Okiem na Horror

Okiem na Horror

poniedziałek, 26 października 2015

Andrzej Wardziak. "Boję się wielu rzeczy". Wywiad dla OnH.

Cześć.

Andrzej już dosłownie na dniach ma ukazać się Twoja najnowsza książka „Siódma dusza” nakładem wydawnictwa Videograf. Jednak nie jest to Twój debiut. W 2013 roku wydałeś „Infekcję”, rzecz o inwazji zombie. Możesz coś opowiedzieć o tym tytule?

Hej. Tak, debiutowałem dwa lata temu. Napisałem wielowątkową powieść, gdzie głównym tematem jest apokalipsa zombie rozgrywająca się w Warszawie. Wielowątkową dlatego, że powieść pokazuje apokalipsę z pięciu różnych perspektyw, z punktu widzenia osób rozrzuconych po różnych częściach miasta. Aktualnie pracuję nad ukończeniem drugiej (ostatniej) części "Infekcji". Pomimo wydania poprzez współfinansowania, pomimo korekty, która pozostawiała wiele do życzenia – książka spotkała się z bardzo dobrym odbiorem, pojawiła się masa naprawdę przychylnych recenzji. Co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem.

Książka ta jest nie do dostania, poluję na nią jakiś czas  i  nigdzie nie można jej dostać. Dlaczego jest z tym taki problem?

Niestety, ale muszę się z Tobą zgodzić – aktualnie,  poza wersją elektroniczną, książka nie jest dostępna. Jest to związane stricte z zakończeniem działalności wydawnictwa, które wypuściło "Infekcję" na rynek. Od pierwszego stycznia 2016 roku "Infekcja" będzie bezpańska, ale może do tej pory zainteresuje się nią jakiś inny wydawca – pożyjemy, zobaczymy. Muszę pozostawać dobrej myśli.

To może, zanim przejdziemy do „Siódmej duszy”, powiedz kim jest Andrzej Wardziak, co lubi i czego się boi?

 Lubię wiele rzeczy – dużo czytać, dużo oglądać, grać na kompie w stare gry (nie jakieś Atari, ale gierki z lat 95-05 powiedzmy). Lubię ostre walnięcie w głośnikach, lubię tatuaże. Lubię się porządnie zmęczyć, na co mi pozwala wspinaczka sportowa. Lubię kobietę, z która od paru lat dzielę swoje troski. Nie lubię swojego sąsiada, który jest starym bucem, i nie lubiłem jeszcze jednego, który nam zaśmiecał ogródeczek, ale ten się już wyprowadził, więc już go lubię. Czego się boję... w sumie to ciężko mi odpowiedzieć. Boję się wielu rzeczy. Na przykład boje się, że któregoś pięknego dnia nie wytrzymam i pozabijam ludzi, którzy chcąc wejść do autobusu stają przed drzwiami i nie pozwalają innym z niego wyjść. Boję się też małych dziewczynek w białych sukienkach, z włosami opadającymi na twarz. Boje się, że za taką dziewczynką będzie stał Clown, a oboje wyjdą z pola kukurydzy, w które nagle zamieni się moja kuchnia. Tak, tych trzech rzeczy chyba bardziej się boję. I boję się jeszcze luster w nocy. Lustra w nocy są złe, są nasycone jakąś starą, mroczną magią i ktokolwiek twierdzi, że jest inaczej – najzwyczajniej w świecie się myli.

(śmiech)
Nie wyglądasz na bojaźliwego faceta. Ten strach wynika chyba z powodu obejrzanych filmów? Przecież mamy: typową azjatycką jazdę z panienką ze studzienki, kingowskiego Clowna Pennywise, czy pola pełne kukurydzy, niczym z filmu Kiersha. Filmy mają na Ciebie taki wpływ?

 Wiesz co, chyba tak. Jakoś obraz widziany, dobrze zmontowany i fajnym podkładem dźwiękowym wżyna mi się mocno w mózg. Zwłaszcza, że wspomniałem powyżej klasyki, które oglądałem czy czytałem „za młodu” – więc efekt strachu był jeszcze spotęgowany wiekiem. Nigdy nie zapomnę, jak się bałem po obejrzeniu w kinie przedpremierowo The Ring. Jeszcze dostałem w kinie na kasecie film, ten krótki, chaotycznie zmontowany film, który był motywem przewodnim całego horroru. Jak go obejrzałem w domu, myślałem, że najzwyczajniej na świecie dostanę zawału, o stanie swojej bielizny nie wspominając.

(śmiech)
A książki?

 Książki, które wywołały we mnie strach? Na szybko – "Kostnica" Mastertona, ale to chyba dlatego, że była pierwszym czytanym horrorem. Dominującą grozę czułem czytając "TO" Kinga, chociaż do książki podchodziłem dwukrotnie – za pierwszym razem odłożyłem ją po jakichś 180 stronach, bo była dla mnie zbyt rozwlekła. "Domofon" Miłoszewskiego też był straszniutki. "Lśnienie". Masakra, boje się tej książki i filmu do tej pory – idealnie trafia w moje lęki.

Ok. Były zombie, teraz czas na inny klimat. Możesz jako, autor powiedzieć o czym jest książka?

 Tu sobie strzeliłem trochę w kolano, bo ciężko cokolwiek powiedzieć, nie zdradzając fabuły. O „Siódmej duszy” można jednak powiedzieć, że jest to pozornie klasyczny motyw nawiedzonego domu, jednak w zupełnie nowym wydaniu. Chciałem napisać horror, w który motywem przewodnim, ale głęboko ukrytym – jest miłość. Jeżeli na to spojrzeć z odpowiedniej perspektywy, chyba mi się to udało, jednak nie jest to ckliwa opowieść o zakochańcach.

 To dość odważny  eksperyment, lecz faktycznie, gdy teraz nad tym pomyślę, to motyw miłości w „Siódmej duszy” występuje, jednak dobrze ukryty pod tempem akcji. Ciągnie Cię do pisania czegoś innego niż  horror?

 Ha, udało się. Generalnie tak – nie chcę pisać samej grozy, chociaż chcę, by to był mój fundament. Planuję napisać w bliżej niesklasyfikowanej przyszłości do fantastyki, może pojawi się trochę fantastycznego postapo, będzie thriller psychologiczny. Pomysły są, czekają grzecznie w kolejce. Będzie też groteskowa groza z dużym dystansem i sporą dawką czarnego humoru – ale to jeszcze bardzo wstępna koncepcja.

Pozostawiamy miłość.
Pomysł na fabułę, wydaje się być taki schematyczny. Kilkoro przyjaciół, las, jezioro, samotny dom i weekend. Chciałoby się  powiedzieć, że każdy to zna i wie, jaki będzie finał. Klimat znany z wielu amerykańskich horrorów. Skąd pomysł aby, jakby nie patrzeć, powielić ten popularny wzorzec?

Miejsce akcji – w tym wypadku wspomniany dom – jest tylko tłem. Głównym motywem było to, o czym wspomniałem wyżej. Najbardziej pasowało mi ulokowanie bohaterów akurat w takim miejscu, stąd też takie tło powieści. I nie wiem, może niesłusznie, ale nie odbieram tego jako powielenie wzorca – może inaczej, wydaje mi się, że większość powieści czy filmów powiela pewne wzorce. Myślę, że spektrum w horrorze, pozornie szerokie, jest jednak dość ograniczone – albo coś nas straszy/zjada, albo my coś straszmy/zjadamy. Są zapomniane wsie, potwory, duchy, wampiry, wilkołaki, demony, kulty, psychole, szaleństwo – co więcej? Wszystko sprowadza się do wspólnego mianownika, jednak dla mnie każde indywidualne spojrzenie jest odrębnym, autorskim dziełem. O ile, oczywiście, nie czerpiemy z dzieła czy pomysłów innego autora.

Uważasz, że pomimo tak bogatej gamy "bohaterów", literacki horror niczym już nas nie zaskoczy?

Absolutnie nie, uważam, że zaskoczy i to nie raz. Ten temat cały czas się rozwija zarówno w filmie, jak i w książce – również w Polsce horror staje się coraz bardziej popularny, jest coraz więcej osób mocno zaangażowanych w rozwój i promocję grozy – i pomimo tego, że większość dzieł bazuje na względnie utartych i znanych koncepcjach, jest od siebie diametralnie różna. I to właśnie jest w tym wszystkim fajne. To jakby dać grupie ludzi kartki i kazać im narysować drzewo – niby będzie to samo, a każde będzie inne.

Może, aby nie zdradzać za dużo, powiem tylko, że elementów typowych dla horroru i sytuacji jest dość sporo w książce. Mamy przecież i tajemniczą śmierć, jest medium, jest telefon, którego dzwonek nie zwiastuje nic dobrego i…może nie zdradzajmy wszystkiego, choć to dopiero początek. Nie bałeś się, że będzie tego za dużo?

Nie, bo dokładnie takie było założenie – książka może nie powala swoją objętością, jednak miało być krótko, zwięźle i na temat. Chciałem, żeby było mocno, żeby była jak takie... podwójne espresso. Niby mało, niby parę łyków zaledwie, ale serce wali przez pół dnia i człowiek chodzi nakręcony, dziwnie zaniepokojony.

To Ci się akurat udało.
Jest coś prawdziwego w tej historii? Nie wiem, może miejsce? Czy po prostu to wszystko zrodziło się w Twojej głowie?

 Większość to głosy w mojej głowie, ale muszę przyznać, że jedna ze scen wydarzyła się naprawdę. No dobrze, może nie dosłownie tak jak w książce, ale doświadczyłem kiedyś czegoś, co następnie ewoluowało do jednej z najmocniejszych scen w "Siódmej duszy" – niestety nie powiem której, nie chcę, aby czytelnik zbyt wcześnie wyczuł, że „o, to tu będzie się zaraz działo!”. Poza tym niektórzy bohaterowie mają cechy znanych mi osób.

Gdybyś tak się zastanowił, przypomniał sobie książkowe horrory z lat dziewięćdziesiątych, to pomiędzy jakimi autorami czy tytułami, czytelnik powinien postawić na półce „Siódmą duszę” ?

Hm.... jeżeli miałbym ją porównać do jakiejś powieści to przyznam, że byłoby mi ciężko. Może "Drapieżcy" Mastertona – ze względu na akcję rozgrywającą się w domu, ale poza tym podobieństw chyba nie widzę. Na myśl przychodzi mi jeszcze film „Inni”, przed zamglony, tajemniczy klimat. Możecie postawić Siódmą obok "Kostnicy" Mastertona – to od tej powieści zaczęła się moja fascynacja pisanym horrorem, więc takie miejsce będzie dla mnie absolutnym zaszczytem J

Właśnie o to mi chodziło, bo jeżeli dobrze pamiętam, to chyba Łukasz Radecki, napisał u siebie na blogu, że to taki horror klasy B. Odpowiada Ci taka metka? Czyli książki właśnie w stylu Mastertona, Herberta, Citro i całej dawnej stajni wydawnictwa Amber?


 Nie mam absolutnie nic przeciwko – ale jeżeli dobrze pamiętam, chyba to był komentarz dotyczący Infekcji, albo ja coś przeoczyłem.

Możliwe, że ja (śmiech). Słuchaj, długo powstawała powieść?

W przypadku "Siódmej duszy" to było około siedmiu miesięcy. Mówię tu o pierwszej wersji, nie liczę czasu na korektę i prace redaktorskie.

Masz czas na czytanie?

Z tym akurat nie mam problemu – dojazdy z i do pracy zajmują mi około dwóch godzin dziennie, więc czasu na czytanie lub planowanie akcji w książce jest całkiem sporo.

Powiem, że patrząc na wpisy na fanpagu Oka, wielu, bardzo wielu ludzi czeka na tą powieść. Zapewne fanów zachęciła okładka, która i tutaj bez wazeliny (śmiech) jest zajebista, i chyba najlepsza jaka w tym roku wyszła, jeżeli chodzi o polski horror.

Dzięki! Mam nadzieję, że w opinii czytelników książka podoła poziomem okładce, która mi też się bardzo podoba – Darek Kocurek zrobił niesamowitą robotę, za co mu serdecznie dziękuję.

I na koniec pytanie standard.
Kiedy następna książka, czy też horror i zdradź choć odrobinę.

 Odnośnie następnej powieści mogę powiedzieć tylko tyle, że nie wiem – a to dlatego, że następna jest kontynuacją bezpańskiej (lada chwila) "Infekcji". "Infekcja II" (z roboczym tytułem – Exodus, co zdradziłem po-raz-pierwszy, właśnie kończy się pisać). To kontynuacja, gdzie wszystko zostanie wyjaśnione – skąd się to wzięło, po co, dlaczego i czemu aż tak bardzo bolało. Druga część będzie ostatnią.

Dziękuję  za rozmowę.

Dzięki również!



2 komentarze:

  1. Świetny wywiad. Dużo lepiej się go czyta niż te pożal się Boże wypociny marnych redaktorzyn z onetu i reszty tych ściekowych internetowych mediów. Czekamy na więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki bardzo. Cieszę się, że wywiad się spodobał i zapraszam do odwiedzania nas przy okazji następnych publikacji.

    OdpowiedzUsuń