Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Opowiadanie nr.6 "Tatuaż" Grzegorz Książek- wyróżnienie w konkursie Horror na debiut

Tatuaż

Zabrała go do przydrożnego motelu, w którym, jak informował neon, mieścił się także salon tatuażu. W recepcji kobieta podeszła do lady, by zabrać klucze. Otrzymała je od ogromnych rozmiarów mężczyzny. Był łysy, miał za to bujną, czarną brodę. Mimo półmroku nosił ciemne okulary. Jego potężne przedramiona pokrywały tatuaże.
            W barze rozmowa niezbyt się kleiła, ale im obojgu nie zależało chyba na tym, aby się zaprzyjaźnić. Mieli w planach coś innego, a to nie wymagało zbyt wielkiej wiedzy o sobie nawzajem. Potrzebowali jedynie kilku kolejek i pokoju w motelu. Dziś w nocy oboje wyświadczą sobie przysługę, a rano, gdy się obudzi, jej nie będzie w pokoju. Wyjdzie gdzieś, aby już nigdy nie musieli się spotkać. Da mu czas na zamówienie taksówki i powrót do przyjaciół.
            Tymczasem ruszyła w kierunku schodów, a on poszedł jej śladem. Mijając recepcjonistę zapytał, czy rano mógłby zrobić sobie tatuaż, na przykład: „zrobiłem to z nią dwa razy” i dzisiejsza data. Michał był już pijany. Wówczas mówił zbyt wiele, bezmyślnie. Mężczyzna nie zareagował w żaden sposób na żart, który nie był zresztą zbyt dobry. Miał nieporuszoną twarz, jak nieboszczyk. Chłopak wzdrygnął się i pożałował, że w ogóle się odezwał. Przyśpieszył kroku, aby nie zgubić partnerki.



piątek, 27 czerwca 2014

Opowiadanie nr5. Miłosz Niestój. Nagroda w konkursie dla młodzieży, na opowiadanie z dreszczykiem

Trzasnąłem drzwiami  tego cholernego auta, od miesięcy psuł się w najmniej odpowiednim momencie, ale dzisiaj przeszedł sam siebie. Byłem pośrodku niczego a przygnębiający szary zmrok pomału opadał na smutną mieścinę w jakiej wylądowałem.  Na telefonie oczywiście brak zasięgu. Zostawiłem gruchota tam gdzie zdechł i starą brukowaną ulicą poszedłem w stronę tej zabitej dechami wiochy.
Ciemność nastała po 10 metrach tej dziwnej wędrówki, wszystko ucichło a właściwie nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć, czy wcześniej słyszałem odgłosy jakiegoś życia. Opadła gęsta jak mleko mgła, zrzuciłem to jednak na karb jakiegoś zamulonego i śmierdzącego zbiornika wody, który musiał znajdować się w pobliżu. W takich miejscach gdzie diabeł mówi dobranoc , zawsze jest jakaś woda.
Nagle przy drodze pojawiła się zapadła chałupa, zapukałem do spróchniałych drzwi i usłyszałem jak ktoś poruszył się w środku,  ruszył w stronę drzwi jednak kroki były jakieś dziwne, szurające z jednostajnym stukotem. Nagle zdałem sobie sprawę z całego absurdu sytuacji, stoję pod jakimś domem, nikt nie wie gdzie jestem, a za drzwiami okropny dźwięk. Zapobiegawczo odsunąłem się od klamki. Usłyszałem jak ktoś przekręca klucz w zamku zamarłem a z czeluści powstałej po otwarciu drzwi usłyszałem głos – „Co tam?”.
„Dobry wieczór, samochód mi się zepsuł i szukam noclegu?” – odpowiedziałem.
„A to nie u mnie! Idzie tam dalej i popyta”, drzwi trzasnęły mi przed samym nosem, uświadomiłem sobie, że nawet nie widziałem rozmówcy, w domu było ciemno w takim samym stopniu jak na zewnątrz.
Powlokłem się zatem dalej przerażającą zarośniętą drogą, w oddali  pomiędzy drzewami coś świeciło na jaskrawo czerwono. Po jakiś 2 kilometrach tej smutnej wędrówki chaszczami trafiłem przed mały hotelik z czerwonym neonem.

czwartek, 26 czerwca 2014

Demononicon, najbardziej bluźniercze wydanie roku.

Demononicon, najbardziej bluźniercze wydanie roku.

Wydawca Horror Masakra, oddał w nasze ręce swoje najnowsze wydawnictwo – DEMONONICON.
Gdy czekałem na ten zbiorek opowiadań, to zastanawiałem się, czym tym razem Tomasz Siwiec zaskoczy fanów horroru? Wiedziałem, że będzie mocno, z trzech powodów:
- pentagram na okładce, co w dzisiejszych czasach nie do końca jest rozsądnym pomysłem, a prawdopodobnie niedługo może być samobójczą kulą w łeb.
- opowieści satanistyczne- z automatu zostanie pewnie zaciągnięte na indeks ksiąg zakazanych pomimo, że Kościół twierdzi, że ten pomysł dawno już zniesiono jak inny, nieudany - Sanctum Officium.
- i oczywiście zacna ekipa pisarzy? No ok. Kałużyńska, Kain, Siwiec, Mitka, Radecki, Kyrcz i Miśta.
No i czego możemy się tutaj spodziewać?
 Każdy, kto choć odrobinę liznął polskiego horroru. Każdy, komu nawet przez przypadek, w ręce wpadł któryś z numerów HMa lub opowiadań szacownych pisarzy- WIE.
Będzie jazda.



No i jazdę mamy od początku. Pozwólcie, że nie będę opisywał o czym są poszczególne opowiadania. Nie ma sensu, skoro wszystkie są o tym samym.

"I żywy stąd nie wyjdzie nikt" Antologia wojenna?

„W ludziach tego nie ma. Nie ma współczucia. Nie ma litości, zaufania. Wojna to wszystko wytrzebiła”

Na półki księgarń oraz do rąk czytelników, powinna lada chwila trafić premierowa pozycja Fabryki "I żywy stąd nie wyjdzie nikt". Zbiór opowiadań wojennych. Nie często mamy do czynienia z tego typu antologią. Dlatego też zapowiedź tej książki cieszy bardzo. A jak z tą wojną jest? Proszę bardzo.


„Żegnaj Laleczko” A.W.Sawicki-
„Moja Żydówka, zamiast spieprzać ile sił zabrała się do poprawiania fryzury.”
Tak zaczyna się opowieść o Visie samopowtarzalnym pistolecie z czasów II wojny światowej będącego na wyposażeniu armii polskiej. Jego łacińska nazwa oznacza siłę. Narratorem opowieści jest właśnie pistolet. ViS trafia w ręce Basi, żydówki, pracującej w zakładach produkujących melasę. Pistolet jest zaklętym, wyrzuconym z piekła polskim patriotą i antysemitą. Dlatego też, jest zrozpaczony, że trafił w ręce kobiety. Historia może banalna, poznajemy główną bohaterką tuż przed wybuchem wojny, aż po powstanie w getcie warszawskim. O ile sama historia Basi, jest powszechna, jak na czasy okupacji i prześladowań, to posłużenie się pistoletem jako narratorem opowieści powoduje, pokazanie jej w nowy sposób. Jest jedno z najlepszych opowiadań w całym zbiorze.

„Dusze naszych chłopców kłębiły się w niebycie całymi setkami,
pokaleczone wyjące z bólu i żalu…zdradzono nas jednak
nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni”



niedziela, 22 czerwca 2014

IMAJICA- Clive Barker. Uczta wyobraźni.

"Clive Barker jest tak dobry, że dosłownie odbiera mi mowę"
                                                                                 Stephen King


„Imajicę” Cliva Barkera, wydaną przez Wydawnictwo Mag w 2002 roku traktuję jako najwspanialszą książkę jaką posiadam w swoim zbiorze.
 Piękne graficznie wydanie. Do zilustrowania okładki wykorzystano obraz Michaela Whalena, wcześniej zdobiący anglojęzyczne wydania prozy Lovecrafta. Wspaniałe grzbiety obu tomów, łączące się niemal w całość, do dziś są ozdobą mojego księgozbioru. Stronice wprawdzie straciły już dawno swój świeży odcień i dziś są lekko pożółkłe.
Pamiętam, że gdy czytałem zarówno tom pierwszy jak i drugi, to za wszelką cenę nie chciałem zniszczyć tych przepięknych wtedy okładek i grzbietów. Dlatego też stronice otwierałem delikatnie i nie do końca, aby nie powstało czasem zgięcie wzdłuż grzbietu. Ba! Nawet zastanawiałem się czy w jakiś sposób nie zabezpieczyć dodatkowo okładek folią. 
Ktoś powie, że jakiś chory jestem. Przecież to tylko książka czy dwie książki.
O nie! Do dziś jest to jedno z najpiękniejszych wydań powieści grozy. I nie boję się tego powiedzieć.

Jak tylko dotarła do mnie wieść, że Mag planuje wznowić nie tylko „Imajicę”, zapragnąłem ją mieć. (Dodatkowo zaplanowane są również „Księgi krwi”. Bodaj pod koniec br. roku).

I stało się.

Wypada, abym na początku powiedział, że będzie to opinia o książce, którą już czytałem, dawno temu. Z biegiem czasu-  ponad dwunastu lat już umknęło niestety wiele zawodnemu mechanizmowi pamięci. Dlatego z prawdziwą przyjemnością zasiadłem jeszcze raz do tej wyjątkowej pozycji.
Należy powiedzieć, że będzie to opinia nad wyraz pozytywna, czyli dużo ochów i achów.


Kontynuujmy może wątek grafiki i jakości najnowszego wydania tej epopei.
Twarda okładka zamyka ponad dziewięćset stron wspaniałego tekstu. Dobry jakościowo papier, wszystko trzyma się całości dzięki szyciu. A więc, mamy podane od wydawcy konkretne tomiszcze, porządnie zszyte. Już przeszłością jest czytanie Barkera i myślenie „Czy czasem ten grzbiet już szlag trafił.”

Opowiadanie nr.4 "Brzytwa" Dawid Ladach

Brzytwa

I

O czwartej nad ranem spuścił nogi ze starego, wąskiego łóżka, i z zaciśniętymi oczami i pięścią przyłożoną do czoła starał się odnaleźć we wtorkowej nocy. Po pięciu minutach trwania w takiej pozycji opuścił dłoń przyciskaną do czoła, wyprostował się i ostrożnie otworzył oczy. Wokół panowała niczym niezmącona ciemność. Macając ręką szafkę stojącą przy łóżku natrafił na komórkę. Włączył ją i zmrużył oczy w wyniku kontaktu ze zbyt jasnym w tych okolicznościach wyświetlaczem komórki. Po chwili jednak oczy przywykły do jedynego w pokoju źródła światła, a Jacek zorientował się, że jest osiem po czwartej.
I tak jest nieźle, pomyślał. Sądził bowiem, że jest trzecia, może nawet druga w nocy, bo nie raz zdarzało mu się budzić o tak wczesnych porach i mieć przed sobą spory kawał bezsennej nocy.
Wstał, przeciągnął się i sięgnął do podróżnej torby stojącej przy jego łóżku, z której wyjął pięć grubych świec, każdą w innym kolorze. Była świeca biała, fioletowa, czerwona, zielona i czarna. Ustawił je na deskach podłogi tak, że po połączeniu mogły dać zarys domu albo stworzyć pentagram, po czym zapalił je wyjątkowo długimi, syczącymi zapałkami, które jakiś czas temu umoczył we własnej krwi, a potem wysuszył, by nadawały się do użytku. W nieźle oświetlonym przez świece pokoju sięgnął ponownie do torby i wyjął z niej książkę oprawioną w skórę. Nosiła tytuł „Jesteś synem Szatana?”. Jacek usiadł z nią między świecami po turecku i otworzył na trzysta czterdziestej stronie. Do tej pory przeczytał w niej wiele o samym Szatanie, ale głównie o jego potomku, który jest wśród ludzi nieświadomy swojego pochodzenia i mocy. Książka ta miała pomóc uświadomić wybrańcowi kim jest i co może. Jacek podchodził sceptycznie do tego, że to właśnie on może być synem Księcia ciemności, ale może… Kto wie.
Czytał do piątej dwadzieścia. Potem zgasił świece i schował je razem z książką w torbie. Ubrał się i wyjrzał przez okno. Słońce powoli pięło się w górę, ptaki śmigały po znajdujących się niedaleko zaroślach, a niebo było prawie bezchmurne – zapowiadał się niezły majowy dzień.




Zszedł ostrożnie po schodach, by nie budzić swoich znajomych, przeszedł przez ich pokój i znalazł się na zewnątrz.

sobota, 21 czerwca 2014

Robert Cichowlas - o Himmlerze, planach i grzebaniu w "Pradawnym złu"

1.Robert zacznijmy może niestandardowo. Nie od horroru i ksiażek grozy.
Zacznijmy od drugiej wojny światowej, historii III Rzeszy, bitew, kampanii i postaci. 
Wiem, że ineresujesz sie własnie tym okresem historycznym, dużo czytsz, szczególnie biografii. 
Jakaś ulubiona postać? Może biografia, która wywarła na Tobie największe, powiedzmy niezapomniane wrażenie i zapadła Ci w pamięci? Ja jestem fanem Rommla i Donitza ;)

Czytam teraz obszerną biografię Heinricha Himmlera autorstwa Petera Longericha. Od dawna poszukiwałem wyczerpującej lektury o tym człowieku i wygląda na to, że znalazłem. Książka jest bardzo dobra. Sama postać Himmlera zaś do cna przerażająca, to oczywiste. Wiedziałeś, że ten czubek przechowywał pierścienie zmarłych esesmanów w jednym z pokoi w swym zamku Wewelsburg? Bo to, że był z czarną magią za pan brat, wiadomo nie od dziś. Postać naprawdę zła i przebiegła. Niebawem natomiast zacznę przymierzać się do lektury książki BESTIE Z BUCHENWALDU, o Karlu i Ilsie Koch, którzy krwawą ręką rządzili w obozie Buchenwald.




2.Wracamy do horroru.
Pytanie na rozgrzewkę :)
Na horror w Polsce przyszedł chyba dość popularny okres. Coraz więcej ludzi czyta grozę. Choć coraz mniej ludzi czyta w ogóle. Mamy literaturę tą dobrą, firmowaną znanymi nazwiskami i tą – powiedzmy złą. Jaką książkę, mógłbyś polecić fanom horroru?

czwartek, 19 czerwca 2014

Czarownice z Neustettin (Szczecinek).

W związku, ze zbliżającym się konwentem GRYFCON w Szczecinku, postanowiłem przybliżyć historię miasta. Szczególnie tą mroczną jej stronę.
Powód jest choćby taki, że gośćmi specjalnymi imprezy będą pisarze grozy, kryminału i mroczności: Maciek Lewandowski, Łukasz Radecki i Piotr Rozmus.
/ poniższy tekst pochodzi ze strony: http://neustettin.pl/forum/viewtopic.php?t=2741 i jest materiałem wydanym przez jedną z gazet.

Dramat sprzed czterystu lat
Czarownice ze Szczecinka
Pod koniec XVI wieku w całej Europie płonęły stosy z czarownicami. Pomorze Gryfitów nie podstawą w tej mierze od pozostałych krajów, a czarną kartą polowań na czarownice zapisał wtedy Szczecinek. Dzisiaj odsłaniamy tajemnicę mrocznych, krwawych i zapomnianych wydarzeń sprzed czterystu lat.
Szczecinek był w owych czasach małym, ale ważnym grodem na południowo - wschodnich kresach państwa książąt z rodu Gryfitów. Miasto znane było z tego, że w okolicach często wybuchały spory graniczne, a w zamku spotykały się komisje, które próbowały polubownie je załatwić. Na zamku urzędował zarządca książęcy, zwany także starostą, sprawujący władzę – również sądowniczą - w imieniu księcia.



 Miastem rządziła zaś rada miejska złożona z dziewięciu rajców i burmistrz. Kilku rajców było także

Opowiadanie nr3. Magdalena Osiak "Głuchy telefon"

*
Był zwyczajny, czerwcowy wieczór. Chociaż... nie do końca zwyczajny. Pierwszy bez Niej. Pierwszy tak pusty... Babcia Aniela odeszła tego ranka. Jeszcze wspomnienie jej uśmiechu się nie zatarło a Gaba już tęskniła okrutnie. Była dla niej jak matka... Ba! była kimś więcej od matki, która nigdy nie znalazła czasu by ją wysłuchać, by ją przytulić, by być... Była czułym słowem, przytuleniem, miłością, była życiem... a teraz jej nie ma. 1
                Zatopiona we własnych myślach początkowo nie słyszała dzwonka telefonu. Gdy zadzwonił po raz drugi zerwała się na równe nogi, popędziła do przedpokoju, gdzie na szafce na buty leżał telefon, chwyciła go i nacisnęła zieloną słuchawkę mówiąc machinalnie "Halo?!" - w słuchawce słychać było jedynie szelest, parę niezrozumiałych słów i dziwne stukanie. "



"Halo!" - powtórzyła. - dalej nic. Zakończyła połączenie, odłożyła telefon powrotem na szafkę i poszła zaparzyć herbatę. Gdy nalewała wodę do czajnika zdała sobie sprawę, że nawet nie sprawdziła kto dzwoni.
Gdy wchodząc w rejestr połączeń spojrzała na ostatnie odebrane połączenie stanęła jak wryta. Babcia Aniela. Początkowy szok zastąpiło nagłe olśnienie. Mama! To pewnie mama zabrała się za segregowanie babcinych rzeczy i sprawdza czy telefon wciąż działa.

środa, 18 czerwca 2014

Opowiadanie nr2. Monika Pierwoła "Zwykle hobby" wyróżnienie. Nagroda w konkursie "Opowiadanie z dreszczykiem"


Ciężko jest pozbyć się śladów krwi. Ta świeża po polaniu wodą z detergentem do mycia naczyń jeszcze w miarę łatwo schodzi z narzędzi i ubrań. Co innego kiedy zastygnie. Noże, skalpele i inne metalowe narzędzia pokrywają się ciemnobrunatną mazią, której pozbyć się można jedynie przy użyciu rozpuszczalników. Zapewne drogi Czytelniku,  jesteś ciekaw skąd wiem takie rzeczy, prawda?
Otóż mam całkiem ciekawe hobby – lubię badać ludzi. Teraz pomyślałeś sobie, że jestem lekarzem lub chirurgiem? Nic z tego. Jestem pasjonatem ludzkiej psychiki. Badam ludzi pod względem ich odporności. Odporności na ból, zarówno ten fizyczny jak i psychiczny. Wiesz, że ludzki organizm jest w stanie wytrzymać zerwanie skóry z ponad połowy ciała? Albo, że oczy mogą dalej perfekcyjnie widzieć po wbiciu w nie długich drzazg? Cóż, teraz już pewnie wiesz.



Nie jestem zbyt wybredny jeżeli chodzi o wybór pacjentów. Zdarzało mi się zajmować bezdomnymi, biednymi, studentkami, kobietą w 7 miesiącu ciąży, jak również byłym policjantem, albo młodą narkomanką którą spotkałem na dworcu.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Opowiadanie nr.1 Piotr Borowiec "Czwarte użycie noża" -2 miejsce w konkursie HORROR NA DEBIUT




Nóż powracał, ciągle. Nie miało znaczenia kto fizycznie ściskał trzon, jeśli tylko głownia wdzierała się w ciało, rwała tkanki, przecinała aorty, miażdżyła kości, to popychała je nienawiść. Anna zrozumiała to w końcu, jak już było ewidentnie za późno.  Na cokolwiek innego.  
Być może za późno było już wtedy, kiedy wychodziła za Drąga. Ona, nastolatka z dzieckiem, on, młodzieniec w wyrokiem. Uczucie hodowało się w niej powoli, wzrastało, za każdym jego uderzeniem, z każdą nocą kiedy przechodził po przepiciu całej wypłaty, z każdym jego wyzwiskiem. W takich chwilach wyobrażała sobie ciemną postać, istotę ulepioną  z dymu i furii, która zabija jej męża. Na rożne sposoby, we śnie (postać wbija siekierę w czoło, łózko pokryte krwią), przy śniadaniu (postać zaciska worek foliowy na głowie, Drągu kurczowo łapie powietrze),   wieczorami, gdy podpity oglądał telewizje (postać podrzyna mu gardło, pilot telewizora wypada z bezwładnej ręki).
Wyobrażenie stało się ciałem w noc, kiedy po raz pierwszy postanowiła się sprzeciwić.
- Dotknij mnie jeszcze raz, a ciebie zabije! – wykrzyczała tą groźbę, wiedząc, że jest żałosna. Drągu jedynie zaśmiał się.
- Ty? Szmato, nic nie potrafisz, tylko się nad sobą użalać!



Był na tyle trzeźwy, że mógł bić, na tyle pijany iż nie panował nad siłą uderzeń. Nie hamował się. Nie powstrzymywał. Nie zastopował nawet, w momencie, w którym Anna odpuściła. Przestała się czołgać w kierunku drzwi, prosić aby przestał, wołać o pomoc. Straciła już możliwość czucia czegokolwiek, prócz nienawiści.  Kopniaki wymierzone w twarz ustały dopiero, jak Drągu usłyszał metaliczny dźwięk noża podnoszonego ze zlewozmywaka.

sobota, 14 czerwca 2014

Graham i ja. Wspomina Piotr Pocztarek

"Warto jest mieć marzenia, ponieważ one naprawdę się spełniają"

Moja przygoda z książkami Grahama Mastertona rozpoczęła się w stosunkowo młodym wieku. Jako nastoletni chłopak poszukiwałem różnego rodzaju środków wyrazu młodzieńczego buntu, a oglądanie i czytanie tych „zakazanych” przez rodziców krwawych horrorów wyglądało na całkiem niezły plan. Na warszawskim Ursynowie do dziś znajduje się bazarek, gdzie od brodatego Pana kupiłem za marne grosze śmiesznie wyglądającą książeczkę, z okładką z której spoglądała wykrzywiona twarz uwięziona w szklanej kuli, a dwie wyciągnięte, drapieżne dłonie jakby zawisły w powietrzu. Dziś już nie pamiętam, czy pierwszym przeczytanym przeze mnie horrorem było właśnie „Manitou” czy też „Twierdza” F. Paula Wilsona. Gdzieś w pamięci majaczy też podróż autobusem z wyszperanym w antykwariacie „Tengu”, jednak pierwszy rozdział tej powieści wydał mi się wtedy zbyt przerażający. Tak czy siak, w horror wsiąkłem na dobre, a Graham Masterton na zawsze już miał dzierżyć palmę pierwszeństwa.


Wiecie jak ciężko nastoletniemu chłopakowi uzbierać z kieszonkowego kolekcję książek kolesia, który wypluwa powieści z prędkością karabinu maszynowego? Łatwo nie było. Do dziś pamiętam wycieczki po antykwariatach i bazarkach w całej Warszawie, wymianę „2 za 1” ze sprzedawcami czy pierwsze przygody z Internetem, gdzie można było odkupić książkę od kogoś kompletnie obcego, ustawiając się z nim pod kinem na Woli. Chciało się czytać, trzeba było kombinować. Z czasem przyszły pierwsze pieniądze i można było na nowo kompletować kolekcję, aby mogła w całości dumnie prezentować się na półce. Dostępność? Dla maniaków nie ma rzeczy niemożliwych. Ostatnią brakującą powieść wyżydziłem z biblioteki. Za dwie ryzy papieru. Przynajmniej nie musiałem jej ukraść

piątek, 13 czerwca 2014

"Łowca czarownic"- trochę "Złotego kompasu", trochę Gaimana i klimatów Salem

Piętnastoletni Jake Harker jest fanem horrorów. Jest na pozór zwykłym chłopakiem, który namiętnie kolekcjonuje komiksy. Jednak nigdy nie przypuszczał, że wiedza ta będzie mu potrzebna w życiu.
Pewnego dnia na jego drodze staje Pan Quilp, wraz ze swoim stworem Panem Pinchem. W bestialski sposób tortrują i zabijają matkę Jake`a,
Tak rozpoczyna się książka Williama Husseya "Łowca czarownic- Świt demonów"
Książka wydana przez Wydawnictwo Jaguar.




Znając wcześniejsze publikacje Jaguara, możemy się spodziewać po "Łowcy czarownic" horroru

wtorek, 10 czerwca 2014

Piotr Rozmus BESTIA -recenzja Piotr Prokopiak


„BESTIA” 

„To, że jacyś psychole wyznają diabła, nie oznacza jeszcze, że on istnieje – skonstatował podkomisarz.”


Przyznam, że z pewną dozą nieufności podchodziłem do lektury debiutanckiej powieści Piotra Rozmusa.  Wydana przez chorzowski Videograf książka jest pokaźnym tomem, liczącym ponad 450 stron. Jeśli dodam, że użyto drobnej czcionki to objętościowo, całość prezentuje się nadzwyczaj imponująco. We mnie jednak zrodziły się obawy, iż autora poniosło i zwyczajnie „przegadał” temat (rzecz częsta u debiutantów).


To typowy thriller i raczej dziwią mnie problemy ze zdefiniowaniem gatunku literackiego „Bestii”.  Areną dla opisanych wydarzeń jest rodzinne miasto Rozmusa. Rzecz godna podziwu i mile łechcząca mój patriotyzm lokalny. Prezentowana historia się dzieje w klimatycznych zaułkach Szczecinka. Mamy tu emerytowanego policjanta, który po sukcesach w szczecińskiej „psiarni” powraca do krainy dzieciństwa. Mamy tajemniczą bestię – mordercę w okrutny sposób okaleczającego swoje ofiary, jak również zwyrodniałego, szukającego zemsty kryminalistę. W tle jawi się satanistyczna sekta sprawująca demoniczny kult w ciągnących się pod miastem podziemiach (nota bene to jedyny fantastyczny element, nie mający oparcia w topografii Szczecinka). Początek sięga zamierzchłej historii, która miała miejsce podczas II Wojny Światowej.

niedziela, 8 czerwca 2014

"Opowiadanie z dreszczykiem"- konkurs rozstrzygnięty

Dzisiaj w szczecineckim kinie Wolność, odbył się finał konkursu "Opowiadanie z dreszczykiem". Był to pierwszy taki konkurs zorganizowany przeze mnie. Mam na myśli skale przedsięwzięcia. Czyli organizację plakatów, gali finałowej, zebrania jury konkursu, ogłoszenia tego wszem i wobec.
Czy się udało? Tak. Choć nie bez problemów i zawirowań. Ale zapominam o tym co się nie udało. Nie warto tego rozpamiętywać. Ja też, uczę się organizacji takich tematów.

Drugi konkurs "Debiut na horror" odbył się praktycznie bez żadnej wpadki. Czekam na wyniki głosowania jury. Także nauka nie poszła w las

Na imprezę wręczenia nagród przybył Pan Poseł Wiesław Suchowiejko. Bardzo się ucieszylem, ponieważ nie liczyłem, ze poseł znajdzie czas. A tu proszę. Za panem posłem wbiegły media, w tym TV Gawex. I jak do tego momentu miałem wszystko ułożone w głowie, to po chwili wszystko się pomieszało. Jeszcze jak usłyszałem, że jakiś wywiad ze mną, to już kompletnie. Tak mnie to zestresowało, że podczas wręczania nagród, zapomniałem nazwiska Moniki, która odbierała nagrodę jako ostatnia i to z rąk pana Posła.
To Sokołowski się popisałeś....

Początkowo finał konkursu, przeznaczonego dla młodzieży szczecineckich oraz powiatowych szkół, miał być 24 maja, ale ze względów technicznych przełożyłem go na dzień dzisiejszy.
Wielkie podziękowania należą się tutaj Pawłowi Kwietniowi z Szczecinekiego Klubu Fantastyki, za udostępnienie sali.
Patronom: Wydawnictwu Zysk i s-ka, stronie "Zbrodnia w bibliotece", Księgarni "Antykwariat" i świetnemu Panu Krzyśkowi, firmie "Asgraf" za plakaty i dla portalu "iszczecinek" za patronat medialny.

Więcej info o konkursie możecie przeczytać tutaj:
http://iszczecinek.pl/artykuly/kultura/napisz-opowiadanie-z-dreszczykiem-i-wygraj-tablety

A oto zwycięzcy:
Monika Pierwoła, Oliwia Bogdanowicz i Miłosz Niestój.
Zwycięskie opowiadania zostaną zamieszczone na blogu.


piątek, 6 czerwca 2014

Browar wyjący o brzasku. Wywiad z Maćkiem Lewandowskim


Zapraszam Was do rozmowy o piwie, książkach i obowiązkowo horrorze.


1. Maciek spotkaliśmy sie jaki czas temu we Wrocku i mieliśmy okazje porozmawiać face to face. Nie wiem, czy specjalnie wybrałeś wtedy świetną czeską kanajpkę, z porządnym piwem. Piana, że można widelec stawiać, z głośników AC/DC, rozmowy o morderstwach i urocza kobieta. 
Tak wspominam nasze spotkanie. A i piwo, dużo piwa. Chyba można powiedzieć, że jesteś smakoszem tego trunku?

Przyłapany na gorącym uczynku (śmiech) Uwielbiam piwo. Górna fermentacja, dolna fermentacja, jasne, ciemne czy bursztynowe... Nie ma na świecie lepszego napoju niż dobrze uważone piwo. Uwielbiam czeskie piwa i szczęśliwie w końcu mam blisko do granicy, nie muszę wiec się męczyć z polskimi koncernowymi podrobami ani bulić małej fortuny za buteleczkę z mniejszego, niezinstytucjonalizowanego browaru. Człowiek który wyczaszkował piwo powinien, moim zdaniem, mieć pomnik postawiony w każdym mieście. To nawet już nie chodzi o walory smakowe czy towarzyskie ; alkohol, w tym piwo, nieco wyolbrzymiając, przez wieki był towarzyszem, katalizatorem albo tłem do snucia pierwszych opowieści, w tym pierwszej fantastyki czyli mitów kosmogenicznych oraz antropogenicznych, choć wątpię by nasi pradziadowie tak je nazywali.

czwartek, 5 czerwca 2014

Łukasz Radecki "Marzę więc, żeby czytanie stało się modne, a czytelnicy kupowali książki w księgarniach,"



  1. Łukasz, wiem, że pracujesz nad nową książką, może nawet dwiema, uczysz w szkole, w między czasie, ukazują się co rusz Twoje opowiadania, udzielasz się muzycznie, prowadzisz bloga, masz wspaniałą rodzinę. Chłopie, kiedy Ty masz na to czas?

Witaj, Sebastianie! Wszystko jest tylko kwestią odpowiedniej organizacji i pewnej samodyscypliny, której, przyznam szczerze, czasem mi brakuje. Na pierwszym miejscu jest rodzina i praca. Pół dnia spędzam więc na nauczaniu dzieci i pracy z młodzieżą, potem jest czas by zająć się własnym potomstwem i małżonką. Jak już przychodzi wieczór, jest to chwila, by przygotować się na kolejny dzień do pracy, sprawdzić co nieco i nadchodzi godzina 22-ga, gdy jest czas na pisanie. I nie ma, że boli. Zasada jest prosta, nieważne, czy to recenzje, felietony, blog, czy książka, muszę coś napisać. Ustalam sobie jakiś tam limit stron i znaków i staram się go trzymać. Gdy zawalę jednego dnia, kolejnego nadrabiam. Zwykle po północy mam jeszcze chwilę na książkę do poduchy i oto cały sekret. Mam jasne cele i priorytety, nie mam więc czasu na rozpraszanie się innymi rzeczami. Nie wychodzę do pubów, nie pozwalam sobie na lenistwo z piwem w łapie przed telewizorem. Oczywiście, zdarzy mi się, że po takim dwu-trzytygodniowym maratonie muszę odetchnąć, odespać co nieco. Wtedy daję upust nerdowskim zachowaniom typu gry i komiksy. Muzyką zajmuję się w zasadzie tylko w weekendy. Raz w tygodniu po prostu jadę na próbę lub koncert. Coś za coś. Jedni odpoczywają w knajpie, inni z wędką w ręku, ja z gitarą przy wzmacniaczu, najlepiej na scenie.

GRYFCON - Dni Fantastyki i Horroru nadchodzą

Pierdut!!! Spadła wieść z nieba! I stało się!Nadchodzi..



          Gdy na początku wiosny opowiadałem na jednym z portali internetowych, że chciałbym, aby w moim rodzinnym Szczecinku, w przyszłym roku udało odpalić się konwent fantastyki, to w gruncie rzeczy były to pobożne życzenia.
 Ba! Konwent! Myślałem o małej imprezie, jedno, może dwu dniowej. Dumnie nazwanej KONWENTEM.
Niektórzy pukali się w głowę.
Nie nie oszalałem, chciałem coś takiego zorganizować.
O podobnej imprezie myślał Paweł, który szefuje w Szczecineckim Klubie Fantastyki. Chłopaki łupią w karcianki, aż miło i to z sukcesami międzynarodowymi.
 Paweł zadzwonił do mnie i zaproponował wspólne zorganizowanie jeszcze w tym roku Konwentu fantastyki

  GRYFCON 

No i stało się.
Szybka organizacja, zaproszenia, plany. jeszcze nie wszystko dograne. Chyba więcej brakuje, niż jest załatwione.
Ale mogę śmiało powiedzieć, że Szczecinek dołącza do miast konwentowych.
Zaczniemy skromnie, nie jak na Poznańskim Pyrkonie (hehehehe)
Dwa dni gier, imprez i prelekcji.
Zawiaduję stroną literacką imprezy. Przystałem na to od razu na taki układ - na karciankach za cholerę się nie znam, na figurkach trochę, choć nie grałem a zbierałem.
 Literatura to jest coś dla mnie :)
Czyli możecie już się domyślać, że będzie dwa dni HORROR w Szczecinku będzie rządził!
/więcej info na wydarzeniu na stronie fb Okiem na Horror/