Okiem na Horror

Okiem na Horror

czwartek, 24 maja 2018

Sinobrody - Maciej Szymczak


Macieja Szymczaka, fani literackiego horroru mogą kojarzyć ze wcześniejszych jego projektów. Wraz z Horror Masakrą wydał dwa tomy słowiańskich opowiadań: „Słowiańskie koszmary” i „Krew zapomnianych bogów”, ponadto autor udzielał się w kilku undergroundowych antologiach. Przyszedł więc czas, że Szymczak postanowił napisać i wydać własny zbiór opowiadań „Sinobrody i inne opowiadania” nakładem wspomnianej Horror Masakry.
Dotychczasowa twórczość autora, przynajmniej ta znana mi, kazała spodziewać się opowiadań w historycznym klimacie. Dlatego z dużą niecierpliwością oczekiwałem premiery zbioru. Przecież horror historyczny to nadal dość rzadki temat we współczesnej twórczości pisarzy gatunku.
Nie będę może rozpisywał się nad każdym z jedenastu opowiadań, a postaram się ogólnie podzielić wrażeniami z dopiero co przeczytanej lektury. Zanim przejdę do moich wrażeń wspomnę tylko o szacie graficznej, która jest rewelacyjna. Piękna grafika od Shred Perspectiv Works, twarda oprawa (dostępna jest także wersja w miękkiej okładce) czy rozłożenie napisów na okładce, daje czytelnikowi poczucie solidnie i porządnie wydanej książki.

Zbiór otwiera tytułowy Sinobrody, to historia szlachcica – autentycznej postaci historycznej, który wielokrotnie był żonaty i jak się okazało pomagał swoim partnerkom opuścić ziemski padół. Szymczak dodatkowo doprawia bohaterowi mroczną, drugą twarz, gdzie siły nieczyste zawładnęły duszą szlachcica. To główne i najobszerniejsze opowiadanie zbioru, świetnie napisane i bardzo dobrze przygotowane pod względem historycznym. Oczywiście autor w tym jak i innych tekstach nie pozostał bierny swoim prywatnym poglądom negującym rolę kościoła katolickiego, ukazując jego ciemne sprawki  i historię. Daje to przedsmak świetnej lektury, ponieważ ja osobiście uwielbiam historyczne i autentyczne wydarzenia wplecione w powieści i opowiadania, jednak z nowym, często fantastycznym "wypaczeniem", co wcale nie umniejsza tekstowi, a pokazuje fascynację autora historią. Pomijam, że poglądy autora są mi zbieżne.

Podobną rolę historia odgrywa w kolejnym tekście „Biblia diabła”. Tym razem Szymczak zaczerpnął pomysł do napisania opowiadania z dość tajemniczej historii związanej z Codex Gigas – księgą z którą związanych jest sporo tajemnic i mrocznych zdarzeń. Sam fakt, że do dzisiaj jednoznacznie nie można stwierdzić kto jest autorem, czy tworzył Codex sam i czy Biblia diabła faktycznie jest diabelskim dziełem, to zagadki z nią związane spędzają sen z powiek  badaczom do dzisiaj. Faktem jest, że to jedyna księga przedstawiająca tak  ZŁEGO, która powstała w średniowieczu. Do końca także nie wiadomo, czy mnich, który ją tworzył, był szaleńcem czy opętanym, co akurat niczego nie zmienia. Zakładając, że przez całe życie ów mnich zajmował się tylko tym manuskryptem, to stworzył 75 kilogramowe tomiszcze, perfekcyjne w swojej formie. Tyle o historii. Oczywiście Szymczak idzie dalej i opisuje swoją wizję napisania Codexu, nie muszę chyba mówić, że diabeł odgrywa tutaj najważniejszą rolę. Bardzo dobry tekst.

„Vaticanus” to historia współczesna o skrywanym archiwum watykańskim, skrywanym w podziemnych lochach, które powstały za czasów rzymskich. Oczywiście i tutaj autor nie ustrzegł się krytyki kościoła, a wręcz zanegował jego dorobek i zbiory, o których przecież także krążą legendy. Bardzo dobre opowiadanie.

By nie było, że jest tak cały czas pięknie, to piąte opowiadanie „Hotel Navia”, kompletnie do mnie nie trafiło i zacząłem się obawiać, że coraz więcej opowiadań, których akcja osadzona jest we współczesnych czasach, zburzy moje nadzieje, na świetny historyczny zbiór. Historia o Hotelu na uboczu,którym wiadomo, że COŚ się wydarzy wydała się mi wtórna, oklepana i przewidywalna. Podobnie zresztą było z „Katharsis” ledwo kilku stronicowym teksem. No, nie załapałem.

Pozostałe opowiadania trzymają dobry poziom, jednak już nie fascynują, jak pierwsze trzy szerzej przeze mnie opisane.

Podsumowując. Szymczak zabiera nas w podróż po mrocznej  historii, wrzuca w lochy Watykanu, zabiera do południowoamerykańskiej dżungli i za średniowieczne mury opactwa . Im dłuższe opowiadanie, tym jest lepsze i ciekawsze. Zabrało mi słowiańskich klimatów, które byłem pewien, że będą nadawały prym w zbiorze jedenastu tekstów. Może to i dobrze, bo czytelnik otrzymuje kilkanaście różnych historii, i o nudzie nie może być mowy.
 Pomimo kilku potknięć, to przyzwoity zestaw tekstów, który warto zakupić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz