Krzysztof Azarewicz – z wykształcenia politolog, z zawodu tłumacz i wydawca. Założyciel oficyny Lashtal Press, redaktor pisma „Tarocista”. Od kilkunastu lat współtworzy liryki i merytoryczną oprawę albumów zespołu Behemoth. Współautor Spowiedzi heretyka,
wywiadu-rzeki z Adamem „Nergalem” Darskim. Podróżuje wraz z żoną Anią i eksploruje magiczne wymiary Wyżyny Tybetańskiej, piramid i pustyń Północnej Afryki, a także okultystycznych scen Berlina, Londynu i Nowego Jorku.
OkoLica Strachu: Cześć. Bardzo się cieszymy, że znalazłeś trochę czasu, aby odpowiedzieć na kilkanaście pytań. Szukałem wywiadów z Tobą w internecie, lecz jest ich bardzo mało, znalazłem jeden i dotyczył tylko Twojej przygody z muzyką metalową, wiec postaramy się dowiedzieć o Tobie jak najwięcej.
W tych dawnych czasach, można chyba tak o nich powiedzieć (śmiech), współpracowałeś z magazynem muzycznym „Thrash’emAll” i pisałeś tam recenzje, o ile dobrze pamiętam. Działałeś również z muzykami sceny metalowej jako autor tekstów i, nazwijmy to, konsultant − zgadza się?
Nadal współpracujesz z muzykami z tego środowiska?
Czy uważasz, że muzyka metalowa to dobry nośnik dla idei okultystycznych?
Krzysztof Azarewicz: Muzykę odkryłem
w 1986 roku, zaś na przełomie lat osiemdziesiątych
i dziewięćdziesiątych zaangażowałem się w działalność
tak zwanej metalowej sceny podziemnej.
W tamtym okresie nie było Internetu ani profesjonalnych
pism. By dowiedzieć się czegoś więcej
o swoich ulubionych zespołach i śledzić ich karierę,
trzeba było naprawdę się wysilić. „Podziemie” dawało
możliwość bycia na bieżąco z wydarzeniami.
Wielu ludzi nie poprzestało na samym słuchaniu,
lecz chwytało za instrumenty bądź zasiadało przed
maszynami do pisania typu Łucznik i zabierało się
za tworzenie niezależnych magazynów. Przypominało
to w jakimś sensie to, co w swej młodości
robił Lovecraft, który redagował amatorsko powielane
pisma. Ja również stosunkowo wcześnie złapałem
bakcyla i zacząłem pisać recenzje, a następnie
prowadzić własny fanzin. Nie tak dawno temu po
kilkunastu latach powróciłem do Polski. Ponowne
odkrycie archiwów zgromadzonych w okresie zaangażowania
w scenę muzyczną było istną przygodą.
Zachowałem z tamtego okresu setki listów i tyleż
samo – jeśli nie więcej! – kaset magnetofonowych.
Jeśli chodzi o współpracę z muzykami, od 1998
roku tworzę teksty dla grupy Behemoth. Kooperacja
trwa po dzień dzisiejszy i na razie nie zamierzamy
jej zakończyć.
Trudno mi powiedzieć, czy taka muzyka to
dobry nośnik dla idei okultystycznych. Wydaje
się, że metal i okultyzm znalazły wspólny mianownik,
ale z drugiej strony wiele docierających
do mnie dokonań zahacza o kicz, przynajmniej
w mojej subiektywnej ocenie. Osobiście nie piszę
tekstów by szerzyć jakiekolwiek idee, lecz by
wyrazić siebie.