Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

środa, 29 marca 2017

Joe Hill - Strażak


Współcześni pisarze lubią powroty do przeszłości. Lubią nawiązywać do twórców sprzed lat, inspirować się ich ulubionymi dziełami, tworząc wszelkiego rodzaju hołdy, licząc na to, że pewnego dnia, ktoś porówna ich do idoli, do tych, którzy stanęli swojego czasu na piedestale i do dzisiaj stanowią gatunkowy kanon. Joe Hill nie musiał szukać daleko. Będąc synem kultowego twórcy horroru i grozy jakim jest Stephen King, porównanie narzuca się niemal samo, tym bardziej, jeśli syn postanawia podążać ścieżką pieczołowicie udreptaną przez ojca. I póki wyznaczony szlak pozostawał szlakiem, a czujne oko ojca nawracało syna z bocznych, błędnych ścieżek, to wszystko szło jak po maśle – oryginalne opowiadania, doskonałe komiksy, powieści z własnym rockowym sznytem, miejscami zabawnie nawiązujące do uniwersum Kinga, niczym niespodzianki dla fanów ich prozy. Aż do momentu, w którym nie przyszedł czas, by dorównać ojcu. I tutaj nie było już szansy na powodzenie.
Miała być satyra, miała być baśń à la „Władca Much”, a okazało się, że „Strażak” to nieudolna próba dogonienia pewnych wzorców gatunkowych, powieść, która na tle dorobku twórczego Joe Hilla nie ma w zasadzie nic do zaoferowania. Świetny koncept, kilku intrygujących bohaterów i ponad osiemset stron opowieści, która spłonęła na panewce.

sobota, 25 marca 2017

James Rollins i Rebecca Cantrell - Ewangelia krwi

James Rollins na polskim rynku ma już ugruntowaną pozycję autora świetnych powieści sensacyjno-przygodowych. Jeżeli dobrze policzyłem , to wydawnictwo Albatros wydało w sumie dziewiętnaście tytułów Rollinsa. Ze wstydem muszę przyznać, że dopiero teraz sięgnąłem po jedną z nich. Książka napisana wspólnie z Rebeccą Cantrell “Ewangelia krwi”, to pierwsza część cyklu o zakonie sangwinistów. Właśnie na dniach premierę miała trzecia część przygód bohaterów, z którymi miałem przyjemność zetknąć się w “Księdze krwi”. To wybuchowa mieszanka powieści sensacyjnej, przygodowej, historycznej i horroru. Mogłoby się wydawać, że takie pomieszanie gatunków nie może przynieść nic dobrego. Jest jednak wręcz przeciwnie. To dynamiczna i pełna zwrotów akcji powieść, osadzona w klimatach znanych czytelnikowi po części, chociażby z powieści Toma Knoxa czy Dana Browna,  chociaż bardziej ubarwiona historycznie. To co zainteresowało mnie najbardziej, to elementy horroru, które znajdujemy na kolejnych kartkach książki. Zapożyczeń jest dość sporo, więc z nadzieją na świetną lekturę, zabrałem się do czytania. 
Zacznijmy jednak od początku.

sobota, 18 marca 2017

Wspomnienie o Andrzeju Kuryłowiczu i Jamesie Herbercie.

Marzec. Wydawałoby się, miesiąc jak każdy. Jednak nie. Gdy świat powoli budzi się do życia po zimowym letargu, ja, podobnie jak co roku, myślami jestem z dwojgiem fantastycznych ludźmi, których wśród nas już nie ma. Myślę o nich i uświadamiam sobie, jak dużo zawdzięcza im literacki horror wydawany w Polsce. 
Powrócę na chwilę do deszczowej jesieni 1990 roku, gdy pierwszy raz w księgarni zobaczyłem dwie powieści Jamesa Herberta, i trzy lata później, gdy z zaskoczeniem i wielką radością odebrałem pierwszy z listów od Andrzeja Kuryłowicza - założyciela wydawnictw Prima Publishing i Albatros.

Obu nigdy nie miałem zaszczytu poznać osobiście, jednak wspomnienia o nich pozostają w mojej pamięci. Grudniowy wieczór 1990 roku, Szczecinek, ul. 9 Maja, deptak. Wracając z miasta, mijałem księgarnię, której dzisiaj już nie ma. Na wystawie zauważyłem dwie książki. Ich okładki i czerwony napis HORROR przykuły moją uwagę. Długo się nie zastanawiając, wszedłem do środka i poprosiłem o podanie tych małych książeczek. 
Był to Nawiedzony i Ocalony. Od razu je kupiłem i szybkim krokiem poszedłem do domu. Tam usiadłem i zacząłem czytać. Tak rozpoczęła się moja przygoda z literackim horrorem. Do dzisiaj pamiętam, z jaką fascynacją oglądałem z każdej strony Nawiedzonego, jak niesamowite emocje towarzyszyły mi podczas czytania. Prawdziwe ghost story, moim zdaniem najlepsze, jakie wpadło mi do dzisiaj w ręce. Ocalony zaś był naprawdę niesamowity, trochę fabularnie do przewidzenia, jednak nie przeszkadzało mi to i od tamtego czasu pokochałem prozę tego autora. Dlatego cały czas ubolewam, że polscy wydawcy nie kwapią się do wydania innych książek Herberta.

niedziela, 12 marca 2017

Andrzej Kuchta - Dom w środku lasu.

Andrzej Kuchta, autor książki „Dom w środku lasu” przyznaje, że pomysł na książkę narodził się, gdy sam napotkał na zrujnowany pałac, w sąsiedztwie którego, znajdował się prawie nierozpoznawalny, dawny wiejski cmentarz.

Na taki też dom napotyka bohater jego książki – Marek, który przyjeżdża do wsi Kutowo, by w niej na nowo rozpocząć swoje życie. To w tej niewielkiej miejscowości miał swoje losy w ruinie poskładać w całość, jednak dom, który kupił - nie okazał się być wcale w lepszym stanie niż połamane wnętrze bohatera. Pałac w środku lasu podczas zakupu był w stanie gotowym do zamieszkania, jednak po przyjeździe do Kutowa ukazał mu się obraz nędzy i rozpaczy. Wszystko wskazuje na to, że ktoś sukcesywnie niszczy budynek, który był jego własnością. Markowi udało się zatrzymać w sąsiedztwie u kobiety imieniem Marzena. Ta oprócz tymczasowego dachu nad głową, zaoferowała mu pomoc przy odbudowie domu, a także złapaniu sprawców wszelkich zniszczeń, jakim dom uległ.

piątek, 10 marca 2017

Heather Cudenkauf - Głęboko ukryte

Choć od makabrycznego zdarzenia w rodzinie Jacka minęło już trzydzieści lat, to nadal ta historia jest dla niego bolesną sprawą. Przez wszystkie te lata Jack Quinian nawiedzany demonami przeszłości nie wracał do swej rodzinnej miejscowości, w której stracił najbliższych. Przez ten cały czas nie wyjawił także całej prawdy swojej najbliższej rodzinie. Teraz jednak tajemnica musi wyjść na jaw.

Jack Quinian prowadzi szczęśliwe życie wraz ze swoją żoną Sarą i dwiema córkami, którym przekazał, że jako piętnastoletni chłopak stracił rodziców w wypadku samochodowym, a szczególną za to winą obarczył ojca, który miał prowadzić auto będąc pijanym. Jacka i jego siostrę przygarnęła ciotka Julia i wujek Hal, którzy stali się dla rodzeństwa zastępczymi rodzicami. Mimo to, mężczyzna wyjechał z Penny Gate i przez dwadzieścia lat nie odwiedzał swoich krewnych, aż do dnia kolejnego wypadku, któremu uległa ciotka Julia. Kobieta znajduje się w ciężkim stanie, dla Jacka mogła to być ostatnia okazja, by zobaczyć ciotkę. Mężczyzna wraz z żoną Sarą postanowili do niej pojechać. Podróż ta jest szczególnie ciężkim przeżyciem dla Jacka, powracającego do przykrego dla siebie miejsca pełnego negatywnych wspomnień. 

poniedziałek, 6 marca 2017

Cormac McCarthy - Droga

Wielokrotnie zachęcany do lektury Cormaca McCarthy'ego w końcu sięgnąłem po zdobytą na bazarku "Drogę".
Cóż za piękna apokalipsa. Wiele zdań z tej powieści mogłoby służyć tu za motto - i właśnie dlatego nie zamieszczę żadnego.

Z reguły podchodzę sceptycznie, gdy wszyscy wokół zachwycają się stylem autora - ale w przypadku McCarthy'ego usłyszałem zachwyty od tak wielu różnych czytelników, że mnie to zaintrygowało.
Dotychczas myślałem też, że postapo w "Gwiazdozbiorze Psa" jest poetyckie. No cóż, nie znałem "Drogi".
Świat, jaki znamy ginie w tajemniczej zagładzie. Oszczędnie opisana, pozostawia po sobie popiół, choć zaskakująco niewiele zgliszcz. Możemy tylko domyślać się, co zakryło słońce i zasypało powierzchnię planety tonami popiołu, a nie spaliło do cna lasów i zabudowań.
W tym szarym, mrocznym i ponurym świecie drogą - w kierunku południowym - maszerują ojciec i syn. O ich przeszłości dowiadujemy się niewiele, ba, nie poznajemy nawet ich imion. To chyba charakterystyczne dla Autora,

czwartek, 2 marca 2017

Jacek Łukawski - Grom i szkwał.

W huku gromów i przy wtórze szkwału ważą się losy królestw po obu stronach Martwej Ziemi.

Arthornowi udaje się uciec z zamku opanowanego przez zdrajców, lecz najgorsze dopiero przed nim. Wkrótce znów wyruszy ku Martwicy, tym razem bez przygotowania drużyny i wbrew własnej woli. Jednocześnie stary Garhard stara się opanować sytuację w Wondettel. To zadanie tym trudniejsze, że lord Auriss nie powiedział jeszcze ostatniego słowa – podobnie jak wysłannicy sił potężniejszych, niż przeczuwają najwięksi mędrcy. Impas, jak się wydaje, może przełamać tylko obecność księżniczki Azure, która jednak przepadła bez wieści. Co zrobi Arthorn, gdy ją odnajdzie? Czy zdoła nakłonić ją do powrotu? Ile zdecyduje się poświęcić dla królestwa?

Mroczny cień Nife pochłania bezkresne stepy, czyha na sielskie Asnal Talath, sięga podziemnych Serc Dwargów i snuje się po pokładzie latającego okrętu. Wolno podąża ku granicy, za którą śpi niespokojne Wondettel.
lubimyczytac.pl

niedziela, 26 lutego 2017

Strefa mroku - opowiadania

Niewielki tomik straszący mroczną okładką i zachęcający znanymi nazwiskami wypisanymi gotykiem.
Zaskakująco dobry zbiór z niewieloma słabymi punktami.

Ze zbiorami opowiadań, zwłaszcza wielu autorów, różnie bywa. Można trafić na zupełny knot, można odnaleźć perły. Zanim zalicytowałem na bazarku poradziłem się Sebastiana Sokołowskiego - po lekturze w pełni zgadzam się z Nim, że warto było.
Zbiorek, będący dodatkiem do pisma Click Fantasy, to dokonany przez redaktora Jacka Piekarę wybór opowiadań zgłębiających mrok ukryty w człowieku. Dostajemy grozę bez nadmiernej ekstremy, nie ma tu gore czy bizarro. Kilku bardzo znanych autorów, kilku nieco mniej.
Skąd więc moje wahanie? Pierwsze rzucające się w oczy nazwisko - Andrzej Sapkowski. Mam do niego lekki uraz po cyklu wiedźmińskim, pogłębiony niektórymi zachowaniami i wypowiedziami Autora. Z rezerwą podszedłem do otwierającego opowiadania "Złote popołudnie", będącego wariacją na temat Alicji w Krainie Czarów. Ciekawą, oryginalną, zabawną nawet - ale pobrzmiewającą echami buty piszącego. Drugim słabszym punktem zbioru okazało się dla mnie opowiadanie Grażyny Lasoń-Kochańskiej - zupełnie nie podeszło mi treściowo, chociaż pomysł nie był zupełnie zły; poza tym - mimo że krótkie - czytało się nieco żmudnie.

piątek, 24 lutego 2017

Piotr Borowiec podsumowuje rok 2016. Klasyka literackiej grozy.

Niezły rok. Podsumowanie roku 2016 okiem fana klasyki. 

W podsumowaniu sprzed dwunastu miesięcy z zadowoleniem pisałem o bardzo dobrym roku dla fanów Klasyki. Ważne premiery, istotne wznowienia, wyraźna obecność grozy sprzed wieków w przeróżnych publikacjach i wydarzeniach. Jak więc AD 2016 jawi się na tle poprzednika? Nieźle. Przynajmniej nieźle.

1.      Wydawnictwo C&T

  W kwietniu wydawnictwo Pawła Marszałka wydało zbiór H. P. Lovecrafta i H. Heald pod tytułem „Koszmary”. Swego czasu, zapowiadając tę książkę napisałem, iż zebrane tam teksty nigdy wcześniej nie były opublikowane w języku polskim. Do dziś nie mogę otrząsnąć się, taką bzdurę walnąłem. Co jest tym dziwniejsze, że zbiory „Godzina czwarta” oraz „Ostania próba” (wydawnictwo  Fantasmagoricon) „Ukochani zmarli” (Wydawnictwo SR) czytałem. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że czytałem dawno, a o przekładzie Adama Ledowożywa, naprawdę, lepiej zapomnieć. Opowiadania są doprawdy niezłe, chociaż  ustępują najważniejszym tekstom Mistrza z Providence.

środa, 22 lutego 2017

Cormac McCarthy – Krwawy Południk

Cormac McCarthy – „Krwawy Południk” - czyli southern gothic w jądrze ciemności


Istnieją dzieła literackie z tych czy innych powodów uznane za niefilmowalne. Na ogół powodem tego jest specyficzna maniera z jaką zostały spisane, niekompatybilność ze środkami narracji wypracowanymi przez kino. Oczywiście consensus w kwestii niefilmowalności wcale nie oznacza, iż nie znajdą się śmiałkowie, którzy wbrew panującej opinii będą usiłowali z właściwych sobie pobudek przenieść daną opowieść ze świata liter wprost na kinowy ekran.
Krwawy Południk usiłowano sfilmować, o ile mi wiadomo, pięciokrotnie. Zaś ostatni ze zmagających się z materiałem źródłowym reżyserów - James Franco - nakręcił nawet półgodzinny materiał próbny, aczkolwiek nie zdołał doprowadzić do realizacji pełnego metrażu.

Znane powiedzenie głosi, że „pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze”. Idąc tym tropem, Krwawy Południk to jedna z tych opowieści, które najwidoczniej wyrazić dają się jedynie w formie w której zostały pierwotnie sporządzone. W tym przypadku jest to język zdań. Zdań poetyckich i metaforycznych, składających się na fragmentaryczne sceny przepełnione przyrodniczymi pejzażami oraz sąsiadującym z nimi naturalistycznym okrucieństwem, brudem oraz rozkładem. To opowieść w której narrator bądź bohater z którego punktu widzenia będziemy się konfrontować z fabułą jest niemalże zbędny, co bardziej przybliża Południk do poematu niżeli powieści.

Jennifer McMahon - Zimowe dzieci. Bezsenne środy

Mówią, że istnieją gorsze rzeczy od śmierci. O wiele gorsze. Powtarzają, że śmierć to jedynie początek. Jednak kiedy człowiek pogrąża się w żałobie, kiedy tęskni za tym, co niby bezpowrotnie utracone, to śmierć bliskiej osoby wydaje się ostatecznością, najpotworniejszą rzeczą, jaka mogła go spotkać, małym końcem świata. Ze śmiercią trudno jest się pogodzić, o tak, na zawołanie, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że umieranie jest częścią życia. Bo kiedy człowiek traci ukochane dziecko, kiedy przytrafia mu się to, czego nigdy nie powinien doświadczyć, to nie powinna dziwić żałoba podobna szaleństwu. Umysł ucieka, pogrąża się w rozpaczy, chowa w ciemności, a serce gotowe jest zrobić wszystko, byle cofnąć koszmar wiecznego rozstania. WSZYSTKO. Nawet oszukać śmierć.
A jak daleko może posunąć się matka, która utraciła swoje ukochane dziecko?
Jennifer McMahon powraca do klasyki gatunku i daje nadzieję w swojej niemal gotyckiej opowieści o stracie i o gościach z zaświatów, zatytułowanej „Zimowe dzieci”.

wtorek, 21 lutego 2017

Grimm Fairy Tales #6

Podczas imprezy Tara odkrywa, że jej rodzona siostra kręci z chłopakiem, który od dawna się jej podobał, a który zaledwie wczoraj umówił się z nią na randkę. Tara jest zaślepiona wściekłością i chociaż Michelle z początku nie chce poświęcić siostry dla faceta, to jednak ulega toksycznej atmosferze, przez co kłótnia rozżalonych dziewczyn staje się bardziej zaciekła. Wtedy do gry wkracza nieznajoma kobieta, która opowiada dziewczętom baśń o dwóch siostrach, którym wpadł w oko ten sam królewicz. Mężczyzna upodobał sobie w szczególności młodszą z nich, co wzbudziło zazdrość starszej siostry, która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko czy naprawdę było warto?

Po pięciu dobrze znanych nam historiach zaprezentowanych w„Grimm Fairy Tales”, przyszła pora na baśń, która dla zdecydowanej większości czytelników będzie czymś zupełnie nowym, całkowicie nieznanym. „Zbójecki narzeczony”, ponieważ o tym tytule mowa, to niewątpliwie historia interesująca, warta uwagi i stanowczo za mało popularna. Pojawia się więc pytanie, dlaczego baśń taka jak ta, kryje się w cieniu tak wielu innych, mniej wartościowych. Mając na uwadze fakt, iż współcześnie głównymi odbiorcami baśni są dzieci, możemy znaleźć wiele odpowiedzi na powyższe pytanie. Po pierwsze, mamy do czynienia z baśnią, która z powodzeniem mogłaby stanowić podstawę naprawdę chorego horroru, nie zaś opowiastki dla niegrzecznego malucha. Po drugie, w historii tej bardzo ciężko o jakikolwiek happy end, który nie kłóciłby się z zawartym tutaj morałem. Ponadto, „Zbójecki narzeczony” oferuje nam obraz królewicza bardzo daleki od obiektu westchnień tysięcy młodych dziewcząt i podobnie ma się sprawa z jedną z zaprezentowanych tu bohaterek. Krótko mówiąc, baśń ta zwyczajnie nie nadaje się dla młodego odbiorcy, za to powinna przypaść do gustu czytelnikom starszym, także tym nastoletnim, którzy uwielbiają historie stawiające ideały dzieciństwa na głowie. Tym samym, twórcy komiksu „Grimm Fairy Tales”, który jest przeznaczony dla osób powyżej 16 roku życia, trafili w dziesiątkę, poświęcając szósty zeszyt swojego dzieła „Zbójeckiemu narzeczonemu”.

poniedziałek, 20 lutego 2017

Małgorzata Saramonowicz - Xięgi Nefasta

Czekałem na drugi tom XiągNefasa, nieco innej wersji tego, co znamy z Kroniki Galla Anonima. Czy ciąg dalszy historii porywa równie mocno?

Małgorzata Saramonowicz poprzez postać Galla Anonima, czyli tytułowego Nefasa, Niegodnego, kronikarza Bolesława Krzywoustego przedstawia nam wersję historii, która nie zmieściłaby się w żadnym z podręczników. Intrygi, morderstwa, żądza władzy i żądze cielesne, dyplomacja i wojna, bóstwa i upiory. Świat dynamiczny jak słowiańska dusza.
Drugi tom zabiera nas wraz z Nefasem do Zaświatów, gdzie szpieg udaje się śladem ukochanej Rangdy. Spotyka tam... starego znajomego, którego wolałby nie spotkać, mierzy się z okrutną prawdą, przechodzi przez przedziwne próby. Wraz z opuszczeniem Nawii zyskuje - ciekawy zabieg - nowe zdolności, które znacząco pomogą w późniejszym czasie; tym bardziej, że nadal musi strzec trójki dorastających dzieci, a w Zaświatach czas płynął inaczej...
Historyczne wydarzenia (zaskakujące podejście do Psiego Pola!) świetnie przeplecione losami bohaterów i łajdaków, nowa groźna postać również wprowadza nieco zamieszania, urastając do rangi największego złoczyńcy w tym tomie. Bardzo ciekawa jest scena ucieczki z gór, onirycznie groźna.  Swoją drogą groza w powieści jest ciągle obecna - mściwe upiornice wpływające na poczynania władców, upiorny albinos, boskie interwencje (kości Nefasa), pogańskie powstanie. Magia i zagrożenia duchowe są tu równie realne jak miecz i sztylet. Dynamicznej akcji nieco ujmują rozterki Nefasa, jego wewnętrzne dialogi i rozpaczanie, że nie może się udać tam, gdzie akurat by chciał.

czwartek, 16 lutego 2017

Petr Stanick - Młyn do mumi

Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie będzie to do końca zwyczajna książka, a nawet daleka od przyjętego pojmowania pojęcia normalności. Młyn do Mumii jest bowiem sygnowany jako „mistyczny porno-gastro thriller z XIX-wiecznej Pragi”, a to dość intrygujące określenie na gatunek literacki. Ostatecznie mogę powiedzieć, że się nie zawiodłam i książka Petra Stančíka, za którą zresztą otrzymał jedną z najważniejszych, czeskich nagród literackich,  należy zdecydowanie do specyficznych.
Bohaterem książki Młyn do Mumii (ten intrygujące, ciężki do określenia tytuł ma swoje rozwiązanie dopiero na końcu powieści) jest równie nietuzinkowy komisarz Leopold Durman, który ściga sprawcę bestialskich mordów, których ofiarą padają listonosze. Po drodze poznajemy jeszcze kilka groteskowych spraw, nad którymi pracuje, a ich wyjaśnienie nie zawsze jest oczywiste i mieszczące się w kanonach tak zwanych ziemskich zdarzeń.

czwartek, 9 lutego 2017

Arkadiusz Rączka - Herezja


Wieki średnie często określa się mianem ciemnej i zacofanej epoki, 
z upodobaniem przywołuje się obrazy cuchnących i brudnych zaułków,
wspomina się o niesprawiedliwościach systemu feudalnego. 
Nasuwa się pytanie, co uznajemy za miarę postępu. 
W średniowieczu bardziej dbano o czystość duszy niż ciała.
(frg powieści)


Odkąd pamiętam fascynowały mnie czasy średniowiecza. Z czasem sięgałem po lektury bardziej wymagające, nie tylko beletrystykę, a także opracowania naukowe zawarte często w kilku tomach. Z wyjątkowym zamiłowaniem upatrzyłem sobie wczesne średniowiecze, tak okrutne i zarazem tajemnicze. Na szczęście na rynku pojawia się coraz więcej publikacji przedstawiających fantastyczny okres wypraw krzyżowych, krucjat i politycznych zawirowań tamtych czasów. Od niemal kanonicznych opracowań Stevena Runcimana „Dzieje wypraw krzyżowych”, Thomasa Asbridgea „Pierwsza krucjata”, po powieści niemal przygodowe, jednak mocno oparte na realiach historycznych jak: Trylogię Templariuszy Jacka Whyte`a i wspaniałą „Religię” Tima Willocks`a. Więc czytelnik interesujący się tym okresem z pewnością może znaleźć coś dla siebie.

środa, 8 lutego 2017

Michał J. Chmielewski - Złe

Chyba najbardziej przerażają nie te historie, które opowiadają o demonach, mrocznych zjawach, klątwach, czy krwiożerczych istotach. Największy strach wywołują te o największych potworach, które paraliżują strachem, mieszają zmysły, kaleczą psychikę i od  których często nie ma ucieczki. Tymi potworami są ludzie i to właśnie ich w swej makabrycznej książce Złe opisał Michał J. Chmielewski.
Wiele lat poniżeń, długie godziny strachu, bezsenne noce i jeden dzień, w którym wszystko to znajduje ujście.

wtorek, 7 lutego 2017

KLĄTWA NAGRODY GRABIŃSKIEGO

KLĄTWA NAGRODY GRABIŃSKIEGO
Czy jest sens robić plebiscyt na OkoLicy Strachu?

Z napisaniem tego felietonu nosiłem się dość długi czas. Chciałem w końcu wyrazić swój sprzeciw pseudo rankingom w sieciach księgarskich, konkursom i plebiscytom, w których to nie jakość nominowanych książek, a kasa, znajomości i moda na autora czy tematykę próbuje wciskać fanom literackiego horroru co jest dobre, a co złe. Co jest największym hitem, a co gniotem. 
Bodźcem, który szarpnął mną w końcu do napisania tego tekstu są wyniki plebiscytu Kostnicy – Złoty Kościej, które są dla mnie w kilku przypadkach porażające i z coraz większym zdziwieniem obserwowałem wrzucane posty na facebookowym profilu Kostnicy.

Od razu napiszę, ponieważ pewnie ktoś mi zarzuci żal i zazdrość z powodu, że OkoLica Strachu, która była nominowana w trzech kategoriach nie otrzymała żadnej nagrody. To nie żal, tym bardziej nie zazdrość. Szczerze gratuluję Łukaszowi Radeckiemu i Robertowi Cichowlasowi, Grześkowi Kopcowi i Arturowi Urbanowiczowi. Akurat Wam, Moi Drodzy to wyróżnienie się należało, chociaż jak zażartowałem w jednym z postów „Radecki to ma chyba monopol na Kościeja”. Nie zmienia to faktu i napiszę szczerze, że jestem rozczarowany. Chociaż, gdy z drugiej strony słucham np. podcastu Konglomeratu i widzę, że połowa gości wymienia OkoLicę jako największe, pozytywne zaskoczenie mijającego roku, to rozpiera mnie duma i radość. Gdy po wyprzedaży kolejnego dodruku piszecie kiedy będzie następny, to odpalam kolejne wiadomości z coraz większym zaskoczeniem i dumą. Dumą za OLSa, za redakcję i autorów, którzy z nami współtworzą czasopismo.

sobota, 4 lutego 2017

Złota era horroru. Najładniejsze okładki.

W listopadzie zeszłego roku napisałem post o najgorzej wydanych horrorach w latach 90 tych w Polsce. Wprawdzie opowiedziałem tylko o czterech okładkach, ale wpis spotkał się z dużym zainteresowaniem fanów literackiej grozy. Mało tego, dostałem prośby o kontynuację - powiedzmy, moich rozważań i napisanie także o najładniej wydanych horrorach. Sporo czasu minęło, więc należy spełnić dane wtedy obietnice i kontynuować temat Złotej Ery Horroru.
Nie będę wracał do sytuacji jaka wówczas panowała na rynku i popularności gatunku, to znajdziecie pobieżnie w poście o najgorszych okładkach (link).
Poniższe zestawienie oczywiście nie jest kompletne, każdy może sam zrobić podobne. Oczywiście okładki, które znajdziecie poniżej, są wyjątkowe, piękne, wspaniałe w moim subiektywnym odczuciu. Zapewne w dużym stopniu kierowałem się także wspomnieniami, co mogło przysłonić pewne graficzne niedociągnięcia. Więc chyba należałoby napisać, że jest to moja lista najwspanialszych okładek nie tylko patrząc na względy graficzne. Ok.

Zaczniemy od totalnego No. One! Muszę wspomnieć o tej powieści i o pierwszym wydaniu w Polsce. Wprawdzie premiera Imajici Barkera miała miejsce w 2002 roku i ominął ją szał lat dziewięćdziesiątych (moim zdaniem złota era przypada na lata 1990-1995), to jest to najwspanialsza okładka wydanego w Polsce horroru. Piszę to z taką samą pewnością, jak to, że czarne jest czarne.

środa, 1 lutego 2017

EGZORCYSTA William Peter Blatty/ frg


WYDANIE JUBILEUSZOWE 40. ROCZNICA

EGZORCYSTA
 William Peter Blatty
  
Przekład:
Dagmara Chojnacka
Jan Kałuża

                                          Dla Julie
 Gdy [Jezus] wyszedł  na ląd, wybiegł Mu naprzeciw pewien człowiek, który był opętany przez złego ducha…  już wiele razy porywał go, a choć wiązano go łańcuchami i trzymano w pętach, on rwał więzy … A Jezus zapytał go: „Jak ci na imię?” On odpowiedział: "Legion…”
                                                                 
                                                                              Łk. 8:27 - 30            

JAMES TORELLO: Jackson zawisł na haku rzeźniczym. Był taki ciężki, że wygiął ten hak. Trzy dni tak wisiał, zanim wykitował.

FRANK BUCCIERI (chichocząc): Jackie, było widzieć tego kolesia. Grubaśny jak słoń. A jak go Jimmy rąbnął tym elektrycznym drągiem…

TORELLO (podniecony): To tańcował w kółko na tym haku, Jackie. A myśmy go jeszcze polali wodą, żeby ten elektryczny drąg miał lepsze przewodzenie. Jak się nie zaczął drzeć…
Fragment taśmy FBI z podsłuchu telefonicznej rozmowy członków Cosa Nostra, opowiadających o zamordowaniu Williama Jacksona. 


… nie ma innego wytłumaczenia dla niektórych okropności, jakich dopuszczali się komuniści. Jak ten ksiądz, któremu wbito w czaszkę osiem gwoździ… I tych siedmiu małych chłopców i ich nauczyciel. Odmawiali Ojcze Nasz, kiedy żołnierze ich złapali. Jeden z żołnierzy wyciągnął swój bagnet i uciął nauczycielowi język. A inny wziął pałeczki do jedzenia i powbijał je w uszy wszystkich siedmiu chłopców. W jaki sposób leczyć takie przypadki?
                                                                  Dr Tom Dooley


Dachau
Auschwitz
Buchenwald

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Oliver Onions - Na opak

Biblioteka Grozy Wydawnictwa C&T jest pewnego rodzaju zjawiskiem na polskim rynku literackiej grozy. Nazwiska autorów z najwyższej półki w niewielkiej, z grubsza stałej cenie. Oliver Onions, polecony mi przez Wojciecha Gunię, tylko utwierdza markę serii.

Mark Twain powiedział kiedyś:
"Klasyka to książki, które każdy chciałby znać, a nikt nie chce czytać."
Coś jest w tym stwierdzeniu - zawsze przed sięgnięciem po pozycję określaną tym mianem mam obawy, czy aby sprostam doniosłości dzieła. Dochodzi do tego znajomość kontekstu historycznego, społecznego, ba, literackiego - szczególnie w literaturze grozy znaczących.
Choć twórczość żyjącego na przełomie wieków Autora obejmowała różne gatunki, najbardziej znany jest ze swoich ghost stories, zwłaszcza z opowiadania  "The Beckoning Fair One". Otwiera ono zbiór "Na opak", pod tytułem "Zew pięknej".
Długie, szczegółowe, rozbudowane, bogate w opisy, przywiązane do detali. Piękny, bogaty i precyzyjny język Onionsa wciąga już od pierwszej strony, przypominając mi, dlaczego chcę i lubię poznawać klasykę. Abstrahując na razie od treści, przenosimy się w czasy, gdy człowiek nie był rozszarpywany przymusem natychmiastowości, bombardowany szumem informacyjnym, zmuszany do natychmiastowych decyzji i wyników. Czuć tu ducha przywiązania do pięknych, trwałych przedmiotów użytkowych, poszanowania ich, do pewnej elegancji - to świat, w którym wyjście z domu bez kapelusza jest nie do pomyślenia! W obliczu współczesnych nam fanaberii odzieżowych i  bylejakości to tchnienie tradycji i tęsknoty za, jakkolwiek by jej nie pojąć, normalnością.