Okiem na Horror

Okiem na Horror

piątek, 5 czerwca 2015

"Wojciech Chmielarz. Powiedzmy sobie szczerze, to nie były dobre książki". Rozmowa.


Wojciech Chmielarz (ur.1984) Pisarz i dziennikarz. Publikował m.in. w „Pulsie Biznesu”, „Pressie”, „Nowej Fantastyce” i „Polityce”. Redaktor naczelny serwisu internetowego niwserwis.pl, zajmującego się tematyką przestępczości zorganizowanej, terroryzmu i bezpieczeństwa międzynarodowego. Dwukrotnie nominowany do Nagrody Wielkiego Kalibru (za Podpalacza w 2013 i Farmę lalek w 2014 roku). Autor kryminałów : „Podpalacz”, „Farma lalek”, „Przejęcie”  i  „Królowa głodu”. Laureat Nagrody Wielkiego Kalibru 2015r. za powieść "Przejęcie".                                                                                                                                                                                                                                                                          
Cześć. Wojtek bardzo cieszę się, że zgodziłeś się na wywiad, a raczej rozmowę, w dużej mierze o literaturze, z którą nie masz dużo wspólnego, jednak biegając po księgarniach czy antykwariatach, nie mogłeś jej nie zauważyć. Mam na myśli horrory. Pamiętasz pewnie te krwawe okładki i krzykliwe tytuły?

Pierwsze wspomnienia z horrorem związane są ze szpitalem. A właściwie szpitalną biblioteką, gdzie pracowała moja babcia, a gdzie ja spędzałem czas po lekcjach. Na małej półce, niedaleko drzwi, znajdowała się cała kolekcja powieści wydawanych przez Phantom Press. Z całej serii najlepiej zapamiętałem okładki do cyklu „Kraby” niezrównanego Guy’a N. Smitha. Zostaną chyba ze mną na zawsze, chociaż mówiąc szczerze, samych książek nie czytałem. Tak więc pierwsze spotkanie z horrorem było doświadczeniem raczej obrazowym, graficznym, niż literackim.

Jednak na tym się nie skończyło? Te okładki w końcu spowodowały, że sięgnąłeś po horror?

Do Phantom Pressu wróciłem kilka lat później. Tym razem jednak do innego kultowego autora, czyli Harry’ego A. Knighta. Pamiętam dwa tytuły. Pierwszay to „Macki”, drugi to „Fungus”. W pierwszej, jak można się spodziewać, ludzkość musiała się zmierzyć z przerażającymi mackami (jak przez mgłę pamiętam, że „odkryła” je podczas wierceń naftowych), w drugiej, wrogiem były równie przerażające grzyby. Z „Macek” najlepiej pamiętam scenę, kiedy macki dobierają się do swojej ofiary od spodu, kiedy ta siedzi na toalecie. Z drugiej, quasipornograficzną scenę, kiedy dwie lesbijki zarażają się zarodnikami grzybów podczas seksu oralnego. Powiedzmy sobie szczerze, to nie były dobre książki. To były bardzo złe książki. Ale kiedy czyta się je w odpowiednim wieku, cóż – wtedy takie sceny pozostają w pamięci do końca życia.


(śmiech) No tak sam pamiętam jedną ze scen z „Dzwonu śmierci” Guya N Smitha, ale nie będę jej przytaczał (śmiech). Nie samym Phantom Pressem wtedy karmił się horror, mieliśmy Ambera z jego serią „horror”, Rebisa, SR czy Zyska.

Trzecim autorem, już nie z katalogu Phantom Pressu, który mocno na mnie wpłynął w młodości był Stephen King. A szczególnie jego dwie książki – „Miasteczko Salem” i „Bezsenność”. Obie uwielbiałem.

Faktycznie świetne pozycje, szczególnie kultowe już „Miasteczko Salem” Nie wiem czy wiesz, ale King, ostatnio coraz bardziej łapczywie zerka na kryminał, choćby ostatnie tytuły „Pan Mercedes” i „Znalezione nie kradzione”, okazują się hitami  wydawniczymi. Dość dobrze sprzedają się także thrillery, gdzie uogólniając mamy połączoną grozę i sensację.
Przeskoczmy może do kryminału.  Powiedz mi, skąd Twoim zdaniem taka popularność tego gatunku w kraju? Zerknijmy na polski kryminał, wręcz rewolucja. To jest faktycznie literatura na światowym już poziomie?
Wiesz, jak spojrzysz na nominowanych w tym roku do Nagrody Wielkiego Kalibru, i też na zwycięzcę, to widać, że tak. To jest literatura na światowym poziomie. A skąd taka popularność? Z różnych przyczyn. Przede wszystkim, kryminał zawsze był popularny. W PRLu nakłady nawet powieści milicyjnych sięgały setki tysięcy. Coraz bardziej skłaniam się do zdania, że to jest stan naturalny, do którego powoli wracamy ze chwilowej zapaści.

