niedziela, 5 listopada 2017

S. J. Parris - Zdrada

"Zdrada" to pierwsza powieść S.J. Parris jaką przeczytałem i w chwilę po zakończeniu lektury postanowiłem, przy okazji zaopatrzyć się we wcześniejsze powieści autorki. Pomimo,  że to kolejny tom przygód Giordano Bruno - detektywa, naukowca, filozofa i zakonnika, czytanie w kolejności wydań nie jest aż tak bardzo istotne, a wydane wcześniej tytuły ( "Profanacja", "Przepowiednia" i "Herezja") nie stanowią spójnego cyklu, serii. Oczywiście łączy jest postać bohatera, jednak pod względem akcji są to osobne historie.

 Giordano Bruno to postać historyczna żyjąca w XVI wieku. Przekonania Bruno stanowią niezwykłą mieszankę postępowych teorii naukowych i starożytnego mistycyzmu. Bruno wierzył w kopernikowską teorię kosmosu, jednak jego wizja wszechświata opierała się na połączeniu magii i filozofii okultystycznej.Oczywiście szerzenie takich postaw musiało spotkać się z reakcją kościoła i o ile Kopernik był poza zasięgiem inkwizycji, to Bruno zmuszony był rozpocząć tułaczkę po świecie.
Idee, których był wyznawcą spowodowały, że stał się wrogiem numer jeden Świętej Inkwizycji i w tym momencie poznajemy naszego książkowego bohatera. Czyż postać z taką historią nie jest idealna, aby wprowadzić ją jako głównego bohatera w serię szpiegowskich i historycznych kryminałów? Oczywiście, że tak i S.J. Paris skorzystała z tego w sposób rewelacyjny.

Wystarczyła jedna noc w porcie Plymouth i los wyprawy wojennej przeciw Hiszpanom zawisł na włosku, podobnie jak ciało szlachcica Dunne’a na belce statku Elizabeth Bonaventure… Samobójstwo? Zemsta? A może coś więcej? Jakkolwiek by było, z trupem na pokładzie królewska ekspedycja nie wyruszy z portu. A już na pewno nie, jeśli się okaże, że wśród załogi jest ktoś, kto pomógł Dunne’owi opuścić ten padół łez… Giordano Bruno, były zakonnik i heretyk, obecnie na usługach królowej, zgadza się wytropić mordercę. Krążąc po zaułkach Plymouth, odkrywa, że cienie miasta kryją mroczne tajemnice… I orientuje się, że ktoś śledzi każdy jego krok. A to staje się szczególnie niebezpieczne, gdy w jego ręce trafia tajemniczy manuskrypt…

sobota, 28 października 2017

Bartosz Woliński - Dziwne sny

Czasem długo po przebudzeniu kołatają się w naszych głowach, bo niejednokrotnie przerażają swoją prawdziwością i namacalnością. „Dziwne sny” Bartosza Wolińskiego to zbiór, na który składa się osiem opowiadań, które właśnie są na pograniczu snu i jawy.
Pierwszym, co przykuwa uwagę w tym zbiorze, jest język – bardzo specyficzny, niemalże poetycki. I choć nie mogę przyczepić się do składni, stylistyki i ogólnego sensu, to jednak przez owy charakterystyczny warsztat autora, czytanie tego zbioru opowiadań nie było rzeczą najprostszą. Zamierzenie, czy też nie – autor sprawił, że nastrój tej książki, tych tytułowych dziwnych snów, został dodatkowo podkreślony, ale też – przez jednostajność językową – zlewał się w jedno.

piątek, 27 października 2017

Miroslav Zamboch - Zakuty w stal

Miroslav Zamboch jest dobrze znany polskiemu czytelnikowi. Ten czeski autor zasłynął u nas kilkoma powieściami i opowiadaniami, z bohaterem Koniaszem.To typowe przygodówki, gdzie czytelnik otrzymuje super bohatera, nie bez skaz oczywiście, akcja rwie do przodu, nie brakuje krwawych opisów, a potyczek i utarczek jest co nie miara.
 Od zeszłego roku Fabryka Słów wznawia dotychczas wydane w Polsce książki Zambocha i serwuje nam nowe tytuły. Nowa seria dodatkowo została o powieści SF „Wojna absolutna” (recenzja), czy najnowszą „Zakuty w stal”. Oczywiście nie można przypisywać autorowi poruszania się tylko w jednym gatunku. Weźmy chociaż „Sierżanta” mieszankę fantasy ze steampunkiem. Więc Zamboch to autor wielogatunkowy i zdaje się, że w każdej z odmian powieści z szerokiej fantastyki radzi sobie doskonale. Jak jest tym razem? Jak Zamboch poradził sobie z postapokalipsą?

czwartek, 26 października 2017

Neil Gaiman - Chłopaki Anansiego

Neila Gaimana nie trzeba nikomu przedstawiać. To autor niesamowitych zbiorów opowiadań i powieści.  Tak naprawdę nawet trudno wymienić te najlepsze, ponieważ wysoki poziom cechuje je wszystkie. Do tego dochodzi charakterystyczny styl Gaimana, którym porwał tysiące czytelników na świecie. Oczywiście można się licytować i przekomarzać, która książka jest najlepsza. Dla mnie to „Amerykańscy bogowie”  i tutaj chyba nie będzie zaskoczenia, oraz „Nigdziebądź”  - niedługa, jednak wspaniała, pełna niesamowitych bohaterów i fantastycznego, mrocznego świata. O Gaimanie można by pisać wiele, ale chyba nie to jest moim celem. Zresztą dyskusje te pozostawiam prawdziwym znawcom twórczości amerykańskiego autora.
Od jakiegoś czasu wydawnictwo MAG wypuszcza po raz kolejny książki Gaimana. Najnowsze, to już chyba piąte wydanie. Tym razem wydawca postawił na fantastyczną oprawę graficzną. Wszystkie książki utrzymane są w czarnej tonacji okładki z jednobarwnym pozakręcanym i powywijanym tytułem. Za ten szalony pomysł odpowiada uznany na rynku grafik Dark Crayon. Książki wydane są na dobrym papierze, szyte, ze wstążką - zakładką, o wypukłym grzbiecie. Cała seria prezentują się wspaniale.
Wróćmy jednak do ostatniego tomu wspomnianej powyżej serii. „Chłopaki Anansiego” to historia Grubego Charliego i Spidera – synów pana Nancy`ego (Anansiego) pajęczego boga. Tą niesamowitą postać, mogliśmy poznać właśnie w „Amerykańskich bogach”.

poniedziałek, 23 października 2017

S.K. Tremayne - Dziecko ognia

Dziecko słyszy głos. Szepcze mu o złych rzeczach, mówi, że stanie się coś niedobrego. Ten głos należy do matki dziecka, ale matka już nie żyje…
Kornwalia słynęła niegdyś z systemu podziemnych kopalni cyny i miedzi. Wielu zbiło na nich fortunę, jeszcze więcej osób poniosło w nich śmierć. To tam pracowali nieraz w nieludzkich warunkach, nieustannie wydobywając cenne złoża. Fikcyjna Kopalnia Morvellan, w której dzieje się ważna część książki, odpowiada obrazom tym prawdziwym, historycznym kopalniom mieszczących się u podnóży klifów w Kornwalii.
To właśnie w tym niepokojącym krajobrazie rozgrywa się książka „Dziecko Ognia” S.K. Tremayne. Zaczyna się trochę naiwnie i jak z taniego romansidła, bo opowiada o młodej, świeżo upieczonej żonie o imieniu Rachel, która wyszła za swojego partnera po niespełna kilku miesiącach znajomości. Tak się składa, że jej mąż jest dziedzicem rodzinnej fortuny, która swą majętność zawdzięcza kopalniom ze złożami miedzi i cyny. Kobieta odtąd zaczyna nowe życie, w zabytkowym, ogromnym domu, w którym mieszka matka jej męża oraz syn…

niedziela, 22 października 2017

VIRION już w sprzedaży!





J.L. Bourne - Armagedon. Dzień po dniu

Ile znacie książek, czy filmów o zombie? Z pewnością mnóstwo! Po serialowym fenomenie The Walking Dead ich liczba jeszcze jakby bardziej wzrosła. Żywe trupy, nieznany wirus, walka o życie, totalny armagedon. Scenariusz jest praktycznie zawsze ten sam. Co więc wyróżnia na ich tle książkę „Armagedon dzień po dniu” J.L. Bourne? Według mnie – niewiele.
Książek o końcu znanego nam świata w ostatnim dziesięcioleciu powstało naprawdę wiele. Życie po wybuchu bomby atomowej, śmiercionośny wirus, który zdziesiątkował ludzkość, czy też wreszcie zombie, żywe trupy, ludzie, którzy przemienili się w bezmyślne istoty. Schemat zawsze jest ten sam. Dziwne doniesienia, budząca się panika i w końcu totalny chaos. Walka o przetrwanie w dotąd uporządkowanym świecie staje się głównym tematem tego typu powieści. Zombie, które chcą tylko niszczyć i mordować, to jedno w obliczu kończącego się pokarmu i nienawiści jednej osoby wobec drugiej. Nie tylko żywe trupy tracą człowieczeństwo. Bardzo trudno w tym temacie być oryginalnym, wnieść do niego coś zupełnie innego, świeżego. „Armagedon dzień po dniu” mnie nie zaskoczył, była to po prostu kolejna książka z cyklu tych o zombie. Inna jest za to konstrukcja powieści.

wtorek, 17 października 2017

Marta Guzowska - Reguła nr 1



Druga część przygód doktor Simony Brenner już od pierwszych stron porywa nas w wir szalonej przygody osnutej na micie o Argonautach. Złodziejka łamie przy tym wszelkie możliwe zasady...

Złote runo.
Mit czy prawda? Simona będzie musiała szybko kombinować, bo czas ucieka. A wręcz go nie ma i nie można kombinować.
Powraca Konstantinos, który składa Brenner ofertę nie do odrzucenia. Jak zwykle.
W pogoni za złotem - przecież musi być złoto! - archeolog przemierzy szmat świata i zawiesi na kołku swoje sławetne reguły. Zwłaszcza tę tytułową, nr 1 - nie ufaj nikomu. Będzie musiała zaufać, by móc działać. Zmienne sojusze rzucają coraz to inne światło na zagadkę, którą musi rozwikłać, a trup ściele się gęsto. Simona opuszcza więc gardę ufając, ale łamiąc też inne zasady, również te, które ad hoc wymyśla. Widowiskowe zakończenie z nadzieją na świetne rozwinięcie w kolejnym tomie (tak, chcę takiego rozwinięcia pani Marto!)

środa, 11 października 2017

Słowiańskie koszmary



Antologia słowiańskiego horroru w drugiej odsłonie, czyli „Słowiańskie koszmary”. 

Powiem szczerze, że mam problem od czego zacząć. Może więc standardowo.

Horror Masakra wydaje kolejną antologię w klimatach słowiańskiej demonologii. Poprzednia, „Krew zapomnianych bogów” zebrała dobre opinie, co bardzo cieszy. Wyprzedała się chyba do zera, a jak  się nie mylę, to pojawiły się nawet dodruki. Pomimo sukcesu sprzedażowego to nie była idealna pozycja. Jak w każdej niemal antologii, czy zbiorze opowiadań różnych autorów, trafiły się teksty świetne, przeciętne i tragiczne (Zainteresowani moją opinią mogą znaleźć recenzję tutaj).

Mija rok i pojawiają się „Słowiańskie koszmary”. Książka dociera do mnie z opóźnieniem i to dość sporym, więc miałem czas, aby prześledzić opinie, recenzje i zachwyty autorów nad swoimi tekstami. Zresztą pojawiają się i teraz, więc fajnie, że książka tyle czasu od premiery nadal żyje. Podejrzewam, że i sprzedaje się dobrze. Wspomniałem, że mam problem z Koszmarami. Wynika on chyba z tego, że czytając pobieżnie te wszystkie opinie postawiłem autorom i wydawcy poprzeczkę bardzo wysoko. Wszyscy chwalą, więc musi być to świetna rzecz. Ba! Sam nawet na fanpejdżu Okiem na Horror pisałem, że zapowiada się bardzo dobra lektura, sugerując się internetowymi opiniami i dwoma tekstami, które od ręki przeczytałem.

wtorek, 10 października 2017

Undergroundowy rynek horroru



Od jakiegoś czasu zastanawiam się jak będzie wyglądał rynek książki w Polsce, w świetle upadku sieci Matras i ewidentnego wzrostu popularności wydawnictw undergroundowych. O ile odpowiedź na pierwszy człon zdania jest chyba prosta, to drugi jest nadal dla mnie zagadką. 

Wróćmy na chwilę do rynku księgarni stacjonarnych. Jak w jednym z wywiadów publikowanych w OkoLicy Strachu, Aleksandra Saługa – współwłaściciel wydawnictwa Albatros stwierdziła, że rynek książki, jak każdy, nie znosi próżni i z pewnością pojawią się nowi gracze i luka po upadłym Matrasie zostanie zapełniona. Zupełnie innym zagadnieniem jest wzrost sprzedaży w księgarniach internetowych i wydaje się mi, że to właśnie tego typu księgarnie w najbliższym czasie zawładną rynkiem. Nie będę ukrywał, że sam w takowych książki kupuję. Powód jest prosty: cena, szeroka dostępność tytułów, czas realizacji, wygoda.

Wróćmy jednak do rynku podziemnego, który jest tematem moich rozważań. 

piątek, 6 października 2017

Thomas Raab - Cisza



CISZA

Z czystej ciekawości przejrzałam kilka recenzji na temat tej właśnie książki. Byłam bardzo ciekawa opinii ludzi, którzy  już ją przeczytali. Na  jednym z blogów w oczy  rzuciło mi się zdanie
„Nie bardzo wiem, co pisarz chciał mi powiedzieć, tworząc postać Karla {…}” i przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie to. I zasmuciło zarazem, bo według mnie „Cisza” to wspaniała książka, a Karl jest niesamowita postacią.
Inną niż wszystkie."

Karl Heidemann od dziecka cierpiał na nadwrażliwość słuchową. Już w brzuchu matki czuł się przytłoczony przez kakofonię otaczających go zewsząd dźwięków. Podczas swojej pierwszej wycieczki poza mury dźwiękoszczelnej piwnicy, w której spędzał dzieciństwo, stał się naocznym świadkiem samobójstwa matki. Zamiast szoku chłopiec odczuł emanujący od śmierci spokój oraz bezwzględną, niczym niezmąconą ciszę. To wczesne odkrycie dało początek niezdrowej fascynacji śmiercią i wszystkim, co z nią związane. Swoje badania nad procesem umierania Karl rozpoczął od zabijania chorych zwierząt, by następnie poszukać materiału do badań również wśród ludzi. Jego dwie pierwsze ofiary to ludzie odpowiedzialni za śmierć jego matki.

środa, 4 października 2017

James Rollins - Podziemny labirynt.

Książek Jamesa Rollinsa w biblioteczce mam bodajże jedenaście. Niemal wszystkie czekają na swoją kolej, więc nadrabiam zaległości w każdej wolnej chwili. Dotychczas przeczytałem pierwszy tom zakonu Sangwinistów „Ewangelię krwi”. Wrażenia z tej lektury możecie znaleźć na blogu. Wspomnę dosłownie w jednym zdaniu, że połączenie elementów horroru i powieści sensacyjnej Rollinsowi wyszło świetnie. Na pewno przeczytam dalsze losy bohaterów, w kolejnych dwóch tomach. Jednak, aby poznać szerszy dorobek autora sięgnąłem po powieść, która nie jest częścią żadnego cyklu.

„Podziemny labirynt” to powieść o podroży do wnętrza ziemi, gdzie przez miliony lat skrywany przed człowiekiem istniał nieznany świat. To świat zadawałoby się wymarły, znajdujący się na mroźnej Antarktydzie, skryty w kraterze wulkanicznym, przecięty setkami korytarzy, dziesiątkami grot, małych i olbrzymich. To świat cudów i skarbów. I jeszcze czegoś……

Grupa starannie wyselekcjonowanych naukowców ma zbadać ciągnący się setkami kilometrów system tuneli i jaskiń. Wszystko znajduje się pod zmarzliną Antarktydy. Wyruszają w drogę.  Zespół skkłada się z kilku osób, każdy z nich innej specjalności min: mamy biologa, geologa czy antropologa. Wyruszają zbadać korytarze. Misja wydaję się łatwa. Sam fakt istnienia systemu jaskiń, w których znajdują się wykute w skale legowiska sprzed kilku milionów lat są tylko początkiem rewolucyjnych odkryć, które na nich czekają.
Na miejscu okazuje się, że początkowy cel jakim było zebranie próbek i eksploracja tuneli, zostaje zmieniony w misję ratunkową. Kilka tygodni wcześniej w mroczne korytarze wyruszyła inna ekipa, po której ślad zaginął.

wtorek, 3 października 2017

Peter James - Bardzo starannie planuję każdą powieść. Wywiad




Witaj Peter!
Bardzo się cieszę, że ponownie mamy okazję, aby porozmawiać. Ostatni wywiad jaki z Tobą przeprowadzałem poprzedzał premierę horroru „Dom na wzgórzu”. Ta książka zdobyła nagrodę  dla Książki Roku w kategorii Horror, przyznawaną przez użytkowników Lubimy Czytać – największego w Polsce serwisu poświęconego literaturze. To musiała być dla Ciebie miła niespodzianka – pokonałeś wielu świetnych autorów z Polski i zagranicy.

Bardzo dziękuję, mnie również jest niezmiernie miło, że znów możemy porozmawiać. Nagroda jest zawsze ogromnym zaszczytem, szczególnie jeśli przyznają ją czytelnicy z zagranicy, którzy przeczytali książkę w swoim ojczystym języku, innym niż angielski. Statuetka zajęła honorowe miejsce w moim biurze, patrzę na nią z wielką przyjemnością i uśmiechem na ustach! 

Jesteśmy świeżo po premierze twojej kolejnej powieści z Royem Gracem, „W godzinie śmierci”. To dziewiąty tom tego cyklu, który ukazuje się w Polsce. Czy Roy Grace to twój ulubiony bohater, spośród wszystkich których stworzyłeś? 

O tak, zdecydowanie! Czuję z nim najgłębszą więź i jestem pewien, że gdybym go spotkał, od razu byśmy się polubili. Zawsze mówię, że gdyby kiedykolwiek zdarzyło się nieszczęśliwie, że ktoś z mojej rodziny zostanie zamordowany, chciałbym, żeby to właśnie Roy prowadził śledztwo. Oczywiście, Roy ma całkiem sporo moich cech, to też nie bez znaczenia.

poniedziałek, 25 września 2017

Copernicon! W drodze przez armagedon, ku rozmyślaniom nad polską grozą.



Na Copernicon wyruszyłem po godzinie piętnastej w piątek. Trzy godziny drogi i powinienem być na miejscu. Tym razem wybrałem trasę przez mniejsze miejscowości, omijając bramę Kaszub – Chojnice. Ze wspomnieniami z zeszłego roku, nastawieniem na świetną imprezę, pełen pozytywnej energii „gnałem” w kierunku Torunia. Dojeżdżając w rejony Sępulna Krajeńskiego mijałem rejon, nawiedzony przez tegoroczny armagedon który spustoszył rejony Kaszub. Już po kilku kilometrach za Sępulnem moim oczom ukazały się zniszczone lasy. Setki połamanych na wysokości kilku metrów drzew, potężne „grzyby” z korzeni sterczące nad powierzchnią ziemi i położone jak zapałki olchowe i brzozowe lasy wywarły zatrważające wrażenie. Pomimo, że nie było to epicentrum kataklizmu, wrażenie było straszne. Połacie lasu jakby po wybuchu tysięcy pocisków. Podobny widok miałem okazję oglądać tylko na zdjęciach z czasów pierwszej wojny światowej, z terenów frontu zachodniego. Straszny, przerażający widok. Z mrocznymi myślami dotarłem do Torunia.

czwartek, 21 września 2017

G. X. Todd - Obrońca



Świat uległ zniszczeniu. Rozsypał się przeszło siedem lat temu. Podobno to wszystko przez głosy, które ludzie słyszeli w swoich głowach. Szeptały, namawiały do najgorszego, zachęcały do zagłady. Stało się… Ludzkość posłuchała doprowadzając swój gatunek na skraj wyginięcia.
Teraz po miejscu, które kiedyś było znane jako Stany Zjednoczone, wędruje mężczyzna zwany Pielgrzymem. Na swoim motocyklu przedziera się przez zniszczone krajobrazy i setki leżących wszędzie ciał. Podróżuje bez konkretnego celu, jedynie po to by przetrwać. 

W tym postapokaliptycznym krajobrazie na próżno szukać drugiego człowieka. Nawet jeśli się go spotka, to lepiej go unikać. Nowy świat nie ceni sobie bliskich relacji i wzajemnej pomocy. Każdy chce przeżyć. Za wszelką cenę. Pielgrzym jednak zatrzymuje się na skraju pustej drogi, przy której kilkunastoletnie dziewczyna „sprzedaję” lemoniadę. Transakcją wymienną za niespotykany w tych czasach napój, ma być przewiezienie jej do Vicksburga, w którym jeszcze przed końcem świata mieszkała siostra dziewczyny. Pielgrzym – sam nie wiedząc czemu - godzi się na tę prośbę. Zdziwiony jest naiwnością tej młodej istoty, która zdaje się nie wiedzieć nic o współczesnym, niebezpiecznym świecie, w którym przyszło jej żyć. Nie wie też, że Pielgrzym słyszy głosy… Wybierają się we wspólną podróż, która ostatecznie splata ich losy na trwałe.

środa, 20 września 2017

Bezsenne Środy - TOP 5 potworów Stephena Kinga







21 września to data wyjątkowa dla wszystkich miłośników tradycyjnej grozy w starym, dobrym stylu – to urodziny Króla Horroru, czyli Stephena Kinga. W tym roku obchodzimy 70-tą rocznicę i z narastającym napięciem wyczekujemy jesiennych premier spod jego pióra – powieści „Śpiące Królewny”, którą napisał razem z synem Owenem Kingiem, oraz opowiadania „Pudełko z guzikami Gwendy” razem z Richardem Chizmarem. W nowym roku nadchodzi „The Outsider”, a to oznacza, że my, fani prozy Stephena Kinga, nie możemy czuć się zawiedzeni.
Aby uczcić ten wyjątkowy dzień (w końcu 70-te urodziny to poważna sprawa), w ramach hip hip hurra urodzinowego w Bezsenną Środę, przygotowaliśmy dla Was:

TOP 5 POTWORÓW STEPHENA KINGA

Artur Urbanowicz - Książka jako dzieło sztuki. Wywiad



Cześć Artur.

Niedawno premierę miała Twoja najnowsza powieść  „Grzesznik” . Książka zbiera bardzo dobre recenzje, sprzedaje się świetnie, jest o niej głośno. Jesteś zaskoczony, czy może spodziewałeś się takiego obrotu?


Powiem Ci szczerze – spodziewałem się, że będzie dobrze. Czułem i nadal czuję, że ta powieść mi zwyczajnie wyszła. Przede wszystkim – „Grzesznik” mi się podoba, jestem z niego zadowolony, co biorąc pod uwagę moje krytyczne podejście do swoich (po)tworów jest wyczynem. Wzięło się to ze zwyczajnej świadomości dobrze wykonanej roboty – czasu poświęconego na napisanie, liczby korekt tekstu od deski do deski (było ich około dwadzieścia),  liczby osób, którym dałem go do przeczytania na różnych etapach tworzenia i konsultacji z nimi (nawet typu: „Czy końcowy twist cię zaskoczył? Jeżeli nie, gdzie popełniłem błąd? Czy zdałeś sobie sprawę o co tak naprawdę chodzi w intrydze po przeczytaniu tego jednego, konkretnego zdania?” i tym podobne), dopieszczenia okładki, na którą koncept przyszedł mi do głowy w magicznym przypływie natchnienia; drobiazgowości, jeżeli chodzi o research i wreszcie wykształcenia odnośnie dobrego warsztatu, które nabyłem w międzyczasie. Dodaj do tej mieszanki wybuchowej udział Dominiki i Przemka z wydawnictwa Gmork, którzy podchodzą do publikacji książki podobnie i oficjalny patronat nad powieścią miasta Suwałk, który oczywiście wiąże się z dodatkowymi środkami na promocję. To po prostu musiało się udać, co jest kolejnym przykładem potwierdzającym banalną tezę, że rzetelna, wyczerpująca praca popłaca i pozwala patrzeć na przyszłość ze spokojem, zaś pośpiech w tworzeniu jest wybitnie niewskazany. W zasadzie jedyną obawę, jaką miałem, to jak do powieści podejdą kobiety. Nie da się ukryć, że jest bardzo męska – przedstawia świat samców alfa, występuje w niej niewiele kobiecych postaci, pojawia się sporo odniesień do sportu i typowo męskiego humoru, który nie każdemu musi się podobać. Na szczęście obawy okazały się bezpodstawne, co tylko cieszy.

wtorek, 19 września 2017

Edward Lee - Zgroza w Innswich


 Czekałem na tą pozycję od dawna i liczyłem, że w końcu ukaże się w kraju nad Wisłą. No i jest. Powieść niemal kultowa wśród wyznawców twórczości Lee. Tej niesamowitej otoczki dodaje jej zapewne fakt, że to hołd, podziękowanie Edwarda Lee dla Howarda Philipsa Lovecrafta.  To jakby rozliczenie się autora za inspiracje i wpływ jaki wywarł Lovecraft na całą twórczość Lee. Przecież w wielu jego utworach pojawiają się odniesienia do mitologii Cthulhu, nawet jeżeli nie jednoznacznie, to duch Providence unosi się niemal nad każdą książką Lee. O uwielbieniu dla H.P.La Ed opowiadał nie raz i przy wielu okazjach, paradując zresztą w koszulce z wizerunkiem swojego mistrza. Przypomnijcie sobie Polcon w 2016 roku.

Wracamy do „Zgrozy w Innswich” . To bardzo mocne nawiązanie do jednego z najznakomitszych opowiadań Lovecrafta „Zgroza w Innsmouth”. Nasz bohater, miłośnik twórczości H.P.La podąża szlakiem autora, odwiedza miejsca gdzie ten przebywał, gdzie pijał kawę i o ile to możliwe – także miejscowości, w których dzieje się akcja opowiadań. Foster Morley dociera do tytułowego Innswich, które jak się okazuje, jest kalką Innsmouth (lub odwrotnie). Morley rozpoczyna własne ‘dochodzenie”, aby jak najwięcej dowiedzieć się o mieście i jego mieszkańcach, pragnie nasiąknąć atmosferą tego miejsca, które co chwila odkrywa przed nim zadziwiająco zbieżne fakty z treścią prawdziwej noweli Lovecrafta.

Jedynym minusem książki jest okładka, chociaż zdążyłem już się do niej przyzwyczaić. Na początku wydawała się mi okropna w każdej wersji, a powstały chyba trzy. Wszystkie tragiczne.
Idziemy dalej i na tym minusy się kończą.

Swego czasu miałem przyjemność posłuchać jednej z audycji radiowych, podcastu, gdzie rozbierano Zgrozę niemal na czynniki pierwsze i z eteru wylewało się wręcz narzekanie, jak to jest słabe, a że nieudana kopia i słabe, i słabe. Powiem tak. Kompletnie tego nie rozumiem. Mówienie, czy pisanie, że po lovecraftowskim horrorze Lee spodziewano się czegoś więcej, czegoś bardziej w duchu H.P.La (a może bardziej w duszy), to jakieś totalne nieporozumienie. Znając twórczość Lee należy się nastawić na klimaty Lee. Autor ten, nigdy nie napisze tekstu pokroju Derletha, Wilsona czy Bishop. Lee po prostu pisze inaczej. I tak zaskoczeniem jest niemal brak mocnych opisów z których znamy autora. Tak naprawdę w całej powieści nie stykamy się z wulgarnym językiem, wyuzdanymi i dosłownie opisanymi scenami. Widać, że Lee tonuje to wszystko i jeżeli ktoś się spodziewał czegoś na wzór „Sukkuba” to może być zawiedziony. Niemniej, każdy kto zaczerpnął prozy obydwu Panów, powinien być usatysfakcjonowany.  Mamy tutaj przecież to, co jest charakterystyczne dla utworów z kręgu mitologii Cthulhu podane niemal od pierwszej strony. Jest klimat, napięcie, groza i niesamowitość. Jest strasznie i groźnie, świetne pomysły mieszają się jakby z ogranymi już chwytami, jednak podane w bardzo wyważony sposób. Jest także osoba samotnika z Providence i pomimo, że finał może okazać się do przewidzenia, jednak zaskakuje. Ok. Może końcówka nie jest najmocniejszą stroną całej książki i można tutaj zarzucać autorowi, że przesadził, przebarwił, spłycił klimat całej powieści, to ogólnie „Zgroza w Innswitch”  jest najbardziej udaną pozycją Domu Horroru.


Świetny horror, który nie nudzi, ale i nie obrzydza, wprowadza świeży oddech bazując na klasycznym tchnieniu. POLECAM!

poniedziałek, 18 września 2017

Jesteś dla mnie wszystkim - Edward Lee 18+

Prozą Edwarda Lee częstuję się zawsze z największą ochotą, tym bardziej, że w Polsce nie ukazuje się tego za wiele i jedynie Dom Horroru obecnie wydaje autora, którego boi się nawet Jack Ketchum, z kolei twórczości tego, boi się Stephen King..

Po „Zgrozie z Innswich” o której opinia ukaże się na blogu Oka już niedługo, przyszła kolej na nowelę „Jesteś dla mnie wszystkim”, także z Domu Horroru. Dzisiaj tylko wspomnę Zgrozę, że to świetny lovecraftowski horror, który jest hołdem, jaki Ed Lee składa samotnikowi z Providence. Horror bardzo udany, chociaż w sumie zabrakło w nim tego, do czego Lee nas przyzwyczaił. Jednak jak wspomniałem, o Zgrozie będzie przy innej okazji. 

Wracamy do „Jesteś dla mnie wszystkim”.
Nowela reklamowana przez wydawcę jako najcięższe uderzenie, liturgia plugastwa, wynaturzenia, gore i cholera wie czego jeszcze. O dziwo, Dom Horroru tutaj się nie myli. Otrzymujemy jednodniowy zapis z życia Easter, która żyjąc wraz z mężem i córką na totalnym zadupiu – bez prądu i wszelkich technologii, wiedzie życie z dnia na dzień, ze świadomością grzechu, jaki zagnieździł się pod ich dachem.  Mówiąc krótko jej ukochany mąż regularnie kopuluje z ich córką, zmusza ją do prostytucji, aby mieć kasę na dragi. 

czwartek, 7 września 2017

Artur Urbanowicz - Grzesznik

Podsumowanie najlepszych horrorów na blogu Oka w grudniu 2016 roku. Wśród znanych nazwisk, głośnych tytułów, jako najciekawszy polski debiut roku uznaję „Gałęziste” Artura Urbanowicza. Książka, która do dzisiaj ma swoich fanów i przeciwników, jedni nie widzą w niej nic odkrywczego, wytykają błędy autorowi, inni – jak ja – oczarowani są powieścią, która potrafi zmrozić serce. Całej pikanterii różnym opiniom dodaje fakt, że „Gałęziste” wydało wydawnictwo, bazujące na systemie vanity

Mija rok i Artur Urbanowicz pisze kolejną powieść. Tym razem wydaje ją Wydawnictwo GMORK, nakład rozchodzi się w dwa tygodnie od premiery, mocny marketing, pojawienie się jeszcze przed premierą kilku, jak nie kilkunastu przedpremierowych recenzji, własny fanpage strony, wszędzie w internecie „Grzesznik”. Pomimo, że GMORK nie jest dużym wydawnictwem – wydaje średnio trzy książki rocznie, to poziomu reklamy i jej częstotliwości nie powstydziłoby się niejedno o wiele większe wydawnictwo. Dużo w tym zasługi także autora.
Pamiętając więc „Gałęziste” i patrząc na machnę reklamową „Grzesznika”, musiałem zapoznać się z tym ostatnim tytułem. Ciekawość mnie zżerała, więc odrzuciłem inne książki i zacząłem czytać.