Okiem na Horror

Okiem na Horror

czwartek, 24 maja 2018

Sinobrody - Maciej Szymczak


Macieja Szymczaka, fani literackiego horroru mogą kojarzyć ze wcześniejszych jego projektów. Wraz z Horror Masakrą wydał dwa tomy słowiańskich opowiadań: „Słowiańskie koszmary” i „Krew zapomnianych bogów”, ponadto autor udzielał się w kilku undergroundowych antologiach. Przyszedł więc czas, że Szymczak postanowił napisać i wydać własny zbiór opowiadań „Sinobrody i inne opowiadania” nakładem wspomnianej Horror Masakry.
Dotychczasowa twórczość autora, przynajmniej ta znana mi, kazała spodziewać się opowiadań w historycznym klimacie. Dlatego z dużą niecierpliwością oczekiwałem premiery zbioru. Przecież horror historyczny to nadal dość rzadki temat we współczesnej twórczości pisarzy gatunku.
Nie będę może rozpisywał się nad każdym z jedenastu opowiadań, a postaram się ogólnie podzielić wrażeniami z dopiero co przeczytanej lektury. Zanim przejdę do moich wrażeń wspomnę tylko o szacie graficznej, która jest rewelacyjna. Piękna grafika od Shred Perspectiv Works, twarda oprawa (dostępna jest także wersja w miękkiej okładce) czy rozłożenie napisów na okładce, daje czytelnikowi poczucie solidnie i porządnie wydanej książki.

środa, 23 maja 2018

Piotr Borowiec - Diabeł, elfy i bimber. O „Osobliwych zdarzeniach” Josepha Sheridana Le Fanu


Piotr Borowiec
„Diabeł, elfy i bimber. O „Osobliwych zdarzeniach” Josepha Sheridana Le Fanu”. 


Zapowiedzi C&T przekazywane światu przez zaufanych Pawła Marszałka sugerowały, że „Osobliwe zdarzenia” wyczerpią zasób nie publikowanych po polsku opowiadań grozy Josepha Sheridana Le Fanu. Czy jest tak faktycznie, muszę dokładnie sprawdzić. Mamy wszak trzy zbiory, po za nimi jest chociażby „The ghost of a hand”, publikowane u nas jako „Ręka ducha” w zapomnianej już antologii „Świat grozy”.  Ustalenie czy zostało faktycznie wydane już wszystko jest nieco utrudnione. Pisarz miał irytujący fanów i bibliografów zwyczaj ogłaszania tych samych historii pod różnymi tytułami w nieco zmienionych wersjach. Załóżmy więc, że wydawnictwo faktycznie wydało ostanie nie znane w języku polskim utwory grozy Irlandczyka, a kto przeczytał „Ducha pani Crowl” i „Przez ciemne zwierciadło” (oraz wspomnianą „Rękę ducha”), a teraz „Osobliwe zdarzenia” ten faktycznie zna całość opowiadań grozy Le Fanu.

poniedziałek, 21 maja 2018

Graham Masterton - relacja. Szczecin 2018

Relacja ze spotkania z Grahamem Mastertonem w Szczecinie.

Zaopatrzony w numer specjalny OkoLicy Strachu, w którym znalazło się niepublikowane opowiadanie i plecak pełen książek (serię Primy z lat 90-tych), z wielką ekscytacją dojechałem na spotkanie z moim mistrzem Grahamem Mastertonem w szczecińskim Empiku. To kolejny raz, gdy z mocnym postanowieniem spotkania z pisarzem, ruszyłem pełen nadziei, że w końcu to się uda. Próby podejmowałem kilkukrotnie, jednak zawsze komplikacje życiowe skutecznie stawały mi naprzeciw. Oczywiście w plecaku miałem także listy od śp. Andrzeja Kuryłowicza – założyciela wydawnictw Prima i Albatros, w których informował mnie o wizycie Mastertona z 1993 roku, która, jak się potem okazało, nie doszła do skutku. Bardzo chciałem je Grahamowi pokazać.


fot. Rafał Charusta

środa, 9 maja 2018

Shirley Jackson - Nawiedzony dom na wzgórzu


Żadne ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec owego nieszczęsnego punktu, w którym dziwny zbieg linii i płaszczyzn sugeruje zło w fasadzie domu. A jednak dziś szalone zastawienie, źle ustawiony narożnik, przypadkowe spotkanie linii dachu i połaci nieba zamieniły Dom na Wzgórzu w miejsce prawdziwej rozpaczy, tym bardziej przerażające, że fasada domu zdawała się żywa, bacznie obserwująca otoczenie z pustych okien, z odrobiną rozbawienia w gzymsowych brwiach.*

Niektóre książki przywołują w nas na nowo tchnienie grozy. Sentymentalna podróż w głąb nawiedzonych domów, nieznanych upiorów, pradawnych bóstw, czy okrutnych potworów. „Nawiedzony dom na wzgórzu” to klasyka gatunku, a opowieść o mrocznym i owianym złą sława dworku zna niemal każdy fan horroru.
Shirley Jackson i jej książki na stałe wpisały się do tak zwanego kanonu grozy, który przywołuje klasyczne, gotyckie powieści. 

wtorek, 8 maja 2018

Wojciech Chmielarz - Żmijowisko

zdjęcie; Beata Sokołowska
Gdy skończyłam czytać "Żmijowisko" przez dłuższą chwilę siedziałam w kompletnym bezruchu. Następnie chwyciłam za telefon i napisałam wiadomość do Wojtka  
”Skończyłam. Muszę ochłonąć. Rozwaliłeś system.”
Może nie powinnam już od samego początku zdradzać  jak dobra jest ta książka, ale z drugiej strony "Żmijowisko" zasługuje na same dobre słowa oraz opinie pełne zachwytu i uznania dla talentu  autora. W swoich recenzjach bardzo często pisałam jak uwielbiam patrzeć na pisarski rozwój Wojciecha Chmielarza. Każda  książka jest jeszcze lepsza od poprzedniej. Autor „Cieni” kolejny raz stanął na wysokości zadania i oddał w nasze ręce opowieść  wręcz idealną.

Grupa trzydziestolatków, przyjaciół ze studiów, co roku wyjeżdża wspólnie ze swoimi rodzinami na wakacje. Tym razem trafiają do zagubionej wśród jezior i lasów agroturystyki w niewielkiej wsi Żmijowisko. Bawią się jak zwykle – odreagowując stres szybkiego wielkomiejskiego życia. Jest alkohol, są narkotyki. A także skrywane od lat urazy, dawne uczucia i wzajemne pretensje. Podczas jednej z mocno zakrapianych imprez ktoś kogoś prawie topi. Wywiązuje się kłótnia, podczas której otwierają się dawne rany. Następnego dnia córka jednej z par, piętnastoletnia Ada, znika. Pomimo poszukiwań nikomu nie udaje się jej odnaleźć. Rozpływa się w powietrzu.
Rok później jej ojciec wraca do Żmijowiska, by podjąć ostatnią próbę odnalezienia córki.

Zapowiedzi wydawnictwa Phantom Books


 PREMIERY W MAJU

Jarosław TUROWSKI - NIENAZWANY

Bezdomny zaczepia Fabiana na ulicy i daje mu kopertę. Wewnątrz znajduje się zdjęcie przedstawiające jego, jako inwalidę z amputowanymi nogami. Fotografia znika w tajemniczych okolicznościach. To dopiero początek zagadki, którą musi rozwiązać chłopak. Fabian wpada na ślad swojej biologicznej matki przebywającej w szpitalu psychiatrycznym. Obłąkana kobieta twierdzi, że chłopak jest synem jej i Jezusa.
*
Zuza jest obiektem fantazji wszystkich mężczyzn. Dziewczyna dla zabawy wdaje się w romans z wikariuszem parafii. Dwa miesiące później w tragicznym wypadku umiera siostra Zuzy. Pod opiekę dziewczyny i księdza trafia osierocony, opóźniony intelektualnie chłopczyk – Kubuś. Dziewczyna przyłapuje kapłana na molestowaniu dziecka.
W między czasie przebudza się Nienazwany – prastary demon, który przekracza światy równoległe, pozostawiając po sobie tylko zagładę. Żywi się złymi emocjami, festyn perwersji przyciąga go na plebanię. gdzie opętuje Zuzę. Rozpoczyna się koszmar.
Losy Fabiana i Zuzy zostają splecione w labiryncie krwawych wydarzeń. Jedynym wyjściem, jest pokonanie Nienazwanego!
Powieść.Premiera maj 2018.



poniedziałek, 7 maja 2018

OkoLica Strachu #2. Recenzja

Pierwszy OLS był tak literacko dobry, że w zasadzie nie było możliwe, by kolejny numer czasopisma utrzymał ten poziom. Niemniej nadal jest naprawdę dobrze, nadal można się cieszyć dobrymi opowiadaniami.
Tekstem numeru jest druga część "Kobiet Błogosławionych" Wojciecha Chmielarza. Na szczególne uznanie zasługuje fakt, że Autor potrafił umiejętnie pociągnąć i zakończyć opowiadanie. Sporo tekstów zbudowanych na koktajlu historii, fantasy i horroru świetnie się zaczyna, bo to i otoczenie efektowne, i zawiązanie akcji intrygujące. Trudniej jest jednak utrzymać początkowe zainteresowanie czytelnika, i trudniej zgrabnie zakończyć opowieść. (Typowym przykładem jest tutaj "Serce Bestii" Jacka Komudy). Chmielarzowi udało się to wszystko, łącznie ze zgrabnymi twistami końcowymi - brawa - 8/10,
Ze stawki wyróżnia się również "Uczeń" Agnieszki Kwiatkowskiej, dyskretnie lovecraftowskie opowiadanie o obdarzonym nadzwyczajną mocą uczniu i nauczycielu, który zupełnie źle ocenił pewną sytuację. 7/10

piątek, 27 kwietnia 2018

OkoLica Strachu nr1. Recenzja

Generalnie nie należy mieć zbyt wygórowanych oczekiwań wobec opowiadań prasowych. Nieczęsto Autorzy skłonni są do publikowania tą drogą swych najcenniejszych utworów, również wymuszane rytmem przygotowania numeru do druku deadline'y nie służą jakości przedkładanych propozycji. Tym większym zaskoczeniem jest jakość opowiadań, które znalazły się w pierwszym OLSie.
Zaczyna się od razu bardzo mocno - wampirycznym opowiadaniem Marka Stelara "Trzeba Kaszleć" (9/10). Świetna, trzymająca w napięciu historia wędrowca, który, walcząc z atakiem serca dociera z prośbą o pomoc do przyczajonego w lesie domku jest doskonale napisana, zapada też w pamięć dzięki zaskakującemu, podwójnemu twistowi.
Kolejny tekst, "Kobiety Błogosławionych" (8/10) Wojciecha Chmielarza byłby ozdobą każdej grozowej lub fantastycznej antologii. Historyczny thriller, z akcją osadzoną w XVI wiecznym Krakowie opowiada o śledztwie dotyczącym serii brutalnych mordów rytualnych. Ofiarami są kobiety, które miały romans z magami, zwanymi "Błogosławionymi" (stąd tytuł). Gildie magów, czarne straże, intrygujący bohaterowie i do tego żwawo mknąca fabuła. To się świetnie czyta !

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Idiota skończony - antologia

Antologia „Idiota skończony” od Fabryki Słów kusi znanymi ( i uznanymi) nazwiskami. Mnogość gatunków i konwencji, bohaterowie skrajnie różni, jednak mający pewna cechę wspólną. Czy to z własnej winy, czy przez wzgląd na niesprzyjające okoliczności, którym nijak zapobiec nie potrafią, a wręcz je prowokują -  pakują się w kabałę. Co rusz - większą. Słowem - idioci. Idioci skończeni.
Antologia wypada całkiem nieźle, jako całokształt, choć nie można powiedzieć, że teksty w niej są równe. Niby to zwyczajna przypadłość takich zbiorów, mieszających wiele stylów i trendów gatunkowych, jednak tu mocno można wyodrębnić zwykłe przeciętniaki, jak i teksty co najmniej znakomite.

Ale po kolei.

Antologię otwierają dwa nazwiska kobiece. Pierwsze, to Aneta Jadowska - młode pokolenie autorów fantastyki - która swoją prozę kieruje głównie do nastolatek. I tak jest też w  - a jakże! - „Idiocie skończonym”. Proste czytadełko, mieszające romans, emocjonalne uniesienia podlotków i wiedźmową magię. Czyli składniki typowe dla twórczości Jadowskiej. Jej wiernym fanom się spodoba, bo doskonale wpisuje się w serwowany przez nią zwyczajowo nurt. Pozostali mogą się zawieść.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Mort Castle - Przeklęte bądź, dziecię

Piotr Borowiec
Śmierć jako obelga, życie jako koszmar. 
O „Przeklęte bądź, dziecię” Morta Castle.

Zapomnijcie o wszelkich porównaniach książki Castle’a do „Egzorcysty”. Są to rzeczy tak różne, jak różny jest „Nawiedzony” Herberta od „Lśnienia” (chociaż obie te powieści to ghost – story) a „Wywiad z wampirem” od „Światła w tunelu” (chociaż obie te powieści to horrory wampiryczne).  Zdaje się, że  bliżej najnowszej książce wydanej w Odmiennych Stanach Grozy do „Złego wpływu” Campbella, jeśli już mamy szukać literackich porównań. Choć w tym przypadku są one prze ze mnie dokonane nieco na siłę. Castle jest niepowtarzalny, sam nikogo nie kopiując.
Ciekawe, że w horrorach o opętaniu (częściej spotykanych w filmie, niż w literaturze) twórcy koncentrują się bardziej na samym mechanizmie nadprzyrodzonego wpływu, niż na obrazowaniu siły, która tego wpływu jest powodem. Ważniejsze jest nie to, kto opętuje, lecz jak. Cóż bowiem dowiadujemy się o Diable z powieści Blatty’ego? Natomiast o Lisette, dziewczynce opętującej swoją rówieśniczkę w „Przeklęte bądź, dziecię” wiemy bardzo dużo.

wtorek, 27 marca 2018

B. A. Parris - Na skraju załamania


Sama B.A. Paris przyznaje, że boi się swoich bohaterów – dysfunkcyjnych, mocno patologicznych. Akcję jej książek dominuje psychika ludzka, często niestabilna i nieokreślona. Po sukcesie „Za zamkniętymi drzwiami” autorka powraca z nową książką „Na skraju załamania”, która dobitnie podkreśla, że nasz własny umysł może stać się więzieniem i pułapką, z której nie ma wyjścia. 

Cass Anderson coraz częściej zapomina gdzie położyła klucze, co zrobiła z telefonem i czy zapłaciła za zakupy. Ta amnezja zaczyna się nasilać, bo kobieta przestaje pamiętać, że umówiła się ze znajomymi, czy w ogóle z nimi rozmawiała. Zaczyna pobadać w obłęd i skraj bezsilności. Czy to początki demencji, na którą w młodym wieku także zapadła matka Cass, czy może zżerające wyrzuty sumienia, których kobieta nie może wyrzucić z pamięci, a które dobijają ją każdego dnia i mącą jej zszargany umysł?
Wszystko przez pewną burzliwą, deszczową noc, podczas której Cass chciała szybko dojechać do domu, więc wybrała drogę przez las. Napotkała tam samotne auto, w którym siedziała kobieta.

poniedziałek, 26 marca 2018

H. P. Lovecraft - Bestia w jaskini

Zawsze będzie istniał pewien mały procent osób odczuwających palącą ciekawość w stosunku do nieznanej przestrzeni kosmosu oraz pragnienie uwolnienia się z więzienia tego, co znane i rzeczywiste, i ucieczki do zaklętych krain pełnych niewiarygodnych przygód oraz nieskończonych możliwości, jakie otwierają przed nami sny i sugerują pewne zjawiska, takie jak głębokie lasy, fantastyczne miejskie wieże oraz ogniste zachody słońca.*

Do prozy Howarda Philipsa Lovecrafta powraca się z sentymentem, jak do starego, dawno niewidzianego przyjaciela. Jednak te spotkania są pełne grozy, poczucia mentalnego osamotnienia, pewnej trwogi bijącej z kart tych niezwykłych opowiadań. Twórczość Lovecrafta to niedościgniony wzór dla wielu współczesnych pisarzy – nie tylko grozy, muzyków, filmowców i artystów, którzy w opowiadaniach Samotnika z Providence doszukują się najskrytszych prawd w tym, co jest nienazwane, niemieszczące się w granicach normalnego pojmowania. Nie bez powodu Clive Barker jego prozę nazwał „kamieniem węgielnym współczesnego horroru”, bo wszakże lovecraftowskie weird fiction dla wielu z nich było główną inspiracją i bodźcem do pisania.  

W twórczości tej można zanurzać się niejednokrotnie, docierać do ciemnych głębin i słowo ojca mitologii Cthulhu poznawać na nowo, odkrywać jego nieznane dotąd znaczenia. Nie inaczej jest w przypadku „Bestii w jaskini”, która jest potężnym zbiorem opowiadań wydanych przez wydawnictwo Zysk i S-ka. To czterdzieści siedem historii, tym razem tych nieco mniej znanych, które można nazwać solidnym przekrojem twórczości Lovecrafta. Zbiór zaczyna się od tytułowej „Bestii w jaskini”, a kończy na opowiadaniu „W murach Eryksu”. 

środa, 7 marca 2018

Chris Ian R. MacLeod - Czerwony śnieg




Potwór – to idea, to teoria, to wiara, to coś, co dba o siebie bardziej niż o własne życie. Takim potworem jest ten, który istnieje od zawsze, a którego mit jest nieśmiertelny, ponadczasowy. Wampir. Odwieczny krwiopijca, wcielenie Antychrysta, ucieleśnienie węża, które powraca zawsze pomimo mijających stuleci i historycznych przewrotów. Łączy w sobie folklor, kulturę popularną, masową i wysoką. Łączy w sobie to, co oscyluje niebezpiecznie na styku ludyczności i elitarności. Dotyka tego co człowiekowi najbliższe, czyli śmierci, a jednocześnie tego co niedoścignione i nieuchwytne, czyli nieśmiertelności. Tradycyjny wizerunek wampira przyciąga, a jednocześnie odpycha, bo nadaje mu właściwości istoty doskonałej, naruszającej granice największego tabu. Zrobić wszystko, by przetrwać. Tylko jak przetrwać, gdy to idea staje się spotworniała i sama ciągnie ludzkość ku zagładzie?
O samotnej walce o człowieczeństwo z najgłębszą ciemnością dziejów opowiada Ian R. MacLeod w swojej fenomenalnej powieści „Czerwony śnieg”, która nadaje wampirycznemu mitowi kolejnych symbolicznych znaczeń.

wtorek, 6 marca 2018

Guillermo del Toro - Kształt wody.

Można by pisać o tej książce bardzo dużo, szczególnie, gdy nie minęły jeszcze echa tegorocznych Oscarów. Dosłownie czuć jeszcze klimat tej najważniejszej filmowej nagrody.
"Kształt wody" Guillermo del Tor zdobywa cztery statuetki, a nominowany był w jedenastu! Wspaniały i zasłużony sukces, tym bardziej, że ponownie kino fantastyczne jest na topie. Film jest oczywiście adaptacją powieści, która w Polsce ukazała się dosłownie kilkanaście dni temu, za sprawą wydawnictwa Zysk.
Miałem to szczęście, że niemal w jednej chwili przeczytałem książkę i obejrzałem film. Dlaczego szczęście? Dlatego, że mogłem dłużej fascynować się perypetiami głównych bohaterów i swoją przygodę z książką zakończyć na kinowej ekranizacji. Film, jest wspaniały i dość dobrze oddaje klimat powieści.

Tajny rządowy Ośrodek Badań Kosmicznych Occam w  Baltimore otrzymuje do analizy niezwykły obiekt: humanoidalną istotę schwytaną w wodach Amazonii. W laboratorium toczy się gra wywiadów i sprzecznych stanowisk: jedni naukowcy chcą stworzenie uśmiercić i zbadać jego organizm, by odkryć tajemnicę odległych podróży kosmicznych, inni natomiast proponują utrzymywać go przy życiu dla dobra postępu technologicznego. Tymczasem pomiędzy istotą a opiekującą się nim w  tajemnicy jedną z  woźnych, która porozumiewa się ze stworem za pomocą języka migowego, nawiązuje się zaskakująco głęboka więź…

piątek, 2 marca 2018

Remigiusz Mróz - Nieodnaleziona

Szacuje się, że dziennie w Polsce za zaginionych uznaje się 50 osób. Większość z nich powraca do swych rodzin, ale część pozostaje nieodnaleziona przez długie lata, a są i takie, które nie odnajdują się nigdy. Co jest najgorsze w tej sytuacji? Niepewność, czy osoba ta wciąż żyje? Nadzieja, że być może wiedzie gdzieś życie mniej lub bardziej szczęśliwe? Chyba jednak nieopisana jest niewiedza, która nie daje ukojenia i żadnych odpowiedzi.
Damian przez dziesięć lat zadręczał się pytaniami, obwiniał się, szukał dróg możliwego rozwiązania, karmił się nadzieją, że jego narzeczona jeszcze do niego powróci cała i zdrowa. Trauma sprzed dekady zniszczyła go doszczętnie, pogrzebała jego plany, ambicje i marzenia o wspólnej przyszłości ze swoją przyszłą żoną. Wszystko to zostało zrujnowane w momencie, w którym Damian tylko bezsilnie mógł patrzeć jak grupa mężczyzn jeden po drugim gwałcą jego narzeczoną, a potem zabierają w nieznane. Damian ledwo uszedł z życiem, ale bez Ewy, którą szukał bezskutecznie przez następne 10 lat, to istnienie przestało być cokolwiek warte. Nadzieja wydała się zgasnąć, ale pewnego dnia Damian za sprawą przyjaciela trafia w sieci na teraźniejsze zdjęcie dziewczyny, która łudząco przypomina Ewę. O dekadę starszą, ale z pewnością przedstawiające jego zaginioną dziewczynę.

czwartek, 1 marca 2018

Upiorna uczta - Robert Cichowlas - Wywiad

Hej Robert. Dzięki, że znalazłeś czas na krótką rozmowę nt najnowszej Twojej ksiazki "Upiorna uczta", która własnie ukazała się nakładem Wydawnictwa Phantom Books
Do kogo skierowany jest zbiór opowiadań UPIORNA UCZTA?

R.C.: Na pewno nie do każdego. To mocna, momentami hardcorowa proza. Jednak każde opowiadanie, niezależnie od tego, w jak bardzo pojechanej konwencji jest napisane, musi przede wszystkim czytelnika wciągnąć. Starałem się, aby tak było. Choć część z moich tekstów zawiera specyficzny rodzaj erotyki, choć niektóre teksty są dość brutalne, to jednak podstawą każdego z nich jest konkretny pomysł i jego rozwinięcie. Swoista brutalność i sceny erotyczne są integralną częścią fabuły, nie stanowią dodatku, mającego jedynie przykuć uwagę. 

OnH.: Ile opowiadań znajduje się w zbiorze i które lubisz najbardziej?

R.C.: Jest dziewięć opowiadań. Trudno mi powiedzieć, które lubię najbardziej. Każde jest inne. Mamy tu tekst o wyłażących z ziemi szkieletach, które podążają do podziemi Zamku Cesarskiego w Poznaniu, gdzie podczas drugiej wojny światowej swoją siedzibę miał Adolf Hitler. Mamy opowiadanie o pewnej nietypowej propozycji, jaka zostaje złożona facetowi, który właśnie stracił pracę. Gość nie ma pieniędzy, jego syn dużo choruje, a tymczasem do zgarnięcia jest milion złotych... w zamian za zrobienie czegoś równie strasznego, co i obrzydliwego... Mamy też opowiadanie o młodym biznesmenie, który ma niesamowitą słabość do kaczek. Lubi się od czasu do czasu z nimi zabawić, a swój mały sekret skrzętnie ukrywa przez wybranką życia... do czasu. Specjalnie do tej antologii napisałem również drugą część tej historii. 

środa, 21 lutego 2018

Dym i lusta - Neil Gaiman

„Dym i lustra”, ponownie ukazały się za sprawą wydawnictwa Mag. Jest to czwarte wydanie tego obszernego zbioru opowiadań oraz magicznych i niesamowitych historii. Obszernego, ponieważ otrzymujemy trzydzieści sześć tekstów, o różnej długości, czasami pisanych wierszem. Tym, którzy znają tą pozycje, zbioru nie trzeba przedstawiać. Podobnie zresztą jest z twórczości Gaimana, o którym napisano bardzo dużo i każdy zainteresowany twórczością Amerykanina bez problemu znajdzie masę materiałów w sieci.
Warto jednak zwrócić uwagę na nowe, świetne wydanie w twardej oprawie, z rewelacyjną grafiką Dark Crayona, który zilustrował na nowo wszystkie pozycje Gaimana w najnowszej serii Maga.
Ci, którzy dotychczas zetknęli się już z twórczością autora „Amerykańskich bogów” czy „Gwiezdnego pyłu” - czyli dłuższymi historiami brytyjskiego pisarza, można zbiór krótszych form literackich polecić z czystym sumieniem.
Gaiman jak zawsze zaskakuje bujną wyobraźnią, opowiada o wydarzeniach niesamowitych, bajecznych, zabawnych, lecz także nostalgicznych, mrocznych i groźnych. Właśnie w  sugestywnej formie i oryginalnych  opowieściach można poznać autora jako wspaniałego bajarza, który bawi się historią i do wspólnej przygody zaprasza czytelnika.

wtorek, 20 lutego 2018

Sasah A. Denzil - Milczące dziecko



Ostatnio dość często zdarza mi się sięgać po książki, które traktują o zniewoleniu, zaginięciach, przemocy domowej wobec kobiet i dzieci. Odróżnia je od siebie przede wszystkim ładunek emocjonalny, jakim została obarczona dana powieść. Thriller psychologiczny już sam w sobie jest gatunkiem trudnym. Autor starając się go ugryźć nie stoi przed łatwym zadaniem wynikającym z rozwinięcia treści, zwrotów akcji, zyskującego zakończenia. Do tego dochodzi temat przewodni, niejednokrotnie ciężki pod względem społecznym i odnoszącym się do naszej indywidualnej wrażliwości. Sarah A. Denzil w „Milczącym dziecku” na warsztat wzięła nie jeden trudny motyw przewodni, zamykając go w thrillerze psychologicznym, według mnie czyniąc to w sposób znakomity.

Czerwona kurteczka unosząca się na wodzie stała się dla Emmy niepodważalnym znakiem, że jej sześcioletni syn Aiden nie żyje. Choć jego ciała nigdy nie odnaleziono, to kobieta musiała pochować swojego syna w myślach i sercu. Wzburzony prąd rzeki zabrał jej nie tylko jedyne dziecko, ale też całą przyszłość, której jeszcze miała wiele przed sobą. Wydawać by się mogło, że zostanie matką w tak młodym wieku już w pewien sposób pokrzyżowało jej plany, ale śmierć dziecka zrujnowała je zupełnie.
Mimo to po dziecięciu latach od utonięcia Aidena, Emma wciąż żyje i próbuje składać swoje życie na nowo. Wychodzi za mąż, pracuje, oczekuje drugiego dziecka, choć w tym wszystkim nie zapomina o ty, co straciła.
Jej świat na nowo burzy głos, którego nie słyszała od wielu lat, a który należy do policjanta niegdyś prowadzącego sprawę zaginięcia i utonięcia jej syna. Wystarczyła jedna krótka wiadomość: Znaleźliśmy Aidena

poniedziałek, 12 lutego 2018

Karen Dionne - Córka króla moczarów

Księżniczka płakała i rozpaczała. Łzy spływały na olchowy pień, a on się poruszył, bo był to król moczarów we własnej osobie, ten, który mieszka w bagnie! Widziałem, jak pień się odwrócił i już nie był pniem; długie, ociekające błotem gałęzie sterczały w górę niby ramiona; to biedne dziecko przeraziło się i zeskoczyło na grząskie trzęsawisko, ale tam nawet ja nie mogę utrzymać się na powierzchni, a co dopiero ona; natychmiast ją pochłonęło, a pień olchy zaraz też się zanurzył, to on pociągnął ją w dół; na powierzchni pojawiły się tylko wielkie, czarne bąble powietrza, potem nie było już nic. *


Książka ta wciąga swym dojmującym charakterem jak bagniste, grząskie moczary, które pochodzą z powyższego opisu „Córki króla moczarów” H.Ch. Andersena i powieści Karen Dionne o tym samym tytule. Analogiczne nawiązanie nasuwa się tutaj samo, a zbieżność tytułów nie jest przypadkowa. Mroczna baśń bajkopisarza, jak i współczesna powieść Karen Dionne odnoszą się do tego co zaginęło i nigdy już nie powróciło, nie wypłynęło na powierzchnie. To także opowieść o dualizmie natury ludzkiej.

Już w pierwszych stronach książki można odnaleźć podobieństwa nie tylko do andersenowskiej „Córki króla moczarów”, ale też do „Pokoju” Emmy Donoghue.
Helena urodziła się dwa lata po tym, jak jej ojciec uprowadził jej matkę, uwięził i gwałcił. Mokradła, na które ją sprowadził, stały się jej więzieniem, a dla Heleny – jedynym domem jaki znała. Dziewczynka nie miała pojęcia o innym świecie poza tym mokrym i przygnębiającym miejscu, w którym w trójkę żyli niemalże w pierwotnych warunkach: pozbawieni prądu, łatwego dostępu do pożywienia i wody, czy informacji. Dla dziecka urodzonego na moczarach była to sytuacja naturalna, a dzięki ojcu posiadła wiedzę o tropieniu, polowaniu, życiu zgodnie z trybem zmieniających się pór roku. Tylko matka była zawsze smutna, pełna rezerwy, pełna niechęci wobec własnego dziecka. Helena wiedziała, że ojciec źle traktuje matkę, dobrze nie traktował też jej, ale nie miała innego porównania, by zweryfikować rodzicielską miłość z jakąkolwiek inną.

środa, 7 lutego 2018

China Mieville - Ostatnie dni Nowego Paryża



Rok 1941. W ogarniętej wojennym chaosem Marsylii zjawia się Jack Parsons, amerykański inżynier i adept sztuk tajemnych. W kryjówce antynazistowskiej organizacji spotyka członków ruchu oporu, w tym André Bretona, czołowego teoretyka surrealizmu. Podczas dziwnych gier towarzyskich rozgrywanych przez niepokornych dyplomatów, wygnanych rewolucjonistów i awangardowych twórców Parsons za pomocą swego wynalazku odnajduje i gromadzi nadzieję. A jednak wbrew intencjom doprowadza do uwolnienia mocy zrodzonej ze snów i koszmarów, zmieniając losy wojny i świata na zawsze.
Rok 1950. Thibaut, samotny bojownik surrealistów idzie ulicami nawiedzonego Paryża, gdzie naziści i członkowie ruchu oporu zmagają się w ciągłym konflikcie, a po ulicach przechadzają się żywe obrazy i manifestacje tekstów literackich, a także istoty z głębi piekieł. Aby wydostać się z miasta, musi połączyć siły z Sam, amerykańską fotografką, próbującą utrwalić obraz zrujnowanego Paryża, a oboje znajdą sprzymierzeńca w postaci enigmatycznego symbolu łączącego w sobie przypadek i bunt: wyrafinowanego trupa...

Z książką „Ostatnie dni Nowego Paryża”  mam problem. Problem taki jak w przypadku „Domu z liści” Danielewskiego, chociaż to zupełnie dwie różne pozycje. O ile w przypadku Danielewskiego uważam, że nie byłem w stanie do końca zrozumieć wyjątkowości tego tomiszcza, to w przypadku książki China Mieville, zdecydowanie w pełnym zrozumienia  piękna powieści zabrakło mi wiedzy dotyczącej surrealizmu. Nawet posiłkowanie się opisami na końcu książki dzieł, którymi inspirowana była akcja czy fabuła nie pozwalało mi z pełnym komfortem zatopić się w powieści. Mało tego, aby wyłapać jak najwięcej „smaczków” posiłkowałem się wyszukiwarką google i grafikami przedstawiającymi niemal szalone i obłędne stworzone w umysłach autorów obrazy i rzeźby.  

Wywiady OkoLicy Strachu - Krzysztof Azarewicz

Krzysztof Azarewicz – z wykształcenia politolog, z zawodu tłumacz i wydawca. Założyciel oficyny Lashtal Press, redaktor pisma „Tarocista”. Od kilkunastu lat współtworzy liryki i merytoryczną oprawę albumów zespołu Behemoth. Współautor Spowiedzi heretyka,
wywiadu-rzeki z Adamem „Nergalem” Darskim. Podróżuje wraz z żoną Anią i eksploruje magiczne wymiary Wyżyny Tybetańskiej, piramid i pustyń Północnej Afryki, a także okultystycznych scen Berlina, Londynu i Nowego Jorku.

OkoLica Strachu: Cześć. Bardzo się cieszymy, że znalazłeś trochę czasu, aby odpowiedzieć na kilkanaście pytań. Szukałem wywiadów z Tobą w internecie, lecz jest ich bardzo mało, znalazłem jeden i dotyczył tylko Twojej przygody z muzyką metalową, wiec postaramy się dowiedzieć o Tobie jak najwięcej.
W tych dawnych czasach, można chyba tak o nich powiedzieć (śmiech), współpracowałeś z magazynem muzycznym „Thrash’emAll” i pisałeś tam recenzje, o ile dobrze pamiętam. Działałeś również z muzykami sceny metalowej jako autor tekstów i, nazwijmy to, konsultant − zgadza się?
Nadal współpracujesz z muzykami z tego środowiska?
Czy uważasz, że muzyka metalowa to dobry nośnik dla idei okultystycznych?

Krzysztof Azarewicz: Muzykę odkryłem
w 1986 roku, zaś na przełomie lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych zaangażowałem się w działalność
tak zwanej metalowej sceny podziemnej.
W tamtym okresie nie było Internetu ani profesjonalnych
pism. By dowiedzieć się czegoś więcej
o swoich ulubionych zespołach i śledzić ich karierę,
trzeba było naprawdę się wysilić. „Podziemie” dawało
możliwość bycia na bieżąco z wydarzeniami.
Wielu ludzi nie poprzestało na samym słuchaniu,
lecz chwytało za instrumenty bądź zasiadało przed
maszynami do pisania typu Łucznik i zabierało się
za tworzenie niezależnych magazynów. Przypominało
to w jakimś sensie to, co w swej młodości
robił Lovecraft, który redagował amatorsko powielane
pisma. Ja również stosunkowo wcześnie złapałem
bakcyla i zacząłem pisać recenzje, a następnie
prowadzić własny fanzin. Nie tak dawno temu po
kilkunastu latach powróciłem do Polski. Ponowne
odkrycie archiwów zgromadzonych w okresie zaangażowania
w scenę muzyczną było istną przygodą.
Zachowałem z tamtego okresu setki listów i tyleż
samo – jeśli nie więcej! – kaset magnetofonowych.
Jeśli chodzi o współpracę z muzykami, od 1998
roku tworzę teksty dla grupy Behemoth. Kooperacja
trwa po dzień dzisiejszy i na razie nie zamierzamy
jej zakończyć.
Trudno mi powiedzieć, czy taka muzyka to
dobry nośnik dla idei okultystycznych. Wydaje
się, że metal i okultyzm znalazły wspólny mianownik,
ale z drugiej strony wiele docierających
do mnie dokonań zahacza o kicz, przynajmniej
w mojej subiektywnej ocenie. Osobiście nie piszę
tekstów by szerzyć jakiekolwiek idee, lecz by
wyrazić siebie.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

C. J. Tudor - Kredziarz



Już niedługo w sprzedaży pojawi się „Kredziarz”, debiutancka powieść C. J. Tudor. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Czarna Owca w lutym br. Wokół tytułu już jest olbrzymi szum. Samo wydawnictwo rozdało na FB trzysta przedpremierowych egzemplarzy. Ponadto, odpalając codziennie internet można bez problemu znaleźć reklamę książki czy pierwsze recenzje i opinie. Maszyna ruszyła! Ten tytuł z pewnością nie uszedł Waszej uwadze. Czy faktycznie zapowiada się nam hit początku roku? Mam mieszane odczucia.

Po pierwsze w jednym z materiałów reklamowych spotkałem się z porównaniem „Kredziarza” do TO S. Kinga i filmu Miasteczko Wayward Pines. Porównywanie książki do prozy Kinga, a szczególnie do jego szlagierowej powieści, która nie dość, że regularnie jest wznawiana, to jeszcze filmowe TO okazało się najbardziej kasowym horrorem ostatnich lat – jest dość ryzykowne. Dlaczego? Zazwyczaj takie porównania są pomysłem marketingu wydawcy, zaś sama powieść naprawdę bardzo rzadko spełnia oczekiwania czytelników. Bo przecież jak ktoś nam pisze, że to nowe TO, więc oczekiwania mamy bardzo wysokie.

Wróćmy do pytania jak jest z „Kredziarzem”. 

niedziela, 28 stycznia 2018

Wojciech Chmielarz - Cienie

Demonów z przeszłości nie musimy gonić. 
One na nas czekają.

Egzemplarz recenzencki „Cieni” trafił do mnie już jakiś czas temu, ale ciągle coś stało na przeszkodzie, aby zasiąść do napisania recenzji.
A przecież tak świetna książka zasługuje na to, aby o niej pisać, mówić, dyskutować.

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Chmielarza pamiętam bardzo dobrze, bo po przeczytaniu „Podpalacza” bardzo szybko zabrałam się za następne tytuły.
I od tamtej pory jego nazwisko  już na dobre zagościło wśród moich książek, a napisanie recenzji do „Wampira” czy „Zombie” to była dla mnie prawdziwa przyjemność. Nie inaczej jest w przypadku najnowszych „Cieni”, które ku mej ogromnej radości zbierają wysokie noty wśród czytelników.
Od samego początku uważam Wojtka Chmielarza za pisarza z tzw. górnej półki. U niego wszystko jest dograne, wciągające, nie boi się makabrycznej zbrodni.
Zapewne nie wszyscy wiedzą, że Chmielarz to nie tylko autor thrillerów, ale spod jego pióra wyszły również opowiadania w klimacie fantasy, publikowane chociażby w Nowej Fantastyce i Okolicy Strachu,  

Natomiast „Cienie” to już thriller sam w sobie, do przeczytania którego bardzo namawiam.

W Milanówku giną dwie kobiety – córka i konkubina słynnego gangstera. Zastrzelono je z broni podkomisarza Kochana, a on sam znika. Dzwoni jednak do Mortki i prosi o pomoc – ktoś go wrabia.