Obecnie literacki horror stara się coraz bardziej być widocznym na półkach w księgarniach, jednak daleko mu do wspomnianego, tak popularnego kryminału, czy literatury typowo kobiecej.

Co do obecnej kondycji horroru, to trudno mi się na jej temat wypowiadać. Nie znam za dobrze gatunku. Trochę drażni mnie już popularność zombie w popkulturze. Co chwila pojawiają się nowe filmy, książki, komiksy, chociaż od dawna z tej formuły nie da się już niestety wyciągnąć nic nowego i ciekawego. No i najbardziej ikoniczne postacie gatunku – wampir i wilkołak zostały zamienione w misie-ptysie ze słodkich opowieści dla dziewcząt. Mam nadzieję, że kiedyś komuś uda się je odzyskać dla prawdziwego horroru.

(śmiech) Faktycznie zombie są mocno na topie.

Napisanie dobrej powieści kryminalnej to chyba ciężka robota? Pamiętając choćby o tych kieszonkowych horrorach, to zupełnie inne bajka. Kryminał jest bardziej wymagający dla pisarza, niż inne gatunki literackie?

Jest trudny. Ale czy trudniejszy? Przecież dobry horror też cholernie trudno napisać. Znaleźć tematykę, historię, stworzyć atmosferę, postacie, zagrożenie, sprawić wreszcie, żeby dorosły czytelnik poczuł dreszczyk strachu czytając o czymś tak wydawałoby się absurdalnym jak samochód-zabójca. Ale wracając do kryminału. Wielkim wyzwaniem jest rozpisanie trudnej intrygi. Bo kryminał, i tutaj jest chyba główna różnica pomiędzy nim, a innymi gatunkami, jest strasznie interaktywny. To znaczy, ja jako twórca, wiem, że mój czytelnik do ostatniej strony będzie próbował rozwiązać zagadkę, którą ja mu przedstawiam. I moje zadanie jest takie, żeby on po pierwsze nie dał rady tego zrobić, a po drugie, był z tego zadowolony. To znaczy, że muszę go oszukać, ale oszukać w sposób uczciwy. Dać mu wszystkie potrzebne wskazówki, pokazać wszystkie ślady, dostarczyć konieczne informacje, a przy tym zrobić to w taki sposób, żeby on nie był jednak w stanie złożyć tych puzzli do kupy. A do tego dochodzi ta pozostała literacka robota – wiarygodne postacie, tło obyczajowe, motywacje, problemy, itd. 


Przejrzałem stronę niwserwis.pl gdzie jesteś naczelnym. piorunujące wrażenie i ta masa informacji. Skąd pomysł aby zajmować się właśnie służbami specjalnymi, terroryzmem, prawami  człowieka czy ogólnie przestępczością?

To akurat serwis znalazł mnie. Mój obecny szef szukał kogoś, kto może poprowadzić mu taki portal, a ja szukałem pracy. Złożyłem CV, odbyłem rozmowę kwalifikacyjną i wsiąknąłem. Akurat ta praca strasznie pomaga w pisaniu kryminałów. Jestem na bieżąco z tematyką.

Pracujesz obecnie nad nową książką?
Tak! I będzie miała mocno horrorowaty tytuł (jeśli wydawnictwo się zgodzi) – Wampir. Ale wbrew pozorom to kryminał. Tym razem z akcją osadzoną w moich rodzinnych Gliwicach, z prywatnym detektywem w roli głównej.

Co czyta Wojciech Chmielarz?
Wszystko! Byleby było ciekawe. Kryminały, ale i literaturę poważną. Ostatnio na tapecie miałem biografię wybitnego matematyka Alana Turinga, „Miami blues” – czyli amerykański czarny kryminał, biografię Johna Cleesa, którego nie trzeba przedstawiać, wybitny reportaż „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki”, a do tego sporo komiksów. Ostatnio na powrót zakochałem się w Batmanie. W kolejce czeka najnowszy Stasiuk. Ale powiem ci, że nasza rozmowa sprawiła, że nabrałem ochoty na jakichś dobry horror. Co polecasz?


Zdecydowanie "Demonologa" Pypera i S.Dardę "Dom na wyrębach", na początek.


Dziękuję za rozmowę.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz