sobota, 31 października 2015

H.P.Lovecraft Ogar i inne opowiadania. Komiks.

"Bezsenna noc. Nieznana obecność za drzwiami. Niezrozumiałe szepty. Lęki, które każdy z nas pamięta z dzieciństwa. Głęboko zakorzeniona w ludzkiej naturze fascynacja śmiercią. Lovecraft jako pisarz stał się niemal kapłanem niepokoju, wykuwającym z ciemności poprzedzającej świt historie na kształt dawnych mitów."
Tanabe Gou


O moich doświadczeniach z komiksem pisałem już wcześniej, przy okazji najnowszego komiksu, na podstawie cyklu Stephena Kinga "Mroczna wieża". Także nie będę się powtarzał. Wspomnę tylko, że komiks przeszedł długą i bogatą drogę ewoulując z kioskowego czasopisma obrazkowego, do współczesnego, pięknie wydanego tomu w twardej oprawie.
Wspominałem też, że w tym całym świecie Batmanów, Spaidermenów i wszelkich innych marvelowskich bohaterów, komiks-horror jest praktycznie niewidoczny. 
W chwilę potem premierę miał komiks wydawnictwa Studio JG."H.P.Lovecraft. Ogar i inne opowiadania" autorstwa Tanabe Gou. Już samo to, że Lovecraft w komiksie to rzadkość, do tego jeszcze z klimatem, z dalekiej Azji, było wystarczającym powodem, aby zapałać rządzą posiadania tego

środa, 28 października 2015

Duchy w prześcieradłach kontra krew i flaki. Dwa spojrzenia na horror ekstremalny.

'Uderz w stół, a nożyce się odezwą", mówi staropolskie przysłowie. Niedawno na stronie www.polskagroza.pl ukazał się art Piotra Borowca o horrorze ekstremalnym. Tekst ten podlinkowaliśmy na Oku. Ponieważ Piotr wywołał z nazwiska Tomasza Siwca z Horror Masakry, ten nie pozostał dłuży i poinformował, że będzie odpowiedź. Dzisiaj odpowiedź jest i możecie przeczytać nie tylko ją, ale i art Piotra, na blogu Oka (za udostępnienie dziękujemy naczelnemu polskiejgrozy.pl). Ustaliliśmy z Tomkiem, że odpowiedź znajdzie się na blogu Oka, aby jak najwięcej ludzi, mogło zapoznać się z tymi dwoma, jakże odmiennymi punktami widzenia. 

DUCHY W PRZEŚCIERADŁACH KONTRA KREW I FLAKI.

poniedziałek, 26 października 2015

Andrzej Wardziak. "Boję się wielu rzeczy". Wywiad dla OnH.

Cześć.

Andrzej już dosłownie na dniach ma ukazać się Twoja najnowsza książka „Siódma dusza” nakładem wydawnictwa Videograf. Jednak nie jest to Twój debiut. W 2013 roku wydałeś „Infekcję”, rzecz o inwazji zombie. Możesz coś opowiedzieć o tym tytule?

Hej. Tak, debiutowałem dwa lata temu. Napisałem wielowątkową powieść, gdzie głównym tematem jest apokalipsa zombie rozgrywająca się w Warszawie. Wielowątkową dlatego, że powieść pokazuje apokalipsę z pięciu różnych perspektyw, z punktu widzenia osób rozrzuconych po różnych częściach miasta. Aktualnie pracuję nad ukończeniem drugiej (ostatniej) części "Infekcji". Pomimo wydania poprzez współfinansowania, pomimo korekty, która pozostawiała wiele do życzenia – książka spotkała się z bardzo dobrym odbiorem, pojawiła się masa naprawdę przychylnych recenzji. Co było dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem.

Książka ta jest nie do dostania, poluję na nią jakiś czas  i  nigdzie nie można jej dostać. Dlaczego jest z tym taki problem?

Niestety, ale muszę się z Tobą zgodzić – aktualnie,  poza wersją elektroniczną, książka nie jest dostępna. Jest to związane stricte z zakończeniem działalności wydawnictwa, które wypuściło "Infekcję" na rynek. Od pierwszego stycznia 2016 roku "Infekcja" będzie bezpańska, ale może do tej pory zainteresuje się nią jakiś inny wydawca – pożyjemy, zobaczymy. Muszę pozostawać dobrej myśli.

To może, zanim przejdziemy do „Siódmej duszy”, powiedz kim jest Andrzej Wardziak, co lubi i czego się boi?

 Lubię wiele rzeczy – dużo czytać, dużo oglądać, grać na kompie w stare gry (nie jakieś Atari, ale gierki z lat 95-05 powiedzmy). Lubię ostre walnięcie w głośnikach, lubię tatuaże. Lubię się porządnie zmęczyć, na co mi pozwala wspinaczka sportowa. Lubię kobietę, z która od paru lat dzielę swoje troski. Nie lubię swojego sąsiada, który jest starym bucem, i nie lubiłem jeszcze jednego, który nam zaśmiecał ogródeczek, ale ten się już wyprowadził, więc już go lubię. Czego się boję... w sumie to ciężko mi odpowiedzieć. Boję się wielu rzeczy. Na przykład boje się, że któregoś pięknego dnia nie wytrzymam i pozabijam ludzi, którzy chcąc wejść do autobusu stają przed drzwiami i nie pozwalają innym z niego wyjść. Boję się też małych dziewczynek w białych sukienkach, z włosami opadającymi na twarz. Boje się, że za taką dziewczynką będzie stał Clown, a oboje wyjdą z pola kukurydzy, w które nagle zamieni się moja kuchnia. Tak, tych trzech rzeczy chyba bardziej się boję. I boję się jeszcze luster w nocy. Lustra w nocy są złe, są nasycone jakąś starą, mroczną magią i ktokolwiek twierdzi, że jest inaczej – najzwyczajniej w świecie się myli.

niedziela, 25 października 2015

"Zakażenie" Scott Sigler. Recenzja.




Aż pięć lat przyszło fanom „Infekcji” czekać na kontynuację bestsellerowej serii Scotta Siglera. W międzyczasie doszło do zmiany wydawcy, a prawo do wydania drugiego tomu przejęło Wydawnictwo Gmork.
„Zakażenie” to bezpośrednia kontynuacja wątków rozpoczętych w „Infekcji”, dlatego też wszystkich, którzy nie znają jeszcze pierwszego tomu, przestrzegam przed zamieszczonymi w recenzji spoilerami. Po wstrząsających wydarzeniach sprzed kilku tygodni Perry Dawsey zmienił się nie do poznania. Stał się maszyną do zabijania, bezlitośnie tropiącą innych zakażonych, którzy przeżyli lub przeżywają piekło, jakie stało się jego udziałem w „Infekcji”. Były futbolista jako jedyny potrafi „wyczuć” kolektywną świadomość tych, którzy posiadają na swoim ciele mordercze trójkąty. Agent Dew Phillips będzie miał jednak ręce pełne roboty, kiedy okaże się, że utrzymanie Dawseya w ryzach wcale nie jest prostym zadaniem.
Jednocześnie zespół, na którego czele stoi Margaret Montoya, stopniowo zbliża się do znalezienia lekarstwa na tajemniczą chorobę. Z błogosławieństwem nowego prezydenta, bohaterowie „Zakażenia” toczą nierówny wyścig z czasem. Tymczasem zagrożenie wcale nie mija, co więcej, staje się jeszcze większe i bardziej niebezpieczne. Inteligencja stojąca za inwazją ma bowiem diaboliczny plan i zamierza wcielić go w życie, wykorzystując ciało… siedmioletniej dziewczynki, która chcąc nie chcąc staje się przywódcą armii zakażonych.

sobota, 24 października 2015

"Lustra zbrodni". Recenzja

Na Oku zazwyczaj nie recenzujemy e-booków. Raczej? No nie. Nie robimy tego wcale. Tej zasady trzymaliśmy się z uporem szaleńca z psychiatryka, chcącego za wszelką cenę dorwać się do zestawu długopisów na biurku recepcjonisty, którymi mógłby wydłubać kilka par oczu, niczego niespodziewającym się pielęgniarkom. No i trach. Złamaliśmy się.
"Lustra zbrodni" to e-bookowa, mała antologia do pobrania na www.wydaję.pl
Mała, ponieważ zawiera się na niecałych pięćdziesięciu stronach, na których pięciu autorów, zaprasza nas do świata grozy i strachu, a tematem przewodnim są lustra. Chciałoby się powiedzieć, że temat oklepany, znany z kilku filmowych horrorów, czy powieści, w których przejawia się niejednokrotnie motyw lustra, zwiastujący zazwyczaj śmierć.

Na pierwszy ogień dostajemy króciuteńkie opowiadanie Sandry Gatt Osińskiej "Walter". Rzecz o małym chłopcu, który leżąc sam, w nocy w pokoju zaczyna słyszeć głosy, które stają się coraz głośniejsze, strach wzrasta z każdą linijką. I nagle opowiadanie się

środa, 21 października 2015

KFASON 2015. Mnie nie kręcą setki ludzi i kolejki do kibla.


Piotr Kulpa
Wyjazd na tegoroczny KFASON stał do ostatnich godzin pod znakiem zapytania. Praktycznie dzień wcześniej, wieczorem, mogłem potwierdzić, że przybywam.
Wieczorem zapakowałem się do Polskiego Busa i ruszyłem w noc. Pod pachą cztery piwa i bilet. Wybrałem miejsce na końcu autobusu, pośród załogantów, jak ja. Jak się okazało, był to błąd. Wyobrażacie sobie jak facet potrafi skomleć, że chce się mu "szczać"? Jak biegnie do kierowcy, a on mu odpowiada, że niedługo staniemy, w Pile, chłopak szczęśliwy, lecz nieświadomy, że do Piły jeszcze 40km, jęczy dalej i wyzywa drugiego, który namówił go na piwo. To nie było dobre miejsce. Zero spania.

Kraków przywitał mnie o piątej rano deszczem. Byłem pewien, że napisałem smsa do Korsarza, że już jestem i czekam na dworcu. Po godzinie, przestałem myśleć o nim, jako świetnym kumplu. Chociaż łajza by zadzwoniła. Telefon milczy. Dzwonię a on, jak gdyby nigdy nic, informuje mnie, że już wstał i podaje namiary na dojazd do siebie. Dopiero w miejskim zauważyłem, że nie do niego napisałem "Dojechałem". Cóż, fajny dworzec ma Kraków.

wtorek, 20 października 2015

Graham Masterton. "Jestem pisarzem, a tego się nie wybiera. Po prostu się nim jest". Wywiad dla OnH.



1:  Za tydzień “Szkarłatna wdowa” będzie miała swoją premierę w Polsce. Gdy tylko zobaczyłem okładkę, uznałem, ze to musi być wspaniały horror. Ale po zapoznaniu się z opisem okładkowym odkryłem, że będzie to mieszanka powieści historycznej i kryminalnej. Skąd pomysł, by połączyć te gatunki? 

Okładka: Wydawnictwo Albatros
Zawsze interesowała mnie rola, jaką kobiety odgrywały w czasach kolonizacji Ameryki. Bez ich determinacji, żywotności i czystej brawury, kolonie nigdy by nie rozkwitły. Wbrew powszechnej opinii, kobiety nie były słabe i wycieńczone, tylko twarde i pomysłowe. Musiały opiekować się zwierzętami, hodować warzywa, rąbać drewno, szyć ubrania, prać, a także rodzić i wychowywać dzieci. Jednocześnie, ciągle groziło im niebezpieczeństwo, mogły zostać porwane przez Indian i wykorzystane, na przykład jako niewolnice. Przygotowanie się do napisanie tej książki było trudne, ale i fascynujące. Musiałem poznać ich codzienne zwyczaje, a także sprawdzić jak mężczyźni, kobiety i dzieci się wtedy ubierały (kobiety nie nosiły majtek, ale kilka warstw spódnic!). Musiałem odkryć jak zorganizowane były społeczności, jak ludzie podróżowali i jak opiekowali się końmi czy powozami. Kiedy zrozumiecie, jak trudne było wtedy życie, powinniście być wdzięczni, że żyjecie w XXI, a nie w XVIII wieku! Atmosfera tamtych czasów bywała upiora… ciągnące się w nieskończoność lasy, czające się w nich dzikie zwierzęta i codzienna walka o przetrwanie. Kiedy zachodziło słońce, była tylko ciemność – żadnych latarni, osadnicy nie palili nawet świeczek, ponieważ były za drogie. To o wiele bardziej przerażające, niż przeciętne nawiedzone domy, o jakich czytacie! W pewnym sensie „Szkarłatna wdowa” jest horrorem, ponieważ ludzie byli wtedy bardzo przesądni i wierzyli w czarną magię i istnienie Szatana. Okropne przeznaczenie, z jakim się spotykają w książce, wydaje się być nadnaturalne. Wielbiciele moich powieści grozy nie powinni być zawiedzeni!


2:  W „Szkarłatnej wdowie” pojawia się tematyka związana z wiedźmami. Poruszałeś już ją na łamach innych powieści. Uważasz je za bardziej interesujące, niż wampiry, wilkołaki czy zombie?  

wtorek, 13 października 2015

Scott Sigler "Infekcja". Recenzja.


Scott Sigler to autor, który musiał „wychodzić” swoją popularność. Pomógł mu Internet oraz nagrywane podcasty z publikowanymi za darmo fragmentami powieści. W 2010 roku do sprzedaży trafiła w Polsce pierwsza część jego najbardziej znanej trylogii. Trzeba przyznać, że „Infekcja” jest tak absurdalna i niesmaczna, że aż intryguje.
Stany Zjednoczone stają w obliczu nowego, śmiertelnego zagrożenia. Zwykli obywatele pod wpływem nieznanego czynnika dostają szajby i stają się niezwykle agresywni względem otoczenia i samych siebie. Dochodzi do serii bardzo brutalnych morderstw, a przyczyna wciąż pozostaje nieznana. Powołany zostaje specjalny zespół do radzenia sobie z problemem, w skład którego wchodzi weteran z Wietnamu, a obecnie rozgoryczony policjant Dew Phillips, a także utalentowana biolog Margaret Montoya.
Równolegle poznajemy Perry’ego Dawseya, byłą gwiazdę futbolu amerykańskiego, którego kariera legła w gruzach po pechowej kontuzji kolana. Wychowywany twardą ręką, agresywny chłopak obecnie stara się ustatkować, pracując w korporacji jako specjalista od IT. Pewnego dnia odkrywa on na swoim ciele tajemnicze narośla, które wydają się żyć własnym życiem. Perry zaczyna słyszeć głosy i z przerażeniem stwierdza, że trójkątne wypryski są w stanie się z nim porozumiewać, a nawet wpływać na jego zachowanie. Podejmuje więc nierówną walkę o życie, chociaż każda kolejna godzina infekcji wpędza go w obłęd i paranoję.
Ile to już razy czytaliśmy o nieznanym zagrożeniu, zmieniających ludzi w agresywne bestie? Sigler jednak do końca trzyma czytelników w niepewności co do jego genezy. Bakteria? Wirus? Nieudany eksperyment? Atak terrorystyczny? A może inwazja kosmitów? Kiedy z ciał ofiar zaczynają wykluwać się mordercze, poruszające się trójkąty, trudno zachować powagę. Jednak opisy potwornych samookaleczeń dokonywanych przez jednego z bohaterów nie pozostawiają wątpliwości, że autor nie żartuje.

niedziela, 11 października 2015

Krok przed "Utopcami". Katarzyna Puzyńska - wywiad.

To zdecydowanie jedna z ciekawszych propozycji czytelniczych tej jesieni. Już 3 listopada swoją premierę będzie mieć piąta część sagi o policjantach z Lipowa autorstwa Katarzyny Puzyńskiej – „Utopce”. Tym razem główni bohaterowie: Daniel Podgórski i Klementyna Kopp będą musieli rozwikłać zagadkę, w której pojawi się... wampir.

Taki oto opis powieści „Utopce” można odnaleźć na stronie wydawnictwa „Prószyński i S-ka”: „Upalne lato 1984 roku na zawsze pozostanie w pamięci mieszkańców odciętej od świata wsi Utopce. To wtedy ofiarą krwiożerczego wampira padły dwie osoby. Wśród przepastnej puszczy pełnej leśnych duchów łatwo jest uwierzyć w działanie sił nadprzyrodzonych. Czy gwałtowna śmierć obu ofiar naprawdę jest dziełem upiora? A może to któryś z mieszkańców wsi miał swoje powody, żeby zabić? Trzydzieści lat później sprawę rozwikłać muszą Daniel Podgórski i kontrowersyjna Klementyna Kopp. Perturbacje w życiu prywatnym śledczych utrudniają dotarcie do prawdy. Czy uda im się odkryć tożsamość mordercy? A może tylko obudzą przyczajonego przez lata wampira i nic nie będzie już w stanie powstrzymać nadchodzącego zła?”

O swojej najnowszej książce w specjalnym wywiadzie dla Okiem na Horror opowiada Katarzyna Puzyńska.



Od publikacji "Z jednym wyjątkiem" minęło zaledwie kilka miesięcy. Jak długo powstawała część piąta sagi o policjantach z Lipowa?
- Część piąta powstała prawie rok. Tempo publikacji kolejnych książek rzeczywiście może wydawać się zawrotne. Spowodowane jest jednak tym, że Lipowo od początku planowane było jako seria. Zanim wydany został „Motylek” gotowe były już trzy książki, a ja zaczynałam pracę nad czwartą.

Wieś Utopce istnieje naprawdę, ma swój "pierwowzór"?
- Wieś Utopce nie istnieje w rzeczywistości. Podobnie jednak, jak z Lipowem, wykorzystałam istniejącą lokalizację. Po przeczytaniu książki, uważny Czytelnik na pewno odnajdzie na mapie punkt, gdzie położona jest ta miejscowość. Od razu jednak podkreślę, że wszystkie wątki i osoby opisane w książce, a także szczegółowy wygląd tego miejsca, są całkowicie fikcyjne.

Powieść w pewien sposób będzie się wpisywać w serię opowieści o wampirach. Patrząc na to, co już
można znaleźć na temat "wampirzych bohaterów" (nie tylko w literaturze), Dracula, Nosferatu, Edward - który z wampirów mógłby stanąć, Twoim zdaniem, na czele "wampirzego rankingu"?

wtorek, 6 października 2015

"HYPERION" Dana Simmonsa. Seria Artefakty - Wydawnictwo Mag.

"HYPERION" Dana Simmonsa. Seria Artefakty - wydawnictwo MAG.


Okręty kosmiczne, wszelkich rozmiarów i konstrukcji? Są.
Bitwy, kampanie i inwazje? Są.
Ludzkość rozprzestrzeniona na setki planet? Jest.
Ślady Obcych? Są.
Planeta pełna tajemnic? Jest.
Są jeszcze sztuczne inteligencje, konflikty, religie dawne i nowe, i sporo innych zjawisk.


W obliczu zbliżającej się nieuchronnie międzygalaktycznej wojny na planetę Hyperion przybywa siedmioro pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul. Mają za zadanie dotrzeć do mitycznych grobowców, by znaleźć w nich budzącą grozę istotę. Zna ona być może metodę, która pozwoli zapobiec zagładzie całej ludzkości. Każdy z pielgrzymów może przedstawić jej swoją prośbę, lecz wysłuchany zostanie tylko jeden. Pozostali będą musieli zginąć.*

Wniosek nasuwa się sam – Hyperion to rasowa space opera. I wniosek to słuszny, choć jednocześnie jest Hyperion czymś więcej. Ale od początku.

poniedziałek, 5 października 2015

List do Stefana Dardy. Urodzinowy konkurs Okiem na Horror.

Panie Stefanie, 


Zdaje sobie sprawę, że na pewno nie kojarzy Pan mojego miasta rodzinnego- Ostrowca Świętokrzyskiego. Ale to właściwie nie problem, można użyć Google Maps. Może się Panu nasuwać pytanie, po co ja tak właściwie piszę ? Otóż.. Mój dom otoczony jest praktycznie ze wszystkich stron lasem. Gdzie nie spojrzeć : drzewa. Nie powiem , jest to dość klimatyczne, na pierwszy rzut oka okolica jest piękna, naprawdę może się podobać . Tylko ,że .. No własnie idąc lasem nocą wyobraźnia płata nam figle, podsuwa obrazy, dźwięki. To pewnie przez te horrory oglądane i czytane prawie bez przerwy. Świadomość tego , że wokół grasują dziki , lisy, latają sarny , jelenie czy nawet bezdomne psy nie pomaga. No ale, przejść trzeba by dotrzeć do domu. Pewnego dnia szłam sama, chyba wracałam z imprezy. No to jak zwykle, słuchawki w uszy , by zagłuszyć wszelkie dźwięki. No i latarka w telefonie włączona, to oczywiste. Idąc wydawało mi się, że słyszę coś dziwnego, czułam na sobie czyjś wzrok. Co chwilę się odwracałam, lecz nikogo nie widziałam. Chciałam zadzwonić do mamy ,żeby po mnie wyszła, no ale jak to w lesie , telefon pokazywał jedynie ''Brak zasięgu'' Droga wydawała się nie mieć końca mimo, że pokonanie jej normalnie zajmuje mi około 15 min spokojnym tempem. Patrzyłam przed siebie, wypatrywałam znajomej ścieżki, znajomych drzew, ale widziałam tylko.. Ciemność ? Ciemność tak przejmującą, że nie widziało się nic, nawet swojej ręki bez spojrzenia na nią światłem telefonu. Zaczęłam się bać, no bo która normalna 17 latka nie wpadłaby w panikę ?  W końcu trafiłam na jakąś zarośniętą ścieżkę, a na końcu jej dom. Nie kojarzyłam go, wydawało mi się ze pierwszy raz go widziałam, mimo, że okolicę znałam praktycznie na pamięć. Ale trudno, stwierdziłam,że zapukam, poproszę o telefon, albo zapytam o drogę. Cokolwiek, byle by nie siedzieć w tym lesie samej. Widziałam światło w oknie, przytłumione. Może świecę, może telewizor ? Nie pamiętam  już co w tamtej chwili   mi to przypominało. Zapukałam , raz , drugi, trzeci. ''Czemu nikt nie otwiera''? pytałam się w myślach. Słyszałam wyraźnie czyjś głos, śmiech, stukanie butami. Tak jakby ktoś chodził po domu. Czułam zapach pieczonego chleba, może bułek?  Kto wie.. Kojarzyło mi się to z domem. Spojrzałam w okno, chciałam chyba zapukać. Coś mi mignęło przed oczami. Tak jakby człowiek, ale rozmyty. Nie przywiązałam do tego zbytnio uwagi, myśląc,że to wzrok już mi płata figle. Odwróciłam się od okna i omal na zawał nie umarłam. W odległości kilku kroków ode mnie stało coś czarnego, sporego. Zielone oczy, które świdrowały mnie na wylot. Czułam się znowu nieswojo, tak jak w lesie, identycznie. Patrzyłam na kota , ogromnego kota a ten patrzył na mnie. Nie wiem ile tak minęło , zanim zawołałam ciche ''Kici Kici ?'' Kot zamiauczał pokazując idealnie białe lśniące ząbki. Przeciągnął się  a ja wtedy dostrzegłam coś przed nim. Kartkę ? Tak, białą kartkę papieru. ''Skąd, jak , dlaczego?''Myśli kłębiły mi się w głowie. Zrobiłam jeden niepewny krok, potem drugi i nachyliłam

niedziela, 4 października 2015

Jay Bonansinga „The Walking Dead – Zejście”. Recenzja

Żywe trupy, od chwili premiery filmu George’a Romero „Night of the living dead” w roku 1968, powoli wkradały się coraz mocniej w sferę popkultury, aż doszło do tego, że obecnie stały się jedną z najbardziej rozpoznawalnych ikon horroru obok nawiedzonych domów i wampirów. Te ostatnie zresztą mocno utraciły na swojej grozie i stały się z czasem nie tylko bardziej ludzkie, ale również, co najgorsze, przestały straszyć. Nie da się tego jednak uczynić w żaden sposób z czymś, co jest ohydne, gnijące, pozbawione jakiejkolwiek inteligencji i odrażające w każdym calu. Wspomniane żywe trupy, nie tylko stały się barwnym tematem filmowym i książkowym, ale również pomysłem na happeningi w stylu „zombie walk”, ale co najdziwniejsze, są ludzie, którzy wierzą, że apokalipsa zombie stanie się pewnego dnia faktem i przygotowują się na jej nastanie. Zombie stały się również elementem psychoterapii w eksperymentalnym programie „Darren Brown Apocalypse” nakręconym dla Discovery Channel.

Obecnie najbardziej rozpoznawalną marką dla świata opanowanego przez żywe trupy jest seria „The Walking Dead”. Mówiąc seria, nie mam na myśli już tylko komiksów, ale także filmy czy książki. Dziś zajmę się tymi ostatnimi. Po wydaniu czterotomowej serii o Philipie Blake’u, gubernatorze Woodbury, duet Roberta Kirkmana i Joy’a Bonansingi przygotowuje kolejne cztery odsłony opisujące uniwersum żywych trupów. W Polsce wydawcą tych książek jest krakowskie Sine Qua Non.

wtorek, 29 września 2015

Komiksowo. Stephen King "Mroczna Wieża - Rewolwerowiec. Siostrzyczki z Elurii"

Mroczna Wieża to najgłośniejszy cykl Stephena Kinga, kory powstawał przez ponad czterdzieści lat (1970-2012). Jest to niesamowita epopeja, łącząca w sobie fantasy, fantastykę naukową, horror i western. Fanom Kinga, tego cyklu nie trzeba przedstawiać. Pierwsze powieści pojawiły się w 2012 roku za sprawą wydawnictwa Albatros. Dzisiaj, Albatros ponownie wydaje cykl, tym razem, przepięknie wydany. Książki są szyte, posiadają twardą okładkę i fantastyczny papier. Do końca roku, cały cykl w nowej szacie graficznej, powinien znaleźć się na półkach księgarń.

Osobnym tematem jest cykl komiksów inspirowanych Mroczną Wieżą, gdzie za koncepcję literacką odpowiada King. Właśnie swoją premierę ma siódmy tom komiksowej serii pt."Siostrzyczki z Elurii". Niestety jest to także moje pierwsze spotkanie z komiksowym Kingiem i już żałuję, że nie mam w swojej kolekcji wcześniejszych tomów. Nie jestem wielkim fanem komiksów, tzn. nie jestem zbieraczem, czytam okazjonalnie, wybieram komiksy o interesującej mnie tematyce, których niestety na rynku nie ma dużo. Oczywiście jako kilkunastoletni chłopak zaczytywałem się wszelkimi Kajkami i Kokoszami, Thorgalami czy Klossami. Zdecydowanie później nastał
czas na komiksy z Mega Komiksu, czyli wszelkie hybrydy Alienów i Predatorów.

Komiks przeszedł długą drogę i przeszedł ją wspaniale. Z czasów wycinanek w Świecie Młodych, po często kilkusetstronicowe tomy, w twardych oprawach. Ewolucja ta jest wyraźnie widoczna, dla mnie, okazjonalnego czytelnika komiksów.
Właśnie dzięki Mrocznej Wieży mogę podziwiać współczesny komiks i powiem, że robi niezłe wrażenie.
Twarda oprawa, idealny format, i grafiki Luka Rossa i Richarda Isanove`a, to zdecydowany plus. No bo co w komiksie może być ważniejszego? Ok. Treść.
Co do treści, to zdaje się mi, że jest jej troszkę mało, tym bardziej, że jest na nią miejsce. I tak zerkam co chwila na biblioteczkę, gdzie Mroczna Wieża, stoi obok innych książek Kinga. Sami wiecie, jak to wygląda pod względem ilości znaków, czy stron. Oczywiście komiks rządzi się swoimi prawami.

Grafiki, to zdecydowanie najlepsza rzecz w całym komiksie. Pomyślicie - Ameryki nie odkrył. No tak, jednak nasycenie i temperatura barw, powoduje, że ogląda się to świetnie. Praktycznie w całym komiksie mamy ciemne tło, doświetlone za to są postacie, co sprawia, że drobiazgi takie jak: wyraz przerażenia w oczach, czy biel wampirzych zębów, przykuwają uwagę zaraz po przewróceniu poprzedniej strony. Mam kilka swoich ulubionych.

środa, 23 września 2015

James Oswald "Z przyczyn naturalnych". Recenzja.

Niekiedy bywa tak, że niektórym książkom towarzyszy coś w rodzaju przeczucia, że czas im poświęcony nie pójdzie na marne. Na pewno można to powiedzieć o powieści szkockiego pisarza, Jamesa Oswalda: „Z przyczyn naturalnych” (wyd. Jaguar). W tej książce naprawdę coś jest! Jeśli o jakości powieści decyduje pierwsze trzydzieści stron, to w tym przypadku klimat, jaki na samym wstępie zaserwował swoim czytelnikom autor, nie pozwoli nikomu oderwać się od lektury już po kilku pierwszych akapitach.
Jest tu wszystko, czym powinien odznaczać się DOBRY kryminał. Jeżeli dołożymy do tego mocną historię, charakterystyczne postacie, pełne surowego wręcz realizmu opisy i potęgujące wszechobecny mrok, nadnaturalne elementy grozy – to można śmiało porównać powieść Oswalda do modnej ostatnio twórczości Skandynawów.
Co uderza niemal od razu, to pisarskie rzemiosło (świetną pracę, i to należy podkreślić, wykonał tłumacz, Stanisław Kroszczyński). Już na samym początku zwracają uwagę proste, krótkie zdania, świetnie dopracowany język, a także brak jakichkolwiek zbędnych opisów i dialogów. Wszystko tu jest precyzyjnie wymierzone i przemyślane. Nie ma żadnych dłużyzn, przypadkowych fragmentów albo niszczących bezpowrotnie klimat lapsusów językowych. Jest za to dynamiczna akcja i niesamowity nastrój, który sprawia, że Edynburg, z którym mamy tu do czynienia, jawi się jako miejsce krwawe, brutalne i ciemne.
„Z przyczyn naturalnych” jest pierwszą częścią serii opisującej „Sprawy inspektora McLean’a”. Anthony McLean to tylko z pozoru „typowy, twardy bohater po przejściach”, który oprócz prowadzonych spraw, musi się dodatkowo mierzyć z demonami swojej przeszłości. Jako dziecko stracił rodziców. Wychowywała go babcia. McLean’a poznajemy, w przededniu śmierci staruszki. Kobieta, nie wybudziwszy się ze śpiączki, zostawiła wnukowi mieszkanie i… wszystko, co chciałby posiąść przyłapany pewnego dnia przez inspektora tajemniczy włamywacz. Kim jest? Czego szukał w domu zmarłej kobiety?

poniedziałek, 21 września 2015

Michał Gołkowski "Stalowe szczury" cykl.

Każda wojna jest straszna, każdy konflikt niesie za sobą cierpienie i śmierć. Nie ma tutaj różnicy, kto z kim walczy, gdzie, ani jak długo. Zazwyczaj nikt nie sądzi zwycięzców, a zwycięzcy pastwią się nad pokonanymi. Okropieństwa wojny przemawiają do wyobraźni bardzo mocno: obrazy, filmy, nagrania, czy relacje i opowieści tych, którzy przeżyli, powodują  często, że aż ciężko uwierzyć, aby jeden człowiek, drugiemu zgotował taki los.
Wśród tych wszystkich obrazów, wydaje się, że najokrutniejsza i najstraszniejsza była Wielka Wojna. Z pewnością była to batalia, która swoim szaleństwem, pchnęła w objęcia śmierci, niemal wszystkie armie świata. Nie było chyba, także innej, tak bezsensownej rzezi. Mam tutaj na myśli cały konflikt trwający do 1918 roku jak i pojedyncze, czy wielotygodniowe i miesięczne bitwy, często przerywane na dłuższy okres, aby po kilku miesiącach wybuchnąć na nowo. Bitwy o kawałek ziemi, o najbliższą linię okopów wroga, o mordowanie się dla mordowania. Przerażają i zarazem fascynują przedziwne narzędzia i machiny mające jeden cel. Zabić drugiego człowieka.

W taki świat wprowadza, a raczej bierze czytelnika za bety i wrzuca Michał Gołkowski w swoim cyklu „Stalowe szczury”.  Pierwszy tom opowieści o Karnej Kompanii, 5 Regimentu, Dywizji Piechoty, dowodzonej przez kapitana Reinharda, to przede wszystkim opowieść o męstwie i szaleńczej próbie utrzymania się przy życiu grupy niemieckich szturmowców. To opowieść brutalna, pełna krwi, flaków i wzajemnego mordowania się w błocie Wielkiej Wojny. To historia straceńców, którzy wydawałoby się, nie mają już nic do stracenia i są pogodzeni, że swój żywot zakończą w jednym z tysięcy zlanych wodą lejów, którymi usiane jest pole bitwy. To także opowieść o utraconej miłości kapitana Reinharda, której tajemnicę skrzętnie skrywa w schowanym pod mundurem medalionie, także o dyscyplinie i ślepym oddaniu podwładnych żołnierzy.
„Stalowe szczury. Błoto” to książka, którą pochłania się jednym tchem i nie szkoda wystygłej kawy i zapomnianego obiadu. Historia karnej kompani, nie kończy się wraz z ostatnią stroną, pozostaje w nas na długo.

niedziela, 20 września 2015

Graham Masterton "Sissy Swayer. Przepowiednia"

Mamy nowego Mastertona. Choć nie do końca. Wydawnictwo Replika właśnie zdecydowało się na reedycję popularnej serii „Sissy Sawyer”, a co za tym idzie - na ponowną publikację pierwszego tomu, pt. „Przepowiednia”. Miłośnikom książek Mastiego tej pozycji nie trzeba specjalnie przedstawiać. W kilku słowach: to powieść łatwa, szybka i co najważniejsze przyjemna. Zawiodą się jednak ci, którzy nie znając tej konkretnej opowieści, będą liczyć na trzymający w napięciu horror, a przynajmniej na mocny thriller. Nic z tego. „Przepowiedni” bliżej jest do kryminału, a wspomniana groza jest tu raczej tłem do opisywanych wydarzeń.
            Na pewno na uwagę zasługuje wstęp. Graham Masterton wyjaśnia w nim, skąd biorą się koncepcje jego literackich opowieści. Można tu przeczytać, m.in. że: „Pomysły i niespisane historie są wszędzie. (…) Pisanie powieści to tak naprawdę to samo, co pisanie kolejnego artykułu”. G. Masterton wyjawia, że jako reporter nauczył się odpowiadać sobie na pytanie: dlaczego coś się wydarzyło? Swoim czytelnikom stara się to potem wyjaśnić. „Pisarz Julian Barnes powiedział kiedyś: Życie mówi: ona to zrobiła. Książka mówi: ona to zrobiła, ponieważ... Książki są po to, by wyjaśniać wam pewne rzeczy. Książki nadają życiu sens” – tłumaczy G. Masterton.
            We wstępie autor wyjaśnia, co konkretnie stanowiło inspirację do napisania „Przepowiedni”. W tym przypadku fabuła została oparta na prawdziwych wydarzeniach, które wstrząsnęły całymi Stanami Zjednoczonymi w 2002 roku. Wtedy to właśnie dwóch psychopatów strzałami z karabinu snajperskiego zabiło dziesięć przypadkowych osób. Masterton pokusił się o częściową rekonstrukcję tych zdarzeń. Wzorując się na autentycznych postaciach, stworzył kreacje głównych bohaterów. Są nimi: pochodzący z patologicznej rodziny, nieco zagubiony nastolatek Fidelio „Feely” Valdes i socjopata Robert „Touchy” Touche. Sięgając po „Przepowiednię”, będzie się można przekonać, że moment ich przypadkowego spotkania zaowocuje straszliwymi skutkami.

piątek, 18 września 2015

Pierwsze opowiadanie finałowe urodzinowego konkursu Okiem na Horror. Anna Śmigielska.

Gdy w końcu przebiłem się przez litą skałę, byłem potwornie zmęczony. Pył wdzierał się w nozdrza, czułem jak kolejne krople potu spływają po twarzy skapując na ciemny, skalisty grunt. Wtedy go ujrzałem. Legendarny pociąg SS stał jakby zapraszał, aby po siedemdziesięciu latach otworzyć pogrążone w wiecznym mroku wagony.
Gdy światło przytwierdzonej do kasku latarki padło na przerdzewiały zawias jednego z nich, poczułem jak zimny dreszcz przechodzi przez całe moje ciało. Odciśnięty krwawy ślad dłoni ciągnął się na wagonie przez kilka metrów, aż niknął pod kołami pociągu. Wtedy usłyszałem skrobanie, które wydobywało się z jego wnętrza. Najpierw ledwo słyszalne, potem silniejsze, w końcu jakby miało zaraz rozedrzeć grubą stal...
Gdzieś z tyłu głowy, pod czaszką pojawiła się myśl… przez ułamek sekundy była  tylko  przeczuciem. Po chwili, z całym okrucieństwem, powagą i bólem tak silnym, że odczuwalnym fizycznie, stała się wizją tego co właśnie – tak dziecinnie nieświadomi, zapoczątkowaliśmy . Zrozumiałem!
Nie ma już odwrotu.
Zaczęło się.

środa, 16 września 2015

CYCKI, ŁAŃCUCHY I OBCIĘTE GŁOWY czyli KIEDYŚ TO BYŁY HORRORY.KONKURS! Zakończony.

CYCKI, ŁAŃCUCHY I OBCIĘTE GŁOWY czyli KIEDYŚ TO BYŁY HORRORY

Konkurs urodzinowy.




SŁOWEM WSTĘPU czyli (NIE) MOJA PODRÓŻ SENTYMENTALNA

Nie mam wielkiego sentymentu do okładek przeczytanych przez ze mnie horrorów. Wiem jednak, że wielu czytelników bloga taki sentyment jak najbardziej czuje. Z pewnością tym osobom będzie dużo łatwiej rozwiązać to zadanie. Poniżej znajdziecie krótkie, kilku zdaniowe opisy okładek piętnastu książek grozy: polskich i zagranicznych, starych i nowych. Pewnie jedne zagadki będą oczywiste, inne bardzo trudne. Powodzenia!

wtorek, 15 września 2015

HARDBOILED – twardziele pełną gębą. Recenzja przedpremierowa.


HARDBOILED         
Anglojęzyczny termin, będący tytułem omawianego zbioru nowel, określa konwencję literacką, jeden z podgatunków kryminału. Znakiem rozpoznawczym jest swoisty typ głównego bohatera – twardziela (zwykle detektywa, choć niekoniecznie), dla którego znieczulica i cyniczny humor są główną bronią przeciw bezwzględnemu światu, w jakim przyszło mu żyć.  Rzeczywistość przedstawiona w opowieściach tej konwencji jest bowiem mroczna i okrutna; tutaj nikt się z nikim nie patyczkuje, jakiekolwiek przejawy słabości grożą utratą prestiżu i zepchnięciem na margines społeczny, a ludzie żyją w myśl zasady, że cel uświęca środki – bezkompromisowa przemoc i skrajny brak empatii stają się metodą na przetrwanie w niegościnnym uniwersum hardboiled. Areną zdarzeń jest gęsta od tytoniowego dymu, wręcz duszna, miejska przestrzeń, wypełniona gangsterami, prostytutkami i różnorakimi typami spod ciemnej gwiazdy, z którymi – uwierzcie – nie chcielibyście mieć do czynienia w "realnym" życiu.
            Przedstawiona pokrótce stylistyka gatunkowa stała się inspiracją dla czterech pisarzy, których historie stanowią omawiany zbiór. Antologia jest ukłonem w stronę surowych, oldschoolowych kryminałów, ale nie tylko – autorzy postanowili bowiem nie tyle poprzestać na oczywistych inspiracjach, co tchnąć w utrzymane w hardboildowej konwencji historie powiew świeżości. W taki sposób powstały cztery niezwykle smakowite, literackie kąski, będące dość odważną, intrygującą i oryginalną symbiozą tradycyjnego cynicznego noir z horrorem, fantastyką, opowieścią oniryczną, a nawet cyberpunkiem. Utwory wymykają się zatem twardo rozumianej przynależności do określonego gatunku (są raczej zabawą; świadomym i przemyślanym przekraczaniem pewnych ram literackich), a jednocześnie w pełni oddają jego ducha, przypominając czytelnikowi złote czasy tej jakże fascynującej, i może nieco dzisiaj zapomnianej, formy literackiej wypowiedzi.
            Antologię otwiera wstęp Mariusza Czubaja, niekwestionowanego króla współczesnego kryminału, dla którego stara, mroczno-cyniczna szkoła pisania zdaje się być znakiem rozpoznawczym – cechą wyróżniająca autora na rodzimym rynku.
Przejdźmy jednak do dania głównego.

sobota, 12 września 2015

Wojciech Chmielarz w Szczecinku.

Wprawdzie spotkanie z Wojtkiem Chmielarzem było już jakiś czas temu, ale pomyślałem, że warto o nim wspomnieć. Choćby dlatego, że Wojtek świetnie komponuje się w wydarzenia minionych wakacji, które organizowałem w Szczecinku i skoro napisałem o Kasi Bondzie i Kasi Puzyńskiej, to dlaczego nie napisać o moim spotkaniu i pomyśle na zaproszenie do Szczecinka Wojtka Chmielarza.
Dlatego zamieszczam dziś na blogu krótką relację ze spotkania z naprawdę świetnym facetem i rewelacyjnym pisarzem.


Już na początku roku Maciej Grunt zadzwonił do mnie i zapytał,czy nie chciałbym pomóc w organizacji Szczecineckiej Gry Miejskiej. Na początku nie wyobrażałem sobie jak to widzi. Mam stać przebrany za jedną z postaci gry? A może jakoś pomoc ogarnąć to logistycznie? Kurdę no nie wiem. Umówiliśmy się w knajpie - bo gdzie mogą umówić się faceci na poważną rozmowę? Tylko przy kuflu złocistego trunku.
Maciek nakreślił tegoroczną grę i zapytał czy chciałbym pomóc, a skoro tak, to jaki mam pomysł.  Plan był taki, aby gra w tym roku, była inna od poprzednich. Chyba obaj doszliśmy do wniosku, że fajnie, gdyby zorganizować w jej ramach spotkanie autorskie i aby osoba