Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

środa, 13 maja 2015

Carter Wilson "Chłopiec w lesie". Recenzja.

Czym powinien odznaczać się dobrze napisany thriller? Tajemnica, mrok, nieprzewidywalność, pełen wachlarz emocji, groza – to tylko niektóre elementy sprawiające, że książka pochłania i trzyma czytelnika w napięciu do samego końca. Wszystkie doskonale charakteryzują jedną z najnowszych publikacji wydawnictwa Świat Książki. „Chłopiec w lesie” Cartera Wilsnona, bo o tej powieści mowa, bez wątpienia nikogo nie pozostawi obojętnym. To bardzo dobry, inteligentnie napisany thriller. Lektura obowiązkowa dla zwolenników mocnych wrażeń.
            Już od pierwszych kart powieści rozpoczyna się prawdziwa gonitwa myśli. Trójka kilkunastoletnich chłopców przeżywa coś, co odmienia ich życie na zawsze. W lesie, z dala od bezpiecznych ulic i domów są świadkami okrutnej zbrodni. W niezrozumiałych dla nich okolicznościach ginie mały chłopiec. Przerażeni i zdezorientowani nastolatkowie pomagają pozbyć się ciała. Poprzysięgają również, że nigdy nikomu nie wyjawią, co tamtego dnia wydarzyło się niedaleko ich rodzinnego miasteczka.
            Wszystko komplikuje się jeszcze bardziej, gdy literacka opowieść o nastoletnich chłopcach - coś, co mogłoby być kanwą niebanalnej, oryginalnej fabuły - nagle okazuje się autentyczne. Nastoletni bohaterowie niespodziewanie przeobrażają się w istniejące w rzeczywistości postacie. Wspomniany las również okazuje się istnieć naprawdę. Zbrodnia też jest jak najbardziej prawdziwa…
            Poczytny autor bestsellerów, Tommy Devereaux zdaje się tracić głowę, gdy makabryczną tajemnicę młodości, którą zresztą sam opisał w swojej powieści, odkrywa ktoś, kto dawno miał zniknąć z jego życia. Jedna z uczestniczek spotkania autorskiego daje mu do zrozumienia, że wie o zbrodni. Co więcej, kobieta krótko, ale dobitnie sugeruje również, że była owego feralnego dnia w opisanym przez Tommy’ego lesie. „Nawet nie zmieniłeś mojego imienia” pisze w zaadresowanym do autora opowieści liściku. Od tej pory dla Tommy’ego i jego rodziny nic już nie będzie takie samo. Pozostawiona, mroczna i tajemnicza sprawa po trzydziestu latach będzie czekać na swoje rozwiązanie.

            Kim jest autorka liściku? Dlaczego wróciła? Czy mały chłopiec musiał zginąć? Jak od tamtego czasu potoczyły się losy pozostałych świadków zbrodni? Czy tamtego dnia w lesie był może ktoś jeszcze? Próba odnalezienia odpowiedzi na te, a także na wiele innych pytań, sprawia, że czytelnik od książki po prostu nie może się oderwać.
Akcja jest bardzo dynamiczna, a doskonale wymyślone, śmiałe i wyraziste kreacje bohaterów idealnie współgrają z następującymi chwila po chwili, zaskakującymi zwrotami opowieści. Czytając „Chłopca w lesie”, ma się wrażenie, jakby napięcie, zręczne budowane przez autora, rosło z minuty na minutę. Wkraczając w ten prawdziwy, pełen niespodzianek labirynt wydarzeń, nie można się z niego ot, tak wydostać. Zakończenie również nie ułatwia sprawy. Bez zdradzania szczegółów, można jedynie powiedzieć, że koncepcja powieści jest spójna do ostatniego zdania. Zakończenie nie rozczarowuje – wręcz przeciwnie, w porównaniu do większości podobnych thrillerów jest nieschematyczne i powoduje wojnę myśli jeszcze długo po odłożeniu książki na półkę.


            Thriller „Chłopiec w lesie” można polecić tym osobom, które nie wyobrażają sobie lektury bez potężnej dawki napięcia i emocji. Mimo że opowieść pozbawiona jest krwawych, brutalnych scen jak w rasowych horrorach, wwierca się w umysł i przyprawia o dreszcze. Na oddzielną uwagę zasługuje też świetne tłumaczenie, pozbawione, jak to się często zdarza, językowych lapsusów. Czekam na więcej równie dobrych i równie mrocznych powieści Cartera Wilsona na polskim rynku wydawniczym. 

Magdalena Sz.

2 komentarze:

  1. Czuję się zachęcony tą "potężną dawką napięcia i emocji". Ciężko trafić dzisiaj z jakimś porządnych thrillerem, jak chce się coś poczytać, nie sprawdzonego (Deaver, Lehane, Coben i inni).

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie myślę, że tą powieść można postawić gdzieś pomiędzy właśnie Cobenem, Minierem a Koontzem.

    OdpowiedzUsuń