Okiem na Horror

Okiem na Horror

piątek, 17 listopada 2017

Frances Hardinge - Drzewo kłamstw

A jeśli istnieje drzewo, które żywi się kłamstwami? Daje soczyste owoce, jeśli nieprawdziwe wieści są podsycane i zaczyna wierzyć w nie coraz więcej osób. Takie drzewo niszczy, kreuje nieprawdziwe obrazy, namawia do pętli kłamstw i oszczerstw, ale daje też coś w zamian. Wyobraź sobie, największą zagadkę, niepoznaną tajemnicę, nieodkrytą prawdę. Dzięki owocom z drzewa kłamstw otrzymasz na nie odpowiedzi.

Połowa XIX wieku, wiktoriańska Anglia – to w tych czasach rozgrywa się akcja „Drzewa kłamstw” Frances Hardinge. To czas rewolucji przemysłowej i intelektualnej, nowych początków i niebywałych odkryć, ale także panujących, skostniałych norm społecznych. Faith, jako córka ojca naukowca, który prowadzi przede wszystkim badania paleontologiczne, jest świadkiem tych zmian. To dziewczynka, którą cechuje niezwykła ciekawość wobec otaczającego ją świata. Być może, w przyszłości mogłaby zostać badaczem, ale nie w czasach, w których kobietom nie wolno było się naukowo rozwijać. To rolę zarezerwowane tylko dla mężczyzn.
Coś wisi w powietrzu – Faith wie to od razu, gdy tylko otrzymuje wieści, że wraz z całą rodziną przenoszą się w inne miejsce zamieszkania. Podobno wyjazd ten związany jest z pracą jej ojca. Ten już wielokrotnie wyjeżdżał w różne zakątki świata, ale nigdy nie zabierał w nie swojej rodziny. Co tym razem się zmieniło? Dziewczyna podsłuchuje rozmowy, z których dowiaduje się, że z postacią jej ojca związany jest ogromny skandal, który zmusza całą rodzinę do emigracyjnej ucieczki.

środa, 15 listopada 2017

Bezsenne środy. Piotr Kulpa - T.T.



Dzieciństwo to niepowtarzalny czas. Czas cudów, magii, dziwności. Kiedy wszystko zdaje się być możliwe, a wyobraźnia pracuje na najwyższych obrotach. Granice moralności, jeszcze niewyrobione, niewyćwiczone, często zacierają się, a dobro i zło rozmywają w potrzebie badania, eksperymentowania, obserwowania. Nigdy nie wiadomo, czy pajączek ucieknie, czy zamieni się w kadłubek zdmuchnięty przez wiatr. Czy muszka zachowa skrzydełka, czy mrówka nie spłonie pod rozpaloną lupą... Dziecięca kraina to raz Nibylandia z opowieści Piotrusia Pana, raz Narnia Lwa Aslana, ale najczęściej to wyspa Władcy Much, gdzie rządzi demon Baal, a każdy może stać się Prosiaczkiem.
W „T.T.” Piotra Kulpy dzieciństwo to miejsce stworzone dla bezczasu, dla niepamięci, gdzie śmierć i życie istnieją na tej samej płaszczyźnie, smutki i żale zmuszone są znikać w oka mgnieniu, a to co straszne, czy niewypowiedziane, jeszcze szybciej rozpływa się w podświadomości, by pewnego dnia wypełznąć na powierzchnię.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Thomas Olde Heuvelt - HEX



Problem z literackim horrorem jest taki, że już chyba wszystko zostało napisane. Były dziesiątki demonów, nawiedzonych domów, krwiożerczych potworów i psychopatów. Lista bohaterów mogłaby wydawać się wyczerpana, więc każda nowa powieść będzie historią opartą na utartej drodze, którą kroczyli niemal wszyscy autorzy. Podobnie ma się rzecz z czarownicami. Prześladowane i umęczone kobiety co rusz pojawiają się jako bohaterki horrorów. Dlatego z zaciekawieniem zacząłem czytać HEXa. Byłem ciekawy, jak autor sobie poradzi? Jak zbuduje fabułę i dokąd zaprowadzi nas akcja książki? Obawiałem się sztampy i kopiowania, jednak HEX to zupełnie inna bajka. 

Witamy w Black Spring, malowniczym miasteczku w dolinie rzeki Hudson, prześladowanym przez wiedźmę z Black Rock, kobietę, która żyła w siedemnastym wieku i której usta oraz oczy są zaszyte.
Ktokolwiek się tutaj urodzi, musi już tu pozostać do śmierci. Ktokolwiek się tu przeprowadzi, nigdy już tego miejsca nie opuści.  
Katherin…………milcząca, krąży po ulicach miasta i kiedy chce, wchodzi do domów, które sama sobie wybiera. Nocami bez końca wystaje przy dziecięcych łóżkach. Wszyscy wiedzą, że jeśli kiedykolwiek otworzy oczy, konsekwencje mogą być straszliwe… Dorośli obywatele Black Spring dobrowolnie nałożyli na siebie kwarantannę, używają najnowocześniejszych technik, żeby nie dopuścić do ujawnienia klątwy, ciążącej nad miastem. Ale sfrustrowani taką sytuacją nastoletni chłopcy postanawiają złamać rygorystyczne zasady życia w Black Spring i sprzeciwić się bezustannej udręce. Jednak ich sprzeciw wkrótce pogrąży miasto w spirali średniowiecznych praktyk z zamierzchłej przeszłości…

Simon Beckett - Niespokojni zmarli

Pierwsze cztery części o antropologu sądowym Davidzie Hunterze były naprawdę dobre. Wiele lat temu książki z tej serii oczarowały mnie swoją fabułą, nietypowymi zwrotami akcji i oczywiście profilem zawodowym głównej postaci. Jak można dociec do genezy zbrodni na podstawie badań nad rozkładającymi się zwłokami, jak z nich wywnioskować jakie były ostatnie chwile życia ofiary, a jakie obciążające dowody zostawił na nich sprawca? To naukowe podejście kryminalno-antropologiczne w „Chemii Śmierci”, „Zapisane w kościach”, „Szeptach Zmarłych”, czy w końcu „Wołaniu grobu” było przedstawione naprawdę świetnie. Nic więc dziwnego, że koniecznie chciałam przeczytać kolejną, piątą część z tej serii. David Hunter wykreowany przez Simona Becketta powrócił po wielu latach w „Niespokojnych zmarłych”.

środa, 8 listopada 2017

Megan Miranda - Miasteczko kłamców

„Miasteczko kłamców” to kolejna z tych powieści, którą określa się mianem głośnych i najlepszych wśród tegorocznych thrillerów. Megan Miranda swoją debiutancką książką zyskała w Ameryce status bestsellera. Książka dobra, ale ja osobiście nie wpadłam w skrajny zachwyt przy czytaniu tej książki.
Nicolette przed dziesięcioma laty wyjechała ze swojego rodzinnego miasta. Właściwie uciekła. Pozostawiła wszystko za sobą, by rozpocząć nowe życie. Przyczynkiem do tego stało się wiele nawarstwiających spraw – śmierć matki, problemy z ojcem, kłótnia z bratem, rozstanie z ówczesnym chłopakiem i w końcu, zaginięcie jej najlepszej przyjaciółki. Poszukiwania nastolatki nie przyniosły rezultatów. Przez te dziesięć lat powstało wiele teorii, w których debatowano o jej losach. Zaginioną Corinne Prescott uważano za osobę energiczną, głośną, takiej, której wszędzie pełno, ale też takiej, która sprawia sporo problemów. Nic więc dziwnego, że pierwsza wersja zdarzeń mówiła o tym, że dziewczyna po prostu uciekła z miasta, inne plotki głosiły, że nie żyje.

niedziela, 5 listopada 2017

S. J. Parris - Zdrada

"Zdrada" to pierwsza powieść S.J. Parris jaką przeczytałem i w chwilę po zakończeniu lektury postanowiłem, przy okazji zaopatrzyć się we wcześniejsze powieści autorki. Pomimo,  że to kolejny tom przygód Giordano Bruno - detektywa, naukowca, filozofa i zakonnika, czytanie w kolejności wydań nie jest aż tak bardzo istotne, a wydane wcześniej tytuły ( "Profanacja", "Przepowiednia" i "Herezja") nie stanowią spójnego cyklu, serii. Oczywiście łączy jest postać bohatera, jednak pod względem akcji są to osobne historie.

 Giordano Bruno to postać historyczna żyjąca w XVI wieku. Przekonania Bruno stanowią niezwykłą mieszankę postępowych teorii naukowych i starożytnego mistycyzmu. Bruno wierzył w kopernikowską teorię kosmosu, jednak jego wizja wszechświata opierała się na połączeniu magii i filozofii okultystycznej.Oczywiście szerzenie takich postaw musiało spotkać się z reakcją kościoła i o ile Kopernik był poza zasięgiem inkwizycji, to Bruno zmuszony był rozpocząć tułaczkę po świecie.
Idee, których był wyznawcą spowodowały, że stał się wrogiem numer jeden Świętej Inkwizycji i w tym momencie poznajemy naszego książkowego bohatera. Czyż postać z taką historią nie jest idealna, aby wprowadzić ją jako głównego bohatera w serię szpiegowskich i historycznych kryminałów? Oczywiście, że tak i S.J. Paris skorzystała z tego w sposób rewelacyjny.

Wystarczyła jedna noc w porcie Plymouth i los wyprawy wojennej przeciw Hiszpanom zawisł na włosku, podobnie jak ciało szlachcica Dunne’a na belce statku Elizabeth Bonaventure… Samobójstwo? Zemsta? A może coś więcej? Jakkolwiek by było, z trupem na pokładzie królewska ekspedycja nie wyruszy z portu. A już na pewno nie, jeśli się okaże, że wśród załogi jest ktoś, kto pomógł Dunne’owi opuścić ten padół łez… Giordano Bruno, były zakonnik i heretyk, obecnie na usługach królowej, zgadza się wytropić mordercę. Krążąc po zaułkach Plymouth, odkrywa, że cienie miasta kryją mroczne tajemnice… I orientuje się, że ktoś śledzi każdy jego krok. A to staje się szczególnie niebezpieczne, gdy w jego ręce trafia tajemniczy manuskrypt…

sobota, 28 października 2017

Bartosz Woliński - Dziwne sny

Czasem długo po przebudzeniu kołatają się w naszych głowach, bo niejednokrotnie przerażają swoją prawdziwością i namacalnością. „Dziwne sny” Bartosza Wolińskiego to zbiór, na który składa się osiem opowiadań, które właśnie są na pograniczu snu i jawy.
Pierwszym, co przykuwa uwagę w tym zbiorze, jest język – bardzo specyficzny, niemalże poetycki. I choć nie mogę przyczepić się do składni, stylistyki i ogólnego sensu, to jednak przez owy charakterystyczny warsztat autora, czytanie tego zbioru opowiadań nie było rzeczą najprostszą. Zamierzenie, czy też nie – autor sprawił, że nastrój tej książki, tych tytułowych dziwnych snów, został dodatkowo podkreślony, ale też – przez jednostajność językową – zlewał się w jedno.

piątek, 27 października 2017

Miroslav Zamboch - Zakuty w stal

Miroslav Zamboch jest dobrze znany polskiemu czytelnikowi. Ten czeski autor zasłynął u nas kilkoma powieściami i opowiadaniami, z bohaterem Koniaszem.To typowe przygodówki, gdzie czytelnik otrzymuje super bohatera, nie bez skaz oczywiście, akcja rwie do przodu, nie brakuje krwawych opisów, a potyczek i utarczek jest co nie miara.
 Od zeszłego roku Fabryka Słów wznawia dotychczas wydane w Polsce książki Zambocha i serwuje nam nowe tytuły. Nowa seria dodatkowo została o powieści SF „Wojna absolutna” (recenzja), czy najnowszą „Zakuty w stal”. Oczywiście nie można przypisywać autorowi poruszania się tylko w jednym gatunku. Weźmy chociaż „Sierżanta” mieszankę fantasy ze steampunkiem. Więc Zamboch to autor wielogatunkowy i zdaje się, że w każdej z odmian powieści z szerokiej fantastyki radzi sobie doskonale. Jak jest tym razem? Jak Zamboch poradził sobie z postapokalipsą?

czwartek, 26 października 2017

Neil Gaiman - Chłopaki Anansiego

Neila Gaimana nie trzeba nikomu przedstawiać. To autor niesamowitych zbiorów opowiadań i powieści.  Tak naprawdę nawet trudno wymienić te najlepsze, ponieważ wysoki poziom cechuje je wszystkie. Do tego dochodzi charakterystyczny styl Gaimana, którym porwał tysiące czytelników na świecie. Oczywiście można się licytować i przekomarzać, która książka jest najlepsza. Dla mnie to „Amerykańscy bogowie”  i tutaj chyba nie będzie zaskoczenia, oraz „Nigdziebądź”  - niedługa, jednak wspaniała, pełna niesamowitych bohaterów i fantastycznego, mrocznego świata. O Gaimanie można by pisać wiele, ale chyba nie to jest moim celem. Zresztą dyskusje te pozostawiam prawdziwym znawcom twórczości amerykańskiego autora.
Od jakiegoś czasu wydawnictwo MAG wypuszcza po raz kolejny książki Gaimana. Najnowsze, to już chyba piąte wydanie. Tym razem wydawca postawił na fantastyczną oprawę graficzną. Wszystkie książki utrzymane są w czarnej tonacji okładki z jednobarwnym pozakręcanym i powywijanym tytułem. Za ten szalony pomysł odpowiada uznany na rynku grafik Dark Crayon. Książki wydane są na dobrym papierze, szyte, ze wstążką - zakładką, o wypukłym grzbiecie. Cała seria prezentują się wspaniale.
Wróćmy jednak do ostatniego tomu wspomnianej powyżej serii. „Chłopaki Anansiego” to historia Grubego Charliego i Spidera – synów pana Nancy`ego (Anansiego) pajęczego boga. Tą niesamowitą postać, mogliśmy poznać właśnie w „Amerykańskich bogach”.

poniedziałek, 23 października 2017

S.K. Tremayne - Dziecko ognia

Dziecko słyszy głos. Szepcze mu o złych rzeczach, mówi, że stanie się coś niedobrego. Ten głos należy do matki dziecka, ale matka już nie żyje…
Kornwalia słynęła niegdyś z systemu podziemnych kopalni cyny i miedzi. Wielu zbiło na nich fortunę, jeszcze więcej osób poniosło w nich śmierć. To tam pracowali nieraz w nieludzkich warunkach, nieustannie wydobywając cenne złoża. Fikcyjna Kopalnia Morvellan, w której dzieje się ważna część książki, odpowiada obrazom tym prawdziwym, historycznym kopalniom mieszczących się u podnóży klifów w Kornwalii.
To właśnie w tym niepokojącym krajobrazie rozgrywa się książka „Dziecko Ognia” S.K. Tremayne. Zaczyna się trochę naiwnie i jak z taniego romansidła, bo opowiada o młodej, świeżo upieczonej żonie o imieniu Rachel, która wyszła za swojego partnera po niespełna kilku miesiącach znajomości. Tak się składa, że jej mąż jest dziedzicem rodzinnej fortuny, która swą majętność zawdzięcza kopalniom ze złożami miedzi i cyny. Kobieta odtąd zaczyna nowe życie, w zabytkowym, ogromnym domu, w którym mieszka matka jej męża oraz syn…

niedziela, 22 października 2017

VIRION już w sprzedaży!





J.L. Bourne - Armagedon. Dzień po dniu

Ile znacie książek, czy filmów o zombie? Z pewnością mnóstwo! Po serialowym fenomenie The Walking Dead ich liczba jeszcze jakby bardziej wzrosła. Żywe trupy, nieznany wirus, walka o życie, totalny armagedon. Scenariusz jest praktycznie zawsze ten sam. Co więc wyróżnia na ich tle książkę „Armagedon dzień po dniu” J.L. Bourne? Według mnie – niewiele.
Książek o końcu znanego nam świata w ostatnim dziesięcioleciu powstało naprawdę wiele. Życie po wybuchu bomby atomowej, śmiercionośny wirus, który zdziesiątkował ludzkość, czy też wreszcie zombie, żywe trupy, ludzie, którzy przemienili się w bezmyślne istoty. Schemat zawsze jest ten sam. Dziwne doniesienia, budząca się panika i w końcu totalny chaos. Walka o przetrwanie w dotąd uporządkowanym świecie staje się głównym tematem tego typu powieści. Zombie, które chcą tylko niszczyć i mordować, to jedno w obliczu kończącego się pokarmu i nienawiści jednej osoby wobec drugiej. Nie tylko żywe trupy tracą człowieczeństwo. Bardzo trudno w tym temacie być oryginalnym, wnieść do niego coś zupełnie innego, świeżego. „Armagedon dzień po dniu” mnie nie zaskoczył, była to po prostu kolejna książka z cyklu tych o zombie. Inna jest za to konstrukcja powieści.

wtorek, 17 października 2017

Marta Guzowska - Reguła nr 1



Druga część przygód doktor Simony Brenner już od pierwszych stron porywa nas w wir szalonej przygody osnutej na micie o Argonautach. Złodziejka łamie przy tym wszelkie możliwe zasady...

Złote runo.
Mit czy prawda? Simona będzie musiała szybko kombinować, bo czas ucieka. A wręcz go nie ma i nie można kombinować.
Powraca Konstantinos, który składa Brenner ofertę nie do odrzucenia. Jak zwykle.
W pogoni za złotem - przecież musi być złoto! - archeolog przemierzy szmat świata i zawiesi na kołku swoje sławetne reguły. Zwłaszcza tę tytułową, nr 1 - nie ufaj nikomu. Będzie musiała zaufać, by móc działać. Zmienne sojusze rzucają coraz to inne światło na zagadkę, którą musi rozwikłać, a trup ściele się gęsto. Simona opuszcza więc gardę ufając, ale łamiąc też inne zasady, również te, które ad hoc wymyśla. Widowiskowe zakończenie z nadzieją na świetne rozwinięcie w kolejnym tomie (tak, chcę takiego rozwinięcia pani Marto!)

środa, 11 października 2017

Słowiańskie koszmary



Antologia słowiańskiego horroru w drugiej odsłonie, czyli „Słowiańskie koszmary”. 

Powiem szczerze, że mam problem od czego zacząć. Może więc standardowo.

Horror Masakra wydaje kolejną antologię w klimatach słowiańskiej demonologii. Poprzednia, „Krew zapomnianych bogów” zebrała dobre opinie, co bardzo cieszy. Wyprzedała się chyba do zera, a jak  się nie mylę, to pojawiły się nawet dodruki. Pomimo sukcesu sprzedażowego to nie była idealna pozycja. Jak w każdej niemal antologii, czy zbiorze opowiadań różnych autorów, trafiły się teksty świetne, przeciętne i tragiczne (Zainteresowani moją opinią mogą znaleźć recenzję tutaj).

Mija rok i pojawiają się „Słowiańskie koszmary”. Książka dociera do mnie z opóźnieniem i to dość sporym, więc miałem czas, aby prześledzić opinie, recenzje i zachwyty autorów nad swoimi tekstami. Zresztą pojawiają się i teraz, więc fajnie, że książka tyle czasu od premiery nadal żyje. Podejrzewam, że i sprzedaje się dobrze. Wspomniałem, że mam problem z Koszmarami. Wynika on chyba z tego, że czytając pobieżnie te wszystkie opinie postawiłem autorom i wydawcy poprzeczkę bardzo wysoko. Wszyscy chwalą, więc musi być to świetna rzecz. Ba! Sam nawet na fanpejdżu Okiem na Horror pisałem, że zapowiada się bardzo dobra lektura, sugerując się internetowymi opiniami i dwoma tekstami, które od ręki przeczytałem.

wtorek, 10 października 2017

Undergroundowy rynek horroru



Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak będzie wyglądał rynek książki w Polsce, w świetle upadku sieci Matras i ewidentnego wzrostu popularności wydawnictw undergroundowych. O ile odpowiedź na pierwszy człon zdania jest chyba prosta, to drugi jest nadal dla mnie zagadką. 

Wróćmy na chwilę do rynku księgarni stacjonarnych. Jak w jednym z wywiadów publikowanych w OkoLicy Strachu, Aleksandra Saługa – współwłaściciel wydawnictwa Albatros stwierdziła, że rynek książki, jak każdy, nie znosi próżni i z pewnością pojawią się nowi gracze i luka po upadłym Matrasie zostanie zapełniona. Zupełnie innym zagadnieniem jest wzrost sprzedaży w księgarniach internetowych i wydaje się mi, że to właśnie tego typu księgarnie w najbliższym czasie zawładną rynkiem. Nie będę ukrywał, że sam w takowych książki kupuję. Powód jest prosty: cena, szeroka dostępność tytułów, czas realizacji, wygoda.

Wróćmy jednak do rynku podziemnego, który jest tematem moich rozważań. 

piątek, 6 października 2017

Thomas Raab - Cisza



CISZA

Z czystej ciekawości przejrzałam kilka recenzji na temat tej właśnie książki. Byłam bardzo ciekawa opinii ludzi, którzy  już ją przeczytali. Na  jednym z blogów w oczy  rzuciło mi się zdanie
„Nie bardzo wiem, co pisarz chciał mi powiedzieć, tworząc postać Karla {…}” i przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to. I zasmuciło zarazem, bo według mnie „Cisza” to wspaniała książka, a Karl jest niesamowita postacią.
Inną niż wszystkie."

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki.

środa, 4 października 2017

James Rollins - Podziemny labirynt.

Książek Jamesa Rollinsa w biblioteczce mam bodajże jedenaście. Niemal wszystkie czekają na swoją kolej, więc nadrabiam zaległości w każdej wolnej chwili. Dotychczas przeczytałem pierwszy tom zakonu Sangwinistów „Ewangelię krwi”. Wrażenia z tej lektury możecie znaleźć na blogu. Wspomnę dosłownie w jednym zdaniu, że połączenie elementów horroru i powieści sensacyjnej Rollinsowi wyszło świetnie. Na pewno przeczytam dalsze losy bohaterów, w kolejnych dwóch tomach. Jednak, aby poznać szerszy dorobek autora sięgnąłem po powieść, która nie jest częścią żadnego cyklu.

„Podziemny labirynt” to powieść o podroży do wnętrza ziemi, gdzie przez miliony lat skrywany przed człowiekiem istniał nieznany świat. To świat zadawałoby się wymarły, znajdujący się na mroźnej Antarktydzie, skryty w kraterze wulkanicznym, przecięty setkami korytarzy, dziesiątkami grot, małych i olbrzymich. To świat cudów i skarbów. I jeszcze czegoś……

Grupa starannie wyselekcjonowanych naukowców ma zbadać ciągnący się setkami kilometrów system tuneli i jaskiń. Wszystko znajduje się pod zmarzliną Antarktydy. Wyruszają w drogę.  Zespół skkłada się z kilku osób, każdy z nich innej specjalności min: mamy biologa, geologa czy antropologa. Wyruszają zbadać korytarze. Misja wydaję się łatwa. Sam fakt istnienia systemu jaskiń, w których znajdują się wykute w skale legowiska sprzed kilku milionów lat są tylko początkiem rewolucyjnych odkryć, które na nich czekają.
Na miejscu okazuje się, że początkowy cel jakim było zebranie próbek i eksploracja tuneli, zostaje zmieniony w misję ratunkową. Kilka tygodni wcześniej w mroczne korytarze wyruszyła inna ekipa, po której ślad zaginął.

wtorek, 3 października 2017

Peter James - Bardzo starannie planuję każdą powieść. Wywiad




Witaj Peter!
Bardzo się cieszę, że ponownie mamy okazję, aby porozmawiać. Ostatni wywiad jaki z Tobą przeprowadzałem poprzedzał premierę horroru „Dom na wzgórzu”. Ta książka zdobyła nagrodę  dla Książki Roku w kategorii Horror, przyznawaną przez użytkowników Lubimy Czytać – największego w Polsce serwisu poświęconego literaturze. To musiała być dla Ciebie miła niespodzianka – pokonałeś wielu świetnych autorów z Polski i zagranicy.

Bardzo dziękuję, mnie również jest niezmiernie miło, że znów możemy porozmawiać. Nagroda jest zawsze ogromnym zaszczytem, szczególnie jeśli przyznają ją czytelnicy z zagranicy, którzy przeczytali książkę w swoim ojczystym języku, innym niż angielski. Statuetka zajęła honorowe miejsce w moim biurze, patrzę na nią z wielką przyjemnością i uśmiechem na ustach! 

Jesteśmy świeżo po premierze twojej kolejnej powieści z Royem Gracem, „W godzinie śmierci”. To dziewiąty tom tego cyklu, który ukazuje się w Polsce. Czy Roy Grace to twój ulubiony bohater, spośród wszystkich których stworzyłeś? 

O tak, zdecydowanie! Czuję z nim najgłębszą więź i jestem pewien, że gdybym go spotkał, od razu byśmy się polubili. Zawsze mówię, że gdyby kiedykolwiek zdarzyło się nieszczęśliwie, że ktoś z mojej rodziny zostanie zamordowany, chciałbym, żeby to właśnie Roy prowadził śledztwo. Oczywiście, Roy ma całkiem sporo moich cech, to też nie bez znaczenia.

poniedziałek, 25 września 2017

Copernicon! W drodze przez armagedon, ku rozmyślaniom nad polską grozą.



Na Copernicon wyruszyłem po godzinie piętnastej w piątek. Trzy godziny drogi i powinienem być na miejscu. Tym razem wybrałem trasę przez mniejsze miejscowości, omijając bramę Kaszub – Chojnice. Ze wspomnieniami z zeszłego roku, nastawieniem na świetną imprezę, pełen pozytywnej energii „gnałem” w kierunku Torunia. Dojeżdżając w rejony Sępulna Krajeńskiego mijałem rejon, nawiedzony przez tegoroczny armagedon który spustoszył rejony Kaszub. Już po kilku kilometrach za Sępulnem moim oczom ukazały się zniszczone lasy. Setki połamanych na wysokości kilku metrów drzew, potężne „grzyby” z korzeni sterczące nad powierzchnią ziemi i położone jak zapałki olchowe i brzozowe lasy wywarły zatrważające wrażenie. Pomimo, że nie było to epicentrum kataklizmu, wrażenie było straszne. Połacie lasu jakby po wybuchu tysięcy pocisków. Podobny widok miałem okazję oglądać tylko na zdjęciach z czasów pierwszej wojny światowej, z terenów frontu zachodniego. Straszny, przerażający widok. Z mrocznymi myślami dotarłem do Torunia.

czwartek, 21 września 2017

G. X. Todd - Obrońca



Świat uległ zniszczeniu. Rozsypał się przeszło siedem lat temu. Podobno to wszystko przez głosy, które ludzie słyszeli w swoich głowach. Szeptały, namawiały do najgorszego, zachęcały do zagłady. Stało się… Ludzkość posłuchała doprowadzając swój gatunek na skraj wyginięcia.
Teraz po miejscu, które kiedyś było znane jako Stany Zjednoczone, wędruje mężczyzna zwany Pielgrzymem. Na swoim motocyklu przedziera się przez zniszczone krajobrazy i setki leżących wszędzie ciał. Podróżuje bez konkretnego celu, jedynie po to by przetrwać. 

W tym postapokaliptycznym krajobrazie na próżno szukać drugiego człowieka. Nawet jeśli się go spotka, to lepiej go unikać. Nowy świat nie ceni sobie bliskich relacji i wzajemnej pomocy. Każdy chce przeżyć. Za wszelką cenę. Pielgrzym jednak zatrzymuje się na skraju pustej drogi, przy której kilkunastoletnie dziewczyna „sprzedaję” lemoniadę. Transakcją wymienną za niespotykany w tych czasach napój, ma być przewiezienie jej do Vicksburga, w którym jeszcze przed końcem świata mieszkała siostra dziewczyny. Pielgrzym – sam nie wiedząc czemu - godzi się na tę prośbę. Zdziwiony jest naiwnością tej młodej istoty, która zdaje się nie wiedzieć nic o współczesnym, niebezpiecznym świecie, w którym przyszło jej żyć. Nie wie też, że Pielgrzym słyszy głosy… Wybierają się we wspólną podróż, która ostatecznie splata ich losy na trwałe.