skoro trafił mi się idealny wspólnik do jego założenia, to nie mogłam chociaż nie spróbować.

sobota, 19 marca 2016

Jack Ketchum – Dziewczyna z sąsiedztwa.


 Od początku. Jak Ketchum był jednym z dwóch pisarzy, który sprawił, że z powrotem zanurzyłem się w odmęty literackiego horroru (a miałem praktycznie kilkanaście lat przerwy). To dzięki niemu zacząłem też pisać, na nowo oglądać horrory i fascynować się wszystkim, co złe, niepoprawne, brutalne i obrzydliwe. Tym drugim był Edward Lee.
     Nie pamiętam już która powieść pierwsza trafiła w moje ręce. Czy była to właśnie „Dziewczyna z  sąsiedztwa” czy „Poza Sezonem”. Tak czy owak, nie ma to zbyt wielkiego znaczenia, bo obie są doskonałe i okazały się kamieniami milowymi w historii literackiego horroru.
     Pamiętam, że było lato, było gorąco, a tytuł tej powieści wydanej przez Papierowy Księżyc odbijał się coraz większym echem wśród fanów horroru w Polsce. Książkę miałem zamówić, ale dziwnym trafem natknąłem się na nią w mojej bibliotece, stojącą pośród powieści Kinga, Mastertona i Koontza. Jack Ketchum. Sprawdźmy. Okładka wydała mi się na tyle dobra i intrygująca, że szczerze zainteresowałem się tą pozycją. I blurb od samego Kinga, a dodam, że nie był to jeszcze okres, gdzie King firmował swoim nazwiskiem powieści sensacyjne i thrillery. Może być nieźle, pomyślałem. Opis z tyłu książki zachęcił mnie na tyle, że bez wahania ją wypożyczyłem. Tytuł „Dziewczyna z sąsiedztwa” kojarzył mi się bardziej z tanim romansidłem w stylu Nory Roberts czy Danielle Steel, ale ok. Jak bardzo się pomyliłem.

czwartek, 17 marca 2016

Zło w nas wcale nie jest ukryte. Donato Carrisi. Wywiad.

  1.      Jesteś już gwiazdą literatury kryminalnej w swoim kraju i na świecie. Ponad dwa miliony sprzedanych egzemplarzy, kilka nagród i prawa autorskie sprzedane do kilkudziesięciu krajów. Także w Polsce możemy już cieszyć się  mrocznymi historiami z Twoich powieści. Kolejny kraj podbity. Jak się z tym czujesz?

Rzeczywiście, to jest dziwne uczucie. Zacząłem wymyślać mroczne historyjki, gdy byłem bardzo młody, miałem około dwunastu lat. Chodziłem do katolickiej szkoły i bawiło mnie straszenie kolegów przerażającymi opowieściami, które często wymyślałem na poczekaniu. Jedna z zakonnic odkryła, czym się zajmuję, i skarciła mnie ostro, mówiąc: „Donato, masz niedobrego Anioła Stróża!” Wcale się tym nie przejąłem, co więcej jej słowa odebrałem jako swoiste  „pozwolenie na zabijanie” w moich fikcyjnych historiach. Jestem szczęśliwy, że mogę teraz straszyć również w Polsce, w kraju, który mnie intryguje i w którym pewnego dnia mógłbym umieścić akcję jednej z moich opowieści…

2.      Studiowałeś kryminologię i behawiorystkę, pracę magisterską pisałeś o seryjnych mordercach. Skąd zainteresowanie takim tematem?

Ogromne wrażenie zrobiło na mnie pierwsze spotkanie z seryjnym mordercą dzieci, jakim był Luigi Chiatti. W tamtym okresie byłem młodym studentem uniwersytetu, a on był zaledwie kilka lat starszy ode mnie. Ja byłem badaczem, a on przedmiotem moich badań… a jednak coś nas ze sobą łączyło. Kiedy opowiadał mi o popełnionych przez siebie zbrodniach, po prostu nie byłem w stanie przestać go słuchać. To zmusiło mnie do zadania sobie pytania, skąd się bierze moja fascynacja. Czyżbym był taki jak on? Czy to moja ciemna strona odpowiadała na mroczne wezwanie? On opowiadał przecież o dzieciach, które zamordował, to powinno mnie odrzucać, a tymczasem tkwiłem na miejscu i rozmawiałem z nim. I właśnie w tym momencie zacząłem się zastanawiać nad tym, jak to się dzieje, że zło roztacza tak wielki urok. Jestem pewien, że nigdy nie będę w stanie nikogo zabić, ale wiem też, że zło jest częścią mojej natury. O tym właśnie piszę książki.

środa, 9 marca 2016

Plagiat - Maurycy Nowakowski


Plagiat - Maurycy Nowakowski


Maurycy Nowakowski to urodzony we Wrocławiu pisarz i dziennikarz. Specjalizuje się głównie w publikacjach muzycznych, jest autorem biografii Steve`a Hacketta, Phila Collinsa, Petera Gabriela i zespołu Genesis. W 2013 roku opublikował swój powieściowy debiut “Okrągły przekręt”, opowiadający o korupcji w polskiej piłce. Niedawno nakładem chorzowskiego wydawnictwa Videograf ukazała się najnowsza powieść Maurycego Nowakowskiego. “Plagiat” jest kryminałem z akcją osadzoną we Wrocławiu, rodzinnym mieście pisarza.

W czasie kulturalnej manifestacji na wrocławskim rynku wybuchają zamieszki. Wmieszana w tłum bojówka narodowców atakuje maszerujących ulicą studentów. W trakcie rozruchów ginie dwójka studentów, aktywnie zaangażowanych w propagowanie i organizację marszu. Dla policji jest wszystko jasne - za śmierć odpowiadają członkowie organizacji Serca Biało-Czerwone. Dziennikarz Marcin Faron, pracujący w tygodniku kulturalnym “Korespondent” nie wierzy w taki obraz sytuacji. Rozpoczyna dziennikarskie śledztwo, które wkrótce przybiera nieoczekiwany obrót. I kolejne ofiary, bo gdy ginie współpracowniczka zabitych studentów, dziennikarz nie ma już wątpliwości, że obydwie sprawy są ze sobą powiązane.

wtorek, 8 marca 2016

Artur Urbanowicz - Gałęziste.

"Gałęziste” to pierwsza powieść Artura Urbanowicza, którą wydało wydawnictwo Novae Res, specjalizujące się w wydawniczych debiutach, zazwyczaj drukowanych za kasę autora, czyli vanity press. Pomimo wielu głosów krytycznych co do istnienia tego typu wydawnictw, ja zachowuję dystans w tych dyskusjach, ponieważ uważam, że wszędzie, ale to wszędzie, można trafić zarówno na tytuł słaby, jaki i świetny. A tutaj mamy do czynienia z przykładem bardzo dobrej książki.

„Gałęziste” Urbanowicza to kawał dobrej literatury grozy. Oczywiście mam i krytyczne uwagi, jednak jest ich niewiele, patrząc na całość powieści. Zacznijmy od początku, od pierwszego rozdziału, który świetnie wprowadza nas w klimat niesamowitości, grozy, strachu, zagubienia i szaleństwa. Jest to tylko wstęp do właściwej akcji, która zaczyna się w kolejnych rozdziałach, gdzie poznajemy m.in. głównych bohaterów. Jednak już sam początek pozwala nam zaostrzyć sobie apetyt na kawał dobrej lektury.

poniedziałek, 7 marca 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #4

W dzisiejszym odcinku Maglownicy przepytuję Agnieszkę Brodzik. Jak sama twierdzi, jest uzależnioną od kawy miłośniczką dobrego jedzenia i dobrej lektury; filolożką z powołania, tłumaczką z zawodu, wielbicielką grozy z wyboru i naczelną Carpe Noctem niejako przy okazji.

Magdalena Ślęzak: Dzień dobry, Agnieszko. Dziękuję, że przyjęłaś zaproszenie do Horror Maglownicy.

Agnieszka Brodzik: Cześć, cała przyjemność po mojej stronie.

M. Ś.: Zacznijmy od oczywistego. Carpe Noctem. Portal istnieje już od wielu lat, ale kiedy zakładali go Przemysław Romański i Tomasz Surowiecki, nie było Cię w składzie redakcyjnym. Jak to się stało, że to właśnie Ty przejęłaś ster i obecnie ustawiasz kolegów, jak chcesz?

A.B.: A wiesz, Carpe Noctem miało oprócz mnie dwóch redaktorów naczelnych i każdy odchodził z redakcji ze względu na mnożące się obowiązki zawodowe. Kiedy Paweł Deptuch musiał podjąć bardziej wymagającą czasowo pracę, postanowił oddać obowiązki mnie. To wynikło naturalnie, bo już wcześniej zajmowaliśmy się CN w niemal równych częściach, tylko on więcej podejmował decyzji, a ja więcej klepałam kodu HTML-a, bo to jeszcze te czasy były (śmiech). Ja nie rzuciłam CN dla pracy, bo poszczęściło mi się w życiu i mam taką, która pozwala mi swobodnie realizować pasje. To bardzo niepopularne, ale ja kocham swój zawód (śmiech)! A kolegów nie ustawiam, hierarchia u Karpiów jest bardzo umowna. W zasadzie przez większość 13-letniej historii redaktor naczelny to była po prostu osoba, która odwalała najwięcej czarnej roboty (śmiech). Może dlatego tak łatwo chłopaki rezygnowali. Gdy przeszliśmy na Wordpressa, nagle praca na CN stała się o wiele wygodniejsza i naczelnikowanie nie jest już takie przerażające (śmiech).

M. Ś.: Wspominasz o swojej pracy. Zawodowo zajmujesz się tłumaczeniami, zaś Carpe Noctem to Twoje wymagające hobby. Które z tych zajęć pochłania Cię bardziej? Które jest bardziej wymagające i zmusza do większego zaangażowania?

A.B.: Nie jestem w stanie porównać jednego z drugim. Z pewnością tłumaczenie daje mi więcej pieniędzy, bo wciąż jeszcze czekamy na moment, kiedy CN zarobi choćby na swoje utrzymanie, (śmiech). Wiesz, jak mi się trafi fajna książka, jak na przykład "Wzorzec zbrodni" Warrena Ellisa, to faktycznie bardziej się angażuję emocjonalnie, ale gdy jest to poradnik dla przyszłej mamy albo cykl erotyków, to jednak tłumaczenie wymaga chyba tylko czasu i cierpliwości. Nawet gdy się ma pracę, którą się kocha, trudno czerpać z niej przyjemność codziennie, przez osiem bitych godzin (i czasem w weekendy, haha!). To po prostu nie działa w ten sposób.
I podobnie jest chyba z Carpe Noctem, bo też czasem jest to 100% frajdy i najchętniej by się rzuciło pracę, by móc czytać i pisać, i nagle jest sto pomysłów, i wszystko się chce. A potem przychodzi moment, kiedy jednak w życiu znajdują się jakieś ciekawsze rzeczy i wtedy zupełnie na odwrót: dostrzega się bezsens każdej aktywności w Internecie, bo nie ma z tego kasy, bo ludzie nie doceniają, bo byle bloger lajfstajlowy ma więcej fanów, bo po co to robić, skoro ktoś tam to robi lepiej albo i gorzej, ale z tym samym efektem, itd.. Myślę, że kluczem trzymania się tak dużego i czasochłonnego projektu, jakim jest Carpe Noctem, jest robienie go totalnie tak, jak się chce, a nie pod publiczkę; bez strategii marketingowej, lecz zgodnie z sercem. Może dlatego mamy mało fanów, za to dużo funu (śmiech).

niedziela, 6 marca 2016

T."Mordumx" Siwiec i K. "Mangusta" Kaczkowska - Liturgia plugastwa.

Niszowe wydawnictwo „Horror Masakra” nie zaniedbuje swoich najbardziej zagorzałych fanów. Po całkiem udanych „11 grzechach głównych” serwuje nam kolejne bardzo krwiste i zwyrodniałe tanie w postaci „Liturgii plugastwa”. Zresztą, okładka tym razem nie pozostawia żadnych wątpliwości. To nie jest lektura dla każdego.

Charakterystyczną kreskę Pana Goryla trudno pomylić z jakąkolwiek inną, trzeba jednak przyznać, że to jeden z najbardziej udanych obrazków tego rysownika. Wydanie zresztą, podobnie jak w przypadku wspomnianych „11 grzechów głównych” wygląda znakomicie, rzekłbym niemal profesjonalnie. Gdyby ktoś jeszcze zadbał o skład i marginesy... Tak czy inaczej, każdy miłośnik horroru ekstremalnego powinien mieć owo wydawnictwo na półce. Szczególnie, że za kilka lat może to być wyjątkowy biały kruk.

Przejdźmy więc do tego co najważniejsze – głównego, bardzo krwistego dania. Tym razem niezłomny Tomasz „MordumX” Siwiec połączył siły z Karoliną „Mangustą” Kaczkowską i pomijając fakt, że kompletnie nie rozumiem zasadności używania pseudonimów w połączeniu z nazwiskami w literackich podpisach, to muszę przyznać, że jest to najbardziej udany duet ze sceny ekstremalnego horroru, gdzie zgodnie z obietnicą ostre porno wiąże się z wymyślnym gore. Już pierwsze opowiadanie „Mleko matki” autorstwa Karoliny nie daje złudzeń (jeśli ktoś jeszcze miał takowe po ujrzeniu okładki). Bohaterem jest Łukasz, który poszukuje zaginionego brata. W jego komputerze znajduje folder z najbardziej zwyrodniałą i wymyślną pornografią. Okazuje się to być kluczem do odnalezienia tajemniczej sekty, ale również przekleństwa rodem z najgorszych koszmarów. Oprócz lekkiego pióra i bardzo ciężkich pomysłów, utwór Karoliny wyróżnia brutalność i zręczne nawiązanie do prozy H.P. Lovecrafta. Bardzo dobre otwarcie. Zresztą, trzeba przyznać, że tekstom pani Kaczkowskiej niewiele można zarzucić. „Poławiacz”, to jak sama autorka mówi, bardziej bizarro, niż horror, ale mnie natychmiastowo kojarzy się z „Syreną w kanale” Hideshiego Hino. Z tą różnicą, że w tym kultowym

piątek, 4 marca 2016

HARLAN COBEN - NIEZNAJOMY.

HARLAN COBEN - NIEZNAJOMY.

Każdy wielbiciel mocnych thrillerów musiał chociaż raz przeczytać jakąkolwiek książkę Harlana Cobena. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Do moich ulubionych należą wszystkie z serii z Myronem Bolitarem. Poza świetną dawką mocnych wrażeń cechuje je fantastyczny humor. Nie ukrywam jednak, że największe wrażenie wywarły na mnie dwie pozycje tego autora. Pierwsza to „Nie mów nikomu”, która doczekała się ekranizacji, a film jest równie fantastyczny jak książka. Druga to „Bez pożegnania” – jeżeli jeszcze nie mieliście okazji przeczytać, to polecam gorąco.
Dziś jednak mam przyjemność zaprezentować Wam najnowsze dzieło Harlana Cobena, czyli powieść „Nieznajomy”.


Podczas spotkania rodziców dzieci grających w lidze lacrosse ojciec dwóch nastoletnich synów, prawnik Adam Price, zostaje zaczepiony przez nieznajomego mężczyznę. Twierdzi on, że przed laty żona Adama, chcąc powstrzymać rozwój jego romansu, oszukała go, udając, że jest w ciąży. Nieznajomy przekazuje Adamowi dowody świadczące o prawdziwości swoich słów. Kiedy zaszokowany Adam doprowadza do konfrontacji z żoną, ta początkowo obiecuje mu wyjaśnienia, lecz wkrótce znika bez śladu. Kontaktuje się z nim jedynie za pomocą SMS-a, prosząc, aby mąż jej nie szukał. Adam oraz jego synowie są zdruzgotani niespodziewaną ucieczką Corinne. Tymczasem nieznajomy wyjawia wstydliwe tajemnice kolejnych osób. Wkrótce Heidi Dunn, którą tajemniczy człowiek powiadamia o podwójnym życiu córki, zostaje zamordowana. Po upływie zaledwie doby w innym mieście ginie kolejna ofiara. Przyjaciółka Heidi, policjantka Johanna Griffin, rozpoczyna samotne śledztwo i natrafia na trop grupy, na której czele stoi nieznajomy. Podążając ich śladem, dociera do Adama Price’a. Prawnik i policjantka jednoczą siły, tropiąc ludzi, którzy mogą znać miejsce pobytu zaginionej Corinne. Mężczyzna odkrywa coraz więcej nieznanych mu faktów z życia żony i uświadamia sobie, że niemal wszyscy wokół niego skrywają jakieś tajemnice, zaś jedynym sposobem na poznanie prawdy jest odnalezienie nieznajomego mężczyzny, nawet gdyby miało to doprowadzić do zburzenia pozornie uporządkowanego świata, w jakim od lat żyje Adam.