niedziela, 25 stycznia 2015

Lovecraft się mylił!… ale tylko w szczegółach. Eugeniusz Dębski "Moherfucker. HELL-P"

Lovecraft się mylił!… ale tylko w szczegółach.

Sam nie wiem jakim cudem przegapiłem wydanie serii MOHERFUCKER wydanej kilka lat temu. Przecież starałem się śledzić wszystkie wydawnictwa związane z prozą Howarda Philipsa Lovecrafta. Jednak stało się. Może to wina marketingu, a raczej jego braku, a może po prostu gdzieś otchłań Wielkiego Przedwiecznego mnie pochłonęła. Nie wiem.
Na szczęście nowe wydawnictwo – Piaskun, postanowiło przypomnieć ten świetny cykl Eugeniusza Dębskiego.
Skoro już natknąłem się na tą pozycje, to za punkt honoru postanowiłem ją przeczytać.


Kamil Stochard aspirant policji, zostaje skierowany na przymusowy urlop. Jednak może zapomnieć o wylegiwaniu się w wyrze i gapieniu w telewizor. Oddelegowany z ABW do tajnej misji, trafia pod rozkazy tajemniczego amerykańskiego agenta. Cel – rozpracować i zniszczyć środowisko guimonów -odprysków Wielkiego Cthulhu. Rozpoczyna się polowanie na wroga, który ukrywa się pod postaciami fanatycznych miłośników Ojca Dyrektora, bandziorów, chuliganów czy zwykłych- na pozór – obywateli naszego wspaniałego kraju. Choć przeciwnicy wyglądają niegroźnie, nie można dać się zwieść ich morderczemu instynktowi, o czym dość szybko nasi bohaterowie się przekonują.
Działając niczym najlepsze duety z filmów kryminalnych, Jerzy i Kamil starają się wniknąć i rozpracować grupę czy sektę guimonów, którzy zawładnęli ciałami na pozór zwykłych ludzi i tylko wieloletnie doświadczenie amerykańskiego agenta ratuje ich nie raz od porządnego łomotu.

Pomysł na fabułę wydaje się banalny i prosty. W pierwszej chwili może zastanawiać, jak w naszym współczesnym świecie, po ulicach mogą latać stwory znane dotychczas z prozy Lovecrafta. Prozy, której przecież jedną z największych zalet, jest klimat snutych przez Samotnika z Providence opowieści,najczęściej dziejących się wokół mrocznych i tajemniczych miejsc. Tutaj w całą współczesność naszego świata, Eugeniusz Dębski sprytnie wrzuca mitologię Cthulhu, tworząc w zupełnie nowy klimat.
Chciałby się powiedzieć sensacyjny weird fiction.

niedziela, 18 stycznia 2015

Łukasz Radecki - "Horror klasy B"


Łukasz Radecki „ Horror klasy B”

Wyobraźcie sobie wszystko co najgorsze w literackim i kinowym horrorze lat dziewięćdziesiątych. Przypomnijcie sobie, gdy zasiadaliście przed telewizorami do „Piątku 13ego”, „Helloween” czy „Koszmaru z ulicy Wiązów”.
Pamiętacie?
A może pamiętacie także te chwile, sprzed blisko dwudziestu lat, gdy po ciemku, w łóżkach czytaliście książki Guja N.Smitha, A.Knigha, S.Hutsona i pierwsze powieści Grahama Mastertona?
A może po prostu, odkryliście te opowieści wydawane przez nieistniejący już Phantom Press niedawno?
Jeżeli tak, to powiem, że przeczytaliście to co najgorsze światowym horrorze. Kolorowe, pełne krwi okładki miały za zadanie kusić i rekompensować słabą treść wewnątrz, zmieszczoną często na ledwo dwustu stronach, czasami w tragicznym wręcz przekładzie. Ta słaba jakość dla wielu dziś jest produktem kultowym (zresztą dla mnie także, czego nigdy się nie wstydziłem). Nie zmienia to jednak faktu, że to czym karmiono nas w trakcie bumu na horrory, w pewnym sensie ukształtowało wizerunek gatunku na długie lata i wizja tandety i krwawego kiczu nadal utożsamiana jest właśnie z horrorem, choć on już dawno zmienił swoje oblicze.

Teraz ten koszmar powrócił za sprawą Łukasza Radeckiego i jego dziesięciu opowiadań, zebranych w zbiorze „Horror klasy B”.

Autor w zgrabny sposób połączył wszelkie odmiany i gatunki horroru w jedną całość, za sprawą trójki bohaterów poszukujących inspiracji do nakręcenia horroru. Filmu dość słabej jakości i fabuły, i w miarę z niskim budżetem. Czyli typowego kina klasy B.
Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że trójka chłopaków opowiadająca sobie krwawe historie, to nikt inny jak Łukasz Radecki. Mam wrażenie, że autor powracając wspomnieniami do literatury na której pewnie się wychował, wcielił się także w swoich bohaterów. Mało tego, wyrażane przez nich opinie są jakoś dziwnie mi znajome.

Radecki zaserwował nam opowiadania raczej banalne i proste w swojej fabule. Zaś zakończenie każdego jest niemal przewidywalne w stu procentach. Często także ze względu na padające -powiedzmy- w prologu, do każdego opowiadania tytuły filmów, które  pozbawiają nas zastanawiania się „Gdzie ja to widziałem?”
Nie dostajemy od autora także szansy na bliższe poznanie bohaterów opowiadań, gdyż zazwyczaj dość szybko kończą swój żywot, ciosem siekierą głowę lub w podobnie krwawy i bezpośredni sposób, bez żadnych ceregieli.
Otrzymujemy za to cały zestaw świrów, wariatów, zombiech i potworów, znanych z kart wszelkich horrorów, którzy posługują się wszelkimi dostępnymi narzędziami śmierci. Pomimo tego hardcoru autor nie epatuje jakoś specjalnie sadyzmem, czy znęcaniem się nad ofiarą,- co jest typowym narzędziem dla gore czy bizarro. Chciałoby się powiedzieć, że jest wszystko umiejętnie wyważone. O ile w scenach krojenia ludzkiego mięsa i podawania go na różne kulinarne sposoby - uwięzionemu, można mówić o wyważeniu sceny. Ale jest ok. Nie obrzydza, nie pozwala myśleć o Radeckim, „Kurna jaki on jest chory”.
Wręcz przeciwnie, wiedza Łukasza Radeckiego na temat kina i literatury jest bardzo duża i możemy odnaleźć ją właśnie w rozmowach chłopaków, które są pewnie dyskusją Radeckiego samego ze sobą. A ja zawsze lubię Łukasza posłuchać.

Więc polecam. Ale pamiętajcie, jeżeli oczekujecie wyniosłej i wspaniałej literatury, to lepiej oddajcie tą książkę komuś z rodziny. Zaś jeżeli chcecie skoczyć kilkanaście lat do tyłu, i znowu poczuć tą młodzieńczą fascynację pierwszym literackim strachem, to „Horror klasy B” staje się pozycją obowiązkową.


Łukasz Radecki
"Horror klasy B"
Oficyna WydawnicZa LITERAT
2014

sobota, 17 stycznia 2015

Okrucieństwo w imieniu Boga. Czarownice i inkwizycja


OKRUCIEŃSTWO W IMIENIU BOGA
Czarownice i inkwizycja
Pobieżny opis cierpień zadawanych niewiastom oskarżonym o czary w średniowiecznej Europie. 


                   Pojmane i oskarżone o czary niewiasty w zależności od okresu , miejsca i czasu, kończyły różnie. Zazwyczaj źle. Jeżeli oprawcy, często ciemne chłopstwo nie dokonało samosądu nad ową niewiastą, lub w przypadku rajców miejskich i mieszczan którzy poprzez pławienie lub tradycyjne powieszenie i spalenie na stosie starali się uspokoić nastroje wzburzonego ludu, kobieta owa trafiała do izby tortur. Najczęściej pod pieczą inkwizytorium, gdzie powinna wyznać swoje grzechy i skruszeć.

   Zagadnienie męczenia ciała ludzkiego przez ten „zacny bicz pański” czy bardziej oficjalnie Świętą Inkwizycję, to temat bardzo obszerny i ciekawy. O inkwizycji i ich sposobach krzewienia wiary, torturach, lochach i działalności powstało wiele ksiąg. Poczynając od sławnego „Młotu na czarownice” H.Kramera i J.Sprengera oraz „Księgi inkwizycji” napisanej przez inkwizytora Bernardo Gui (którego postać pojawia się  w „Imieniu Róży” U.Eco), aż po ówczesne opracowania min: K.Baschwitza „Czarownice. Dzieje procesów o czary” i Sz. Wrzesińskiego „Wspólniczki szatana”.
                                                                    *
               Skupimy się jednak na machinach i zadawaniu cierpienia.
Zazwyczaj, prezentacja pojmanemu: narzędzi, szczegółowy opis ich działania i wpływ na ludzkie ciało, była wystarczającym bodźcem do przyznania się do winy. Opcjonalnie dochodziło lekkie podpalanie posmarowanych łatwopalnymi substancjami pięt, pach czy genitaliów. Wiadomym jest także, że czarownica czy wiedźma powinna być wpierw rozebrana aby w szatach nie mogła ukryć amuletów sporządzonych z ciał nie ochrzczonych dzieci. Następnie była golona ze względu na możliwość ukrywania w zaroście znaków złego. Często w międzyczasie była poniżana i gwałcona przez pomocników kata.
              Tak przyszykowana kobieta rozpoczynała swoją przygodę z katem. Co ciekawe, męczenia i torturowania dokonywał zawsze kat z urzędu, nigdy członkowie inkwizycji- przynajmniej oficjalnie do 1264 roku. Papież Urban IV, właśnie w 1264 roku zezwolił na rozgrzeszanie oprawców oraz na udział  i przeprowadzanie tortur przez inkwizytorów.
 Oto przykładowy opis torturowania czarownicy z 1631 roku.
                                                                      *
1.związanie rąk i rozciągnięcie na drabinie- aby naciągnąć i nadwyrężyć mięśnie oraz stawy.
   Dodatkowo przyśrubowanie rąk i nóg. Pomiędzy drewniane kliny wkładano kończyny i  skręcano. Torturę, można było stosować cały czas zwiększając nacisk.
2. na drugi dzień ponowiono rozciągniecie i przyśrubowanie, pomimo odkrycia, że kobieta jest w ciąży.
3. ogolenie głowy i pach, oblanie spirytusem i podpalenie.
4.skrapianie gorącą siarką gardła i pach
5.zdjęcie z deski, związanie, oblanie pleców spirytusem i podpalenie
6.podciągniecie na sznurze pod sufit. Ręce były wiązane od tyłu, podczas podciągania ciężar własnego ciała wyłamywał stawy barku.
7.ułożenie ponowne na łożu sprawiedliwości i przeciągniecie po plecach kołkiem naszpikowanym kolcami.
8.przywiązanie do nóg odważników kamiennych, które wyłamywały stawy nóg.
9.ześrubienie goleni butem hiszpańskim
10.ponowne śrubowanie nóg i rąk.
11. tortura biczowania po lędźwiach i ponowne śrubowanie.
Dalszego opisu brak, pewnie ze względu na przyznanie się kobiety do winy..

niedziela, 11 stycznia 2015

Agnieszka Kwiatkowska "Drzewo wisielca" opowiadanie.

Agnieszka Kwiatkowska (1978) - dwukrotna laureatka konkursów literackich magazynu „Histeria”. Publikuje również na Szortalu oraz w Drabble na Niedzielę. Finalistka konkursu na dokończenie powieści J. Zajdla „Drugie spojrzenie na planetę Ksi”. Sekretarz redakcji w magazynie internetowym „WeryForma(t)”. Pasjonatka Włoch, języków obcych i dobrej grozy.







DRZEWO WISIELCA

Jesienny las jest piękny, zwłaszcza o poranku, gdy krople rosy lśnią na pajęczynach, a w chłodzie daje się wyczuć zapowiedź zbliżającej się zimy. Takiego właśnie poranka, wiele lat temu, poszłam z dziadkami na grzyby. To wtedy natknęłam się na sąsiada, pana Dzięgielewskiego. Z początku go nie poznałam. Zobaczyłam najpierw tylko buty, a potem musiałam wysoko zadrzeć głowę, bo Dzięgielewski wisiał; kołysał się na sznurze, na gałęzi dębu.
Tego dnia, gdy po latach weszłam do lasu po raz pierwszy od tamtego zdarzenia, był już środek dnia, nie ranek. Szłam szybko, z rękami w kieszeniach płaszcza, nie wiedząc nawet, jaka siła skłoniła mnie do powrotu w to miejsce. Mało tego – nie wiedziałam nawet, czy trafię pod tamten dąb.
Coś mi jednak mówiło, że idę we właściwym kierunku.
I faktycznie, nagle na końcu ścieżki pojawił się prześwit między drzewami. Polanka. Zadrżałam, zwolniłam tempo, aż w końcu zatrzymałam się. Może jednak zawrócić? Obiecałam ciotce być u niej jak najszybciej, aby pomóc w przygotowaniach do pogrzebu babci.
A przecież bałam się śmierci. Nie chciałam wchodzić do domu, w którym panuje żałoba…
Otrząsnęłam się z nieprzyjemnych myśli, poprawiłam szalik i wolno ruszyłam przed siebie. Już z oddali dostrzegałam zarysy dębu, tego dębu. A gdy weszłam na polankę, doznałam wrażenia, jakbym nagle przekroczyła granicę dwóch światów.
Polanka zalana była ciepłym, słonecznym blaskiem; zupełnie, jakby słońce, wcześniej połyskujące mdło na szarym niebie, skupiło tu całą swoją energię. Ustał wiatr, który wcześniej przewiewał mnie do szpiku kości. Ziemię pokrywały czerwone i złote liście. I… był tu ktoś jeszcze, co mnie zaskoczyło. Kto w taką pogodę chodzi po lesie?
Koło dębu siedział mężczyzna. Skrzywiłam się lekko, ale po chwili przyszło mi do głowy, że może i dobrze, że nie jestem tutaj sama. Może w towarzystwie drugiego człowieka będzie mi łatwiej pokonać strachy z dzieciństwa?
Podeszłam do drzewa, liście pod stopami przyjemnie chrzęściły. Siedzący pod dębem mężczyzna nie zwrócił na mnie uwagi, tak jakby niczego nie usłyszał. Uniosłam brwi, patrząc ze zdumieniem na porozstawiane obok niego miseczki z jedzeniem. Facet zrobił sobie piknik?
– Przepraszam…
Teraz mnie usłyszał. Podniósł głowę, a ja uśmiechnęłam się, już miałam coś powiedzieć, i nagle poczułam, że tracę oddech. Miałam przed sobą tę samą twarz, którą lata temu widziałam opuchniętą i bez życia. Zawirowało mi przed oczami, nogi się ugięły. Przed oczami przesunęło mi się wspomnienie ohydnie wykrzywionych rysów samobójcy. Poczułam, że robi mi się słabo. Uciekaj! Uciekaj!!!
– Coś się stało? – zapytał mężczyzna, marszcząc brwi, a ton jego głosu był tak naturalny, że nagle odzyskałam rozum. Serce wciąż tłukło jak oszalałe, ale nagle byłam już w stanie logicznie myśleć. Chryste, przecież to nie był ten Dzięgielewski! Idiotko! Gość był do niego bardzo podobny, też w średnim wieku, ale do diabła, to musiał być ktoś z jego rodziny cholernie podobny! A tamten nie żył od ćwierćwiecza! Matko, sama mało nie padłam trupem!

sobota, 10 stycznia 2015

Konrad. T. Lewandowski "Czas egzorcystów". Nadstawiamy głowy.

No i mam problem. Poproszono mnie o recenzję „Czasu egzorcystów”, najnowszej książki Konrada T. Lewandowskiego. Wybór autora problemem akurat nie jest, wcześniejsze książki tegoż znam od lat i w większości cenię. Nie jest również kłopotem samo pisanie, bo choć najczęściej przychodzi mi pisać służbowe maile w korporacji, to dla odmiany chętnie złożę kilka słów o literaturze. Zawodowym krytykiem literackim jednakże nie jestem… i tu problem już jest.
Lewandowski bowiem znany jest z tropienia amatorskich recenzji, po wytropieniu wykonuje zaś na recenzentach malownicze egzekucje, by na koniec poskakać po ich trupach. Czytelników łaknących krwistych detali odsyłam do Internetu.
Pisać więc? Wystawiać się na ukamienowanie na oczach tłumu internautów? Rozmyślałem tak i rozmyślałem, aż w końcu skończyłem lekturę „Czasu egzorcystów” i rozterki same zniknęły. 
A zniknęły, bo przeczytałem po prostu dobry kryminał (albo thriller, granice gatunkowe od dawna zdają się zacierać). Jest masa wyrazistych postaci, jest krew i mocny język. Jest też dobrze skrojona akcja, nie ma zaś dłużyzn i przynudzania. 
Do tego dostajemy sporo policyjnego warsztatu, całkiem wiernie oddającego realia służby. W paru  miejscach ten policyjny realizm nieco się gubi, jednak licentia poetica nie takie rzeczy potrafi wyczyniać dla dobra fabuły.
Dostajemy także środowisko katolickie, na kilku szczeblach hierarchii – tu nie mam żadnych kompetencji aby oceniać realizm ale sporo fragmentów mogę z łatwością (i głębokim smutkiem) odnieść do polskich realiów. 
W zasadzie jedyny słaby fragment to ten, gdzie bohaterowie przeprowadzają burzę mózgów, w knajpie gdzieś na Muranowie. Sama burza mózgów potraktowana jest po macoszemu i poszła jakby za szybko, zaś ostra satyra na hipsterskie lokale i ich bywalczynie, choć może zasłużona, nijak nie pasuje mi do fabuły. Śmiem nawet przypuszczać, że ten fragment był napisany przy jakiejś innej okazji i wklejony w książkę nieco na siłę. No, ale 2 słabsze strony z ponad 350 to ja mogę przeboleć. Bo poza nimi książka jest naprawdę dobrze napisana, pełna krwistych (a czasem i krwawych) bohaterów i do ostatnich stron trzyma w niepewności.

piątek, 2 stycznia 2015

Eugeniusz Dębski - Jestem gotów sięgnąć nawet horroru. Wywiad dla OnH



Wywiad z Eugeniuszem Dębskim



Okiem na Horror:
Panie Eugeniuszu, chciałbym zadać kilka pytań w związku z premierą książki „Moherfucker. Hell-P”, wznowionej niedawno przez Wydawnictwo Piaskun. Powiem szczerze, że nie spodziewałem się, aby spod pióra czy też klawiatury wyszła tak świetna powieść w klimatach Cthulhu, napisana przez polskiego pisarza. Mam wrażenie, że tematyka ta jest trochę zapomniana czy pomijana. Czytałem swego czasu przygody Owena Yeatesa i opowiadania ze świata rycerza Hondelyka. Ba, nawet wczoraj wynalazłem na półce książeczkę „Czy to Pan zamawiał tortury?”. A jednak przyznam się, że „Hell-P” była dla mnie dużym zaskoczeniem. Zaskoczeniem pozytywnym. Dlaczego Cthulhu? Dlaczego świat Samotnika z Providence wydał się na tyle ciekawy, aby posłużyć za „podporę”, na której zbudował pan fabułę powieści?

Eugeniusz Dębski:
Sprawa jest prosta jak… kij od miotły. Wielokrotnie uświadamiałem młodym czytaczom, że był taki czas, w którym wychodziło 8-10 książek z dziedziny „fantastyka” na rok. Ja miałem dobrze, bo czytałem płynnie po rosyjsku, więc otrzymywałem dodatkowe 10-15 w roku (przy okazji powiem, że cała inteligencja radziecka przerabiała Leca, Lema, Chmielewską, Tyrmanda, a – z kolei – bardzo wielu polskich łykaczy fantastyki, choć nie lubiło ZSRR, sięgało po dzieła rosyjskie, bo to dawało dwa razy więcej ładunku do przefedrowania!). Przy takiej podaży nietrudno było przeczytać wszystko, co wyszło. Ogół miłośników fantastyki w moim wieku ma zaliczonego całego Verne’a, całego Poego, nie mówiąc o Bradburym, Asimovie, Clarke’u… Lovecraft, nawet jeśli nie był klasycznie „esefowy” (bo termin „fantasy” pojawił się, rzecz jasna, później), to mieścił się w szufladzie „fantastyka”. No to jak miałem go nie zaliczyć? Nie zapałałem miłością, przyznaję, ale kilka razy obudziłem się w nocy zlany potem z powodu Cthulhu i jego pociotków… No i dalej – wymyśliłem współczesną sensacyjną

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Piotr Kulpa - Drzewo sumień. Wywiad.

 "Piotr Kulpa", gdy wpisuję takie hasło w wyszukiwarkę internetową, to wskakują: recenzje,  zapowiedzi i opinie związane z Twoimi książkami z cyklu „Pan na Wisiołach”. O samym autorze prawie nic. Dzięki informacji z Videografu, który wydaje Twoje książki wiem, że piszesz wiersze, powieści, piosenki, że jesteś frontmenem kapeli Meakulpa*, której fragment występu znalazłem na youtubie. Ten praktycznie brak informacji o Tobie, to świadomy wybór?

Wyskakuje też jakiś były minister oraz blog dziewczyny piszącej o biustonoszach. Jak go ostatnio przeglądałem, to faktycznie pomyślałem, że to ciekawsza działka, niż groza. Choć jak się patrzy na niektóre staniki, to dopiero jest groza.
Brak informacji wynika raczej z tego, że nie umiem zabiegać o swój wizerunek, tak jak robi się to dziś. Myślę tu o fb, na którym nie mam profilu ani funpage’a. Ale może wkrótce będzie. 
Z tego, co o mnie w necie, to np.:

Kim w takim razie jest Piotr Kulpa? Co lubi? Czym się zajmuje?

Facet, który żyje już 48 lat poza macierzystym środowiskiem. Lubię żyć, kochać i kartoflany placek z boczkiem i śmietaną, który sam piekę. Lubię tworzyć i w ten sposób opowiadać ludziom różne rzeczy. Lubię tworzenie jako antidotum na umieranie, którego wokół pełno, które odczuwam całym sobą każdego dnia. Na co dzień pracuję jako sprzedawca, mam jednak taka cichą nadzieję, że wkrótce będę mógł zająć się w większej mierze pisaniem.

Możesz opowiedzieć jak zrodził się pomysł aby pisać powieści grozy?

To dlatego, że chciałem napisać coś, co uda się wydać. Do tej pory pisałem dla dzieci (powieści „Ciepełko” i „Hala i Bas”) i choć wydałem je, to nie było łatwo. Owszem, wydawnictwom się podobało ale „nie mieściło się w planach”. Pomyślałem, że krwawe historie do śniadania to dziś podstawowa lektura każdego szanującego się nastolatka i że tędy będzie najłatwiej dostać się na rynek. Tylko, że w tych moich książkach, miesza się dużo pokręconej obyczajówki z nieokiełznanymi żądzami i nie jest to chyba klasyczny horror ani powieść grozy. Niektórzy się boją, niektórzy nie. Ale jestem z niej zadowolony – z „Pana na Wisiołach”.

niedziela, 28 grudnia 2014

Książki, które pozostają w pamięci. Przegląd 2014

W Polsce wydaje się około 25 tysięcy tytułów rocznie. Takie ilości podaje instytutksiazki.pl. Wprawdzie są to dane z 2012 roku, jednak  podejrzewam, że niewiele się zmieniło w roku 2014. 
Do największych wydawnictw, pod względem ilości wypuszczonych tytułów należą : Albatros, Czarne, Muza, Prószyński, Rebis i Zysk.
I teraz pomyślmy, ile książek kupiliśmy, przeczytaliśmy wciągu roku?
Jak podaje GUS, statystyczny Polak, na literaturę wydaje rocznie – ok. 19 zł. Czyta zaś 0,5 książki rocznie. Wynik wyłamujący nadgarstki.

Wracam do książek wydanych w 2014 roku. Jak z takiej olbrzymiej liczby wydanych tytułów, wybrać powiedzmy tych kilka najlepszych?
Jest pewien sposób. Bardzo prosty.
Po pierwsze, nie ma co patrzeć, na wszelkie rankingi, których pojawia się z końcem roku coraz więcej. Każdy ranking to subiektywny wynik czyichś upodobań, wspomnień i sympatii dla autora, stylu, klimatu, czy danego rodzaju literatury.

Więc jak wybrać te najlepsze? 

niedziela, 21 grudnia 2014

STEFAN DARDA - ROZMOWA NA KONIEC ROKU czyli świątecznie pozytywna, obszerna i nieskrępowana wymiana myśli o tym, co było i o optymistycznych (choć związanych z grozą) widokach na to, co nadchodzi.

                                                                                                                             
Stefan bardzo się cieszę, że zgodziłeś się odpowiedzieć na kilka pytań. Chciałbym porozmawiać z Tobą z kilku powodów. Tym głównym jest niedawna premiera zbioru opowiadań „Opowiem ci mroczną historię”, wydanego przez Wydawnictwa Videograf.
Sam na wstępie tego zbioru napisałeś, że opowiadania zamieszczone w zbiorze, to jakby podsumowanie tego, co przez ostatnie kilka lat napisałeś, to droga jaką przeszedłeś jako pisarz i chciałbyś, aby czytelnik tą ewolucję mógł znaleźć w jednym zbiorze. Mam wrażenie, że jest to takie rozliczenie się z przeszłością, podsumowanie, czy nawet zamkniecie pewnego etapu w Twojej pisarskiej karierze.

Ponadto, chciałbym porozmawiać nie tylko o ostatniej wydanej książce, lecz i o innych sprawach. O tematach związanych z literaturą i grozą oczami Stefana Dardy.

Miło mi ponownie gościć na stronie „Okiem na Horror” i  z przyjemnością ustawiam się w krzyżowym ogniu pytań.
                                                                                                                                      

Pewnie na wiele podobnych nie raz już odpowiadałeś, czy to w niezliczonej ilości wywiadów, czy na spotkaniach z fanami. Może jednak spróbujmy?
W końcu patrzenie w przeszłość, będąc bogatszym o zdobyte doświadczenia czy wiedzę zmienia spojrzenie na nurtujące nas tematy wraz z upływającym, nieubłaganie czasem.

Po pierwsze, każda rozmowa jest inna, a po drugie – masz rację, że każdy dzień przynosi nowe doświadczenia. Zaczynajmy więc…

  1. Powiedz mi, jak to jest być najlepszym pisarzem grozy w kraju?
 Rozmawiałem z wieloma pisarzami, czy miłośnikami literatury fantastycznej przy okazji różnych spotkań, i o ile nie każdemu może odpowiadać tego typu pisarstwo - ktoś woli mocniejsze książki, ktoś inne względem gatunku - to wszyscy podkreślają, że masz świetny warsztat i rewelacyjny pomysł na historię, jakby nie patrzeć także na sprzedaż.

Pierwsze pytanie, a już mam problem z odpowiedzią (śmiech). Nie wiem, czy można jednoznacznie powiedzieć o kimś, że jest najlepszym pisarzem takiego lub innego gatunku literackiego, ponieważ tego typu klasyfikacje nie mogą być jednoznaczne i niepozostawiające wątpliwości.
Literatura to nie sport, brak tu niezmiennych, ogólnie przyjętych kryteriów, dzięki którym można ogłosić kogoś mistrzem. Popatrz – Usain Bolt od dobrych kilku lat leje na bieżni wszystkich jak chce i gdy ktoś stwierdzi, że Bolt jest żałosnym, niepotrafiącym przebiec poprawnie kilku metrów łamagą, to wszyscy będą się tylko pukać w głowę. Natomiast jeśli znajdzie się domorosły krytyk, twierdzący, że przykładowo taki Stephen King, bijący na głowę od dziesięcioleci innych autorów grozy, to grafoman lub, w najlepszym wypadku, facet piszący ciągle na jedno kopyto, wtedy znajdzie wielu ochoczo przyklaskujących takiemu punktowi widzenia.
Uwierz mi, znam wielu, którzy nie wydali jeszcze niczego, o krytyce literackiej mają pojęcie, nazwijmy to eufemistycznie, średnie, a twierdzą, że piszą (lub napisaliby coś) lepiej ode mnie, że w tej czy innej książce zawaliłem to oraz tamto i, zapewniam, z pewnością nie uważają, że mam świetny warsztat. Ponieważ więc nie mam żadnego sposobu na to, by udowodnić im, że jest inaczej, to po prostu myślę o ludziach, którzy z niecierpliwością czekają na moje książki i staram się wykonywać swoją robotę najlepiej, jak potrafię.

Najciekawsze książki grozy 2014.

Postanowiłem, że powoli najwyższy czas na podsumowanie horrorowego roku. Także dzisiaj na tapetę idą książki, których zadaniem było straszyć, przerażać i zasiewać w umysłach czytelnika strach. 
Rok 2014, który jeszcze trwa, jest obfity w nowości i wznowienia tytułów kiedyś już wydanych. Czasami pod innym tytułem, co wprowadzało np: fanów Grahama Mastertona w konsternację i ja sam  zadawałem sobie pytanie: Przecież to już czytałem? A może nie?
Szczególnie jedno wydawnictwo -Replika, upodobało sobie takie zabiegi. Nie zmienia to faktu, że nadal są moim ulubionym teamem horroru.
Należy wspomnieć i przybić żółwika także: Wydawnictwu SQN- za zakończenie cyklu Miry Grant i "the Walking Dead". Także Wydawnictwo Albatros - za wznowienia i nowości Kinga i Mastiego. Wydawnictwa Videograf - za promowanie polskiej grozy, czy Zyskowi - za serię CHIMAERA.

Tak zastanawiałem się, czy podsumować rynek wydawniczy, czy  pisać o współpracy z wydawnictwami, czy może wspomnieć o tych, które się poobrażały. A są takie, a jak? Ale, chyba nie warto.
 W zamian przedstawię jeszcze zestawienie moich najlepszych książek 2014 roku, nie trzymając się kurczowo szponami powieści grozy. Bo przecież nie tylko horrorem literatura stoi. Wrzucimy może TOP5 wydarzeń związanych z horrorem. Czasu jeszcze jest dużo. Także nastawcie się, że takie podsumowanie, będzie się co jakiś czas pokazywać.
Do tego wszystkiego niezmordowany Tomek Siwiec, prezentuje swoje podsumowania na naszym -chyba mogę tak na pisać- kanale youtub.


Dziś jednak tylko GROZA.

Wybrałem dziesięć, a w sumie jedenaście pozycji. Są to książki, o których warto wspomnieć, napisać kilka słów. Nie zawsze są to hity wydawnicze, czy pozycje o których mówiło się "Mega, mega, mega". Dla wielu z was czytających ten post, niektóre z tytułów mogą być gniotami. Ok. Jednak pamiętajcie, nie jest to podsumowanie najlepszych książek 2014 roku, a posumowanie najciekawszych. Nie ma tutaj także miejsc, klasyfikacji. Liczba porządkowa jest podana dla...,.no właśnie? Niech będzie.
No to zaczynamy:

1.Cykl "Czarny wygon" Stefana Dardy. - Nie ma co dużo się rozpisywać. Stefan zakończył pewien etap w swojej twórczości, Pożegnaliśmy się z cyklem, który wyniósł go, na pierwsze miejsce wśród najpoczytniejszych pisarzy grozy i śmiało konkuruje na księgarskich półkach z innymi gatunkami literatury. Darda to klasa sama w sobie.

2."Oblicza grozy" antologia Repliki - Moim zdaniem najlepsza antologia wydana w 2014. Rewelacyjna grafika okładki i świetna zawartość. Eksperyment, który miał polegać na tym, aby zapodać czytelnikowi wszelkie odmiany strachu, grozy i horroru, udał się znakomicie. Do dziś mam kilka opek w głowie. Bardzo dobry zbiór. 

3.Clive Barker "Imajica" - Książka ta znalazła się tutaj z kilku powodów. Gdyby stworzyć kategorię -Najlepsze wznowienie, to z pewnością ta pozycja zajmowałaby miejsce pierwsze. Przepięknie wydana epopeja, której należało się wznowienie. Choć trwają dyskusje fanów, czy wydanie z 2002 roku, nie jest wspanialsze. Dla mnie oba są równorzędne. Książka ukazała się w wydawnictwie Mag, w serii Uczta wyobraźni i chyba jest to najlepszy tytuł tego cyklu.

4.Graham Masterton "Śpiączka" -  Dla wielu może być zaskoczeniem miejsce Mastiego w pierwszej mojej dziesiątce. Jednak "Śpiączka" to świetna lektura, idealna książka do oderwania się od poważnej literatury, na rzecz dynamicznej powieści grozy, bo horror to raczej nie jest. Dla mnie, to najlepsza pozycja Mastertona w tym roku.

5.H.P. LOVECRAFT  "Koszmary i fantazje. Listy i eseje" - Wydawnictwo SQN przygotowało prawdziwą niespodziankę dla fanów samotnika z Providence. Pieknie wydane, w sztywnej oprawie, ze świetnymi grafikami, tomiszcze zawierające niepublikowane dotychczas listy, eseje, rozprawy, czy przemyślenia Mistrza, z wielu dziedzin -nie tylko literatury. W pamięci najbardziej utkwiła mi, rozprawka nad wyższością kotów nad psami.Świetnie napisane. Wielkie brawa dla SQN za ta pozycję. 

6.Robert Cichowlas, Łukasz Radecki - "Pradawne zło". 
Zdecydowanie najlepsza premiera początku roku. Perfekcyjnie rozkręcona machina reklamowa, powodowała, że gdzie człek nie kliknął, wyskakiwało Pradawne. Ale, nie to jest zaletą tej książki. Dostaliśmy trzy nowele autorstwa naszych, krajowych pisarzy, którzy zaryzykowali i napisali horror, jaki możemy pamiętać sprzed kilkunastu lat. To właśnie fascynacja Mastertonem, Barkerem, Herbertem i H.P.Lem dała impuls do stworzenia tych opowieści. Dla mnie świetne cofnięcie się do czasów, gdy dziewczyny zaczynały mi być w głowie, a "Arise" Sepultury, doprowadzał sąsiadów do szału.

7. Magdalena Kałuzyńska "ALVETHOR"* - To jest z mojej strony partyzantka. Powiem szczerze - NIE CZYTAŁEM. Jednak liczę, że będzie to tak świetna powieść jak "YMAR", który przeczytałem w tym roku i co więcej, o tej kobiecinie także w 2014 usłyszałem. Ba, czyli powinna otrzymać tytuł  "Poznana osobowość roku". A na poważnie. Słyszałem, że książka świetna, rewelacyjna, najprawdziwszy horror. Pomimo nieznajomości treści, umieszczam w TOP11 tą pozycję jako - czarnego konia. Bo wstyd byłoby pewnie, o niej nie wspomnieć, gdy czas podsumowań się skończy.
* tytuł umieszczony na wniosek współtwórcy blogu.

8. Robert McCammon - "Łabędzi śpiew" - McCammon wydawany kilkanaście lat temu przez "Świat książki" czy "Ambera", stał się prawie zapomnianym pisarzem. Szkoda, bo pisarzem jest świetnym. Papierowy Księżyc przypomniał jego dwie pozycje - "Chłopięce lata" raczej thriller i po raz pierwszy wydany w Polsce "Łabędzi śpiew". Książka wspaniała, z pewnością w pierwszej piątce najlepszych książek 2014 roku. Wizja wojny atomowej i życia, a raczej codziennej walki o życie, przedstawiona w dwóch tomach.... po prostu, wyłamała mi nadgarstki. Cudo, mówię Wam Cudo!

9. Harry Connolly - "Dziecię ognia" -  Rewelacyjna, dynamiczna, mocna i lovecraftowska powieść o tym, jak w prowincjonalnym miasteczku zaczyna bić źródło złowrogiej magii. Magii uderzającej w najbliższe nam osoby, niewinne dzieci. Z całą tą aferą musi poradzić sobie były więzień Ray. Towarzyszy mu specyficzna szefowa. Książka garściami ładuje z prozy H.P.La, jednak prowadzenie akcji przez autora, przywodzi na myśl najlepsze thrillery, czy powieści sensacyjne. Pomimo, że jest to powieść raczej fantastyczna, niż typowa powieść grozy, to ze względu na mocne opisy, zło, magię, czy odniesienia do Mistrza, kwalifikuję ją jako horror.

10. Thomas Ligotti "Teatro Grottesco" - Wydanie tej książki, można porównać do wydania przez SQNa listów i eseji H.P.La. Na takie pozycje czeka się długo, a gdy już się ukażą, to człowiek tylko myśli o tym, aby czytać, czytać i czytać. Wydawnictwo OKULTURA, bardzo ładnie wydało najlepsze opowiadania Ligottiego. Treść nie rozczarowuje, wręcz zwiększa tylko apetyt na jeszcze. Wspaniała.

11. Andrew Pyper - "Demonolog" - Opinię o książce wydanej przez Zyska znajdziecie na blogu. Ja napiszę tylko tyle. 
Kiedyś czytałem recenzję w jednym z metalowych miesięczników. Już dokładnie nie pamiętam, jakiej płyty i zespołu się tyczyła. Pamiętam za to treść. 
Myślę, że to jest najlepszy komentarz dla "KSIĄŻKI NR1, 2014 ROKU" 
"Kurwa jaki jestem mały"






sobota, 20 grudnia 2014

ONI - Olga Haber. Paulina recenzuje.

Olga Haber- „Oni”.

Owiana nutką tajemnicy postać Olgi Haber i jej prawdziwej tożsamości dodawała pikanterii i smaczku premierze powieści „Oni”. Chociaż dokopałam się do prawdziwego imienia i nazwiska autorki po przeczytaniu wywiadu zadecydowałam, że jeśli Olga Haber to postać, która kocha grozę i chcę się ową miłością dzielić z nami niech ową Olgą dla horroru pozostanie. Dawid Kain to też przecież Dawid Kain co nie? Imię, awatar, zdjęcie czy cokolwiek innego nie mają jednak żadnego znaczenia bowiem najważniejsza jest książka. Do powieści zasiadłam z szeregiem oczekiwań i już w trakcie lektury pierwszych stron szybko okazało się, że mogę je wszystkie wsadzić do kapelusza. Tego bowiem drodzy Panie i Panowie nawet w najśmielszych snach sobie nie wyśniłam. Nadchodzą „Oni” i bynajmniej nie mają dobrych zamiarów.




Trzydziestokilkuletnia dziennikarka Natalia chce pozbierać się psychicznie po tragicznym wypadku, którego była świadkiem i zaszywa się w "Emilówce" - położonym w pięknej okolicy, drewnianym domku nad jeziorem. W tym idyllicznym otoczeniu nawiązuje romans ze sporo młodszym mężczyzną i czuje się wreszcie szczęśliwa. Upragniony spokój nie trwa jednak długo. W otoczeniu Natalii zaczynają się dziać bardzo niepokojące rzeczy - kobieta czuje się obserwowana, dręczą ją senne koszmary, niepokoją zielonkawe wyładowania atmosferyczne nad okolicą. Atmosferę grozy podsyca zachowanie mieszkańców miasteczka – ludzie stają się agresywni, zawistni i nerwowi. Po serii brutalnych wydarzeń Natalia postanawia wyjechać, ale ci, którzy mają już wobec niej plany, nie pozwolą jej uciec...
(opis wydawcy- Videograf)

sobota, 13 grudnia 2014

Oko zaatakowało youtuba!

Dzisiaj ruszył pierwszy odcinek podkastowych opowieści o horrorze. Dziesięciominutowe audycje przeplatane grafikami - czasem zabawnymi- będą ukazywać się co tydzień.
Dzisiejszy numer - to podsumowanie filmowego horroru w 2014 roku.
Pomysł i przygotowanie w całości zawdzięczamy Tomaszowi MordumXowi Siwcowi, który po prostu zwalił mnie z nóg, jak podesłał mi linka, którego zamieszczam także tutaj.

zapraszam do słuchania i oglądania

https://www.youtube.com/watch?v=dwsW-4e3iR8&list=UUmQqdMvYEwtuK60FqKwYWZA

piątek, 12 grudnia 2014

"Droga serca" Harrisona. Czy droga do serca?

Wydawnictwo Mag, zaserwowało nam następną pozycję z serii Uczta Wyobraźni. Mam tutaj na myśli książkę M.Johna Harrisona „Droga serca”.
Wydawca w notce informuje, że Harrisom stworzył książkę niezwykłą, ponadgatunkową powieść, w której splata mitologię z seksualnością oraz niepokojącą przeszłością i teraźniejszością.
Wszystko zaczyna się gdy troje studentów odprawia rytuał, który zmienia ich życie. Po latach żadne z nich nie pamięta co dokładnie wtedy się wydarzyło. Gdzieś nad ich urywkami wspomnień unosi się groza.



Opis jest bardzo obiecujący, wyobrażałem sobie, że Mag zaserwował znowu ponadgatunkową powieść, której akcja, czy fabuła jest mroczna i tajemnicza, niczym mgła wnikająca przez okna, do samotnego domu na pustkowiu. A ja siedzę samotnie i czytając "Drogę serca" z coraz większym strachem zerkam na zachodzące mleczną mgłą podwórze.
Jeżeli w notce wydawcy pada słowo „groza” to jest to coś dla mnie i zapewne będzie fascynująco i niesamowicie. 

Niestety tutaj chyba kończy się temat związany z grozą, czy wspomnianą niesamowitością.
Książkę czyta się dla czytania. Nie ma w niej akcji charakterystycznej dla powieści grozy. Uznałem, że tak należy ją traktować po zapewnieniach wydawcy. Pierwsza próba czytania w kąpieli zakończyła się porażką.

Po przeczytaniu 50 stron, uświadomiłem sobie, że nie wiem do końca, co autor ma na myśli i jaki jest jego plan, aby wciągnąć mnie w dalsze strony.
Nie jest to powieść do pociągu czy autobusu, chyba, że ktoś potrafi wyłączyć się totalnie i skoncentrować tylko na treści. Ja  niestety nie.
Jednak przeczytałem całą, co było nie lada wyzwaniem. Zazwyczaj po przeczytaniu książki, gdy odkładam ją na półkę mam w głowie "Łał" lub "Przeciętna". Tutaj szczerze mówiąc nie mam pojęcia co o niej myśleć.
 Zapewne każdy czytelnik znajdzie w „Drodze serca” coś dla siebie. Nie jest to książka nieudana, po prostu wymaga spokojnego podejścia. Niestety trochę mylić może, nie do końca trafiony opis na okładce.
Myślę, że przyjdzie na nią jeszcze czas.



Wydanie książki czyli grafika i twarda oprawa, zszyte strony zostały utrzymane na wysokim poziomie, co jest charakterystyczne dla tej serii. Powiem wprost, okładka jest świetna. 
I to tyle.

 M. John Harrison
"Droga serca"
MAG 2014

czwartek, 11 grudnia 2014

Del Toro i Chuck Hogan - WIRUS

Od jakiegoś czasu w mojej biblioteczce znajduje się "Wirus"(mam namyśli biblioteczkę tradycyjną, wypełnioną książkami, gadżetami i innymi elementami dekoracyjnymi cieszącymi oko. Ta w komputerze, jest chyba bezpieczna). W końcu wielki czerwony napis jednej z książek, widoczny na grzbiecie "W I R U S" i logo Chimaery skusiły mnie do złapania jej w ręce i z nieukrywanym zaciekawieniem zacząłem czytać.



"Wirus" to opowieść o epidemii czy wręcz próbie podboju ludzkości przez wampiry. Książka  zaczyna się świetnie, już od samego początku jesteśmy wprowadzani w atmosferę pełną napięcia. Na lotnisku w NY ląduje samolot z Europy. Jednak coś jest nie tak. Kontrolerzy z wieży nie mogą nawiązać komunikacji z pilotami. Co dziwniejsze do momentu samego lądowania wszystko było ok. Zasłony w oknach są zaciągnięte, światła wyłączone. Brak jakichkolwiek oznak życia. 
Ponieważ sytuacja jest powiedzmy mocno podejrzana, na miejsce zostaje wezwana ekipa z Centrum Zwalczania i Prewencji Chorób.Po wejściu na pokład okazuje się, że spośród ponad dwustu pasażerów żyje tylko czworo.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Alvethor - Białe miejsce. Magdalena Kałużyńska

Magdalena Kałużyńska
ALVETHOR – BIAŁE MIEJSCE      

Magdalena Maria Kałużyńska – debiutowała w 2010 roku wielokrotnie              

 nagradzaną powieścią grozy Ymar. Autorka opowiadań zamieszczanych 
w antologiach 13 ran, Halloween, Zombiefilia oraz publikowanych w pismach
 „Science Fiction Fantasy & Horror” i „Farenheit”.
 Współpracuje z „Qfantem”, „Madoggowo”, „Secretum”, „Duże K” 
oraz „Femką”. Horror to jej ulubiony gatunek literacki. Mieszka na wsi. 
Ma pięć psów.*






Magdalena M. Kałużyńska zakończyła rekrutację nieumundurowanej „armii” żołnierzy mających za zadanie brutalne unicestwienie istot nie z tego świata. Autorka zrobiła to w sposób tak sprytny, że lektura niemal trzystu stronicowej powieści zajęła mi nieco około trzech godzin. Dlaczego? Ponieważ „Alvethor” jest jak grząskie bagno – niebezpiecznie wciąga!

Krwawa, bezkompromisowa wycieczka do świata, w którym potwory zamieszkujące otaczającą czasoprzestrzeń brutalnie wdzierają się do naszej szarej rzeczywistości. Jak łatwo się domyślić - polecą łby (i to dosłownie!). W ruch pójdą nożyczki, siekiery, ostre zębiska i inne przedmioty służące zarówno do obrony jak i do ataku. Książka napisana jest prostym, lekkim językiem, więc czyta się ją bardzo płynnie, zwłaszcza momentami, gdzie pani Magdalena posługuje się dość, trudnym, wręcz napisałbym naukowym językiem.
Podczas lektury nasuwa się spostrzeżenie, że autorka bardzo poważnie potraktowała czytelnika, szczegółowo opisując (wyjaśniając) wszystkie trudniejsze tezy. Niewątpliwie wymagało to bardzo czasochłonnego przygotowania pewnych zagadnień.
„Alvethor”, to bez wątpienia książka niezwykle dojrzała i profesjonalnie napisana. To horror (sf?), który zdecydowanie wyróżnia się pod tym względem pośród innych pozycji z tego gatunku.

W pewnym artykule autorka wypowiedziała się, że fabuła książki „Alvethor” została skonstruowana w oparciu o pewne pytania: „Czy jesteśmy sami we Wszechświecie? Czy szukaliście kiedyś odpowiedzi na pytanie, jak wygląda rzeczywistość… z zewnątrz? Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jakby mogło wyglądać to nieplanowane, nagłe spotkanie… a raczej konfrontacja sił na poziomie człowiek – przybysz?...” 
Nie obiecam, że po lekturze będziecie już znać na nie odpowiedź, ale gwarantuję, że każda kolejna, przewrócona kartka będzie warta czasu poświęconego na tę wyjątkową powieść.

PS:
Bohaterowie książki, to rzeczywiste postacie i pomyślałem sobie, że musieli mieć cholernie dużo „zabawy” odkrywając co tez pani Kałużyńska postanowiła z nimi zrobić :)

TMS


Wydawnictwo Oficynka 2014.

*Cytat pochodzi z : http://zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3882%2calvethor-dlatychcopytaja/
*Zdjęcie, ze strony fb autorki.

niedziela, 30 listopada 2014

Philip Pullman - Baśnie braci Grimm, ver. Bez cenzury

„Spośród najsłynniejszych europejskich baśni,
mistrz fantastycznych opowieści, Philip Pullman,
wybrał 50, aby zaprezentować je w swojej odsłonie (…)
Wszystkie zostały przypomniane z całym ich okrucieństwem
 i odwagą obyczajową, a także opatrzone krótkim i fascynującym komentarzem”
(cyt. z okładki)





Jacob i Wilhelm Grimm przeszli do historii jako autorzy „Baśni domowych i dziecięcych” . Pierwsze wydanie ukazało się w 1812 roku i miało do 1857 roku - pięć edycji. Obok „Baśni z tysiąca i jednej nocy” można zakwalifikować je do najważniejszych zbiorów opisanych legend i opowieści jakie kiedykolwiek opublikowano.
„Baśnie braci Grimm dla dorosłych i młodzieży” w wersji bez cenzury zawierają kilkunastostronicowy wstęp i 50 opowiadań, wyselekcjonowanych przez Philipa Pullmana. Znajdziemy tam baśnie, czy opowieści zaledwie dwu stronice jak i dłuższe, znane i popularne jak choćby „Roszpunka”, „Jaś i Małgosia” czy „Czerwony kapturek”, ale także takie o których pierwszy raz słyszałem (choć tu ciężko się dziwić, skoro bracia zebrali ich ponad dwieście!).


Assassin`s Creed- Unity. Oficjalny album.



Seria Chimaera wydawana przez Zyska, pomimo wydania dopiero kilku pozycji (min: Demonolog, Virus), zdążyła przyzwyczaić nas do nietuzinkowych i nie klasyfikujących się w jeden gatunek powieści. Powieści ciekawych, świetnie wydanych zarówno jeżeli chodzi o tekst jak i grafikę.

Właśnie grafika, jest głównym atutem albumu "Assassin`s Creed- Unity". Jest to album blisko dwustu stronicowy, na którego stronach znalazły się setki grafik związanych z tą rewelacyjną serią gry Assassin`s.
"Album przeniesie graczy w samo serce Paryża, wprost na brudne i ponurego ulice miasta pogrążonego w bohaterskich walkach Wielkiej Rewolucji Francuskiej.  Książka stanowi skarbnicę nigdy niepublikowanych grafik prezentujących szkice z kolejnych faz powstawania gry, uzupełnionych szczegółowymi komentarzami jej twórców.
Paryż Asasyna Arna Doriana odtworzono z niespotykanym wcześniej rozmachem, z zapierającymi dech w piersi detalami. Arysci z Ubisoft Montreal i całego świata mając do dyspozycji największe pŁótno, jakim kiedykolwiek dysponowano, stworzyli tętniące życiem miasto, pełne niespokojnych mieszkańców walczących na barykadach w cieniu górujących nad wszystkim gilotyn"

piątek, 28 listopada 2014

Horror klasy B - Łukasz Radecki - frg.

Zapraszam do przeczytania pierwszych sześciu stron najnowszego zbioru opowiadań Łukasza Radeckiego.



ROZDZIAŁ 1

- Barker to pedał! - stwierdził głośno Radek, odwracając się od monitora. Tomek, który właśnie wszedł do mieszkania, zamarł w bezruchu z siatkami w rękach.
- Że co? - spytał po chwili, patrząc na zaskoczonego przyjaciela.
- Clive Barker jest gejem - sprecyzował Radek. Widząc brak reakcji, powtórzył: - Barker gejem. Kumacie, „Hellraiser”, „Nocny pociąg z mięsem”, „Księgi Krwi”? - rzucił w stronę kumpli niczym kołem ratunkowym.
- No i? - Tomek wzruszył ramionami, odkładając siatki na podłogę. Ściągnął kurtkę i zabrał się za zzuwanie butów. - Żadna nowość.
- Nie wiedziałeś o tym? - odezwał się Marek, który leżał na kanapie niczym sybaryta. Odłożył od niechcenia książkę, na okładce której Łukasz Orbitowski oświadczał, że nadchodzi. - Nie mów, że o tym nie wiedziałeś…- powtórzył. Radek wpatrywał się w nich jeszcze przez chwilę ze zdziwieniem. Wreszcie odwrócił się do monitora.
- Naprawdę nie wiedziałem. Teraz to wyczytałem na Wikipedii…
- Rychło w czas… - Marek wydął wargi. - Przyznał się do tego ładnych kilkanaście lat temu. Od lat żyje w szczęśliwym związku.
- Poza tym, co w tym dziwnego? - spytał Tomek, wchodząc do pokoju. - Piwko? - zaproponował. Marek bez słowa wyciągnął rękę po puszkę tyskiego, Radek wykonał podobny gest, nie odwracając się nawet w stronę rozmówcy.
- To na trzy - rzucił Tomasz. Nastąpiło szybkie odliczenie, po którym w miarę równo rozległ się dźwięk otwieranych puszek. Po pokoju rozniósł się charakterystyczny cierpki zapach. Przyjaciele upili po łyku.

wtorek, 25 listopada 2014

Mariusz Zielke -wywiad. "Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy".




Mariusz Zielke dziennikarz śledczy i gospodarczy. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwerytetu Warszawskiego

W latach 1999-2009 r. związany był z dziennikiem gospodarczym Puls Biznesu. W 2005 r. zdobył nagrodę GRAND PRESS w kategorii "dziennikarstwo śledcze" za teksty o giełdowych zmowach. Rok później nominowany do tej nagrody w kategorii dziennikarstwa specjalistycznego za cykl o absurdach urzędniczych i przetargach
W 2009 r. założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), w której objął stanowisko redaktora naczelnego W 2009 r. Niezależna Gazeta Internetowa została nominowana do nagrody Grand Press jako pierwsze medium internetowe w historii tej nagrody, Mariusza Zielke nominowano ponownie w kategorii "dziennikarstwo śledcze".
Jest autorem pierwszego polskiego thrillera finansowego pt. "Wyrok".
Jego ostatnia powieść to "Twardzielka"



*Mariusz Zielke. Wszędzie gdzie wpisuję Twoje nazwisko, to wyskakuje mi w czasie teraźniejszym - reporter śledczy. To aktualny, wykonywany Twój zawód?

Już dawno nie jestem dziennikarzem, nie piszę tekstów w gazetach, zawsze podkreślam, że jestem byłym dziennikarzem, a to z tego powodu, że czasem podejmuję się pisania książek czy tekstów zamówionych przez firmy czy osoby. Jako dziennikarz nie mógłbym tego robić, bo to byłoby nieetyczne. Jestem takim niby ghostwriterem, ale uważnie dobieram zlecenia, nie zgadzam się na pisanie tekstów, które w jakiś sposób kolidują z moim światopoglądem. Poza tym piszę też normalne książki, powieści, które podpisuję swoim nazwiskiem.

*Katarzyna Bonda, podczas spotkania z czytelnikami, które organizowałem powiedziała, „dzisiaj każdy jest reporterem śledczym”. Zdanie to podało gdy opowiadała o zmianach jakie zaszły w mediach, przez ostatnie lata. Zgadzasz, się, że to taki modny czy powiedzmy nośny dla własnego "ego" zawód?

Tak być powinno, ale czy jest, to już inny, dużo szerszy temat. Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy, a nie wysługiwaniu się reklamodawcom, zaprzyjaźnionym politykom czy biznesmenom. W tym sensie każdy dziennikarz jest reporterem śledczym. Takie powinno być dziennikarstwo. Nie zgadzam się z Kasią, że tak jest, bo wiele mediów łamie zasady obiektywizmu i rzetelności, więc trudno nazwać ich pracowników dziennikarzami, a już na pewno nie można reporterami śledczymi.


*Wiadomo, że do każdej pracy trzeba mieć określone predyspozycje.  Jakie trzeba mieć cechy, aby zajmować się śledztwami reporterskimi i robić to dobrze?

Trzeba umieć słuchać ludzi, mieć dużo cierpliwości, chęci, uwagi, umieć czytać ze zrozumieniem, nie napalać się na tematy sensacyjne, umieć zdystansować się do tematu, wiele innych cech jest tu potrzebnych. Ja uważam też, że trzeba mieć trochę doświadczeń życiowych, żeby umieć ocenić wpływ własnych działań na rzeczywistość i ludzi, których opisujemy, ale tu mam wątpliwości, bo jednak dziennikarz powinien napisać prawdę, nawet jeśli ona komuś zaszkodzi. To był zawsze mój problem. Zbyt dużo zastanawiałem się, czy za bardzo nie zaszkodzę swoim tekstem i chyba dlatego się nie nadawałem do tego zawodu.

sobota, 22 listopada 2014

Szortowe podsumowanie roku istnienia strony OnH

Jak tutaj wymienić wszystkich dzięki którym strona OKIEM NA HORROR istnieje.
Jak wymienić tych wszystkich wspaniałych pisarzy, autorów, grafików, ludzi związanych z wydawnictwami czy same wydawnictwa?
Jak opisać fascynujący rok przygody, która zaczęła się 24ego listopada po południu, gdy powstała strona OnH?
Jak przypomnieć Wam wszystkie konkursy, które organizowaliśmy i jak wymienić te setki książek, które trafiły w Wasze ręce?
Tak nie przesadzam, grubo ponad sto kilkadziesiąt książek rozdaliśmy w różnych konkursach.

Z zapałem zabrałem się do wypisywania, punktowania wszystkich ważnych dla mnie tematów związanych ze stroną. I powiem Wam, że chyba się poddałem. Jestem pewien, że opisanie wszystkiego jest niemożliwe. Jednak…

Jednak ze względu na to, że chcę podziękować tak bardzo wielu osobom, które są z Okiem na Horror na dobre i złe postaram się opowiedzieć w kilku zdaniach o dwunastu miesiącach strony.Wiem, że nie wymienię Was wszystkich, ale ważne, że pamiętam o Was. Dzięki.

                                                                               *
Dwudziestego czwartego listopada, w mojej głowie zrodził się pomysł na stronę internetową na fb. Pomyślałem sobie, kurczę: na czym ja się znam? Czym fascynuję? I co mogę ciekawego powiedzieć?

                            K S I Ą Ż K I

Tak, książki. Pamiętam, że towarzyszą mi od małego, a horrory od pierwszych dni, gdy pojawiły się na półkach księgarń.


Przedstawię Wam kilka ciekawostek, tematów śmiesznych, zabawnych ale i wspaniałych, (przynajmniej dla mnie), administratora strony. Choć wtedy to brzmiało strasznie obco.