Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

środa, 24 września 2014

Co w Oku widać?

Umiłowani Bracia i Siostry w Horrorze
Zazwyczaj na blogu mogliście przeczytać wywiady, opinie o książkach i opowiadania. Czasami pojawiała się jakaś - powiedzmy rozprawka z czymś :)
Dzisiaj jeżeli macie ochotę, to przeczytajcie co do końca roku kalendarzowego, będzie się działo w firmie Okiem na Horror. A działo się będzie.



Zacznijmy od tematu może, nie horrorowego, lecz kryminalnego i to tego z najwyższej półki. Ponieważ moim założeniem jest popularyzacja ogólnie czytelnictwa i namawiania Was i innych do czytania książek, łapię się wszelkich projektów, które mają temu służyć. Nie chodzi tutaj o jakieś.... nie wiem, odpuszczenie sobie tematów horroru, czy popadanie dla zysku (różnie rozumianego) w literaturę, która świetnie się sprzedaje a więc można na tym coś uczknąć.
Nie.
Kompletnie nie chodzi o to. Choć często, przy różnych projektach trzeba godzić się na tematy, które są OKU nie miłe. Lecz gdyby nie ten "przymuszony kompromis" to wielu tematów byśmy nie mogli zorganizować. Takie czasy. A cel pozostaje ten sam. Popularyzować literaturę, pomagać polskim twórcom grozy, namawiać od czytania książek.
I cała filozofia.
 No dobra ja tu gadu gadu, a o pewnej kobiecie należy kilka słów napisać.

wtorek, 23 września 2014

Graham Masterton "Sekta" - opinia.

Chyba nie muszę wam mówić kim jest Graham Masterton. Musielibyście się urodzić wczoraj i nigdy nie słyszeć słowa horror. Ten jakże utalentowany autor książek grozy, thrillerów, poradników seksuologicznych i sam diabeł wie jeszcze czego to osoba, którą darzę niemałą sympatią i szacunkiem. Masti, bo tak pieszczotliwie zwykłam o nim mówić jest nie do zdarcia i od lat, nieprzerwanie wypuszcza na rynek swe nowe dzieła.
Wznowiona dzięki wydawnictwu Replika książka „Sekta” (która wcześniej pojawiła się pod nazwą „Święty terror”) to kolejny po „Krzywej Sweetmana”, „Geniuszu” czy też „Głodzie” thriller tego autora. Jak tym razem udał się romans Grahama z tym gatunkiem?
Sprawdźmy.



Conor O’Neill jest ochroniarzem, który wiedzie spokojne życie z piękną dziewczyną u boku. Jego sielanka zostaje jednak zaburzona, kiedy przypadkiem zmuszony jest wziąć udział w dwóch napadach, w których skradzione zostają depozyty warte dziesiątki milionów dolarów. Nieszczęśliwy zbieg wydarzeń sprawia, że O’Neill staje się głównym podejrzanym. Nagonka nowojorskiej policji zmusza bohatera do szaleńczej ucieczki i walki o własne życie. Prowadząc prywatne śledztwo Conor natrafia na szeroko zakrojony spisek. Trop prowadzi do terrorysty,  przywódcy sekty o nazwie Światowy Ruch Posłannictwa, który uważa się za nowego Mesjasza ze świętą misją mającą na celu ujednolicenie religii na całym świecie.
(opis wydawcy)

niedziela, 7 września 2014

Sanato - Marcin Szczygielski. Opowiada Paulina.

Nie jestem typem podróżnika, który co roku jeździ w egzotyczne miejsca i chwali się wszem i wobec jaki to jest z niego obieżyświat. Klasa średnia, rzec można- niby nie przymierasz głodem i możesz sobie pozwolić na kupno nowego Mastertona, ale już na wakacje w Zakopcu możesz sobie pojechać raz na, powiedzmy 5 lat. Nie traktujcie tego jako spowiedzi zgorzkniałej dziewuchy która marudzi nawet, jak wygra w konkursie, w myśl zasady, że Polak musi narzekać!. Nie, ten pokręcony wstęp, który chyba powoli wchodzi mi w krew ma na celu podkreślenie faktu, w którym momencie mego życia (wakacje, Zakopane, boczna księgarnia) spotkałam się z powieścią „Sanato” i jak, niczym nawiny dzieciak przez kilka dnia żyłam w przekonaniu, że to historia oparta na faktach. „Twarzodłoń”*, jak to się niegdyś mawiało.

Jesień 1931 roku. Do luksusowego sanatorium w Zakopanem przyjeżdża młody niemiecki lekarz Matys Dresler ze swoją narzeczoną, a zarazem pacjentką Irą, która ma być dowodem na skuteczność jego rewolucyjnej metody leczenia gruźlicy zastrzykami z płynnego złota. Ośmioro pensjonariuszy wyraża zgodę na udział w eksperymentalnej kuracji - wśród nich jest także młoda mężatka Nina. Ryzykowna chryzoterapia przynosi dobre wyniki... Przynajmniej do chwili, gdy w umysłach pacjentów nie zaczynają się ujawniać przerażające efekty uboczne, które wywołuje.







Kupno, jedynego jak narazie horroru w dorobku pisarza Marcina Strzygielskiego nastąpiło bardzo

piątek, 5 września 2014

Efekt uboczny - Norbert Góra. Opowiadanie.

Heniek siedział jeszcze w domu pogrzebowym o enigmatycznej nazwie Aurum in aeternum. Dochodziła godzina dwudziesta trzecia i powoli zbliżał się czas, kiedy powinien pójść na obchód. Przez moment zastanowił się, na jaki dodatkowy pomysł wpadnie jego szef i jakim to jeszcze stanowiskiem go obarczy, w obliczu katastrofalnie wysokiego bezrobocia i marnych – co gorsze, nie zmieniających się od lat – perspektyw na lepszą przyszłość.
Heniek pracował w administracji tego domu, był grabarzem, i jakby tego było mało, dorabiał sobie po nocach jako stróż na cmentarzu. Teraz właśnie pełnił obowiązki stróża w miejscu, gdzie nikomu się nie spieszyło, z oczywistych względów.
Na małym sosnowym stoliczku leżało białe, niewielkie opakowanie leku Kydroxelin. Sięgnął po niego i otworzył, wyrzucając powlekane, chemiczne świństwo w dwóch rzędach po pięć tabletek. Ze środka opakowania wypadła też starannie złożona ulotka.
Heniek rozłożył ją i przeczytał.
Przed użyciem zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu – mówił na głos, zachowując się prawie jak lektor z telewizyjnych reklam o kaszlących rodzinach, w okamgnieniu uzdrowionych przez różnokolorowe kapsułki.
Jego szczególną uwagę zwróciła rubryka z działaniami niepożądanymi.
Kydroxelin może wywoływać senność, zawroty głowy, nieprawidłowości w myśleniu, omamy i halucynacje, niepokój, depresję.
Farmaceutyczne pierdolenie, mruknął pod nosem i uśmiechnął się do siebie. Wyciągnął dwie tabletki i zamaszystym ruchem wsadził do ust.
Połknął je niczym nienasycony mięsem lew, mający ochotę na jeszcze więcej.
Drewniany zegarek z kukułką wiszący na ścianie naprzeciw niego wybił godzinę dwudziestą trzecią. Westchnąwszy, wstał z krzesła i poklepał się po garniturowych czarnych spodniach. Do pasa miał przypiętą niewielką, srebrną latarkę i pojemnik z gazem pieprzowym. To podstawa samoobrony w tym zasranym i niebezpiecznym fachu.


wtorek, 2 września 2014

Cykl "Bóg Horror Ojczyzna"- Łukasz Radecki

Porzucając wszystkie anglojęzyczne horrory, dalej zagłębiam się, nadrabiam zaległości i cieszę się z nowości pisarskich naszych rodzimych twórców.
Tym razem do obrotu poszedł cykl „Bóg Horror Ojczyzna” Łukasza Radeckiego.
Powiadają o autorze, że człowiek orkiestra, muzyk, poeta, pisarz, nauczyciel a ostatnio zapalony bloger i recenzent.
Ponieważ z założenia nie czytam tworów ebookowych itp. (wyłączając drabble), to z niecierpliwością czekałem na wydanie papierowe drugiego tomu BHO -„Wszystko spłonie”.

Jak tylko dotarła książka z Oficyny Wydawniczej Literat, zabrałem się do czytania obu tomów. Czyli pierwszego „Złego początki”, jeszcze raz, tak dla złapania klimatu oraz wspomnianego tomu drugiego „Wszystko spłonie”.



Radecki zaserwował nam coś, czego bardzo mało jest na rynku. Wszelkie możliwe połączenie gatunków: grozy, horroru, kryminału czy science fiction. Powiem na początek, że wyszło to świetnie.
Ale po kolei.

poniedziałek, 1 września 2014

Spacer po szpitalu. Opowiada Piotr Borowiec

Jak oni boją się bólu. Uciekają przed nim, chowają się, szukają ratunku. W pierwszej kolejności chemicznego. Powymyślali różne rodzaje tabletek, w zależności od cierpienia jakie ich spotkało. Na ból zęba paracetamol, na ból duszy relanium, na ból onkologiczny mają tramadol, na istnienia prozak. Czasem to nie wystarcza, czasem męka zmusza ich do działania. Do ruszenia się, aby zająć ławkę w kościele, lub miejsce w poczekalni u lekarza. Ostatnim przystankiem na trasie tej beznadziejnej ucieczki jest szpital. Właśnie teraz tu jestem. Byłem. Będę jeszcze długo.
Ona też tu jest, młoda i ładna. Była już i w kościele, i u psychiatry. Nie wiem, czy tamci zignorowali jej cierpienie, czy nie potrafili jej pomóc. Żyletka, ciepła woda w wannie i wyłączenie wszystkich telefonów też okazały się nie skuteczne. Teraz leży nieprzytomna, podłączona do maszyn i dokładnie poszywana. Lekarze są dumni z odratowania życia, nawet kogoś, kto tego życia tak cholernie nienawidzi. Jutro do niej przyjdą jej bliscy, ci wszyscy których wcześniej zaniepokoił  brak sygnału komórki. Przyjdą, z ich wyrzutami i strachem. Ból rodzi ból, który rodzi ból. Oni będą zadawać pytania i martwić się. Aniu jak mogłaś to zrobić? Aniu jak możemy ci pomóc? Aniu, gdy to robiłaś to nie myślałaś o nas? Pytam się, myślałaś?
Pewnie że myślała. Żebyście wszyscy już się od niej odpierdolili.
Nawet ją rozumiem. Jest zawieszona pomiędzy światami, pomiędzy Tą a Tamtą Stroną.  Jak ja. Tyle że ja na długo, a ona.... Naprawdę chciała się zabić, cięła wzdłuż żył, nie w poprzek. Ledwo ją odratowano. Ledwo, ale odratowano. Straciła dużo krwi, poharatała sobie ścięgna, po uszkadzała nerwy. Będzie boleć, bardzo boleć. Jutro Ta Strona wezwie ją na stałe. Jeszcze nie czas, Aniu, jeszcze musisz mnie pokarmić, jeszcze ma poboleć. Tylko co bardziej, zmasakrowane ręce, czy poczucie winy, kiedy sobie uświadomisz, jak bardzo nienawidzisz swojej rodziny? To będzie jutro. Idę niżej.