Okiem na Horror

Okiem na Horror

,

,
NAJNOWSZE PATRONATY OKA

niedziela, 7 sierpnia 2016

Magdalena Kamińska - Upiór w kamerze. Zarys kulturowej historii kina grozy.

Magdalena Kamińska podjęła się realizacji projektu, który z góry wydaje się być niemożliwy do ogarnięcia, nawet na ponad dwustu stronach zapisanych drobnym drukiem. Mam na myśli wydaną na dniach monografię „Upiór w kamerze. Zarys kulturowej historii kina grozy”. Mało tego, jak sama twierdzi w wywiadzie, który ukaże się w najnowszym numerze OkoLicy Strachu nie podołała temu zadaniu i pewnie nie udałoby się to nawet kilkuosobowemu zespołowi specjalistów. Patrząc na ponad stuletnią historię kina grozy wydawać się to może oczywiste. Bo jakim cudem zawrzeć w jednym tomie tak szerokie zagadnienie jak filmowy horror?
Ok. Zgadzam się, nie można i jest to chyba niemożliwe. Jednak próbować warto. Tym bardziej, że nie mamy do czynienia z wydaniem encyklopedycznym czy leksykonowym. Podobne próby zmierzenia się z tematem podejmowano już wcześniej. Wspomnijmy chociaż „100 filmów grozy. Leksykon” Andrzeja Pitrusa czy „Odrażające, brudne, złe: 100 filmów gore” Piotra Sawickiego. Jednak są to raczej przewodniki, leksykony, których zadaniem jest podać tytuł z krótkim opisem filmu. Takie ściągi, gdy zastanawiamy się co by tu obejrzeć wieczorem.


„Upiór w kamerze. Zarys kulturowej historii kina grozy” to pozycja całkowicie inna od wspomnianych powyżej.
Po pierwsze; nie ma formy encyklopedycznej, a filmowe kino grozy podzielone jest na etapy rozwoju kinematografii.
Po drugie; ogrom wspomnianych tytułów jest imponujący. Sam naliczyłem ponad czterysta filmów, o których autorka wspomina, lub dokładniej je opisuje.
Po trzecie; Magdalena Kamińska ukazała kino jako element światowej kultury.
Po czwarte; otrzymujemy przegląd zarówno kina hollywoodzkiego jak i europejskiego i azjatyckiego.

Oczywiście wiadomym jest, że nie da się napisać o wszystkim. Jednak kolejną zaletą monografii jest forma w jakiej zostało to podane czytelnikowi. Myślę, że każdy kto ogląda horrory, bez trudu przebrnie przez kolejne strony. Pomimo wspomnianej ogromnej ilości tytułów pozycję czyta się płynnie. Ba! Patrząc, że jest to praca naukowa, to trud włożony przez autorkę w zrozumiałe podanie tego współczesnemu czytelnikowi jest imponujący (tak, ponownie używam tego słowa, ponieważ monografią Kamińskiej jestem zachwycony i nawet teraz ciężko mi okiełznać emocje, a jestem już po lekturze dobry tydzień).  
Co ważne i zaskakujące, opisując klasyczne kino niesamowite czy fantastyczne Magdalena Kamińska nie stroni od literatury tego nurtu. Sama zresztą czyta ją chętniej, niż współczesne horrory Mastertona, Barkera czy Kinga.  Więc prócz filmowego horroru znajdziemy tam także klasyczną literaturę grozy. I wraz z magią niemal kanonicznej literatury zaczyna się nasza przygoda z kinowym horrorem.
Początki gatunku poznajemy w pierwszym rozdziale „Horror przed kinem. Od opowieści niesamowitej do gatunku filmowego”, aby zagłębić się w fascynujący świat kina lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku, kino weimarskie, powstanie hollywoodzkiej Fabryki Snów, lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, gdy powstawały kultowe filmy jak „Egzorcysta” czy „Omen” . Dość obszernie poznajemy filmy gore i slashery – ulubione autorki, zerkamy na bum kaset VHS lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, dalej kino cyfrowe, aby zakończyć na kinie azjatyckim.

Totalna kopalnia wiedzy i fantastycznie straszna przygoda. Tak chyba można określić monografię Kamińskiej. Nie będę się bał także powiedzieć, że jest to pozycja wyjątkowa i wspaniała. Powiem także szczerze, że o wielu podgatunkach filmowego horroru nawet nie słyszałem lub nie wiedziałem, że je stworzono. Monografia wzbogacona jest min. o smaczki dotyczące np. miejsc, w których kręcono filmy, chociażby „Amityville” czy legendy, a może bardziej klątwy wiszące nad innymi. Zaskoczeniem może być także to, jak wielu aktorów miało polskie korzenie i jak dużo Hollywood zawdzięcza mitologiom i wierzeniom europejskich narodów, które w XIX wieku emigrowały za ocean.
Nie mogło w monografii zabraknąć także polskiej kinematografii, a szczególnie najlepszego chyba horroru świata;  „Dziecko Rosemary” Romana Polańskiego z obłędną muzyką Krzysztofa Komedy, o którym autorka wspomina w kilku miejscach.

Do tego monografia jest pięknie wydana, w twardej oprawie, na świetnym kredowym papierze z klimatycznymi grafikami, 13 stronicowa bibliografia i spis kilkuset wspomnianych w publikacji przez autorkę filmów i seriali grozy budzi podziw.
To wszystko składa się w niesamowitą całość.

Polecam gorąco.

Magdalena Kamińska
„Upiór w kamerze. Zarys kulturowej historii kina”

Wydawnictwo Arsenał, Poznań 2016.

1 komentarz:

  1. Ciekawam, czy Kołodyńskiego pobije...

    OdpowiedzUsuń