Każdy ma swojego ulubionego detektywa, bądź
opcjonalnie parę detektywów. Najlepiej, jeżeli jest to mężczyzna i kobieta, wtedy
oprócz roboty, którą muszą wykonać dochodzą relacje pomiędzy nimi. Zdarza się,
że relacje zawodowe przechodzą na życie osobiste i zwykła partnerska więź
przeradza się w więź partnerską inaczej. Ciekawa jest także druga opcja, gdy
dwa zupełnie inne męskie charaktery zaczynają współpracować ze sobą, a
przynajmniej starają się, chociaż na początku im nie idzie. Tak wiem. Schemat oklepany, znany z wielu filmów. W literaturze
grozy, czy ogólnie pisząc fantastycznej, tego typu niemal oklepanych schematów
jest mniej. Jednak odkąd pamiętam, zawsze z radością czytałem potyczki detektywów z wszelkiej maści potworami, obcymi czy zbirami innego
gatunku niż ludzki. Pierwsze, co przychodzi mi do głowy to duet aspirant Kamil Stochard i agent Jerry Wilmowsky z Moherfucker HELL-P Eugeniusza
Dębskiego, którzy walczą z sektą wyznawców Cthulhu, Maks i Stonka z cyklu Bóg Horror Ojczyzna Łukasza Radeckiego, gdzie w stworzonym przez autora,
przedziwnym uniwersum, dwaj agenci służb kościelnych tropią wszelką herezje, aż
w końcu mój ukochany, chandlerowski detektyw Garrett z serii książek Glena
Cooka.
Kończąc wstęp powiem tak. Każdy kto oglądał Piotra Fronczewskiego w Teatrze Telewizji, w spektaklu „Żegnaj laleczko” z pewnością zafascynowany
jest noir kryminałem i facet w kapeluszu, i w prochowcu, zawsze wzbudzi w nim
miłe wspomnienia. Dlatego tak polubiłem ten typ bohatera wpleciony w fantastyczną/grozową otoczkę.

















