środa, 30 lipca 2014

Kotku jestem w ogniu/frg - Dawid Kain



Dawid Kain




Kotku, jestem w ogniu – fragment


 

Otworzyłem drzwi, dłoń drżała na klamce.
W progu ruda chudzina z zadartym nosem. Dżinsowe, podarte do granic możliwości szorty i szara koszulka na ramiączkach. Aż się zarumieniła ze zdenerwowania.
– Próbowałeś się zabić? Tego właśnie chciałeś?
– Kto? – zdziwiłem się.
– Ty! Przedawkowałeś?
Odepchnęła mnie i wpadła na kwadrat jak miniaturowe tornado. I zaraz już nic nie widziałem, bo wszystkie moje graty zaczęły wirować w opętańczym tańcu. Szmaty z podłogi latały gdzieś po ścianach. Jakieś gazety i książki wzbiły się w powietrze niczym papierowe ptaki od miesięcy okupujące półki i stoliki w oczekiwaniu na odlot do ciepłych krajów.
– Przestań świrusko! – rozdarłem się. I oszołomiła mnie trafność tego sformułowania, jako że w jednym słowie łączyło ono: świra, wir i wirusa, a właśnie czymś z pogranicza tych kategorii była ta nawiedzona kobieta.
Wtedy ona zatrzymała się nagle, jak film na pauzie. Wszystko jakby zamarło, ścięte niewidzialnym lodem: te wszystkie graty na podłodze i pod sufitem, o których nie śniło się naszym Prozaikom.
– Gdzie to jest? – zapytała.

poniedziałek, 28 lipca 2014

DEMONOLOG. Andrew Pyper. Nowa klasa grozy.


‘Czasami ludzie zamykają drzwi

 bo chcą skłonić do zapukania innych”


„Koniec z przewidywalnymi horrorami. Wyłącznie groza,
od której boisz się zostać samemu w domu,
a w każdej kałuży ciemności wypatrujesz żółtych ślepi,
a więc Andrew Pyper i jego Demonolog, ambitna fantastyka
 nawiązująca do Raju Utraconego Johna Miltona i biblijnych przypowieści.”

Tak swoją książkę zareklamowało Wydawnictwo Zysk i S-ka.
Książkę, która jako pierwsza ukazała się w nowej serii CHIMAERA.
CHIMAREA to seria, która ma gwarantować nam, czytelnikom i fanom literatury fantastycznej, nie tuzinkowe powieści o niekonwencjonalnych rozwiązaniach. Powieści, które ciężko zaklasyfikować do jednego gatunku czy rodzaju. Ale przede wszystkim powieści, których największą zaletą jest nowe podejście do szeroko rozumianej fantastyki. Nie zamykanie się w utarte ramy i reguły, rządzące danym gatunkiem prozy, w tym konkretnym przypadku horrorem.



Podejście przyznam dość odważne. Zastanawiałem się czy czytelnik zaakceptuje taką propozycję, czy czasem owy czytelnik, nie jest już zadowolony z tego, że wszystko ma wykładane „kawa na ławę”.
 Horror to krew i flaki w stylu Mastertona, albo rozwlekłe tomiszcza w klimatach Kinga. Dla chcących świeżego powiewu w literaturze grozy, powinny wystarczyć modne ostatnio roztoczańskie powieści grozy Dardy czy Kulpy.

niedziela, 20 lipca 2014

"Ostateczna rozkosz" -Sławek Monik. Pierwsze miejsce w konkursie "Horror na debiut".

OSTATECZNA ROZKOSZ

Pierwsza z nich była moim prezentem urodzinowym. Dziadek Antoni uważał, że ofiarując mi ją na tę jedną noc, odmieni moje życie. Ale nawet w najśmielszych snach nie mógł przypuszczać jak bardzo je odmieni…
Antoni Ostrowski, dumny potomek arystokratycznego rodu, był nie tylko moim dziadkiem. Był przede wszystkim moim najlepszym przyjacielem. Po tragicznej śmierci mojego ojca szybko stał się dla mnie mentorem, powiernikiem i najbliższą mi osobą. Bardzo wcześnie zaczął zaszczepiać we mnie typowo męskie pasje: uczył mnie jazdy konnej, fechtunku, władania bronią palną. Dzięki rodowemu majątkowi i wrodzonej żyłce do biznesu był jednym z najbogatszych ludzi w okolicy, a jego ogromna posiadłość mieściła wszystko, co potrzebne było do realizacji jego kosztownych pasji.
Na wszystkie tematy rozmawiał ze mną otwarcie, bez zakłopotania. Dlatego zupełnie naturalnie zabrzmiało w jego ustach pytanie, czy miałem już jakąś kobietę. Zapytał mnie o to w przededniu moich szesnastych urodzin. Kiedy zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie, poklepał mnie po ramieniu i powiedział:
- W takim razie wiem już, co podaruję Ci na urodziny. Jutro w pełni staniesz się mężczyzną!
Po tych słowach oczywiście nie mogłem się doczekać następnego wieczoru. O przeżyciu swojego pierwszego razu marzyłem od dawna. Oczywiście wiedziałem o seksie sporo (o dostęp do „świerszczyków” nie było trudno). Co innego jednak oglądać miłosne figle, czytać o nich, czy rozmawiać z kolegami, a co innego wreszcie doświadczyć ich samemu. Następna doba wydała mi się boleśnie długa, przed urodzinową kolacją dziesiątki razy zdążyłem wyobrazić sobie „wręczenie” mojego prezentu, za każdym razem dodając coś innego do swoich fantazji.

sobota, 19 lipca 2014

Kilka słów o „Wojnie świrów” Kazimierza Kyrcza Jr i Dawida Kaina.

Kilka słów o „Wojnie świrów” Kazimierza Kyrcza Jr i Dawida Kaina.


Biorąc w ręce najnowsze dzieła Kyrcza i Kaina, miałem mieszane  uczucia.
Zastanawiałem się , czy to będzie dobry kawałek horrorowej literatury, czy może słaby produkt mało znanego wydawnictwa (ponieważ Studio Truso, kojarzę tylko z „Księgi wampirów”)
Napis na okładce Bizarro Fiction dawał do zrozumienia, że wewnątrz jest treść specyficzna dla tego typu literatury. Spodziewałem się zatem, bardzo mocnej jazdy, groteski, grozy, obrzydliwości i wulgarnego języka. Przed oczami miałem projekty Karola Mitki. Z drugiej strony pamiętam, niedawny wywiad z Kazkiem dla OnH, gdzie zapowiadał, że aż takim hardcorowcem wcale nie jest.
Po jakiś trzydziestu minutach czytania, książka rozleciała mi się w rękach. Ci co mnie znają, to wiedzą, że o książki dbam jak mało kto. A tutaj proszę folia oklejająca okładkę po prostu zaczęła się rozwarstwiać, podobnie z górnym rogiem, gdzie rozwarstwiła się źle sklejona okladka. Szlag by to trafił pomyślałem.
 Jeżeli chodzi o format książki to także nie powala. Otwierając „Dzień świrów” od wewnętrznej strony mamy szeroki pasek – niczego. Kolumna tekstu, nijak ma się do formatu książki. Do tego dochodzi nieszczęsna okładka.



Sorry panowie z Truso, tego typu okładki, kojarzą się z kryminałami lat 80tych.
W erze kolorowych, bogatych okładek książek, czy czasopism - ta zniknie wśród innych pozycji na księgarskich półkach.

czwartek, 17 lipca 2014

Graham Masterton - Panika, recenzuje Paulina


Graham Masterton jest, był i będzie jednym z moich ulubionych pisarzy. Ten niebywale płodny autor horrorów, powieści historycznych i poradników seksuologicznych zaskarbił sobie moją sympatię nie tylko ze względu na świetne, pełne demonów i często bardzo krwawe książki grozy, ale również, a może przede wszystkim dzięki prostemu faktowi, że jest to niespotykanie miły człowiek, który znajdzie wspólny język dosłownie z każdym człowiekiem na ziemi. Graham nie powiedział na szczęście ostatniego słowa i nadal tworzy. Jest jednak powszechnie wiadomo, że z czasem dużo, czy to reżyserów, czy pisarzy wypala się i zjada swój w własny ogon, dlatego miałam pewne obawy sięgając po niedawno wydaną książkę "Panika". Czy mój strach był uzasadniony, czy może ogarnęła mnie niczym nieuzasadniona histeria? Przekonajmy się.
   



Jack Wallace, z pochodzenia Polak, jest właścicielem świetnie prosperującej polskiej restauracji w Chicago. Od śmierci żony samotnie wychowuje syna.

środa, 16 lipca 2014

Coś się zaczyna, coś się kończy.

Podczas Targów Książki w Warszawie, swoja premierę miała, długo oczekiwana przez miłośników grozy, książka Stefana Dardy "BISY II".
Premiera wyczekiwana z wielkim zainteresowaniem, z kilku powodów.

- Stefan Darda zaskarbił sobie wierność polskich czytelników, dzięki wydanym wcześniej częściom Czarnego wygonu, czy rewelacyjnemu „Domowi na wyrębach”.
Na swoją popularność ciężko zapracował i to widać.
- dotychczasowe książki, nominowane były do nagrody Zajdla i Nagrody Polskiego Fandomu. Zaś "Bisy" zdobyły nagrodę Nautilusa. Jedna z ważniejszych wyróżnień dla naszych rodzimych pisarzy. Świadczy to, o popularności cyklu i klasie autora.
- Jakby nie patrzeć historia ze Starzyzny, jest najdłuższym cyklem grozy, napisanym przez polskiego autora. Kontynuacja tematyki i klimatu, oraz pozostawianie na następne tomy, nierozwiązanych zagadek powodowała, że coraz większa rzesza fanów, trzymana była niczym ryba na haczyku, która czeka na to ostatnie zacięcie.
-  Czy można powiedzieć że Darda stał się kimś na wzór prekursora polskiej grozy?
 Pewnie tak.



Dzięki roztoczańskim klimatom, jakie ożywił w naszej wyobraźni, a co za tym idzie pewnemu sposobowi pisania i postrzegania grozy, jako nie tylko powieści z kupą flaków i krwi, przyczynił się do spopularyzowania, tego cały czas, zapomnianego gatunku literatury fantastycznej.

wtorek, 15 lipca 2014

Kazimierz Kyrcz Jr - Wyżywam się artystycznie rąbiąc drewno na rozpałkę.

1.Kazimierz Kyrcz Jr - to jedno z najbardziej rozpoznawalnych, wśród fanów literackiego horroru nazwisko. Pamiętam, że gdy zabiegałem o patronat nad jednym z konkursów organizowanych przez OnH, było ciężko wydębić nagrody. Gdy wysłałem regulamin i skład jury, w końcu przyszła wiadomość : „Jak Kazek tam macza palce, to wchodzimy”.
Czujesz się gwiazdą polskiej sceny? J

Strasznie miło mi słyszeć, że mam pozytywny wpływ na rzeczywistość J. Gwiazdą na pewno się nie czuję, co najwyżej – jak to trafnie ująłeś – jestem rozpoznawalny. Inna sprawa, że ciężko pracowałem, żeby dotrzeć do tego punktu, w którym teraz jestem… Co nie znaczy, że osiadłem na laurach. Jeśli człowiek się nie rozwija, to niestety zostaje w ogonie.

2. Kazek pozwól, że zapytam. Jesteś oficerem policji, a jednocześnie pisarzem. Wiem, że napisałeś opowiadania, w których gdzieś te dwa światy się łączą. Na przykład „Selena” czy „Przytulanka”. Praca dostarcza inspiracji?
 Mam kilku znajomych policjantów i wiem, że wbrew ogólnej opinii nie jest to łatwa i przyjemna robota.




Akurat ja nie mam prawa narzekać, bo po dwunastu latach walki „na linii” trafiłem do pionu logistycznego, gdzie pracuje się w normalnych warunkach. Wcześniejsze, niekiedy dość traumatyczne, doświadczenia rzeczywiście dostarczały mi pomysłów na teksty. Poza opowiadaniami, o których wspomniałeś, zawarłem je przede wszystkim w mojej powieści „Podwójna pętla”, którą odważyłem się opublikować dopiero w ubiegłym roku. Jej główny bohater, Mateusz, wiele razy dostał od firmy w dupę… Cóż, wobec mnie też nie stosowano taryfy ulgowej.

sobota, 12 lipca 2014

Opowiadanie7. - Kamil Muzyka "Mikołaju" miejsce 3 w konkursie "Horror na debiut"

Mikołaju

Było ciemno, kiedy Alvin usłyszał rumor w salonie swojego śpiącego domu. Prawie północ, Boże Narodzenie lada chwila. Wstał i założył kapcie, po czym chwycił za swój wysłużony kij baseballowy. Z ciemnej sypialni, gdzie spała jego żona, przeszedł na korytarz, w którym odbijała się mglista poświata z salonu. Szedł cicho, minął pokoje dzieci i staną przy poręczy schodów, prowadzących na dół, do salonu.
                Cały salon oświetlała choinka, żółte, zielone, czerwone i niebieskie lampki. Dawały istny pokaz barw na ścianach i meblach, szczególnie błyszcząc i tworząc refleksy na anielskich włosach
i połyskujących bombek. Zauważył postać, w czerwonym kubraku, strasznie wytartym i ubrudzonym. Z leżącego na ziemi worka wyciągała prezenty, zapakowane w ozdobny papier i pokryte kokardkami. Spokojnie, po cichu stąpając po schodach Alvin zaczął schodzić w kierunku postaci, w której istnienie nie wierzył od dawna.
Postać odwróciła się.
- Czyżbyś przyszedł podziękować mi za ten kij, który trzymasz w ręku? Bo tak się składa, że nie przyjmuje zwrotów, ani nie wymieniam na inny.
                Alvin zamarł, bo o to przed nim pojawił się Święty Mikołaj. Gruby starzec z brodą, bruzdami na twarzy, zniszczonym strojem... i głosem, który mroził krew w żyłach. Jakby wiatr wył w starym zimnym lochu.
- To... To naprawdę ty?! Kubrak, broda... worek i.... i... – Spojrzał na zamknięte drzwi, potem na kominek, na którym były świeże ślady sadzy – wszedłeś kominem!
- A jak niby inaczej mam wejść do poświęconego domu?  - Odparł starzec, rozmijając się z legendarnymi wyobrażeniami.

Karol Mitka. Poważna, choć krótka rozmowa.

Karol zaczynajmy. Czasu mamy mało :) obaj pędzimy, gdzieś w tym naszym żywocie.
Jesteś twórcą dość chyba mało popularnego gatunku horroru. Ba! Niektórzy  nawet uważają ze bizarro powinno być postrzegane jako zupełnie osobny temat.
Ma dla Ciebie znaczenie ta cała kategoryzacja gatunków, zamykanie w klamry i katalogowanie? Bo tak wygląda współczesny świat, nie znoszący tworu którego nie można pod coś podpiąć.

Horrory horrorami, ale bizarro to jednak nieco inna bajka i faktycznie, powinno być postrzegane jako coś osobnego. To taki gatunkowy miszmasz, przysłowiowa „zupa na winie”. I z tego względu pisząc bizarro, ma się moim zdaniem szersze pole manewru niż przy tworzeniu w gatunku jednorodnym. Romanse, horrory, thillery, science fiction itd. – wszystkie te konwencje rządzą się swoimi prawami, a bizarro czerpie po trochu z każdej z nich. W dodatku pozwala wypuścić wodze wyobraźni daleko poza utarte schematy, fabuły tych opowieści są tak zakręcone i porypane, że czytelnik często łapie się za głowę i krzyczy: „Kurwa! Co ja czytam! Przecież to jest chore!”. – Ale czyta dalej. I to jest właśnie najfajniejsze w bizarro.

Heehehe dokładnie. ze mną jest tak jak mówiszJ

środa, 9 lipca 2014

Dan Simmons - Trupia otucha.

„Trupia otucha” to jeden z trzech najlepszych horrorów XX wieku.    Po prostu”
- Stephen King


„Trupia otucha” Deana Simmonsa powstała w 1989 roku. Po ponad dwudziestu latach, została wydana w Polsce, przez Wydawnictwo Mag.
D. Simmons ur. 4 kwietnia 1948 roku, w Peoria, w stanie Illinois, znany był dotychczas z fenomenalnej książki „Drood” wydanej w 2012 roku, oraz serii Hyperion.
Zdobywca nagrody Hugo i Nagrody Lukasa.
Simmons należy do nielicznego grona pisarzy, którzy nie trzymają się jednego ściśle określonego nurtu literackiego. Łączy w swoich powieściach zarówno elementy horroru jak i SF, kryminału i powieści historycznej. Jeden z najbardziej uznanych pisarzy nie tylko w Stanach ale także na świecie.





Przeszłość.
Schwytany w sieć zaplanowanego przez Hitlera „Ostatecznego Rozwiązania” Saul Laski jest jednym z tysięcy skazanych na śmierć w niesławnym obozie zagłady w Chełmnie. Wkrótce jednak wpada w szpony zła o wiele gorszego i strasznego niż nazistowskie Niemcy.

niedziela, 6 lipca 2014

Tomasz MordumX Siwiec. Szczere pytania, szczere odpowiedzi.

1. Tomek tyle mam pytań do Ciebie, że nie wiem od czego zacząć. Chyba dlatego, że jeżeli chodzi o horror w Polsce to robisz zajebiście dużo projektów.
Horror Masakra- zin, Zeszyty grozy, Krypta – zin, ze trzy strony na fejsie, piszesz opowiadania. Do tego jesteś fascynatem wszelkiego profanum, extremum, od literatury po muzykę i sprawy społeczne. Tak można Cię przedstawić na początek? Czy może o czymś zapomniałem?

Troszkę, gdzieniegdzie cię poprawię. Nie jestem fascynatem wszelkiego profanum i extremum jakie się tylko pojawia bo, jeżeli już się takowe zjawiska występują, to powinny spełniać pewne anty-standardy społeczne, które w pewien sposób coś sobą reprezentują. Sprawy społeczne czy polityka, owszem, ale jestem zdecydowanym przeciwnikiem narzucania , indoktrynowania i wpajania rzeczy, których w dzisiejszych czasach ludzie nie potrzebują. Rzeczy, które hamują rozwój kultury, sztuki i innych tego podobnych przyjemności. Wracając do spraw społecznych, to może cię zaskoczę, ale kilka dni temu odebrałem dyplom, podziękowanie, z miejskiego przedszkola samorządowego za bezinteresowną pomoc i wsparcie. Udało mi się znacznie zasilić zbiórkę nakrętek plastikowych przeznaczonych na ratowanie dzieciaka, który po wypadku zapadł w śpiączkę oraz zorganizować, zbiórkę makulatury, wynegocjować dość dobre ceny, jednocześnie fundując bajtlom fajne nagrody. Taki antychryst wredny ze mnie he he \../  \../  

Super, że w tej całej znieczulicy społecznej są jeszcze ludzie, którzy bezinteresownie pomagają innym, szczególnie tym najmłodszym. Gratuluję. W gruncie rzeczy uprzedzileś moje kolejne pytanie. 





2. Tak mi się własnie wydawało, że pod tym całym Twoim wizerunkiem, faceta nieczułego, nie uznającego świętości, z tatuażami i fryzurą, za którą wywaliliby mnie z mojej pracy (cóż zrobić), siedzi całkiem normalny  facet :)?

Wszystkie białe damy. Piotr Borowiec. Romantyczne ghost story

Wszystkie białe damy.

Boże drogi, ale Pani wygląda! Cała roztrzęsiona.... W takim stanie na pole nie można wychodzić. No niech Pani wejdzie, proszę do środka. Spokojnie, na recepcji też może Pani zapalić. I napije się Pani czegoś ciepłego. Nie? Coś mocniejszego, tak? Restauracja będzie otwarta dopiero od dziesiątej, to za pięć godzin. Dobrze, mam  kompromisową propozycje – i ciepłego, i mocniejszego, herbata z prądem. Ja umiem różne herbaty przygotowywać, bardzo różne. Dla siebie, dla męża kiedyś. A ta, będzie dobra, rozgrzeje,  uspokoi. No proszę, niech Pani siądzie.
Ciężka noc prawda? Słyszałam. Proszę się nie oburzać, nie podsłuchuje swoich gości. To te cholerne rury, wszystko się niesie. Wiem o co kłóciła się Pani ze swoim.... towarzyszem,  nie da się ukryć, rozmowa była raczej gwałtowna. Te rury, cholerne.  Zresztą, i bez nich widziałbym co się święci. To widać po was. Te góry, zamek, to takie romantyczne. W sam raz na czterodniowy wypad z... towarzyszem. Jak mąż jest w delegacji. Często widuję, takie pary, jak Pani i ten młody przystojniak. Meldują się  na różne nazwiska. Ona, na podwójne, on na żadne, z tych które są na jej dowodzie.



Przez pierwszy dzień nie wychodzicie z pokoju. Cóż, namiętność ma swoje prawa. Ja wszystko wiem, te rury, rozumie Pani. W drugi dzień jedziecie do Sanoka, na skansen. W trzeci dzień kobiety  się opalają, a oni pracują. A przynajmniej tak im się wydaje. Powieści piszą, szkice do obrazów robią. Ale pieniędzy z tego nie będzie.  A Pani.... towarzysz to co? A, tak, sztalugi wyciągał z samochodu. Ładny ten wóz, Audi A7. Pani męża, tak? Jasne, to typowe.

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Opowiadanie nr.6 "Tatuaż" Grzegorz Książek- wyróżnienie w konkursie Horror na debiut

Tatuaż

Zabrała go do przydrożnego motelu, w którym, jak informował neon, mieścił się także salon tatuażu. W recepcji kobieta podeszła do lady, by zabrać klucze. Otrzymała je od ogromnych rozmiarów mężczyzny. Był łysy, miał za to bujną, czarną brodę. Mimo półmroku nosił ciemne okulary. Jego potężne przedramiona pokrywały tatuaże.
            W barze rozmowa niezbyt się kleiła, ale im obojgu nie zależało chyba na tym, aby się zaprzyjaźnić. Mieli w planach coś innego, a to nie wymagało zbyt wielkiej wiedzy o sobie nawzajem. Potrzebowali jedynie kilku kolejek i pokoju w motelu. Dziś w nocy oboje wyświadczą sobie przysługę, a rano, gdy się obudzi, jej nie będzie w pokoju. Wyjdzie gdzieś, aby już nigdy nie musieli się spotkać. Da mu czas na zamówienie taksówki i powrót do przyjaciół.
            Tymczasem ruszyła w kierunku schodów, a on poszedł jej śladem. Mijając recepcjonistę zapytał, czy rano mógłby zrobić sobie tatuaż, na przykład: „zrobiłem to z nią dwa razy” i dzisiejsza data. Michał był już pijany. Wówczas mówił zbyt wiele, bezmyślnie. Mężczyzna nie zareagował w żaden sposób na żart, który nie był zresztą zbyt dobry. Miał nieporuszoną twarz, jak nieboszczyk. Chłopak wzdrygnął się i pożałował, że w ogóle się odezwał. Przyśpieszył kroku, aby nie zgubić partnerki.



piątek, 27 czerwca 2014

Opowiadanie nr5. Miłosz Niestój. Nagroda w konkursie dla młodzieży, na opowiadanie z dreszczykiem

Trzasnąłem drzwiami  tego cholernego auta, od miesięcy psuł się w najmniej odpowiednim momencie, ale dzisiaj przeszedł sam siebie. Byłem pośrodku niczego a przygnębiający szary zmrok pomału opadał na smutną mieścinę w jakiej wylądowałem.  Na telefonie oczywiście brak zasięgu. Zostawiłem gruchota tam gdzie zdechł i starą brukowaną ulicą poszedłem w stronę tej zabitej dechami wiochy.
Ciemność nastała po 10 metrach tej dziwnej wędrówki, wszystko ucichło a właściwie nie jestem w stanie sobie teraz przypomnieć, czy wcześniej słyszałem odgłosy jakiegoś życia. Opadła gęsta jak mleko mgła, zrzuciłem to jednak na karb jakiegoś zamulonego i śmierdzącego zbiornika wody, który musiał znajdować się w pobliżu. W takich miejscach gdzie diabeł mówi dobranoc , zawsze jest jakaś woda.
Nagle przy drodze pojawiła się zapadła chałupa, zapukałem do spróchniałych drzwi i usłyszałem jak ktoś poruszył się w środku,  ruszył w stronę drzwi jednak kroki były jakieś dziwne, szurające z jednostajnym stukotem. Nagle zdałem sobie sprawę z całego absurdu sytuacji, stoję pod jakimś domem, nikt nie wie gdzie jestem, a za drzwiami okropny dźwięk. Zapobiegawczo odsunąłem się od klamki. Usłyszałem jak ktoś przekręca klucz w zamku zamarłem a z czeluści powstałej po otwarciu drzwi usłyszałem głos – „Co tam?”.
„Dobry wieczór, samochód mi się zepsuł i szukam noclegu?” – odpowiedziałem.
„A to nie u mnie! Idzie tam dalej i popyta”, drzwi trzasnęły mi przed samym nosem, uświadomiłem sobie, że nawet nie widziałem rozmówcy, w domu było ciemno w takim samym stopniu jak na zewnątrz.
Powlokłem się zatem dalej przerażającą zarośniętą drogą, w oddali  pomiędzy drzewami coś świeciło na jaskrawo czerwono. Po jakiś 2 kilometrach tej smutnej wędrówki chaszczami trafiłem przed mały hotelik z czerwonym neonem.

czwartek, 26 czerwca 2014

Demononicon, najbardziej bluźniercze wydanie roku.

Demononicon, najbardziej bluźniercze wydanie roku.

Wydawca Horror Masakra, oddał w nasze ręce swoje najnowsze wydawnictwo – DEMONONICON.
Gdy czekałem na ten zbiorek opowiadań, to zastanawiałem się, czym tym razem Tomasz Siwiec zaskoczy fanów horroru? Wiedziałem, że będzie mocno, z trzech powodów:
- pentagram na okładce, co w dzisiejszych czasach nie do końca jest rozsądnym pomysłem, a prawdopodobnie niedługo może być samobójczą kulą w łeb.
- opowieści satanistyczne- z automatu zostanie pewnie zaciągnięte na indeks ksiąg zakazanych pomimo, że Kościół twierdzi, że ten pomysł dawno już zniesiono jak inny, nieudany - Sanctum Officium.
- i oczywiście zacna ekipa pisarzy? No ok. Kałużyńska, Kain, Siwiec, Mitka, Radecki, Kyrcz i Miśta.
No i czego możemy się tutaj spodziewać?
 Każdy, kto choć odrobinę liznął polskiego horroru. Każdy, komu nawet przez przypadek, w ręce wpadł któryś z numerów HMa lub opowiadań szacownych pisarzy- WIE.
Będzie jazda.



No i jazdę mamy od początku. Pozwólcie, że nie będę opisywał o czym są poszczególne opowiadania. Nie ma sensu, skoro wszystkie są o tym samym.

"I żywy stąd nie wyjdzie nikt" Antologia wojenna?

„W ludziach tego nie ma. Nie ma współczucia. Nie ma litości, zaufania. Wojna to wszystko wytrzebiła”

Na półki księgarń oraz do rąk czytelników, powinna lada chwila trafić premierowa pozycja Fabryki "I żywy stąd nie wyjdzie nikt". Zbiór opowiadań wojennych. Nie często mamy do czynienia z tego typu antologią. Dlatego też zapowiedź tej książki cieszy bardzo. A jak z tą wojną jest? Proszę bardzo.


„Żegnaj Laleczko” A.W.Sawicki-
„Moja Żydówka, zamiast spieprzać ile sił zabrała się do poprawiania fryzury.”
Tak zaczyna się opowieść o Visie samopowtarzalnym pistolecie z czasów II wojny światowej będącego na wyposażeniu armii polskiej. Jego łacińska nazwa oznacza siłę. Narratorem opowieści jest właśnie pistolet. ViS trafia w ręce Basi, żydówki, pracującej w zakładach produkujących melasę. Pistolet jest zaklętym, wyrzuconym z piekła polskim patriotą i antysemitą. Dlatego też, jest zrozpaczony, że trafił w ręce kobiety. Historia może banalna, poznajemy główną bohaterką tuż przed wybuchem wojny, aż po powstanie w getcie warszawskim. O ile sama historia Basi, jest powszechna, jak na czasy okupacji i prześladowań, to posłużenie się pistoletem jako narratorem opowieści powoduje, pokazanie jej w nowy sposób. Jest jedno z najlepszych opowiadań w całym zbiorze.

„Dusze naszych chłopców kłębiły się w niebycie całymi setkami,
pokaleczone wyjące z bólu i żalu…zdradzono nas jednak
nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni”



niedziela, 22 czerwca 2014

IMAJICA- Clive Barker. Uczta wyobraźni.

"Clive Barker jest tak dobry, że dosłownie odbiera mi mowę"
                                                                                 Stephen King


„Imajicę” Cliva Barkera, wydaną przez Wydawnictwo Mag w 2002 roku traktuję jako najwspanialszą książkę jaką posiadam w swoim zbiorze.
 Piękne graficznie wydanie. Do zilustrowania okładki wykorzystano obraz Michaela Whalena, wcześniej zdobiący anglojęzyczne wydania prozy Lovecrafta. Wspaniałe grzbiety obu tomów, łączące się niemal w całość, do dziś są ozdobą mojego księgozbioru. Stronice wprawdzie straciły już dawno swój świeży odcień i dziś są lekko pożółkłe.
Pamiętam, że gdy czytałem zarówno tom pierwszy jak i drugi, to za wszelką cenę nie chciałem zniszczyć tych przepięknych wtedy okładek i grzbietów. Dlatego też stronice otwierałem delikatnie i nie do końca, aby nie powstało czasem zgięcie wzdłuż grzbietu. Ba! Nawet zastanawiałem się czy w jakiś sposób nie zabezpieczyć dodatkowo okładek folią. 
Ktoś powie, że jakiś chory jestem. Przecież to tylko książka czy dwie książki.
O nie! Do dziś jest to jedno z najpiękniejszych wydań powieści grozy. I nie boję się tego powiedzieć.

Jak tylko dotarła do mnie wieść, że Mag planuje wznowić nie tylko „Imajicę”, zapragnąłem ją mieć. (Dodatkowo zaplanowane są również „Księgi krwi”. Bodaj pod koniec br. roku).

I stało się.

Wypada, abym na początku powiedział, że będzie to opinia o książce, którą już czytałem, dawno temu. Z biegiem czasu-  ponad dwunastu lat już umknęło niestety wiele zawodnemu mechanizmowi pamięci. Dlatego z prawdziwą przyjemnością zasiadłem jeszcze raz do tej wyjątkowej pozycji.
Należy powiedzieć, że będzie to opinia nad wyraz pozytywna, czyli dużo ochów i achów.


Kontynuujmy może wątek grafiki i jakości najnowszego wydania tej epopei.
Twarda okładka zamyka ponad dziewięćset stron wspaniałego tekstu. Dobry jakościowo papier, wszystko trzyma się całości dzięki szyciu. A więc, mamy podane od wydawcy konkretne tomiszcze, porządnie zszyte. Już przeszłością jest czytanie Barkera i myślenie „Czy czasem ten grzbiet już szlag trafił.”

sobota, 21 czerwca 2014

Robert Cichowlas - o Himmlerze, planach i grzebaniu w "Pradawnym złu"

1.Robert zacznijmy może niestandardowo. Nie od horroru i ksiażek grozy.
Zacznijmy od drugiej wojny światowej, historii III Rzeszy, bitew, kampanii i postaci. 
Wiem, że ineresujesz sie własnie tym okresem historycznym, dużo czytsz, szczególnie biografii. 
Jakaś ulubiona postać? Może biografia, która wywarła na Tobie największe, powiedzmy niezapomniane wrażenie i zapadła Ci w pamięci? Ja jestem fanem Rommla i Donitza ;)

Czytam teraz obszerną biografię Heinricha Himmlera autorstwa Petera Longericha. Od dawna poszukiwałem wyczerpującej lektury o tym człowieku i wygląda na to, że znalazłem. Książka jest bardzo dobra. Sama postać Himmlera zaś do cna przerażająca, to oczywiste. Wiedziałeś, że ten czubek przechowywał pierścienie zmarłych esesmanów w jednym z pokoi w swym zamku Wewelsburg? Bo to, że był z czarną magią za pan brat, wiadomo nie od dziś. Postać naprawdę zła i przebiegła. Niebawem natomiast zacznę przymierzać się do lektury książki BESTIE Z BUCHENWALDU, o Karlu i Ilsie Koch, którzy krwawą ręką rządzili w obozie Buchenwald.




2.Wracamy do horroru.
Pytanie na rozgrzewkę :)
Na horror w Polsce przyszedł chyba dość popularny okres. Coraz więcej ludzi czyta grozę. Choć coraz mniej ludzi czyta w ogóle. Mamy literaturę tą dobrą, firmowaną znanymi nazwiskami i tą – powiedzmy złą. Jaką książkę, mógłbyś polecić fanom horroru?

czwartek, 19 czerwca 2014

Czarownice z Neustettin (Szczecinek).

W związku, ze zbliżającym się konwentem GRYFCON w Szczecinku, postanowiłem przybliżyć historię miasta. Szczególnie tą mroczną jej stronę.
Powód jest choćby taki, że gośćmi specjalnymi imprezy będą pisarze grozy, kryminału i mroczności: Maciek Lewandowski, Łukasz Radecki i Piotr Rozmus.
/ poniższy tekst pochodzi ze strony: http://neustettin.pl/forum/viewtopic.php?t=2741 i jest materiałem wydanym przez jedną z gazet.

Dramat sprzed czterystu lat
Czarownice ze Szczecinka
Pod koniec XVI wieku w całej Europie płonęły stosy z czarownicami. Pomorze Gryfitów nie podstawą w tej mierze od pozostałych krajów, a czarną kartą polowań na czarownice zapisał wtedy Szczecinek. Dzisiaj odsłaniamy tajemnicę mrocznych, krwawych i zapomnianych wydarzeń sprzed czterystu lat.
Szczecinek był w owych czasach małym, ale ważnym grodem na południowo - wschodnich kresach państwa książąt z rodu Gryfitów. Miasto znane było z tego, że w okolicach często wybuchały spory graniczne, a w zamku spotykały się komisje, które próbowały polubownie je załatwić. Na zamku urzędował zarządca książęcy, zwany także starostą, sprawujący władzę – również sądowniczą - w imieniu księcia.



 Miastem rządziła zaś rada miejska złożona z dziewięciu rajców i burmistrz. Kilku rajców było także

Opowiadanie nr3. Magdalena Osiak "Głuchy telefon"

*
Był zwyczajny, czerwcowy wieczór. Chociaż... nie do końca zwyczajny. Pierwszy bez Niej. Pierwszy tak pusty... Babcia Aniela odeszła tego ranka. Jeszcze wspomnienie jej uśmiechu się nie zatarło a Gaba już tęskniła okrutnie. Była dla niej jak matka... Ba! była kimś więcej od matki, która nigdy nie znalazła czasu by ją wysłuchać, by ją przytulić, by być... Była czułym słowem, przytuleniem, miłością, była życiem... a teraz jej nie ma. 1
                Zatopiona we własnych myślach początkowo nie słyszała dzwonka telefonu. Gdy zadzwonił po raz drugi zerwała się na równe nogi, popędziła do przedpokoju, gdzie na szafce na buty leżał telefon, chwyciła go i nacisnęła zieloną słuchawkę mówiąc machinalnie "Halo?!" - w słuchawce słychać było jedynie szelest, parę niezrozumiałych słów i dziwne stukanie. "



"Halo!" - powtórzyła. - dalej nic. Zakończyła połączenie, odłożyła telefon powrotem na szafkę i poszła zaparzyć herbatę. Gdy nalewała wodę do czajnika zdała sobie sprawę, że nawet nie sprawdziła kto dzwoni.
Gdy wchodząc w rejestr połączeń spojrzała na ostatnie odebrane połączenie stanęła jak wryta. Babcia Aniela. Początkowy szok zastąpiło nagłe olśnienie. Mama! To pewnie mama zabrała się za segregowanie babcinych rzeczy i sprawdza czy telefon wciąż działa.