Okiem na Horror

Okiem na Horror

wtorek, 21 lutego 2017

Grimm Fairy Tales #6

Podczas imprezy Tara odkrywa, że jej rodzona siostra kręci z chłopakiem, który od dawna się jej podobał, a który zaledwie wczoraj umówił się z nią na randkę. Tara jest zaślepiona wściekłością i chociaż Michelle z początku nie chce poświęcić siostry dla faceta, to jednak ulega toksycznej atmosferze, przez co kłótnia rozżalonych dziewczyn staje się bardziej zaciekła. Wtedy do gry wkracza nieznajoma kobieta, która opowiada dziewczętom baśń o dwóch siostrach, którym wpadł w oko ten sam królewicz. Mężczyzna upodobał sobie w szczególności młodszą z nich, co wzbudziło zazdrość starszej siostry, która postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Tylko czy naprawdę było warto?

Po pięciu dobrze znanych nam historiach zaprezentowanych w„Grimm Fairy Tales”, przyszła pora na baśń, która dla zdecydowanej większości czytelników będzie czymś zupełnie nowym, całkowicie nieznanym. „Zbójecki narzeczony”, ponieważ o tym tytule mowa, to niewątpliwie historia interesująca, warta uwagi i stanowczo za mało popularna. Pojawia się więc pytanie, dlaczego baśń taka jak ta, kryje się w cieniu tak wielu innych, mniej wartościowych. Mając na uwadze fakt, iż współcześnie głównymi odbiorcami baśni są dzieci, możemy znaleźć wiele odpowiedzi na powyższe pytanie. Po pierwsze, mamy do czynienia z baśnią, która z powodzeniem mogłaby stanowić podstawę naprawdę chorego horroru, nie zaś opowiastki dla niegrzecznego malucha. Po drugie, w historii tej bardzo ciężko o jakikolwiek happy end, który nie kłóciłby się z zawartym tutaj morałem. Ponadto, „Zbójecki narzeczony” oferuje nam obraz królewicza bardzo daleki od obiektu westchnień tysięcy młodych dziewcząt i podobnie ma się sprawa z jedną z zaprezentowanych tu bohaterek. Krótko mówiąc, baśń ta zwyczajnie nie nadaje się dla młodego odbiorcy, za to powinna przypaść do gustu czytelnikom starszym, także tym nastoletnim, którzy uwielbiają historie stawiające ideały dzieciństwa na głowie. Tym samym, twórcy komiksu „Grimm Fairy Tales”, który jest przeznaczony dla osób powyżej 16 roku życia, trafili w dziesiątkę, poświęcając szósty zeszyt swojego dzieła „Zbójeckiemu narzeczonemu”.

Powyżej wspomniałam mimochodem o morale zawartym w tej baśni i sądzę, że warto ten temat rozwinąć. Bądźmy szczerzy, która normalna nastolatka nie ma na swoim koncie kłótni o obiekt swoich westchnień z inną dziewczyną lub nie czuła zazdrości podkochując się w „zajętym” chłopaku. Takie sytuacje są na porządku dziennym i mogą przytrafić się każdemu. Jak to jednak mawiały nasze babki: „tego kwiatu jest pół światu”, toteż pojawia się pytanie, czy walka o faceta naprawdę ma sens i czy jest on wart zrywanych z jego powodu przyjaźni oraz zaciekłych kłótni rodzinnych. Każdy z nas zdaje sobie chyba sprawę z tego, w jaki sposób na babcine mądrości zareagowałaby nastolatka: „Ale on jest wyjątkowy!”. O tak, królewicz Iwan z całą pewnością był wyjątkowy, chociaż wątpię żeby którakolwiek panna zdecydowała się go poślubić, gdyby tylko znała go bliżej. Odłóżmy jednak żarty na bok, ponieważ zakochane dziewczyny traktują podobne sprawy śmiertelnie poważnie. W każdym razie, morałów w tej baśni niewątpliwie jest wiele, jednak najważniejszy jest chyba ten, który mówi, że nie warto wydrapywać sobie oczu z powodu mężczyzny, ponieważ nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co w nim drzemie.

Na koniec muszę zdradzić, że szósty zeszyt„Grimm Fairy Tales” uświadomił mi pewną bardzo istotną rzecz. Niezależnie od epoki, ludzie nie uczą się na błędach wcześniejszych pokoleń. „Zbójecki narzeczony” stał się częścią zbioru baśni braci Grimm w roku 1812 i chociaż od tamtego czasu minęło już ponad 200 lat, zawarty w tej historii przekaz nadal jest żywy. Oznacza to, że młodzi ludzie bezustannie pakują się w tę samą kabałę i popełniają te same błędy. Może więc ktoś powinien wpaść na pomysł wrzucenia „Grimm Fairy Tales” na listę lektur szkolnych w liceum? Wprawdzie zawarte w tych komiksach przesłania odnoszą się już do gimnazjalistów, jednak obawiam się, że niektórzy rodzice mogliby mieć na ten temat inne zdanie. W każdym bądź razie, uważam, że „Grimm Fairy Tales” to prawdziwe cudeńko, które powinno trafić w ręce jak największej liczby osób.


Podsumowując, szósty zeszyt opowiada czytelnikowi mało znaną baśń, którą naprawdę warto poznać i która nie powinna pozostać bez echa. Na mnie zrobiła duże wrażenie i przyznaję, że wyryła mi się w pamięci. Jeśli więc znajdzie się ktoś, kto obawia się, że „Grimm Fairy Tales” to tylko „odgrzewany kotlet”, który prezentuje historie znane wszystkim bez wyjątku, niech sięgnie po szóstą odsłonę serii i na własne oczy przekona się o tym, że autorzy mają mu do zaoferowania o wiele więcej, niż mógł początkowo sądzić.


Recenzuje: Karolina Cebula

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz