Okiem na Horror

Okiem na Horror

sobota, 24 września 2016

Przeklęci ci, którzy Boga w sercu nie mają. Tomasz MordumX Siwiec


Przeklęci ci, którzy Boga w sercu nie mają.

   Kościelny minął wielką, posępną bramę suskiego kościoła i niosąc niewielki pakunek, udał się w stronę plebani. Ostrożnie przekroczył wysoki próg, a następnie skierował się korytarzem w prawo. W ponurym pomieszczeniu przywitał go zniecierpliwiony ksiądz proboszcz.
   - Myślałem, że już się nie doczekam! - warknął, wyjmując zza sutanny ostry nóż.
   - To nie takie proste, ukraść niemowlaka. - odparł, zdyszany kościelny. - Najpierw muszę znaleźć adres nieochrzczonego dziecka, który mi ksiądz wskazał, a potem na spokojnie przyczaić się do ataku.
   - Sucha Beskidzka to aż tak wielkie miasto, że rodowity mieszkaniec musi szukać ulic? - zapytał proboszcz z ironią w głosie.
   - No nie, ale te odnogi typu; Zasepnica, Sumerówka, Smolikówka czy...
   - Milcz błaźnie. – skarcił go, wyrywając mu z rąk niewielki, czarny worek.

   Ksiądz rozsupłał węzeł i wyciągnął ze środka kilkumiesięczne niemowlę. Jego usta były zaklejone czarną taśmą klejącą. Położył dziecko na stole, a następnie zdjął z niego kolorowe ubranko.
   - Sami bezbożnicy z tych suszan – zaczął, przystawiając ostrze noża dokładnie w serce malca – Musimy dbać o mieszkańców Suchej, aby nie zeszli na złą drogę. Najlepiej od razu sprawdzić co im w duszy gra. Ten nie był ochrzczony, zatem diabeł się już nim pewnie interesuje. - mruknął, zagłębiając ostrze w delikatnej skórze. Gęsta, czerwona krew trysnęła mu na twarz. Ksiądz oblizał się smakowicie, rozkroił klatkę piersiową, a następnie odsłonił bijące jeszcze serce dziecka.
   - Widzisz coś? - szepnął do kościelnego.
   Kościelny przyświecił sobie latarką, ale po chwili pokręcił przecząco głową:
   - Nie. Ten nie ma Boga w sercu.
   - No ja też go nie widzę, zatem kolejnego grzesznika mniej.
   Ksiądz schował pod sutannę zakrwawiony nóż, a następnie wziął martwego malca na ręce i otworzywszy okno, wyrzucił go na podwórko. Po chwili z zewnątrz dobiegł ich warkot psa, a potem odgłos rozrywanej skóry oraz głośne przeżuwanie ludzkich chrząstek i mięsa.
   To był porządny pies. Nazwał go Połykacz Grzechów i przynajmniej raz na jakiś czas dostarczał mu solidną porcję ludzkiego zepsucia. Jako gospodarz parafii czuł się w obowiązku dbać o dusze swoich poddanych. Znał przecież adresy, gdzie nie przyjmowano go po kolędzie, zatem miał ułatwioną sprawę, jeżeli chodzi o weryfikację dobrych parafian.
   Bo to było dobre miasto. Tutaj nie mógł zagnieździć się Szatan. Już on 
o to zadba – pomyślał, udając się na zasłużony wypoczynek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz