Okiem na Horror

Okiem na Horror

piątek, 18 września 2015

Pierwsze opowiadanie finałowe urodzinowego konkursu Okiem na Horror. Anna Śmigielska.

Gdy w końcu przebiłem się przez litą skałę, byłem potwornie zmęczony. Pył wdzierał się w nozdrza, czułem jak kolejne krople potu spływają po twarzy skapując na ciemny, skalisty grunt. Wtedy go ujrzałem. Legendarny pociąg SS stał jakby zapraszał, aby po siedemdziesięciu latach otworzyć pogrążone w wiecznym mroku wagony.
Gdy światło przytwierdzonej do kasku latarki padło na przerdzewiały zawias jednego z nich, poczułem jak zimny dreszcz przechodzi przez całe moje ciało. Odciśnięty krwawy ślad dłoni ciągnął się na wagonie przez kilka metrów, aż niknął pod kołami pociągu. Wtedy usłyszałem skrobanie, które wydobywało się z jego wnętrza. Najpierw ledwo słyszalne, potem silniejsze, w końcu jakby miało zaraz rozedrzeć grubą stal...
Gdzieś z tyłu głowy, pod czaszką pojawiła się myśl… przez ułamek sekundy była  tylko  przeczuciem. Po chwili, z całym okrucieństwem, powagą i bólem tak silnym, że odczuwalnym fizycznie, stała się wizją tego co właśnie – tak dziecinnie nieświadomi, zapoczątkowaliśmy . Zrozumiałem!
Nie ma już odwrotu.
Zaczęło się.

W tej właśnie chwili, zasypany siedemdziesiąt lat temu tunel  w Wałbrzychu, niewielkim mieście na prawach powiatu, położonym na południowym zachodzie Polski i niemalże w centralnej części Europy, dla całego świata stał się bramą do piekieł. Wiedziałem, że tego co wypełznie z czeluści Hadesu nie będzie już można okiełznać. Odliczanie trwa.
Gryzący, gorzki zapach stęchlizny przestał mi już przeszkadzać. Już dawno na wskroś, przesiąkło nim całe moje ubranie, buty, nawet skórzany pas kurtki z metalową sprzączką czy kask górniczy z tworzywa HDPE, który miałem na głowie. Nie to mnie jednak martwiło. Miałem wrażenie, że ten złowrogi odór przenika we mnie! Z każdym ruchem, z każdą kroplą potu  przez pory mojego ciała, z każdym kolejnym oddechem dostaje się coraz głębiej. Zupełnie jak pasożyt, który się we mnie rozwija, jednocześnie czerpiąc z tego korzyści. Pytanie brzmiało: czym dla Niego jestem? Żywicielem paratenicznym co by oznaczało, że nie potrzebuje mnie do osiągnięcia ostatecznego cyklu rozwojowego, pozbędę się go szybko i bezobjawowo? Czy może głównym i powinienem poważnie zastanowić się jak ekstensywnie się ze mną obejdzie?
Jednak nie to było teraz najważniejsze. Po bezwzględnych z chęci zemsty, otępiałych z przerażenia czy podnieconych rządzą posiadania twarzach moich towarzyszy wiedziałem, że poradzenie sobie z klęskami jakich doświadczaliśmy za sprawą glinianej beczki Pandory, w porównaniu z tym co właśnie nastało, było proste jak odebranie dziecku cukierka.
„TO”, jakkolwiek by to określić, było esencją zła. Krzywdy doznawane przez cały nasz gatunek od czasu stworzenia życia, teraz wydawały się błahe. Wojny, zbrodnie na ludzkości, skutki stosowania bomb atomowych, bratobójstwo czy gwałt… Cały ten ból  powodowany przez jednego człowieka w stosunku do innego przeistoczył się w jedność. Esencję TEGO. Nie rozumiałem jak powstał, skąd się wziął?  Czy to wściekłe, okrutnie okaleczone, rządne zemsty dusze nieszczęśników zgładzonych podczas II Wojny Światowej podążyły za swoją własnością? Za obrazami, rzeźbami, klejnotami czy osobistą biżuterią. Czy w tych sztabkach, powstałych ze złotych  zębów powyrywanych z Polskich czy Żydowskich dziąseł a potem przetopionych w ostateczną formę, pozostało tak wiele goryczy, przerażenia, bólu, traumy i potępienia, że po tylu latach inkubacji stały się ostateczną bronią zniszczenia dla TEGO?
Wiedziałem tylko, że tunel był jego matnią, punktem na skraju piekła i naszego – do dziś, normalnego świata a każda, nawet najdrobniejsza część skarbu ukrytego w tych czternastu, po brzegi wypełnionych, pancernych wagonach jest TYM przesiąknięta, zainfekowana. Zupełnie jak ja, jak wszyscy, którzy tu weszli i ci, którzy jeszcze nadejdą lub staną się posiadaczami choćby pojedynczego przedmiotu, który zostanie stąd wyniesiony. Rozumiałem, że zagłada jest nieunikniona. Nikt przy zdrowych zmysłach nie zrezygnowałby z odzyskania tak drogocennych rzeczy a lista osób ubiegających się o zwrot wciąż się wydłużała: Światowy Kongres Żydów, spadkobiercy prawowitych, prywatnych właścicieli, rządy innych państw… Tak, koniec już wkrótce nadejdzie.
Pogrążony jak gdyby w apatii, nie od razu zareagowałem na toczące się wokół mnie wydarzenia. Być może mój mózg nie chciał, lub nie potrafił uwierzyć w to co się dzieje. Wojskowi na rozkaz MON-u oddelegowani z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, górnicy, saperzy, osoby wskazane przez polski rząd do nadzoru nad przebiegiem akcji… wszyscy Ci ludzie, - nie! Wszystkie te bestie, walczyły ze sobą o przedmioty ich pożądania.
Jako żołnierz zawodowy wielokrotnie byłem świadkiem wypadków. Oswoiłem się z widokiem krwi, poodrywanych od reszty ciała członków, roztrzaskanych czaszek… Doskonale poznałem każdy rodzaj ran czy to kłutych, ciętych, szarpanych, tłuczonych, kąsanych czy wreszcie postrzałowych. Do tej chwili za najgorsze, uznawałem te ostatnie, postrzałowe. Wydawało mi się, że czynią najgorsze szkody. Aż do tej chwili, nie zdawałem sobie sprawy że to człowiek może być najskuteczniejszą, najbardziej morderczą bronią.
Dźwięk wydobywający się spod pociągu nie przypominał już skrobania. Wdzierał się pulsującymi wibracjami wprost do układów nerwowych powodując zakażenie endogenne, autoinfekcję każdego z nich. Jak gdyby był tylko zapalnikiem, iskrą, która wydobywa najgorsze, nieznane nikomu wcześniej instynkty.
Do mojej świadomości dotarła jeszcze jedna rzecz. Rozwiązanie zagadki nad którą głowiliśmy się wszyscy w czasie trzydniowego przeszukiwania terenu georadarem i którą tak skwapliwie ukrywaliśmy przed ogólnie przyjętą, opinią publiczną. Dlaczego w promieniu dwóch kilometrów od jaskini, nie ma żywych zwierząt? Dlaczego nie słychać śpiewu ptaków? Z jakiego powodu znajdujemy jedynie rozszarpane ciała – wielokrotnie w niedalekiej  odległości, gatunków, które naturalnie nie stanowią dla siebie nawet zagrożenia?
Infekcja. Nawet kilkumetrowa, lita skała, nie była w stanie zatrzymać TEGO. W jakiś sposób  przeniknęło jaskinię, jak gangrena, która rozprzestrzenia ogniska martwicy…
Czy można TO powstrzymać? Tak jak zgorzel, przeciąć połączenie ze światem zewnętrznym aby ocalić resztę… ludzkości?

Anna Śmigielska

1 komentarz:

  1. Gratulacje! Podoba mi się! Choćbym czytała fragment bardzo dobrej książki :)

    OdpowiedzUsuń