Okiem na Horror

Okiem na Horror

piątek, 24 lutego 2017

Piotr Borowiec podsumowuje rok 2016. Klasyka literackiej grozy.

Niezły rok. Podsumowanie roku 2016 okiem fana klasyki. 

W podsumowaniu sprzed dwunastu miesięcy z zadowoleniem pisałem o bardzo dobrym roku dla fanów Klasyki. Ważne premiery, istotne wznowienia, wyraźna obecność grozy sprzed wieków w przeróżnych publikacjach i wydarzeniach. Jak więc AD 2016 jawi się na tle poprzednika? Nieźle. Przynajmniej nieźle.

1.      Wydawnictwo C&T

  W kwietniu wydawnictwo Pawła Marszałka wydało zbiór H. P. Lovecrafta i H. Heald pod tytułem „Koszmary”. Swego czasu, zapowiadając tę książkę napisałem, iż zebrane tam teksty nigdy wcześniej nie były opublikowane w języku polskim. Do dziś nie mogę otrząsnąć się, taką bzdurę walnąłem. Co jest tym dziwniejsze, że zbiory „Godzina czwarta” oraz „Ostania próba” (wydawnictwo  Fantasmagoricon) „Ukochani zmarli” (Wydawnictwo SR) czytałem. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że czytałem dawno, a o przekładzie Adama Ledowożywa, naprawdę, lepiej zapomnieć. Opowiadania są doprawdy niezłe, chociaż  ustępują najważniejszym tekstom Mistrza z Providence.


„Nadprzyrodzone” A. Bierce’a ukazało się latem. Nie mogę mówić w tym przypadku o rozczarowaniu, jednak przyznaję: zbiór z C&T ustępuje jakościowo książkom Amerykanina wydanym już dotychczas w Polsce. Po prostu, wiedziałem czego się spodziewać. Tomy „Jeździec na niebie” oraz „Czy to się mogło zdarzyć” zebrały przekłady najlepszych tekstów pisarza. W „Nadprzyrodzonym” miały się ukazać opowiadania grozy Bierce’a dotąd nie tłumaczone. Więc – siłą rzeczy – słabsze od genialnych utworów, nieraz kilkukrotnie w Polsce publikowanych. Cóż, z tym „nigdy nie publikowane” nie można się w stu procentach zgodzić. „Czuwanie przy zmarłym” (tytuł oryginalny „A Watcher by the Dead”) jako „Strażnik umarłych” opublikowane zostało ponad ćwierć wieku temu w antologii „Świat grozy”. Wiele z rzeczy jakie znajdziemy w tomiku C&T to dwu, trzy stronnicowe „szorty” sprawiające wrażenie szkiców bardziej, niż pełnoprawnych utworów.
Z kolei „Na opak” O. Onionsa to pozycja wybitna. I piszę tu nie tylko o sztandarowym opowiadaniu autora, czyli „Zewie pięknej” (znanej w Polsce dotychczas jako „Wabiąca ślicznotka). Zbiór zawiera wiele tekstów znakomitych. Onions jest niejednoznaczny, momentami ta proza wydaje mi się wręcz enigmatyczna. Jest to groza posiadająca specyficzny klimat i poetykę. W wywiadzie dla Carpe Noctem pan Paweł Marszałek wyraził obawy, iż może ona zostać niezrozumiana przez polskiego czytelnika. Obserwując dość mizerną ilość reakcji czytelników na tą książkę  mam obawy, czy oby szef C&T nie ma racji. Co prawda opinie zarówno Pawła Richtera, jak i osoby ukrywającej się pod nickiem Maszynista Grot były pozytywne, jednak dwie wypowiedzi wobec tak znakomitej książki, to bardzo mało. 

2.      Vesper

Obok Onionsa prawdopodobnie najważniejszym wydarzeniem literackim związanym z klasyką literackiego horroru jest kolejny tom prozy Mistrza z Providence. I chociaż „Przyszła na Sarnath” zawiera mniej tekstów „kanonicznych” dla Mitologii Cthulhu, to dalej jest znakomitą porcją wierd fiction. Bardzo ucieszył mnie upiorny „Model Pickmana”, nazwany manifestem artystycznym manifestem Lovecrafta. Świetnie bawiłem się przy makabrycznym „Herbercie Weście  Re – animatorze” chyba pierwszej w literaturze zapowiedzi apokalipsy zombie, obecnie bardzo popularnego tematu. Dalej uważam, że pierwsze zdanie z „Coś na progu” to najlepsze otwarcie tekstu grozy, jakie dane mi było czytać.
Jednak, ku mojemu zaskoczeniu, najwięcej radości sprawił mi esej „Nadnaturalny horror w literaturze”. Tekst znany dotychczas polskiemu czytelnikowi z dwóch przekładów, obu niestety fatalnej jakości. Przeczytawszy go w przeszłości, uznałem „Nadnaturalny…” za kiepsko napisany, zbyt pobieżny tekst. Dopiero po lekturze przekładu Macieja Płazy doceniłem pracę Lovecrafta. Jasne, do niektórych rzeczy można się przyczepić (na przykład skandaliczne niedocenienie J. Sh. Le Fanu), jednak tym razem sprawił mi on ogromną przyjemność. W końcu dało się to czytać!

Kolejnym przebojem (mam nadzieję że słowo to nie jest w tym przypadku nadużyciem) z klasyki, jaki wydał Vesper był „Mnich” M. G. Lewisa. Rzecz jasna, powieść dwudziestolatka była już wydawana kilkukrotnie w Polsce. Jednak nigdy tak pięknie! Opowieść o obłudnym Ambrosio, demonicznej Matyldzie i niewinnej Antoni czytana przeze mnie po latach w dalszym ciągu zachwyca. Z całej gotyckiej klasyki to moja ulubiona lektura. Czego tu nie ma! Jest upiór „krwią broczącej zakonnicy”, sadystyczne zakonnice, morderstwa, kazirodztwo (nieświadome, to nie wiem czy się liczy), Żyd Wieczny Tułacz i – a jakże – Szatan w osobie własnej. Powieść rozpoczyna się od sceny snu, w którym demon gwałci dziewczę nadobne, a kończy w katakumbach, wśród zmurszałych zwłok mniszek, i robactwa jakie zalęgło się w ciałach cokolwiek świeższych. No, jak tu tego nie kochać?
Jeśli ktoś czyta klasykę, to czyta ją tylko dlatego, że inni ją wydają – i tymi wydawnictwami od kilku ładnych lat niezmiennie są C&T i Vesper.  Panie i panowie, chapeau bas!

3.      Inne wydawnictwa

Czy Stanisław Lem pisał horrory? Z pewnością wiele osób tak postawione pytanie uzna za niepoważne. Sam geniusz polskiej fantastyki uznałby je pewnie za idiotyczne. Ja jednak uparcie zaliczam kilka powieści i opowiadań tego pisarza do grozy. Zresztą, sam Lem, który niemożebnie nabijał się z „Frankensteina” a Lovecrafta wysyłał na „śmietnik wyobraźni” musiał być fanem gatunku. Przecież to on promował Grabińskiego i M. R. Jamesa. „Śledztwo” w ubiegłym roku wznowione przez Wydawnictwo Literackie zawiera sporo motywów kojarzonych z literaturą grozy. Wszak dotyczy ona dochodzenia w sprawie zwłok które znikają z wiejskich kostnic… Rzecz jasna ta powieść jest odległa od współczesnych zombie – horrorów jak mój dom od układu planetarnego Aldebarana, jednak z czystym sumieniem mogę ją nazwać rasowym weird fiction.
Kolejnym autorem weird fiction, który gości w podręcznikach do języka polskiego, lecz nigdy na półkach z napisem „groza” jest Franz Kafka. Rewelacyjna i legendarną „Przemianę” która zainspirowała chociażby Joe Hilla, czy okrutną „Kolonie karną” można znaleźć w wydanych przez PIW „Opowieściach i przypowieściach”. Porównanie spisu treści tej książki ze spisami treści starych antologii z dreszczykiem powie nam, że najbliższe klasycznemu horrorowi opowiadania Kafki już znamy. Zbiór zawiera jeszcze sporo tekstów o których ja nie miałem pojęcia. Pozycja obowiązkowa dla każdego, kto szuka literatury wysokoartystycznej w której tkwi potężny ładunek Niesamowitości. 
Prawie bez echa przeszło drugie wydanie „Demonów Perwersji”. Wydawnictwo Kabot ani nie ma marketingu jak wielkie firmy, ani nie jest tak dobrze rozpoznawane przez fanów jak Vesper lub C&T. A szkoda, bowiem kolejna edycja „Demonów…” została poszerzona  poszerzone o 22  dodatkowe nowele, w tym również autorstwa zapomnianych już dziś niemal zupełnie pisarzy, jak na przykład: Hans Meixner, Marian Żalicki, Hans Wohlbold, Leonard Stein, Max Kroll.

4.      Podsumowanie


Mieliśmy więc kilka premier i kilka wznowień. Osiem łącznie książek. Dużo to, czy mało? Na pewno mniej niż w roku 2015, jednak nie mam powodów do narzekania. Jest co czytać, a co ważniejsze – wszystkie pozycje zostały świetnie wydane, każda była potrzebna. Na rynku wydawniczym, w podejściu do szeroko rozumianej klasyki literatury grozy panuje podejście jakościowe, nie ilościowe. To dobrze.   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz