wtorek, 25 listopada 2014

Mariusz Zielke -wywiad. "Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy".




Mariusz Zielke dziennikarz śledczy i gospodarczy. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwerytetu Warszawskiego

W latach 1999-2009 r. związany był z dziennikiem gospodarczym Puls Biznesu. W 2005 r. zdobył nagrodę GRAND PRESS w kategorii "dziennikarstwo śledcze" za teksty o giełdowych zmowach. Rok później nominowany do tej nagrody w kategorii dziennikarstwa specjalistycznego za cykl o absurdach urzędniczych i przetargach
W 2009 r. założył Niezależną Gazetę Internetową (www.ngi24.pl), w której objął stanowisko redaktora naczelnego W 2009 r. Niezależna Gazeta Internetowa została nominowana do nagrody Grand Press jako pierwsze medium internetowe w historii tej nagrody, Mariusza Zielke nominowano ponownie w kategorii "dziennikarstwo śledcze".
Jest autorem pierwszego polskiego thrillera finansowego pt. "Wyrok".
Jego ostatnia powieść to "Twardzielka"



*Mariusz Zielke. Wszędzie gdzie wpisuję Twoje nazwisko, to wyskakuje mi w czasie teraźniejszym - reporter śledczy. To aktualny, wykonywany Twój zawód?

Już dawno nie jestem dziennikarzem, nie piszę tekstów w gazetach, zawsze podkreślam, że jestem byłym dziennikarzem, a to z tego powodu, że czasem podejmuję się pisania książek czy tekstów zamówionych przez firmy czy osoby. Jako dziennikarz nie mógłbym tego robić, bo to byłoby nieetyczne. Jestem takim niby ghostwriterem, ale uważnie dobieram zlecenia, nie zgadzam się na pisanie tekstów, które w jakiś sposób kolidują z moim światopoglądem. Poza tym piszę też normalne książki, powieści, które podpisuję swoim nazwiskiem.

*Katarzyna Bonda, podczas spotkania z czytelnikami, które organizowałem powiedziała, „dzisiaj każdy jest reporterem śledczym”. Zdanie to podało gdy opowiadała o zmianach jakie zaszły w mediach, przez ostatnie lata. Zgadzasz, się, że to taki modny czy powiedzmy nośny dla własnego "ego" zawód?

Tak być powinno, ale czy jest, to już inny, dużo szerszy temat. Dziennikarstwo powinno polegać na odkrywaniu prawdy, a nie wysługiwaniu się reklamodawcom, zaprzyjaźnionym politykom czy biznesmenom. W tym sensie każdy dziennikarz jest reporterem śledczym. Takie powinno być dziennikarstwo. Nie zgadzam się z Kasią, że tak jest, bo wiele mediów łamie zasady obiektywizmu i rzetelności, więc trudno nazwać ich pracowników dziennikarzami, a już na pewno nie można reporterami śledczymi.


*Wiadomo, że do każdej pracy trzeba mieć określone predyspozycje.  Jakie trzeba mieć cechy, aby zajmować się śledztwami reporterskimi i robić to dobrze?

Trzeba umieć słuchać ludzi, mieć dużo cierpliwości, chęci, uwagi, umieć czytać ze zrozumieniem, nie napalać się na tematy sensacyjne, umieć zdystansować się do tematu, wiele innych cech jest tu potrzebnych. Ja uważam też, że trzeba mieć trochę doświadczeń życiowych, żeby umieć ocenić wpływ własnych działań na rzeczywistość i ludzi, których opisujemy, ale tu mam wątpliwości, bo jednak dziennikarz powinien napisać prawdę, nawet jeśli ona komuś zaszkodzi. To był zawsze mój problem. Zbyt dużo zastanawiałem się, czy za bardzo nie zaszkodzę swoim tekstem i chyba dlatego się nie nadawałem do tego zawodu.

sobota, 22 listopada 2014

Szortowe podsumowanie roku istnienia strony OnH

Jak tutaj wymienić wszystkich dzięki którym strona OKIEM NA HORROR istnieje.
Jak wymienić tych wszystkich wspaniałych pisarzy, autorów, grafików, ludzi związanych z wydawnictwami czy same wydawnictwa?
Jak opisać fascynujący rok przygody, która zaczęła się 24ego listopada po południu, gdy powstała strona OnH?
Jak przypomnieć Wam wszystkie konkursy, które organizowaliśmy i jak wymienić te setki książek, które trafiły w Wasze ręce?
Tak nie przesadzam, grubo ponad sto kilkadziesiąt książek rozdaliśmy w różnych konkursach.

Z zapałem zabrałem się do wypisywania, punktowania wszystkich ważnych dla mnie tematów związanych ze stroną. I powiem Wam, że chyba się poddałem. Jestem pewien, że opisanie wszystkiego jest niemożliwe. Jednak…

Jednak ze względu na to, że chcę podziękować tak bardzo wielu osobom, które są z Okiem na Horror na dobre i złe postaram się opowiedzieć w kilku zdaniach o dwunastu miesiącach strony.Wiem, że nie wymienię Was wszystkich, ale ważne, że pamiętam o Was. Dzięki.

                                                                               *
Dwudziestego czwartego listopada, w mojej głowie zrodził się pomysł na stronę internetową na fb. Pomyślałem sobie, kurczę: na czym ja się znam? Czym fascynuję? I co mogę ciekawego powiedzieć?

                            K S I Ą Ż K I

Tak, książki. Pamiętam, że towarzyszą mi od małego, a horrory od pierwszych dni, gdy pojawiły się na półkach księgarń.


Przedstawię Wam kilka ciekawostek, tematów śmiesznych, zabawnych ale i wspaniałych, (przynajmniej dla mnie), administratora strony. Choć wtedy to brzmiało strasznie obco.


piątek, 14 listopada 2014

"Opowiem ci mroczną historię" Stefan Darda - frg.





 3.
Jackowi wydawało się, że obudził go jakiś hałas.
Przez moment leżał bez ruchu z otwartymi oczyma,
patrząc na wyświetlacz elektronicznego budzika, który
wskazywał dwie po trzeciej. Gdy od strony pokoju Julki
dobiegł jakiś szmer, wiedział, że to nie był sen.
Ostrożnie wysunął się z objęć Pauliny, założył bokserki i ruszył
w stronę korytarza, by potem skierować się do przeszklonych
 mleczną szybą drzwi, przepuszczających słaby blask
lampki nocnej.
Kilka godzin wcześniej śmiał się z tego, że zmarłych
można spotkać w realnym świecie, ale teraz, gdy szedł ko-
rytarzem pogrążonego w ciszy domu, nie było mu wcale
do śmiechu. Żywych nie musiał się obawiać dzięki nowo-
czesnemu alarmowi i firmie ochroniarskiej.

sobota, 8 listopada 2014

Opowiadanie konkursowe 1 Urodziny Okiem na Horror. Zadanie nr2.

Życzę w imieniu Piotra i moim wspaniałej zabawy i powodzenia :)






Piotr Borowiec

Sprostowanie

Cmentarna brama prowadzi do innego świata. To jest granica, krawędź, a czasem bariera pomiędzy nami a królestwem spokoju. Ich królestwem, które ja mam zamykać i otwierać, gdy przychodzi odpowiedni czas.  Nad żeliwnymi okuciami bramy administratorzy umieścili tablicę informującą, iż cmentarz jest otwarty dla PT Publiczności w godzinach 9:00 – 17:00.  A co od piątej do dziewiątej? Ciemność i cień, beton i marmur, pomniki i krucyfiksy. Twarze ludzi na czarno-białych zdjęciach, wyglądających jakby byli w transie. Transie śmierci.
W którym świecie ja jestem? Sam już nie wiem. Mieszkam zaraz za ogrodzeniem, w domu przy cmentarzu.  Legenda mówi, że dom ten miał zbudować sam diabeł. Może coś w tym jest, niedaleko za terenem cmentarza jest wąwóz, który miejscowi nazwali Piekło. Lepiej tam nie chodzić. Tuz obok Piekła jest inny cmentarz, a w zasadzie smętarz. mniejszy, bardziej kameralny. Dzieciaki składają tam ciała swoich zwieżąt.
Diabła nie widziałem, ani nie słyszałem. Nawet w moim domu na granicy światów. Nigdy. Zmarłych, to co innego. Ich tutaj nie da się nie słyszeć, szczególnie w długie jesienne noce, gdy wiatr miota gałęziami starych wierzb, rosnących przy alejach nekropolii.  Giętkie jak trawa, nieustannie falują, sprawiając wrażenie, jakby cały teren poruszał się i żył. Z roku na rok ten szum jest coraz wyraźniejszy, coraz bardziej dla mnie klarowny. Oni opowiadają. Ciągle i bez ustanku.
Ja nie mogę tego nie słuchać.
U mnie za bramą są i żyjący, i zmarli, a nawet ci  pomiędzy. Żule, ćpuny, wariaci, dno. Już nie życie, jeszcze nie śmierć. Brama  do cmentarza to  ostatni przystanek, zaliczają go zaraz po tym, jak ochrona ich wyrzuci z galerii handlowych, a sokiści z dworca. Przychodzą żebrać, najliczniej na Wszystkich Świętych. Zazwyczaj to zwykli menele, takie  kurewskie zapijaczone łachudry. Jak pan Bóg kiedyś wysmarkał nos, to właśnie oni byli jego glutami. Wyglądają jak jacyś ludzie z bagien. Lata brania narkotyków, picia denaturatu, wegetacji w brudzie odcisnęły na nich przerażające piętno. Zniekształcone głowy i twarze. Nierównej długości ręce i nogi. Są, oczywiście wyjątki, takie jak Paweł. Inni żebracy zaczepiają ludzi, wyciągają ręce, wyuczonym błagalnym tonem pytają: „masz pan złotówkę?”, „wspomożesz pani potrzebującego”? Paweł nic, spuszczona głowa, tekturowy kartonik z prośbą o wsparcie kaleki.  Milczy. Siedzi zawsze tam, przy samym wejściu, jak jest grób pewnej kobiety, co to podobno zabiła pasierba aby jej własny syn mógł odziedziczyć majątek po ojczymie. Paskudna baba to była, ludzie mówią że widziała o losie chłopca więcej, niż chciała przyznać. A męża to sobie owinęła wokoło palca. Tak ludzie mówią. Ja tam nie wiem.

sobota, 1 listopada 2014

Wszystkie "Oblicza grozy"

Horror ma wiele obliczy.
Pod tym hasłem Replika reklamuje zbiór opowiadań, na który długo czekałem. Jeżeli dobrze pamiętam to pierwsze wzmianki pojawiły się już w czerwcu. Replika upowszechniła okładkę i spis autorów na swoim profilu i szum się zaczął. Na temat okładki wypowiadałem się już niejednokrotnie. Gdy książkę mogę już kartkować, oglądać, a opowiadania czytać, nadal podtrzymuję zdanie: że jest to jeden z najładniej wydanych horrorów. Idealna grafika, czytelna czcionka, pięć nazwisk, które powinny przyciągnąć czytelnika i zachęcić do zakupu. Dziś, gdy przeczytałem wszystkie opowiadania, zdecydowanie zamieniłbym miejscami okładkowe nazwiska a nawet dołożył nowe, które wg mnie powodują, że jest to udany zbiór opowiadań.





Nie będę może opisywał wszystkich tekstów, które znalazły się w zbiorze. Nie chcę pozbawiać kogoś dobrej zabawy.
Jednak o kilku chciałbym wspomnieć,
Otrzymaliśmy zbiór osiemnastu opowiadań, każde w innym klimacie,
Opowiadania zawarte w „Obliczach grozy” wg wydawcy "mogą wzbudzić niepokój, lęk, obrzydzenie, zdziwienie, nierzadko mogą też rozbawić. Niniejsza książka to niezwykle bogaty przekrój konwencji grozy. Zawiera premierowe opowiadania najbardziej znanych polskich autorów gatunku, którzy udowadniają, że żadna twarz horroru nie jest im straszna. Przeczytacie historie z rodzaju gore, weird, bizarro, slasher, zombie, horror psychologiczny, animal attack czy ghost story. Gwarantowana różnorodność również jeśli chodzi o formę! Drabble, klasyczne opowiadanie, nowela – zero ograniczeń! A na dokładkę przygotujcie się na niepublikowane wcześniej w Polsce opowiadanie mistrza światowej grozy - Grahama Mastertona!"

wtorek, 28 października 2014

Olga Haber - groza okiem kobiety.

Panie i Panowie -Olga Haber

*Olga spotkaliśmy się niedawno na Kfasonie, praktycznie tuż po premierze Twojej książki ONI. Pamiętam, że sama do mnie podeszłaś z wyciągniętą ręką i promiennym uśmiechem. Sprawiałaś wrażenie osoby otwartej, wesołej, wręcz szalonej.
 Chyba nie masz problemów w kontaktach z innymi ludźmi.
 Dlaczego w takim razie przybrałaś pseudonim Olga Haber?

Witaj. Tak, spotkaliśmy się na Kfasonie, z czego bardzo się cieszę – udało mi się zlokalizować Cię w tłumie i pomimo ograniczeń czasowych wyszła z tego całkiem sympatyczna pogawędka. Fakt, bywam szalona, jak większość zodiakalnych Strzelców. Na ludzi jestem raczej otwarta; pseudonim przybrałam bardziej z racji tego, że moje nazwisko jakoś mi nie pasowało do horroru… Zresztą to jeden z przywilejów osób parających się piórem – móc stworzyć swego rodzaju drugą tożsamość, zaszaleć, zobaczyć na okładce takie niby swoje, a jednak obce nazwisko. Mnie to bawi, powiem szczerze, zwłaszcza, że doszło już do paru nieporozumień w gronie znajomych, z których nie każdy jeszcze wie, że Olga Haber to ja. I obym tylko nie dostała jakiegoś rozdwojenia jaźni… Pociesza mnie fakt, że – cytując cioteczkę Wiki – „przy zaburzeniach dysocjacyjnych poszczególne osobowości nie wiedzą o istnieniu pozostałych”, więc chyba nie jest ze mną aż tak źle.

* Czyli jak mam się do Ciebie zwracać?  Olga czy Kaśka? Bo powiem szczerze, że zawsze zastanawiam się, jak piszę do Tomka Czarnego czy on wie, że to do niego (Paweł Kosztyło vel Tomasz Czarny przyp. autora)

sobota, 25 października 2014

Robert Cichowlas o "Obliczach Grozy"

OBLICZA GROZY - Kilka słów od redaktora...
August 8, 2014
W październiku nakładem Wydawnictwa Replika ukazał się zbiór
 opowiadań  zatytułowany "OBLICZA GROZY".
Nad całokształtem (redakcją) tej książki czuwał znany polskiemu
 czytelnikowi horroru - pisarz: Robert Cichowlas.
Opowiedział nam kilka słów na temat kulis powstania Obliczy Grozy
 oraz zdradził ciekawostkę po jakie książki wydawnictwa Replika będziemy 
mogli sięgnąć w najbliższym czasie.


  

HMi - Graham Masterton, to niewątpliwie ikona horroru.
 W Obliczach Grozy umieściłeś pisarza wraz z innymi, polskimi 
autorami grozy. Co się przekonało, że warto zaufać polskim grozopiewcom?

piątek, 24 października 2014

Dziecko Rosemary - Ira Levin - opinia Pauliny

Okiem na klasykę- „Dziecko Rosemary”.

Ira Levin- znacie? A Polańskiego znacie? To będzie prościej. Obu panów łączy bowiem jedna rzecz. Wiem, zagadka niezbyt trudna i już od początku znaliście jej rozwiązanie jednak myślę, że nie każdy zapoznał się z klasykiem jakim niewątpliwie jest „Dziecko Rosemary”. Cóż ja plotę stwierdzicie, ale młody widz i czytelnik może mieć prawo do niewiedzy i muszę ten stan niezwłocznie zmienić. Ira Levin to była bowiem zdolna bestia, która dała nam książkę nietuzinkową i jak na swe czasy kontrowersyjną. Choć dzisiaj mało kogo zaskoczy, wszystko już bowiem zostało nam pokazane, drzemiąca w niej moc nadal oddziałuje na wyobraźnie i daje czytelnikowi mocnego kopniaka. Powróćcie razem ze mną do domu państwa Woodhouse, gdzie młoda Rosemary spodziewa się upragnionego dziecka.





Młode małżeństwo, Guy i Rosemary Woodhouse, wprowadzają się do nowego, eleganckiego mieszkania w Nowym Jorku. Sympatyczni sąsiedzi, Minnie i Roman Castevet, szybko zaprzyjaźniają się z małżeństwem i służą we wszystkim pomocą. Wkrótce Guy, który jest aktorem, dostaje znaczącą rolę, po tym jak jego rywal nieoczekiwanie ślepnie. Z kolei Rosemary zachodzi w ciążę. Równocześnie jednak zaczynają ją nawiedzać koszmarne sny i halucynacje.

wtorek, 21 października 2014

KFASON - Nic nie planujemy. Relacja i foto galeria.

     KFASON
                                                                                                         



Roz.1
Kraków przywitał nas Sodomą i Gomorą.



O jedenastej, w piątek wyruszyłem wraz z Pawłem i Ryśkiem w ekscytują, dwunastogodzinną podróż pociągiem do Krakowa. Tam, na drugi dzień miał odbyć się Festiwal horroru KFASON.
                                                       
 Długą podróż umilał mi prócz wspaniałego towarzystwa chłopaków ze Szczecineckiego Klubu Fantastyki,sześciopak piwa. Miejsca wykupione wcześniej, czekały na nas. Na początku naszej podróży było wręcz miło i wspaniale, jednak wraz z upływającym czasem, podróż zaczęła wydawać się nam masakrą. Pamiętam, że było moment, gdy byliśmy chyba gotowi, przeskoczyć do jadącego pociągu naprzeciwko. Nasza psychika zaczęła podpowiadać nam coraz większe głupoty. Jednak dotarliśmy. Dwanaście godzin - jakoś przeżyliśmy.
Na dworzec wyszedł po nas Piotrek Borowiec, facet, którego znałem z konkursu „Horror na Debiut”, publikacji na blogu OnH, oraz wielu rozmów za pomocą komunikatora fejsbukowego.
Ha ,cóż za świetny facet!
Do dzisiaj podziwiam go, że chciało się mu prowadzić bandę oszołomów, opowiadać o budowlach Krakowa i podpytywać o funkcjonowanie klubu. Poświęcił swój czas aby przeprowadzić nas przez miasto rozpusty. :D

poniedziałek, 13 października 2014

Wylęgarnia-Robert Cichowlas.

Robert Cichowlas to osoba, którą darzę ogromnym sentymentem. Do dziś, kiedy patrzę na półkę z książkami i widzę „Sępy” uśmiecham się do siebie. Była to bowiem jedna z moich pierwszych, pełnoprawnych polskich antologii grozy. Kupiłam ją przypadkiem, gdyż będąc na początku mej przygody z literackim horrorem nie wiedziałam z której strony to ugryźć i w co włożyć swe rządne krwi zęby. Padło na Cichowlasa, bo przedtem natknęłam się na jego opowiadanie „Cierpliwość”, które znajduje się w antologii „Trupojad. Nie ma ocalenia”.
Podobało mi się niezmiernie i żądałam coraz więcej i więcej. Potem chłonęłam wszystko spod pióra pana Cichowlasa i zawsze było mi mało. „Wylęgarnia”, bo o tym zbiorku chcę dziś wam opowiedzieć to druga po „Szóstej erze” samodzielna książka mistrza duetów, jakim niewątpliwie jest pan Robert.



środa, 8 października 2014

Olga Haber - Oni - przed premierą /frg

Olga Haber: Oni
powieść grozy

Natalia  jest na życiowym zakręcie. Była świadkiem śmiertelnego wypadku, rozstała się z mężczyzną i odeszła z pracy. Żeby zapomnieć o traumatycznych przejściach, zaszywa się w drewnianym domku nad jeziorem. Zauroczona sporo młodszym chłopakiem i pełna nadziei na lepsze jutro, powoli dochodzi do siebie. Sielska okolica ma jednak swoje mroczne tajemnice – wokół dziewczyny zaczynają się dziać niepokojące rzeczy. Natalia czuje się obserwowana, dręczą ją pełne krwi senne koszmary, a okoliczni mieszkańcy zachowują się tak, jakby coś w nich wstąpiło. Coś, co ma bardzo złe intencje i krąży wokół starego cholerycznego cmentarza.              Po serii brutalnych wydarzeń kobieta postanawia wyjechać, jednak ONI z pewnością jej na to nie pozwolą - osaczona, przerażona i bezwolna, powoli zamienia się w sterowaną diabelską siłą marionetkę. I chociaż wszytko w niej krzyczy „uciekaj”, nie ma już drogi odwrotu…

Videograf – Chorzów, październik 2014.

„Olga Haber raczy czytelnika historią pełną emocji, plastycznych opisów i w większości żywych (przynajmniej do czasu!) bohaterów. Tę powieść warto sprezentować zarówno komuś bliskiemu, jak i samemu sobie... Gwarantuję, że nie będziecie zawiedzeni.” 
Kazimierz Kyrcz - pisarz

„Zaskakująca, świeża, przewrotna - czegoś takiego jeszcze w naszym horrorze nie było. Atmosfera gęstniejąca z rozdziału na rozdział, tajemnica i poczucie osaczenia. Będziecie śnili po tej książce koszmary...”
 Krzysztof T. Dąbrowski – pisarz, scenarzysta

Olga Haber (pseudonim Katarzyny Misiołek) - Krakowianka, rocznik 74. Z wykształcenia jest filologiem polskim; od dłuższego czasu współpracuje z kilkoma wydawnictwami prasowymi. Interesuje się turystyką, psychologią, medycyną niekonwencjonalną i Tarotem. Kocha czekoladę, stare filmy i Stephena Kinga. Niestety tego ostatniego raczej bez wzajemności... "ONI" to jej debiut powieściowy."


M.John Harrison - Droga serca /frg.


M. John Harrison 
Droga serca 
(fragment) 
Jeden

Niedocenianie snów

Pam Stuyvesant zażywała lekarstwa, żeby radzić sobie z padaczką. Często była po nich przygnębiona i trudna w obyciu, a Lucas, który sam był nerwowy, nigdy nie wiedział, co robić. Po ich rozwodzie coraz częściej polegał na mnie jako na pośredniku.
– Nie lubię brzmienia jej głosu – tłumaczył. – Ty spróbuj.
Pod wpływem leków śmiała się bez końca w krzykliwy, fałszywy sposób. Chociaż Lucas przez lata starał się ją traktować ze współczuciem, ten śmiech zawsze go żenował i irytował. Myślę, że się go bał.
– Spróbuj wydobyć z niej coś sensownego.
Sądzę, że to poczucie winy podpowiadało mu, że mam na nią łagodzący wpływ, jednakże nie chodziło o jego własne wyrzuty sumienia, tylko o poczucie winy, które w jego opinii łączyło całą naszą trójkę.
– Sprawdź, co powie.

wtorek, 7 października 2014

Republika Piratów - Colin Woodard


"Niby same historyczne fakty                                   
ale opowiedziane jak w książce
przygodowej. Wyobraźnia podsuwa obrazy
- przed oczami stoją szkatuły złota, abordaże,
korsarze, z beczki leje się rum, a na pokładzie
szczęka żelazo"




Na taką książkę czekałem bardzo długo. Jak tylko pojawiła się zapowiedź SQNa, powiedziałem sobie „Muszę ja mieć”.
Jako mały chłopiec bawiłem się w piratów, uwielbiałem te historie, bitwy morskie, potyczki, skarby, straszliwe burze i życie na statku, fascynowało mój młody umysł. Jak tylko się udało czytałem każdą książkę o piratach, czy korsarzach. Do dziś na półce stoi trylogia Meissnera czy „Wyspa skarbów”-Stevensona. Jak mam tylko okazję, kupuję kolejne książki o pirackich przygodach Komudy czy Mortki, jakiś czas temu dorwałem „Pod piracką flagą” Crichtona. Niestety za dużo tego nie było, posiłkowałem się zachodnimi filmami z lat 70ych czy 80tych. O dziwo, co dla niektórych, uwielbiam nawet „Piratów z Karaibów” – "Skrzynia jest pusta, nie ma tam serca!". Z takim okrzykiem obudziłem się w nocy siedząc na łóżku. Moja żona stwierdziła, że nie powinienem oglądać takich filmów.
Tyle tytułem wstępu.

niedziela, 5 października 2014

Katarzyna Bonda - zapis z pobytu w Szczecinku - okiem organizatora.





PRZED.

Pozwólcie, nie będę zdradzał w jaki sposób udało się mi zaprosić Kasię Bondę do Szczecinka, aby spotkała się z fanami kryminałów. Fakt jest taki, że gdy wysyłałem zaproszenie, to pomiędzy linkami i zdjęciami miasta puściłem jej steampunkową lokomotywę.
Ups. Zaraz napisałem, że nie jestem w stanie akurat tego obiektu zagwarantować, ponieważ znalazł się tam przypadkiem. Wtedy jeszcze -Pani Katarzyna - odpisała coś w stylu, proszę zadzwonić.
Zadzwoniłem. Ustaliliśmy szczegóły.
Tak w wielkim skrócie to się odbyło. Dwa miesiące potem podczas prelekcji gdy przypomniałem Kasi, a opowiedziałem zebranym motyw z lokomotywą (co wywołało oczywiście burzę śmiechu) Kaśka powiedziała coś w stylu: Pomyślałam, że dziwny to koleś.
I tak to się zaczęło.
Nie będę skromny. A co tam. Przez dwa miesiące załatwiałem patronów, sponsorów, sale, nocleg, nagłośnienie, plakaty a nawet wodę na stolik podczas spotkania październikowego w Zamku. Oczywiście Paweł Kwiecień, z którym robiłem Gryfcon, jak zwykle okazał się niezastąpiony.
Jednak grom tematów wziąłem sobie na głowę. Dzień przed spotkaniem, rano kleiłem jeszcze plakaty na słupach. W dzień spotkania okazało się, że część nie wisi, a główny słup jaki sobie upatrzyłem został oczyszczony, praktycznie ze wszystkiego. Także dostaję info od Pawła, że zmieniono nam salę. Myślę – zajebiście, tam już miałem wszystko w głowie ustawione.
Co ma być to będzie.
No to co. Siódma rano, rower, plecak, taśma i pozostałe plakaty trafiły na swoje miejsce.
Razem z Pawłem lataliśmy z zaproszeniami dla ludzi, którzy z racji wykonywania swojej publicznej funkcji powinni przyjść na spotkanie i chociaż w ten sposób nas wspomóc.

środa, 24 września 2014

Co w Oku widać?

Umiłowani Bracia i Siostry w Horrorze
Zazwyczaj na blogu mogliście przeczytać wywiady, opinie o książkach i opowiadania. Czasami pojawiała się jakaś - powiedzmy rozprawka z czymś :)
Dzisiaj jeżeli macie ochotę, to przeczytajcie co do końca roku kalendarzowego, będzie się działo w firmie Okiem na Horror. A działo się będzie.



Zacznijmy od tematu może, nie horrorowego, lecz kryminalnego i to tego z najwyższej półki. Ponieważ moim założeniem jest popularyzacja ogólnie czytelnictwa i namawiania Was i innych do czytania książek, łapię się wszelkich projektów, które mają temu służyć. Nie chodzi tutaj o jakieś.... nie wiem, odpuszczenie sobie tematów horroru, czy popadanie dla zysku (różnie rozumianego) w literaturę, która świetnie się sprzedaje a więc można na tym coś uczknąć.
Nie.
Kompletnie nie chodzi o to. Choć często, przy różnych projektach trzeba godzić się na tematy, które są OKU nie miłe. Lecz gdyby nie ten "przymuszony kompromis" to wielu tematów byśmy nie mogli zorganizować. Takie czasy. A cel pozostaje ten sam. Popularyzować literaturę, pomagać polskim twórcom grozy, namawiać od czytania książek.
I cała filozofia.
 No dobra ja tu gadu gadu, a o pewnej kobiecie należy kilka słów napisać.

wtorek, 23 września 2014

Graham Masterton "Sekta" - opinia.

Chyba nie muszę wam mówić kim jest Graham Masterton. Musielibyście się urodzić wczoraj i nigdy nie słyszeć słowa horror. Ten jakże utalentowany autor książek grozy, thrillerów, poradników seksuologicznych i sam diabeł wie jeszcze czego to osoba, którą darzę niemałą sympatią i szacunkiem. Masti, bo tak pieszczotliwie zwykłam o nim mówić jest nie do zdarcia i od lat, nieprzerwanie wypuszcza na rynek swe nowe dzieła.
Wznowiona dzięki wydawnictwu Replika książka „Sekta” (która wcześniej pojawiła się pod nazwą „Święty terror”) to kolejny po „Krzywej Sweetmana”, „Geniuszu” czy też „Głodzie” thriller tego autora. Jak tym razem udał się romans Grahama z tym gatunkiem?
Sprawdźmy.



Conor O’Neill jest ochroniarzem, który wiedzie spokojne życie z piękną dziewczyną u boku. Jego sielanka zostaje jednak zaburzona, kiedy przypadkiem zmuszony jest wziąć udział w dwóch napadach, w których skradzione zostają depozyty warte dziesiątki milionów dolarów. Nieszczęśliwy zbieg wydarzeń sprawia, że O’Neill staje się głównym podejrzanym. Nagonka nowojorskiej policji zmusza bohatera do szaleńczej ucieczki i walki o własne życie. Prowadząc prywatne śledztwo Conor natrafia na szeroko zakrojony spisek. Trop prowadzi do terrorysty,  przywódcy sekty o nazwie Światowy Ruch Posłannictwa, który uważa się za nowego Mesjasza ze świętą misją mającą na celu ujednolicenie religii na całym świecie.
(opis wydawcy)

niedziela, 7 września 2014

Sanato - Marcin Szczygielski. Opowiada Paulina.

Nie jestem typem podróżnika, który co roku jeździ w egzotyczne miejsca i chwali się wszem i wobec jaki to jest z niego obieżyświat. Klasa średnia, rzec można- niby nie przymierasz głodem i możesz sobie pozwolić na kupno nowego Mastertona, ale już na wakacje w Zakopcu możesz sobie pojechać raz na, powiedzmy 5 lat. Nie traktujcie tego jako spowiedzi zgorzkniałej dziewuchy która marudzi nawet, jak wygra w konkursie, w myśl zasady, że Polak musi narzekać!. Nie, ten pokręcony wstęp, który chyba powoli wchodzi mi w krew ma na celu podkreślenie faktu, w którym momencie mego życia (wakacje, Zakopane, boczna księgarnia) spotkałam się z powieścią „Sanato” i jak, niczym nawiny dzieciak przez kilka dnia żyłam w przekonaniu, że to historia oparta na faktach. „Twarzodłoń”*, jak to się niegdyś mawiało.

Jesień 1931 roku. Do luksusowego sanatorium w Zakopanem przyjeżdża młody niemiecki lekarz Matys Dresler ze swoją narzeczoną, a zarazem pacjentką Irą, która ma być dowodem na skuteczność jego rewolucyjnej metody leczenia gruźlicy zastrzykami z płynnego złota. Ośmioro pensjonariuszy wyraża zgodę na udział w eksperymentalnej kuracji - wśród nich jest także młoda mężatka Nina. Ryzykowna chryzoterapia przynosi dobre wyniki... Przynajmniej do chwili, gdy w umysłach pacjentów nie zaczynają się ujawniać przerażające efekty uboczne, które wywołuje.







Kupno, jedynego jak narazie horroru w dorobku pisarza Marcina Strzygielskiego nastąpiło bardzo

piątek, 5 września 2014

Efekt uboczny - Norbert Góra. Opowiadanie.

Heniek siedział jeszcze w domu pogrzebowym o enigmatycznej nazwie Aurum in aeternum. Dochodziła godzina dwudziesta trzecia i powoli zbliżał się czas, kiedy powinien pójść na obchód. Przez moment zastanowił się, na jaki dodatkowy pomysł wpadnie jego szef i jakim to jeszcze stanowiskiem go obarczy, w obliczu katastrofalnie wysokiego bezrobocia i marnych – co gorsze, nie zmieniających się od lat – perspektyw na lepszą przyszłość.
Heniek pracował w administracji tego domu, był grabarzem, i jakby tego było mało, dorabiał sobie po nocach jako stróż na cmentarzu. Teraz właśnie pełnił obowiązki stróża w miejscu, gdzie nikomu się nie spieszyło, z oczywistych względów.
Na małym sosnowym stoliczku leżało białe, niewielkie opakowanie leku Kydroxelin. Sięgnął po niego i otworzył, wyrzucając powlekane, chemiczne świństwo w dwóch rzędach po pięć tabletek. Ze środka opakowania wypadła też starannie złożona ulotka.
Heniek rozłożył ją i przeczytał.
Przed użyciem zapoznaj się z ulotką, która zawiera wskazania, przeciwwskazania, dane dotyczące działań niepożądanych i dawkowanie oraz informacje dotyczące stosowania produktu leczniczego, bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu – mówił na głos, zachowując się prawie jak lektor z telewizyjnych reklam o kaszlących rodzinach, w okamgnieniu uzdrowionych przez różnokolorowe kapsułki.
Jego szczególną uwagę zwróciła rubryka z działaniami niepożądanymi.
Kydroxelin może wywoływać senność, zawroty głowy, nieprawidłowości w myśleniu, omamy i halucynacje, niepokój, depresję.
Farmaceutyczne pierdolenie, mruknął pod nosem i uśmiechnął się do siebie. Wyciągnął dwie tabletki i zamaszystym ruchem wsadził do ust.
Połknął je niczym nienasycony mięsem lew, mający ochotę na jeszcze więcej.
Drewniany zegarek z kukułką wiszący na ścianie naprzeciw niego wybił godzinę dwudziestą trzecią. Westchnąwszy, wstał z krzesła i poklepał się po garniturowych czarnych spodniach. Do pasa miał przypiętą niewielką, srebrną latarkę i pojemnik z gazem pieprzowym. To podstawa samoobrony w tym zasranym i niebezpiecznym fachu.


wtorek, 2 września 2014

Cykl "Bóg Horror Ojczyzna"- Łukasz Radecki

Porzucając wszystkie anglojęzyczne horrory, dalej zagłębiam się, nadrabiam zaległości i cieszę się z nowości pisarskich naszych rodzimych twórców.
Tym razem do obrotu poszedł cykl „Bóg Horror Ojczyzna” Łukasza Radeckiego.
Powiadają o autorze, że człowiek orkiestra, muzyk, poeta, pisarz, nauczyciel a ostatnio zapalony bloger i recenzent.
Ponieważ z założenia nie czytam tworów ebookowych itp. (wyłączając drabble), to z niecierpliwością czekałem na wydanie papierowe drugiego tomu BHO -„Wszystko spłonie”.

Jak tylko dotarła książka z Oficyny Wydawniczej Literat, zabrałem się do czytania obu tomów. Czyli pierwszego „Złego początki”, jeszcze raz, tak dla złapania klimatu oraz wspomnianego tomu drugiego „Wszystko spłonie”.



Radecki zaserwował nam coś, czego bardzo mało jest na rynku. Wszelkie możliwe połączenie gatunków: grozy, horroru, kryminału czy science fiction. Powiem na początek, że wyszło to świetnie.
Ale po kolei.

poniedziałek, 1 września 2014

Spacer po szpitalu. Opowiada Piotr Borowiec

Jak oni boją się bólu. Uciekają przed nim, chowają się, szukają ratunku. W pierwszej kolejności chemicznego. Powymyślali różne rodzaje tabletek, w zależności od cierpienia jakie ich spotkało. Na ból zęba paracetamol, na ból duszy relanium, na ból onkologiczny mają tramadol, na istnienia prozak. Czasem to nie wystarcza, czasem męka zmusza ich do działania. Do ruszenia się, aby zająć ławkę w kościele, lub miejsce w poczekalni u lekarza. Ostatnim przystankiem na trasie tej beznadziejnej ucieczki jest szpital. Właśnie teraz tu jestem. Byłem. Będę jeszcze długo.
Ona też tu jest, młoda i ładna. Była już i w kościele, i u psychiatry. Nie wiem, czy tamci zignorowali jej cierpienie, czy nie potrafili jej pomóc. Żyletka, ciepła woda w wannie i wyłączenie wszystkich telefonów też okazały się nie skuteczne. Teraz leży nieprzytomna, podłączona do maszyn i dokładnie poszywana. Lekarze są dumni z odratowania życia, nawet kogoś, kto tego życia tak cholernie nienawidzi. Jutro do niej przyjdą jej bliscy, ci wszyscy których wcześniej zaniepokoił  brak sygnału komórki. Przyjdą, z ich wyrzutami i strachem. Ból rodzi ból, który rodzi ból. Oni będą zadawać pytania i martwić się. Aniu jak mogłaś to zrobić? Aniu jak możemy ci pomóc? Aniu, gdy to robiłaś to nie myślałaś o nas? Pytam się, myślałaś?
Pewnie że myślała. Żebyście wszyscy już się od niej odpierdolili.
Nawet ją rozumiem. Jest zawieszona pomiędzy światami, pomiędzy Tą a Tamtą Stroną.  Jak ja. Tyle że ja na długo, a ona.... Naprawdę chciała się zabić, cięła wzdłuż żył, nie w poprzek. Ledwo ją odratowano. Ledwo, ale odratowano. Straciła dużo krwi, poharatała sobie ścięgna, po uszkadzała nerwy. Będzie boleć, bardzo boleć. Jutro Ta Strona wezwie ją na stałe. Jeszcze nie czas, Aniu, jeszcze musisz mnie pokarmić, jeszcze ma poboleć. Tylko co bardziej, zmasakrowane ręce, czy poczucie winy, kiedy sobie uświadomisz, jak bardzo nienawidzisz swojej rodziny? To będzie jutro. Idę niżej.