„Nawet to, czego nie
powiesz, może zostać użyte przeciwko tobie”, gdyż twoje gesty, mimika i mowa
ciała mówią same za siebie. Małgorzata Łatka w swym thrillerze Kamfora mierzy się z zagadnieniem mowy
ciała i tym samym do polskiego kryminału wprowadza świeży wątek. Ale czy ten
temat i postać wykreowana przez autorkę, którą jest specjalistka od
odczytywania emocji z mimiki, wystarczą, aby uznać ten thriller za dobry? Według
mnie nie.
Kraków. To tutaj
dochodzi do serii makabrycznych morderstw, których ofiarą padły młode kobiety.
Brutalnie okaleczone i porzucone ciała to jedyny ślad, jaki pozostawia po sobie
morderca, który przez opinie publiczną został okrzyknięty mianem Kamfory, gdyż
„pojawia się i znika niezauważony przez nikogo”. Śledztwo prowadzone przez
Jakuba Zagórskiego utknęło w martwym punkcie, a kolejne zaginięcia kobiet nie
wskazują na to, aby morderstwa miały ustać. Zdesperowany policjant postanawia
uciec się do innych metod. Zaprasza do współpracy specjalistkę od mowy ciała –
Lenę Zamojską, której umiejętności mogłyby pomóc w schwytaniu sprawcy. Ta
początkowo odmawia, gdyż w jej życiu zawodowym zdarzyło się coś, co
przewartościowało jej podejście do swych zdolności i pracy zawodowej. Do
współpracy z policją przekonuje ją ostatecznie zaginięcie kolejnej kobiety,
której los spoczywa w rękach Kamfory.


















