Okiem na Horror

Okiem na Horror

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Cara Hunter- Kto porwał Daisy Mason?

Naprawdę chce wierzyć, że Masonowie są niewinni, ale jak mogę? Wystarczy jedno spojrzenie na ich zachowanie w telewizji #DaisyMason
Mam nadzieję, że zdechną na raka. Niech umrą bolesną śmiercią w potwornych męczarniach. #Masonowie #winni*

Wszyscy wiedzą co się stało. Wystarczy wyciągnąć wnioski z obserwacji. Zresztą to zawsze najbliżsi są winni. Albo ktoś z sąsiadów lub niedawnych skazańców. Kto porwał Daisy Mason? Odpowiedź jest prosta, ale pytanie powinno brzmieć inaczej – kto zabił Daisy Mason. Oczywiście, że rodzice.
Internetowi hejterzy to powszechne i skrajne zjawisko. Anonimowość w sieci sprzyja wydawaniu sądów i bluzgów. Łatwo opinie publicznej przychodzi znalezienie winnego i osądzenie go – jeszcze długo przed tym, nim zrobią to odpowiednio powołane do tego służby.
To samo dzieje się, gdy podczas sąsiedzkiego przyjęcia bez śladu ginie ośmioletnia dziewczynka Daisy Mason. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie, ale dziewczynki i żadnych śladów po niej nie ma. Statystyki są nieubłagane – podczas takich spraw to zawsze na najbliższych spada pierwsze podejrzenie. Policjanci, którzy jako pierwsi dotrą na miejsce dokonują chłodnej kalkulacji i oględzin właśnie tych osób. Potem sprawa dociera do mediów, a lawina internetowych hejterów rusza szybko, bo oni już wiedzą co się stało z małą Daisy. 


Cara Hunter w „Kto porwał Daisy Mason?” nie pisze tylko o mechanizmach, jakie zachodzą podczas dramatycznych poszukiwań dziecka, choć nie brakuje smutnej prawdy, iż po 24 godzinach po zgłoszeniu zaginięcia, najczęściej szuka się zwłok, a nie żywej osoby. Autorka w książce tej skupia się przede wszystkim na przedstawieniu portretu z pozoru idealnej rodziny, w której jednak widać jakąś rysę. Dostrzega ją także opinia społeczna. Co tak naprawdę zdarzyło się w rodzinie Masonów i co stało się z Daisy?

Niezależnie od tego, jak zrozpaczeni się wydają, i nieważne, jak nieprawdopodobnie to brzmi, oni widzą, kto to zrobił. Może podświadomie, może jeszcze nie w tej chwili, ale wiedzą. Oni to wiedzą.*
Oceniamy i wydajemy sądy. Wszyscy. Ta książka ma na celu to, by dosłownie wciągnąć się w ten cały mechanizm poszukiwań, poszlak, śladów, które doprowadzą do rozwikłania sprawy na temat tego, co stało się z Daisy. Takich książek było już sporo, ale w tym wypadku Cara Hunter stara się ukazać nie tylko dramat rodzinny, ale chce wejść głębiej w jego strukturę i odpowiedzieć na pytanie nie kto, ale dlaczego? „Kto porwał Daisy Mason?” to książka nasączona akcją, ale też niepozbawiona monotonnej procedury policyjnej, czy dziwnych zwrotów akcji. To jednak pozycja, którą czyta się dobrze, bo podchodzi do sprawy na świeżo, pokazuje dobitne i niszczące działanie mediów społeczniościowych oraz wydawanie przez nią pochopnych, niczym niepodpartych oskarżeń. Łatwo jest w ten sposób zniszczyć drugiego człowieka. 

Tak naprawdę podczas czytania nie jest łatwo znaleźć odpowiedź na tytułowe pytanie. Jest ono sporym zaskoczeniem, którego kompletnie się nie domyślałam. Daje też pewne pole do zastanowienia. Nieprzewidywalne zakończenie, to według mnie najsłabsza część w całej książce. Krótkie, mało treściwe, pozostawiające sporo pytań. Tak jak cała książka była nasycona wątkami, tak zakończenie przebiegło gładko i jakoś tak niezrozumiale… Książka reklamowana jest jako najlepiej sprzedający się na Wyspach Brytyjskich debiut w gatunku thriller psychologiczny roku 2018. I jest to dobra książka, którą czyta się szybko i z ciekawością. Ten psychologizm gatunkowy nie jest jednak tak mocno namacalny, to raczej dramat rodzinny pełen sekretów i nierozwiązanych spraw z przeszłości. 


Autorka recenzji: Magdalena Wardęcka
*Cytaty pochodzą z książki


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz