Okiem na Horror

Okiem na Horror

wtorek, 17 października 2017

Marta Guzowska - Reguła nr 1



Druga część przygód doktor Simony Brenner już od pierwszych stron porywa nas w wir szalonej przygody osnutej na micie o Argonautach. Złodziejka łamie przy tym wszelkie możliwe zasady...

Złote runo.
Mit czy prawda? Simona będzie musiała szybko kombinować, bo czas ucieka. A wręcz go nie ma i nie można kombinować.
Powraca Konstantinos, który składa Brenner ofertę nie do odrzucenia. Jak zwykle.
W pogoni za złotem - przecież musi być złoto! - archeolog przemierzy szmat świata i zawiesi na kołku swoje sławetne reguły. Zwłaszcza tę tytułową, nr 1 - nie ufaj nikomu. Będzie musiała zaufać, by móc działać. Zmienne sojusze rzucają coraz to inne światło na zagadkę, którą musi rozwikłać, a trup ściele się gęsto. Simona opuszcza więc gardę ufając, ale łamiąc też inne zasady, również te, które ad hoc wymyśla. Widowiskowe zakończenie z nadzieją na świetne rozwinięcie w kolejnym tomie (tak, chcę takiego rozwinięcia pani Marto!)

środa, 11 października 2017

Słowiańskie koszmary



Antologia słowiańskiego horroru w drugiej odsłonie, czyli „Słowiańskie koszmary”. 

Powiem szczerze, że mam problem od czego zacząć. Może więc standardowo.

Horror Masakra wydaje kolejną antologię w klimatach słowiańskiej demonologii. Poprzednia, „Krew zapomnianych bogów” zebrała dobre opinie, co bardzo cieszy. Wyprzedała się chyba do zera, a jak  się nie mylę, to pojawiły się nawet dodruki. Pomimo sukcesu sprzedażowego to nie była idealna pozycja. Jak w każdej niemal antologii, czy zbiorze opowiadań różnych autorów, trafiły się teksty świetne, przeciętne i tragiczne (Zainteresowani moją opinią mogą znaleźć recenzję tutaj).

Mija rok i pojawiają się „Słowiańskie koszmary”. Książka dociera do mnie z opóźnieniem i to dość sporym, więc miałem czas, aby prześledzić opinie, recenzje i zachwyty autorów nad swoimi tekstami. Zresztą pojawiają się i teraz, więc fajnie, że książka tyle czasu od premiery nadal żyje. Podejrzewam, że i sprzedaje się dobrze. Wspomniałem, że mam problem z Koszmarami. Wynika on chyba z tego, że czytając pobieżnie te wszystkie opinie postawiłem autorom i wydawcy poprzeczkę bardzo wysoko. Wszyscy chwalą, więc musi być to świetna rzecz. Ba! Sam nawet na fanpejdżu Okiem na Horror pisałem, że zapowiada się bardzo dobra lektura, sugerując się internetowymi opiniami i dwoma tekstami, które od ręki przeczytałem.

wtorek, 10 października 2017

Undergroundowy rynek horroru



Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak będzie wyglądał rynek książki w Polsce, w świetle upadku sieci Matras i ewidentnego wzrostu popularności wydawnictw undergroundowych. O ile odpowiedź na pierwszy człon zdania jest chyba prosta, to drugi jest nadal dla mnie zagadką. 

Wróćmy na chwilę do rynku księgarni stacjonarnych. Jak w jednym z wywiadów publikowanych w OkoLicy Strachu, Aleksandra Saługa – współwłaściciel wydawnictwa Albatros stwierdziła, że rynek książki, jak każdy, nie znosi próżni i z pewnością pojawią się nowi gracze i luka po upadłym Matrasie zostanie zapełniona. Zupełnie innym zagadnieniem jest wzrost sprzedaży w księgarniach internetowych i wydaje się mi, że to właśnie tego typu księgarnie w najbliższym czasie zawładną rynkiem. Nie będę ukrywał, że sam w takowych książki kupuję. Powód jest prosty: cena, szeroka dostępność tytułów, czas realizacji, wygoda.

Wróćmy jednak do rynku podziemnego, który jest tematem moich rozważań. 

piątek, 6 października 2017

Thomas Raab - Cisza



CISZA

Z czystej ciekawości przejrzałam kilka recenzji na temat tej właśnie książki. Byłam bardzo ciekawa opinii ludzi, którzy  już ją przeczytali. Na  jednym z blogów w oczy  rzuciło mi się zdanie
„Nie bardzo wiem, co pisarz chciał mi powiedzieć, tworząc postać Karla {…}” i przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to. I zasmuciło zarazem, bo według mnie „Cisza” to wspaniała książka, a Karl jest niesamowita postacią.
Inną niż wszystkie."

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki.

środa, 4 października 2017

James Rollins - Podziemny labirynt.

Książek Jamesa Rollinsa w biblioteczce mam bodajże jedenaście. Niemal wszystkie czekają na swoją kolej, więc nadrabiam zaległości w każdej wolnej chwili. Dotychczas przeczytałem pierwszy tom zakonu Sangwinistów „Ewangelię krwi”. Wrażenia z tej lektury możecie znaleźć na blogu. Wspomnę dosłownie w jednym zdaniu, że połączenie elementów horroru i powieści sensacyjnej Rollinsowi wyszło świetnie. Na pewno przeczytam dalsze losy bohaterów, w kolejnych dwóch tomach. Jednak, aby poznać szerszy dorobek autora sięgnąłem po powieść, która nie jest częścią żadnego cyklu.

„Podziemny labirynt” to powieść o podroży do wnętrza ziemi, gdzie przez miliony lat skrywany przed człowiekiem istniał nieznany świat. To świat zadawałoby się wymarły, znajdujący się na mroźnej Antarktydzie, skryty w kraterze wulkanicznym, przecięty setkami korytarzy, dziesiątkami grot, małych i olbrzymich. To świat cudów i skarbów. I jeszcze czegoś……

Grupa starannie wyselekcjonowanych naukowców ma zbadać ciągnący się setkami kilometrów system tuneli i jaskiń. Wszystko znajduje się pod zmarzliną Antarktydy. Wyruszają w drogę.  Zespół skkłada się z kilku osób, każdy z nich innej specjalności min: mamy biologa, geologa czy antropologa. Wyruszają zbadać korytarze. Misja wydaję się łatwa. Sam fakt istnienia systemu jaskiń, w których znajdują się wykute w skale legowiska sprzed kilku milionów lat są tylko początkiem rewolucyjnych odkryć, które na nich czekają.
Na miejscu okazuje się, że początkowy cel jakim było zebranie próbek i eksploracja tuneli, zostaje zmieniony w misję ratunkową. Kilka tygodni wcześniej w mroczne korytarze wyruszyła inna ekipa, po której ślad zaginął.

wtorek, 3 października 2017

Peter James - Bardzo starannie planuję każdą powieść. Wywiad




Witaj Peter!
Bardzo się cieszę, że ponownie mamy okazję, aby porozmawiać. Ostatni wywiad jaki z Tobą przeprowadzałem poprzedzał premierę horroru „Dom na wzgórzu”. Ta książka zdobyła nagrodę  dla Książki Roku w kategorii Horror, przyznawaną przez użytkowników Lubimy Czytać – największego w Polsce serwisu poświęconego literaturze. To musiała być dla Ciebie miła niespodzianka – pokonałeś wielu świetnych autorów z Polski i zagranicy.

Bardzo dziękuję, mnie również jest niezmiernie miło, że znów możemy porozmawiać. Nagroda jest zawsze ogromnym zaszczytem, szczególnie jeśli przyznają ją czytelnicy z zagranicy, którzy przeczytali książkę w swoim ojczystym języku, innym niż angielski. Statuetka zajęła honorowe miejsce w moim biurze, patrzę na nią z wielką przyjemnością i uśmiechem na ustach! 

Jesteśmy świeżo po premierze twojej kolejnej powieści z Royem Gracem, „W godzinie śmierci”. To dziewiąty tom tego cyklu, który ukazuje się w Polsce. Czy Roy Grace to twój ulubiony bohater, spośród wszystkich których stworzyłeś? 

O tak, zdecydowanie! Czuję z nim najgłębszą więź i jestem pewien, że gdybym go spotkał, od razu byśmy się polubili. Zawsze mówię, że gdyby kiedykolwiek zdarzyło się nieszczęśliwie, że ktoś z mojej rodziny zostanie zamordowany, chciałbym, żeby to właśnie Roy prowadził śledztwo. Oczywiście, Roy ma całkiem sporo moich cech, to też nie bez znaczenia.

poniedziałek, 25 września 2017

Copernicon! W drodze przez armagedon, ku rozmyślaniom nad polską grozą.



Na Copernicon wyruszyłem po godzinie piętnastej w piątek. Trzy godziny drogi i powinienem być na miejscu. Tym razem wybrałem trasę przez mniejsze miejscowości, omijając bramę Kaszub – Chojnice. Ze wspomnieniami z zeszłego roku, nastawieniem na świetną imprezę, pełen pozytywnej energii „gnałem” w kierunku Torunia. Dojeżdżając w rejony Sępulna Krajeńskiego mijałem rejon, nawiedzony przez tegoroczny armagedon który spustoszył rejony Kaszub. Już po kilku kilometrach za Sępulnem moim oczom ukazały się zniszczone lasy. Setki połamanych na wysokości kilku metrów drzew, potężne „grzyby” z korzeni sterczące nad powierzchnią ziemi i położone jak zapałki olchowe i brzozowe lasy wywarły zatrważające wrażenie. Pomimo, że nie było to epicentrum kataklizmu, wrażenie było straszne. Połacie lasu jakby po wybuchu tysięcy pocisków. Podobny widok miałem okazję oglądać tylko na zdjęciach z czasów pierwszej wojny światowej, z terenów frontu zachodniego. Straszny, przerażający widok. Z mrocznymi myślami dotarłem do Torunia.

czwartek, 21 września 2017

G. X. Todd - Obrońca



Świat uległ zniszczeniu. Rozsypał się przeszło siedem lat temu. Podobno to wszystko przez głosy, które ludzie słyszeli w swoich głowach. Szeptały, namawiały do najgorszego, zachęcały do zagłady. Stało się… Ludzkość posłuchała doprowadzając swój gatunek na skraj wyginięcia.
Teraz po miejscu, które kiedyś było znane jako Stany Zjednoczone, wędruje mężczyzna zwany Pielgrzymem. Na swoim motocyklu przedziera się przez zniszczone krajobrazy i setki leżących wszędzie ciał. Podróżuje bez konkretnego celu, jedynie po to by przetrwać. 

W tym postapokaliptycznym krajobrazie na próżno szukać drugiego człowieka. Nawet jeśli się go spotka, to lepiej go unikać. Nowy świat nie ceni sobie bliskich relacji i wzajemnej pomocy. Każdy chce przeżyć. Za wszelką cenę. Pielgrzym jednak zatrzymuje się na skraju pustej drogi, przy której kilkunastoletnie dziewczyna „sprzedaję” lemoniadę. Transakcją wymienną za niespotykany w tych czasach napój, ma być przewiezienie jej do Vicksburga, w którym jeszcze przed końcem świata mieszkała siostra dziewczyny. Pielgrzym – sam nie wiedząc czemu - godzi się na tę prośbę. Zdziwiony jest naiwnością tej młodej istoty, która zdaje się nie wiedzieć nic o współczesnym, niebezpiecznym świecie, w którym przyszło jej żyć. Nie wie też, że Pielgrzym słyszy głosy… Wybierają się we wspólną podróż, która ostatecznie splata ich losy na trwałe.

środa, 20 września 2017

Bezsenne Środy - TOP 5 potworów Stephena Kinga







21 września to data wyjątkowa dla wszystkich miłośników tradycyjnej grozy w starym, dobrym stylu – to urodziny Króla Horroru, czyli Stephena Kinga. W tym roku obchodzimy 70-tą rocznicę i z narastającym napięciem wyczekujemy jesiennych premier spod jego pióra – powieści „Śpiące Królewny”, którą napisał razem z synem Owenem Kingiem, oraz opowiadania „Pudełko z guzikami Gwendy” razem z Richardem Chizmarem. W nowym roku nadchodzi „The Outsider”, a to oznacza, że my, fani prozy Stephena Kinga, nie możemy czuć się zawiedzeni.
Aby uczcić ten wyjątkowy dzień (w końcu 70-te urodziny to poważna sprawa), w ramach hip hip hurra urodzinowego w Bezsenną Środę, przygotowaliśmy dla Was:

TOP 5 POTWORÓW STEPHENA KINGA

Artur Urbanowicz - Książka jako dzieło sztuki. Wywiad



Cześć Artur.

Niedawno premierę miała Twoja najnowsza powieść  „Grzesznik” . Książka zbiera bardzo dobre recenzje, sprzedaje się świetnie, jest o niej głośno. Jesteś zaskoczony, czy może spodziewałeś się takiego obrotu?


Powiem Ci szczerze – spodziewałem się, że będzie dobrze. Czułem i nadal czuję, że ta powieść mi zwyczajnie wyszła. Przede wszystkim – „Grzesznik” mi się podoba, jestem z niego zadowolony, co biorąc pod uwagę moje krytyczne podejście do swoich (po)tworów jest wyczynem. Wzięło się to ze zwyczajnej świadomości dobrze wykonanej roboty – czasu poświęconego na napisanie, liczby korekt tekstu od deski do deski (było ich około dwadzieścia),  liczby osób, którym dałem go do przeczytania na różnych etapach tworzenia i konsultacji z nimi (nawet typu: „Czy końcowy twist cię zaskoczył? Jeżeli nie, gdzie popełniłem błąd? Czy zdałeś sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi w intrydze po przeczytaniu tego jednego, konkretnego zdania?” i tym podobne), dopieszczenia okładki, na którą koncept przyszedł mi do głowy w magicznym przypływie natchnienia; drobiazgowości, jeżeli chodzi o research i wreszcie wykształcenia odnośnie dobrego warsztatu, które nabyłem w międzyczasie. Dodaj do tej mieszanki wybuchowej udział Dominiki i Przemka z wydawnictwa Gmork, którzy podchodzą do publikacji książki podobnie i oficjalny patronat nad powieścią miasta Suwałk, który oczywiście wiąże się z dodatkowymi środkami na promocję. To po prostu musiało się udać, co jest kolejnym przykładem potwierdzającym banalną tezę, że rzetelna, wyczerpująca praca popłaca i pozwala patrzeć na przyszłość ze spokojem, zaś pośpiech w tworzeniu jest wybitnie niewskazany. W zasadzie jedyną obawę, jaką miałem, to jak do powieści podejdą kobiety. Nie da się ukryć, że jest bardzo męska – przedstawia świat samców alfa, występuje w niej niewiele kobiecych postaci, pojawia się sporo odniesień do sportu i typowo męskiego humoru, który nie każdemu musi się podobać. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne, co tylko cieszy.

wtorek, 19 września 2017

Edward Lee - Zgroza w Innswich


 Czekałem na tą pozycję od dawna i liczyłem, że w końcu ukaże się w kraju nad Wisłą. No i jest. Powieść niemal kultowa wśród wyznawców twórczości Lee. Tej niesamowitej otoczki dodaje jej zapewne fakt, że to hołd, podziękowanie Edwarda Lee dla Howarda Philipsa Lovecrafta.  To jakby rozliczenie się autora za inspiracje i wpływ jaki wywarł Lovecraft na całą twórczość Lee. Przecież w wielu jego utworach pojawiają się odniesienia do mitologii Cthulhu, nawet jeżeli nie jednoznacznie, to duch Providence unosi się niemal nad każdą książką Lee. O uwielbieniu dla H.P.La Ed opowiadał nie raz i przy wielu okazjach, paradując zresztą w koszulce z wizerunkiem swojego mistrza. Przypomnijcie sobie Polcon w 2016 roku.

Wracamy do „Zgrozy w Innswich” . To bardzo mocne nawiązanie do jednego z najznakomitszych opowiadań Lovecrafta „Zgroza w Innsmouth”. Nasz bohater, miłośnik twórczości H.P.La podąża szlakiem autora, odwiedza miejsca gdzie ten przebywał, gdzie pijał kawę i o ile to możliwe – także miejscowości, w których dzieje się akcja opowiadań. Foster Morley dociera do tytułowego Innswich, które jak się okazuje, jest kalką Innsmouth (lub odwrotnie). Morley rozpoczyna własne ‘dochodzenie”, aby jak najwięcej dowiedzieć się o mieście i jego mieszkańcach, pragnie nasiąknąć atmosferą tego miejsca, które co chwila odkrywa przed nim zadziwiająco zbieżne fakty z treścią prawdziwej noweli Lovecrafta.

Jedynym minusem książki jest okładka, chociaż zdążyłem już się do niej przyzwyczaić. Na początku wydawała się mi okropna w każdej wersji, a powstały chyba trzy. Wszystkie tragiczne.
Idziemy dalej i na tym minusy się kończą.

Swego czasu miałem przyjemność posłuchać jednej z audycji radiowych, podcastu, gdzie rozbierano Zgrozę niemal na czynniki pierwsze i z eteru wylewało się wręcz narzekanie, jak to jest słabe, a że nieudana kopia i słabe, i słabe. Powiem tak. Kompletnie tego nie rozumiem. Mówienie, czy pisanie, że po lovecraftowskim horrorze Lee spodziewano się czegoś więcej, czegoś bardziej w duchu H.P.La (a może bardziej w duszy), to jakieś totalne nieporozumienie. Znając twórczość Lee należy się nastawić na klimaty Lee. Autor ten, nigdy nie napisze tekstu pokroju Derletha, Wilsona czy Bishop. Lee po prostu pisze inaczej. I tak zaskoczeniem jest niemal brak mocnych opisów z których znamy autora. Tak naprawdę w całej powieści nie stykamy się z wulgarnym językiem, wyuzdanymi i dosłownie opisanymi scenami. Widać, że Lee tonuje to wszystko i jeżeli ktoś się spodziewał czegoś na wzór „Sukkuba” to może być zawiedziony. Niemniej, każdy kto zaczerpnął prozy obydwu Panów, powinien być usatysfakcjonowany.  Mamy tutaj przecież to, co jest charakterystyczne dla utworów z kręgu mitologii Cthulhu podane niemal od pierwszej strony. Jest klimat, napięcie, groza i niesamowitość. Jest strasznie i groźnie, świetne pomysły mieszają się jakby z ogranymi już chwytami, jednak podane w bardzo wyważony sposób. Jest także osoba samotnika z Providence i pomimo, że finał może okazać się do przewidzenia, jednak zaskakuje. Ok. Może końcówka nie jest najmocniejszą stroną całej książki i można tutaj zarzucać autorowi, że przesadził, przebarwił, spłycił klimat całej powieści, to ogólnie „Zgroza w Innswitch”  jest najbardziej udaną pozycją Domu Horroru.


Świetny horror, który nie nudzi, ale i nie obrzydza, wprowadza świeży oddech bazując na klasycznym tchnieniu. POLECAM!

poniedziałek, 18 września 2017

Jesteś dla mnie wszystkim - Edward Lee 18+

Prozą Edwarda Lee częstuję się zawsze z największą ochotą, tym bardziej, że w Polsce nie ukazuje się tego za wiele i jedynie Dom Horroru obecnie wydaje autora, którego boi się nawet Jack Ketchum, z kolei twórczości tego, boi się Stephen King..

Po „Zgrozie z Innswich” o której opinia ukaże się na blogu Oka już niedługo, przyszła kolej na nowelę „Jesteś dla mnie wszystkim”, także z Domu Horroru. Dzisiaj tylko wspomnę Zgrozę, że to świetny lovecraftowski horror, który jest hołdem, jaki Ed Lee składa samotnikowi z Providence. Horror bardzo udany, chociaż w sumie zabrakło w nim tego, do czego Lee nas przyzwyczaił. Jednak jak wspomniałem, o Zgrozie będzie przy innej okazji. 

Wracamy do „Jesteś dla mnie wszystkim”.
Nowela reklamowana przez wydawcę jako najcięższe uderzenie, liturgia plugastwa, wynaturzenia, gore i cholera wie czego jeszcze. O dziwo, Dom Horroru tutaj się nie myli. Otrzymujemy jednodniowy zapis z życia Easter, która żyjąc wraz z mężem i córką na totalnym zadupiu – bez prądu i wszelkich technologii, wiedzie życie z dnia na dzień, ze świadomością grzechu, jaki zagnieździł się pod ich dachem.  Mówiąc krótko jej ukochany mąż regularnie kopuluje z ich córką, zmusza ją do prostytucji, aby mieć kasę na dragi. 

czwartek, 7 września 2017

Artur Urbanowicz - Grzesznik

Podsumowanie najlepszych horrorów na blogu Oka w grudniu 2016 roku. Wśród znanych nazwisk, głośnych tytułów, jako najciekawszy polski debiut roku uznaję „Gałęziste” Artura Urbanowicza. Książka, która do dzisiaj ma swoich fanów i przeciwników, jedni nie widzą w niej nic odkrywczego, wytykają błędy autorowi, inni – jak ja – oczarowani są powieścią, która potrafi zmrozić serce. Całej pikanterii różnym opiniom dodaje fakt, że „Gałęziste” wydało wydawnictwo, bazujące na systemie vanity

Mija rok i Artur Urbanowicz pisze kolejną powieść. Tym razem wydaje ją Wydawnictwo GMORK, nakład rozchodzi się w dwa tygodnie od premiery, mocny marketing, pojawienie się jeszcze przed premierą kilku, jak nie kilkunastu przedpremierowych recenzji, własny fanpage strony, wszędzie w internecie „Grzesznik”. Pomimo, że GMORK nie jest dużym wydawnictwem – wydaje średnio trzy książki rocznie, to poziomu reklamy i jej częstotliwości nie powstydziłoby się niejedno o wiele większe wydawnictwo. Dużo w tym zasługi także autora.
Pamiętając więc „Gałęziste” i patrząc na machnę reklamową „Grzesznika”, musiałem zapoznać się z tym ostatnim tytułem. Ciekawość mnie zżerała, więc odrzuciłem inne książki i zacząłem czytać.

niedziela, 27 sierpnia 2017

PREMIERA OKŁADKI OKOLICY STRACHU #7

PREMIERA OKŁADKI OKOLICY STRACHU #7

Z przyjemnością przedstawiamy Wam okładkę najnowszego, wrześniowego numeru OkoLicy Strachu.
Autorem ilustracji zdobiącej wrześniowy numer czasopisma jest niesamowity malarz Tomasz Alen Kopera. Tomasz maluje farbami olejnymi na płótnie. Jego obrazy przenikają się symbolami, które często odnoszą się do ludzkiej psychiki i stosunku człowieka do otaczającego świata, bywają mroczne i tajemnicze. W 2005 roku artysta przeniósł się z Wrocławia do Irlandii Północnej, gdzie mieszka do dzisiaj. Od 2010 roku jest członkiem Grupy Libellule założonej przez Lukasa Kandla. Jego obrazy były wystawiane niemal na całym świecie min.: Royal Ulster Academy of Arts Annual Exhibition in Belfast (Irlandia Północna), International Art Exhibition, Graham Fine Art – London (U.K.), Dreamscape Amsterdam 2010 (Holandia), World Art Expo – Orange County, California (USA), “Dreamscapses” Alden Biesen, (Belgia), PHOENIX AND DRAGONS Comparaisons 2011, Grand Palais, Paris (Francja), “PHOENIX AND DRAGONS” CASABLANCA – Culture Forum - ex Sacred Heart Cathedral (Maroko).

ROZKŁAD JAZDY:
OPOWIADANIA:
Justyna Macina - Po drugiej stronie.
Antoni Nowakowski - Dzień gniewu
Paweł Mateja - Wszystkie białe damy nie są głupie
Bradley Denton - Skidmore ( World Fantasy Award)
Sefan Weisbrodt - Pęknięcie
Olaf Paczkowski - XX
Artur Jastrzębowski - Wybryk natury
Marta Sobiecka - Słowiański skalp
Guy N. Smith - Cannibal House

WYWIAD:
Srdjan Spasojević - Koszmar wojny ma wpływ na wszystko.

PUBLICYSTYKA:
Krzysztof "Korsarz" Biliński - Muzyczne inspiracje cz.2
Olga Kowalska - Melancholijne histeryczki. Kobiety Bedlam
Przemysław Zawrotny - Straszne obrazy i przerażające sensy Jodorowsky'ego
Tomasz Przyłucki - Spektakl z dreszczykiem
Jacek Radzymiński - Cmentarne dzieciństwo
Filip Szyszko - Za drzwiami prosektorium. Balsamowanie zwłok
Simon Zack - Filmowe potwory
*układ i tytuły publikacji mogą ulec zmianie.

Wydawca:Okiem na Horror

Dan Simmons - Terror

O tej powieści krąży tyle dobrych opinii, że musiałem w końcu się wziąć za opasłe tomiszcze. Już od pierwszych stron porywa stylem, konstrukcją, napięciem - czuć, że to wielkie dzieło.

Dan Simmons - to moje pierwsze z nim spotkanie - oparł swoją powieść na kanwie zaginionej wyprawy arktycznej HMS Terror i HMS Erebus, mającej odnaleźć Przejście Północno-Zachodnie. Okręty zaginęły bez wieści i do dziś nie wiadomo, co właściwie się wydarzyło. Simmons na podstawie dostępnych źródeł, ale i w oparciu o eskimoskie legendy podjął próbę rekonstrukcji wydarzeń. Potwornych wydarzeń.
Powieść rozpisana jest na głosy, relacja z wyprawy to dzienniki bądź relacje poszczególnych oficerów, członków wyprawy. Początek, aby zarysować tło historyczne, to relacje z różnych momentów ekspedycji, ale i sprzed niej, więc oprócz nieustannego napięcia (nieokreślony jeszcze potwór z lodowych pustaci) musimy jeszcze śledzić chronologię, która doprowadziła do  uwięzienia okrętów w bezlitosnym paku. Ten początek przywiódł mi na myśl powieść "Mason i Dixon" Pynchona - jeszcze nie udało mi się jej ukończyć, ale pomijając Pynchonowski humor jest tu pewien rys wspólny - głębokie zanurzenie w świecie, kulturze, historii i obyczajowości XIX w., niejako wrzucenie czytelnika w ramy wielkiego, skomplikowanego i pięknego obrazu. O ile jednak Pynchon sprawia wrażenie zamykania całego ówczesnego świata w ramach bogatej powieści, tak u Simmonsa cały świat zawęża się do tych śmierdzących pokładów i lodowych pustaci.
Napięcie. To coś, co ciągle towarzyszy czytelnikowi podczas lektury. Wydawałoby się, cóż takiego, statki tkwią w lodzie, może grozić bunt, może ludzie zwariują i zamarzną, zachorują, ale gdzie tam napięcie i groza? Otóż nic bardziej mylnego. Tu każdy krok, gest, założenie warstwy ubrania ma znaczenie, może uratować bądź zabić. Niebezpieczeństwo to nie tylko ten potwór, to przede wszystkim zimno, wiatr, głód, ciemność, bezkresna pustka seraków i gór lodowych, beznadzieja. Lodowe monstrum to nie najgorszy z demonów, z jakim trzeba walczyć - jak pisze Simmons "wszystko tu jest diabłem".
Nie tylko napięcie jest tu ogromne - "Terror" jest powieścią niosącą wielki ładunek emocji, w wielu odcieniach zależnych od uczestnika wyprawy i okoliczności. Nawet zwyczajne zdarzenia wykwitają wachlarzem ludzkich przeżyć, tęsknot, nadziei. Każda chwila jest walką, każdy ruch wysiłkiem - bardzo to fatalistyczne, gdy wiemy z góry, że ekspedycji nie odnaleziono.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Andrius Tapinas - Wilcza godzina

Steampunk w Polsce ma się coraz lepiej i nie chodzi mi o konwentowe cosplaye, gdzie postaci dżentelmenów i kobiet odzianie w stroje rodem z epoki wiktoriańskiej i ozdobione mechanicznymi gadżetami, przyciągają oko nie tylko miłośnika tego gatunku literackiego czy filmowego. Właśnie chodzi o książki, których pojawia się coraz więcej. W obecnej chwili możemy znaleźć w księgarniach nie tylko rasowego steampunka, ale i gatunki rzadsze na naszym rynku, jak choćby clockpunk czy chempunk. Mówiąc krótko, powodów do radości jest sporo, a wydawnictwo SQN dba o miłośników wszelkich sprężynek, trybików i epoki pary, dostarcząjąc coraz nowsze tytuły. Mało tego, są to książki świetne. 
Od razu napiszę, że jeżeli ktoś jeszcze waha się przed zakupem „Wilczej godziny” litewskiego autora Andriusa Tapinasa, niech odrzuci na bok wątpliwości i biegnie czym szybciej do księgarni lub niech klika ‘Dodaj do koszyka” w witrynie jakiegokolwiek sklepu internetowego.

Wilno A.D. 1905. Wynalazek alchemików z Uniwersytetu Wileńskiego wywrócił życie w Europie do góry nogami. Teraz między miastami Aliansu latają potężne sterowce, po ulicach jeżdżą karety parowe, porządku pilnują golemy, a mechanicy konstruują automatony.
Wilno wyrwało się ze szponów Imperium Rosyjskiego i stało się wolnym miastem – ośrodkiem postępu, nauki i mistyki. A teraz grozi mu niebezpieczeństwo.
Tajemnice alchemiczne, przebiegli szpiedzy, tajne organizacje, miłosne intrygi, przerażające morderstwa, okrutne potyczki w wileńskiej przestrzeni powietrznej, ponure podziemia i dobrze znane postaci historyczne przedstawione w nowym świetle. Przygotujcie się na grozę i niebezpieczeństwa w pierwszej litewskiej powieści steampunkowej!
Śledźcie wydarzenia i czekajcie, aż wybije… WILCZA GODZINA.

piątek, 18 sierpnia 2017

Guillaume Musso - Dziewczyna z Brooklynu

„Być człowiekiem oznacza bez przerwy upadać”
Aragon

DZIEWCZYNA Z BROOKLYNU

Przechadzając  się ulicami Warszawy nie mogłam nie zauważyć tej książki. Okno wystawowe w prawie każdej księgarni zapraszało do zakupu „Dziewczyny z Brooklynu”. Nawet mniejsze saloniki prasowe reklamowały ten właśnie tytuł jako najbardziej godny przeczytania.
Nie miałam wyjścia. Choć nazwisko autora jest mi znane, to nie miałam okazji na spotkanie z jego twórczością. Skuszona reklamą i zapoznana z opisem książki postanowiłam oddać się lekturze.
Czy było warto?

Raphaël jest wziętym pisarzem. Od kilku miesięcy spotyka się z Anną, która pracuje jako stażystka na pogotowiu w paryskim szpitalu, gdzie oboje się poznali. Podczas romantycznej podróży na Lazurowe Wybrzeże Raphaël, którego męczy tajemniczość Anny, przypiera ją do muru pytaniami o jej przeszłość. Po burzliwej kłótni dziewczyna opuszcza ukochanego i wraca do Paryża. Raphaël jedzie za nią. Na miejscu okazuje się, że dziewczyna znikła. Raphaël wraz z najbliższym przyjacielem, emerytowanym inspektorem policji, zaczyna jej szukać. Poszukiwania okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż obaj początkowo myśleli. W wyniku prywatnego dochodzenia wychodzi na jaw, że Anna nie jest wcale tą osobą, za którą się podawała. Kobieta znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie z powodu swojego udziału w nierozwiązanej sprawie sprzed dziesięciu lat.

sobota, 5 sierpnia 2017

J.P. Delaney - Lokatorka

„Lokatorka” J.P. Delaney została okrzyknięta najgłośniejszym thrillerem tego roku. Czy faktycznie miano to jest w pełni zasłużone, czy po raz kolejny reklama tytułu okazała się być mocno przesadzona?

Znalezienie idealnego mieszkania nie należy do rzeczy najprostszych. Liczy się lokalizacja, komfort, wnętrze. Sprawa jeszcze bardziej się komplikuje, gdy poszukujemy mieszkania bezpiecznego, które miałoby być swego rodzaju twierdzą.
Młoda kobieta Emma po przykrych przeżyciach związanych z włamaniem i napaścią, wraz ze swoim partnerem nie chce zostać w swym obecnym mieszkaniu. Przejrzeli już kilkanaście domów, ale żaden z nich Emmie nie wydawał się dość bezpieczny. Agent nieruchomości mówi jej, że jest jedno mieszkanie, które może okazać się odpowiednie, ale ostrzega, że jest to miejsce bardzo specyficzne, a jego wynajem obarczony jest bardzo długą i dość dziwną umową.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Lian Hearn - Pan ciemnego lasu

Na tle dzikiego lasu, imponujących zamków, ukrytych świątyń i pól bitewnych przygoda, która rozpoczęła się w "Cesarzu ośmiu wysp", zmierza ku pasjonującemu zakończeniu w "Panu Ciemnego Lasu", drugiej części "Opowieści o Shikanoko" Lian Hearn.

Prawowity władca znika. Shikanoko zostaje skazany na życie wyrzutka w Ciemnym Lesie, pół człowieka, pół jelenia. Jednak potężni panowie, którzy teraz rządzą Ośmioma Wyspami, stają się ofiarami podejrzliwości i choroby, a królestwo pustoszą susze i głód. Jedynie Shikanoko może przynieść krajowi uzdrowienie, osadzając na Lotosowym Tronie prawdziwego cesarza. A tylko jedna osoba może sprowadzić go z Ciemnego Lasu...

Łukasz Henel - Demon

Nie jest przecież wykluczone, że istnieją inne światy niż ten, który na co dzień dostrzegają nasze niedoskonałe zmysły. Nikt nie wie, gdzie te ulotne z naszego punktu widzenia światy się znajdują. Może dalej niż same gwiazdy, może jednak znacznie bliżej, tuż obok, w przeszłości lub przyszłości*

Potem media nazwały całe makabryczne zajście „rzezią niewiniątek”. I w rzeczy samej – bestialski akt przemocy wyrządzony dzieciom i ich opiekunom w kościele, w dzień ich pierwszej komunii świętej -trudno nazwać inaczej. Przeżył tylko policjant Lamberg, który kilka miesięcy później musiał zmierzyć się z czymś równie mrocznym, tym, co nadciąga znad gór…

Wałbrzych, Góry Sowie, to tereny, które mają swój specyficzny urok, ale i tajemnice, legendy, podania. Te najnowsze pochodzą z okresu II wojny światowej, a Łukasz Henel w swojej książce „Demon” właśnie do nich się odnosi. Czyni to zresztą nie po raz pierwszy. Eksperymenty, strzeżone tajemnice i próby odkrywania tajemnej mocy przez nazistowskich zbrodniarzy, zajmują istotne miejsce w twórczości Henela. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, bo w „Demonie” przywołane zostają autentyczne nazwiska, m.in. Nikola Tesli, Heinricha Himmlera i jego nazistowskiej organizacji badawczej Ahnenerbe, oraz przede wszystkim Hubertusa Strugholda.