piątek, 10 czerwca 2016

Tsutomu Takahashi - Blue Heaven #2

Po przeczytaniu pierwszej części "Blue Heaven" z niecierpliwością oczekiwałem dalszej części historii, która rozgrywa się na nowoczesnym liniowcu. O ile w pierwszym tomie klimat komiksu charakteryzował się mroczną tajemnicą, to w drugiej części historia nabiera rozpędu i przypomina mocne i krwawe filmy kina azjatyckiego, pełnego brutalnych scen strzelanin.

Po odnalezieniu kutra rybackiego, z którego marynarzom Blue Heaven udaje uratować się dwóch ocalałych z rzezi pasażerów, akcja nabiera tempa i wiele wątków, o których wspomniano w pierwszej części znajduje swój finał w tomie drugim. Oczywiście, to nie koniec i dalszą historię bohaterów poznamy w kolejnych odsłonach komiksu Takahasiego.

Na statku trwają poszukiwania jednego z ocalałych Ji Sheng Longa, który zabija członków załogi. Tajemniczy pasażer, zniekształcony i kaleki milioner, któremu jak się okazuje towarzyszy syn, rozpoczyna poszukiwania zbiega. Jednak nie chodzi tutaj tylko o odnalezienie uciekiniera, ma on swój plan, który zaczyna realizować.
Przy okazji poznajemy jego historię.Cofamy się do roku 1970, gdy podróżując wraz z ciężarną żoną zostają napadnięci, a samochód, którym podróżują podpalony. Potwornie okaleczony przeżywa, żona ginie. Od tej chwili postanawia się zemścić na przeciwnikach koncernu farmaceutycznego, który stworzył, a którzy są odpowiedzialni za jego tragedię. Wmawia synowi żelazną zasadę "Wszyscy spoza naszej rodziny są tylko i wyłącznie przedmiotami".

Jego syn Galph, przejmuje statek, mordując kapitana. Wykorzystując to, że zbiegiem jest Azjata, przekonuje Europejczyków, że mają  do czynienia z niebezpiecznym terrorystą, który chce wysadzić Blue Heaven. Na statku dochodzi do eksplozji, uzbrojeni pasażerowie rozpoczynają rzeż. Wybuchają podłożone ładunki wybuchowe, na liniowcu rozszerza się panika, wszędzie słychać strzały, dolny pokład płonie, ktoś opuszcza szalupy ratunkowe. Blue Heaven staje się dla wielu grobowcem.  Zemsta się rozpoczyna, a uciekinierowi, Galph rzuca propozycję gry o życie.
"Blue Heaven#2" to bardzo udana kontynuacja pierwszego zeszytu. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że zdecydowanie ciekawsza niż jedynka. Gównie dlatego, że autor koncentruje się na akcji, dynamice i atmosferze szaleństwa. Pozostawia zaś na dalszym planie wzajemne relacje członków załogi, którym poświęcił więcej miejsca w poprzednim tomie. W tym zeszycie prym wiedzie historia zdeformowanego milionera i jego specyficznej rodziny, gdzie w poprzednim skoncentrował się na Longu.

Czekam na kolejne tomy.

Komiks dostępny w sklepie Okami












czwartek, 2 czerwca 2016

Porcelanowy konik - Helene Tursten

Nikt nie widział, jak spadał w kompletnych ciemnościach. Był listopad. Richard von Knecht uderzył z hukiem o mokry chodnik na Molinsgatan w Göteborgu...
Inspektor Irene Huss rozpoczyna dochodzenie w sprawie, która wygląda na samobójstwo popełnione w bogatej rodzinie. Ale to tylko pozory. Bardzo szybko pojawiają się następne ofiary. Mnożą się pytania dotyczące tajemniczych zgonów, które początkowo wyglądają na przypadkowe. Policjantka trafia na trop przebiegłego i niebezpiecznego mordercy…

Taki opis możecie przeczytać na okładce najnowszej książki Helene Turtsen ”Porcelanowy konik”.
Helene Turtsen  to pochodząca z Goteborga  znana szwedzka pisarka .Na podstawie jej powieści nakręcono 12 seriali (w dwóch seriach) o inspektor Irene Huss. Jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki, okrzykniętą szwedzką królową kryminałów.

Jako wielbicielka skandynawskich nowości, zabrałam się za czytanie licząc na świetną i wciągającą  lekturę.
 Niestety, fabuła okazała się o wiele słabsza niż to, co przeczytałam w zapowiedzi. Podczas czytania brakowało mi napięcia i wyczekiwałam na coś
naprawdę mocnego. Nie było wartkiej akcji, zaskakujących  zwrotów w śledztwie. Nie zaprzeczam, że autorka nie miała dobrego pomysłu na książkę, jednak zbyt rozciągliwe opisy sprawiły, że czas spędzony na czytaniu dłużył mi się niesamowicie, a ja nadal nie widziałam niczego, co sprawiłoby w mojej głowie wielkie „wow”. Niby jest w tej książce wszystko to, co powinien posiadać dobry kryminał. Mamy zagadkowe okoliczności śmierci bogatego biznesmena, grono podejrzanych i śledztwo, które  wciąż ujawnia nowe fakty z przeszłości ofiary. Są też kolejne morderstwa, które rzucają nowe światło na sprawę śmierci Richarda von Knechta. Tym razem to jednak za mało. Po przeczytaniu „Porcelanowego konika” czułam niedosyt, bo nie tak wyobrażałam sobie kryminał nowej królowej szwedzkiego kryminału.
Na plus można spokojnie zaliczyć sposób wydania książki. Wydawnictwu zdarzały się słabiej wydane książki, ta graficznie nie ustępuje tym najlepszym na rynku.

Moja ocena to 4\10.

Beata Sokołowska


Helene Tursten
Tytuł: "Porcelanowy konik"


Wydawnictwo: Replika 2016

niedziela, 29 maja 2016

Joe Abercrombie - Nim zawisną. Pierwsze Prawo. Księga druga.


Książka „Nim zawisną”, której autorem jest Joe Abercrombie to druga część trylogii Pierwsze Prawo, zdecydowanie najciekawszej serii jaką ostatnio czytałem.  To pokaźne tomiszcze (ponad siedemset stron) jest kontynuacją wątków znanych z pierwszego tomu serii „Ostrze”. To także jakby wprowadzenie do finału, który zamknie się w trzeciej części  „Ostateczny argument”. Wszystkie tomy dostępne są już w sprzedaży, także spokojnie możecie się w nie zaopatrzyć. Mało tego, Wydawnictwo MAG szykuje kolejną pokaźną książkę Joego „Ostre cięcia”. Tym razem będzie to zbiór opowiadań.

W „Nim zawisną” poznajemy dalszą historię postaci znanych z „Ostrza”. Akcja przedstawiona jest na trzech płaszczyznach.
Zebrana drużyna „stary łotr, któremu towarzyszy chorowity młodzian; nadęty bufon z Unii; kurwa z bliznami; oraz Północny, który wygląda jak małpa” (cytat z książki) wyruszają z misją odnalezienia artefaktu – tajemniczego Nasienia. Każdy z bohaterów jest inny, każdy nosi swój wewnętrzny ciężar i ma specyficzny charakter. Mogłoby się wydawać, że tak różne postaci nie mogą tworzyć zgranej grupy, przed którą postawiono tak niebezpieczne zadanie. Jednak Abercrombie bardzo sprytnie wykorzystuje tą różnorodność osobowości, tworząc wręcz fascynującą mieszankę charakterów. Sama podróż okraszona jest złożonymi relacjami pomiędzy uczestnikami:  docinkami, dystansem i widoczną niechęcią do siebie niechęcią, co oznacza brak zaufania. Na swój sposób dla czytelnika może wydawać się zabawna, ponieważ obfituje w specyficzny, często szorstki i wulgarny język.

Polowanie - Jacek Paprocki


Opowiadanie Jacka Paprockiego “Patchwork” zdobyło III wyróżnienie w konkursie “Otwartym tekstem” i opublikowane zostało w specjalnym numerze nieistniejącego już niestety pisma “Chimera”. Było to moje pierwsze spotkanie z autorem, a tekst wywarł na mnie wielkie wrażenie. Do tego stopnia, że dobrze zapamiętałem nazwisko Paprocki, i gdy tylko w zapowiedziach wydawnictwa Zysk i S-ka pojawiła się zapowiedź debiutu autora, postanowiłem sięgnąć po “Polowanie”. Byłem pewien, że jeśli będzie choć w połowie tak dobre jak “Patchwork” nie pożałuję chwil spędzonych na lekturze.

“Polowanie” to kryminał, którego akcja umiejscowiona jest nad polskim morzem. Bohaterem jest koszaliński policjant Wiktor Sawicki. Poukładane dotychczas życie rozwodnika, wypełnione pracą, graniem w knajpie po godzinach, nabiera tempa gdy w okolicy zaczyna grasować seryjny morderca. Giną kolejni ludzie, prasa coraz bardziej naciska na policję, przełożeni na Sawickiego, tymczasem morderca wydaje się nieuchwytny. Nie zostawia żadnych śladów, prócz wiadomości adresowanych do prowadzącego śledztwo, kolejnych numerów, którymi oznacza ciała swoich ofiar. Kim jest zabójca? Co łączy ofiary? Czy Sawicki wygra tę chorą grę zanim skończy się śmiertelna wyliczanka?

środa, 25 maja 2016

BEZSENNE ŚRODY: „AMERICAN PSYCHO” BRET EASTON ELLIS – RECENZJA



Wszyscy mamy w sobie coś z Patricka Batemana. To właśnie przyszło mi na myśl po lekturze „American Psycho” –  kultowej amerykańskiej powieści autorstwa Breta Eastona Ellisa z początku lat dziewięćdziesiątych.
Od jej publikacji minęło w tym roku dwadzieścia pięć lat i o ile wtedy chodziło o kulturę yuppies, nadgorliwych garniturków z Wall Street, to dzisiaj takie Patricki, a raczej ich neo uwspółcześnione klony, kręcą się po ulicach pod przykrywką hipsterów, „drwali”, czy inni neo-, retro-, a nawet księcio-seksualnych. Wymuskani, wypomadowani, wgapieni w tysiące mniejszych i większych ekraników, ze słuchawkami w uszach i sztucznym, modelowym uśmiechem przytwierdzonym do twarzy. Obok nich neo-perfekcyjne kobiety, upięknione na wszelkie możliwe sposoby, wieczne dziewczynki obwieszone gadżetami. Wszyscy identyczni, jak z billboardu, jak z witryny każdej sieciówki, jak z reklamy, gdzie paczka bliźniaczych par zbiera się w barze na planecie „kupuj i żryj”, strzelając sobie co rusz selfies.
Przygnębiający obraz? Wcale nie taki idealny? Konsumpcjonizm doprowadzony do perfekcji, do największej z możliwych skrajności, przerysowany, chociaż nie tak do końca odrealniony, bo wciąż znajdują się ludzie, którzy pragną żyć według modelu kreowanego przez mass media. Tak jak Patrick Bateman – odczłowieczony, zdegenerowany, pozbawiony ludzkiej maski, ale za to otoczony wszystkim tym, co najmodniejsze, z „laskojadem” u boku w jednej z setek identycznych knajp o kretyńskich nazwach rozstrzelonych po każdej dzielnicy Nowego Jorku.
Patrick Bateman prowadzi idealne, modelowe życie młodego yuppie prosto z odmętów Wall Street. Taki sam jak setki mu podobnych, diabelsko bogaty, życie spędza samotnie w perfekcyjnie wyposażonym apartamencie (jego sąsiadem jest Tom Cruise!), albo w dziesiątkach knajpek i barów, zapijając wszystko najdroższymi alkoholami, wciągając najlepszą kokę i objadając się najbardziej wyrafinowanym jedzeniem. Prowadzi puste do cna konwersacje o rodzaju kamizelek lub „laskojadów”, wypręża w eter swoje idealnie wyrzeźbione i wychuchane ciało, a po godzinach, gdy nikt nie patrzy, snuje chore fantazje o mordach i przy okazji, najprawdopodobniej, wciela je w życie.

czwartek, 19 maja 2016

Wyspa powrotów - Peter May

Peter May jest znanym i cenionym pisarzem oraz scenarzystą.Swoją karierę zaczynał jako dziennikarz,pracował  między innymi w BBC, a w wieku zaledwie 21 lat zdobył nagrodę Szwedzkiego Dziennikarza Roku.Jest autorem kilkuset  scenariuszy do widowisk telewizyjnych i seriali.Jednak po latach spędzonych w zawodzie dziennikarza postanowił  skupić się wyłącznie na pisaniu powieści.

Jeżeli wcześniej mieliście okazję przeczytać  którąś z jego książek, to już na pewno wiecie, że Peter May jest naprawdę utalentowanym pisarzem. A jeśli  nie, to teraz macie szansę by się o tym przekonać.


Kiedy detektyw Sime Mackenzie wsiada do niewielkiego samolotu na lotnisku św. Huberta w Montrealu, nawet nie ogląda się za siebie. Licząca 850 mil podróż jest dla niego okazją, by uciec przed samotnością i żalem, które od dłuższego czasu naznaczają jego życie.
Sime wchodzi w skład ośmioosobowej grupy śledczej, a celem wyprawy jest wyspa Entry w Zatoce Świętego Wawrzyńca – szeroka na dwa kilometry, długa na trzy i licząca niespełna 130 mieszkańców, z których najbogatszy został właśnie zamordowany w swoim domu. Śledztwo wydaje się formalnością: dowody wskazują na zabójstwo w afekcie, a żona ofiary jawi się jako mściwa sprawczyni. Sprawa przybiera niespodziewany obrót, gdy Sime staje oko w oko z podejrzaną i jest przekonany, że ją zna, choć nigdy wcześniej się nie spotkali.

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #7

Horror Maglownica gości tym razem człowieka, który mimo że zajmuje się wieloma rzeczami, a polska groza zawdzięcza mu naprawdę więcej, niż mogłoby się wydawać, zwykle pozostaje w cieniu, a rozpychanie się łokciami i głośne okrzyki pozostawia innym. Skromny ponad miarę, multiutalentowany Krzysztof Biliński, redaktor audycji Misterium Grozy i współtwórca magazynu OkoLica Strachu, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.

M.Ś.: Witaj, Krzysiu. W Twoim opisie na stronie OkoLicy Strachu czytamy: „Twórca zajmujący się kilkoma rodzajami sztuki, zainteresowany okultyzmem, fascynat szeroko pojętego horroru i science-fiction, fotograf, dźwiękowiec, duch niespokojny i niepokorny”. Od siebie dodałabym: muzyk i autor tekstów, publicysta, grafik, redaktor magazynu, radiowiec... można tak długo. Jak się czujesz jako człowiek-orkiestra?

K.K.B.: Dzień dobry. O rety! Wychodzi na to, że zajmuję się wszystkim i to na raz! Ha ha ha... Tak po prawdzie ta wyliczanka, która opisuje moje zainteresowania i projekty może być nieco myląca i na wyrost. Czy jestem w istocie człowiekiem-orkiestrą? Coś w tym chyba może być, ale trzeba spojrzeć na to, że bywa tak, iż w danym momencie zajmuję się niektórymi rzeczami, a inne idą w odstawkę. To prawda też, że robię sporo rzeczy z różnych dziedzin, czyli w moich zainteresowaniach i pasjach łączę muzykę i realizację dźwięku, prace fotograficzne, zajmuję się publicystyką w formie pisemnej jak i właśnie na antenie radiowej (powiedzmy tak, choć audycja nadawana jest tak naprawdę w internecie). Ujmując to najściślej, wszystkie te elementy mojego życia, to sprawy, którymi się fascynuję i to nie tylko biernie jako odbiorca, ale też jako twórca. Zajmując się również niektórymi z tych działań zarobkowo, mogę czasami powiedzieć, że czuję się trochę zmęczony, ale dość często usatysfakcjonowany i tym samym staram się ciągle iść na przód, rozwijać i robić rzeczy, które być może niektórzy uznają za ciekawe i warte uwagi.

poniedziałek, 9 maja 2016

Elisabeth Herrmann - Wioska morderców.

"(...) We wsi zaczęły wyć psy. Najpierw te na podwórzu, potem pozostałe. Tutaj prawie w każdym obejściu był psy, a teraz jakby wszystkie obudziły się w tej samej chwili. (...)Rozpisane na wiele głosów ujadanie i wycie rosło z każdą chwilą. Obejmowało stopniowo całą wieś jak pożar. Przypominało wiadomość, którą jeden pies przekazuje drugiemu, prastarą pieśń o strachu i trwodze. Musiało się stać coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć."
Tak mniej więcej zaczyna się "Wioska morderców" Elisabeth Herrmann. Jeżeli już sam tytuł w towarzystwie powyższego cytatu przyprawił Cię o ciarki, to radzę zaprzyjaźnić się z tym uczuciem - podczas lektury "Wioski" nie opuści Cię na krok!
W berlińskim ogrodzie zoologicznym dochodzi do makabrycznej zbrodni. Na miejscu zdarzenia posterunkowa Sanela Beara  zastaje grupę rozkrzyczanych przedszkolaków, których próbuje poskromić zdenerwowana przedszkolanka oraz tłum gapiów robiących zdjęcia scenie zbrodni. Kilka dni później media opisują okoliczności zdarzenia i ujawniają nazwisko kobiety podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Charlie Rubin przyznaje się do winy. Sanela jednak ma wątpliwości i rozpoczyna własne dochodzenie w tej sprawie.

piątek, 6 maja 2016

Komiksy księgarni OKAMI. BLUE HEAVEN#1

Tytułowy "Blue Heaven" to luksusowy statek pasażerski, na pokładzie którego jest więcej atrakcji i przepychu niż w całym Vegas. Ten wyjątkowy liniowiec wyrusza w kolejny rejs. Na pokładzie trwa zabawa, statek jest na pełnym morzu i wydaje się, że będzie to kolejny standardowy rejs. Jednak to tylko złudzenie. Po pewnym czasie jeden z oficerów zauważa dryfujący kuter rybacki. Pomimo początkowego sprzeciwu właściciela statku, kapitan podejmuje decyzję o wysłaniu na pokład kutra szalupy ratunkowej. Na miejscu marynarze natrafiają na ślady rzezi, ich oczom ukazuje się widok zmasakrowanych ciał leżących w nieładzie, wszędzie widać ślady krwi i walki. Ku zaskoczeniu ekipy ratunkowej okazuje się, że dwie osoby przeżyły. Jedna z nich zachowuje się normalnie, jest przytomna i sprawia wrażenie jakby zaistniała sytuacja jej nie dotyczyła. Drugi z rybaków zostaje znaleziony w skrzyni, w stanie bliskim śmierci. Obaj trafiają na "Blue Heaven". Ten rejs nie będzie taki jak poprzednie.

"Blue Heaven" Tsutomu Takahashiego to pierwszy tom z serii, wydany w 2014 roku. Historia opowiedziana na kartach komiksu, nie kończy się wraz z ostatnią stroną.

poniedziałek, 2 maja 2016

Tony Parsons - Krwawa wyliczanka.


Tony Parsons to znany brytyjski autor powieści obyczajowych, skierowanych raczej do kobiet. Książki takie jak „Mężczyzna i chłopiec” czy „Mężczyzna i żona” długo królowały na listach bestsellerów, jednak teraz przyszła pora na zmiany. Pisarz postanowił spróbować swoich sił w nowym gatunku – krwistym thrillerze. Jego debiut w tej dziedzinie otwiera serię przygód detektywa Maxa Wolfe’a i mógłby z powodzeniem stać się scenariuszem świetnego filmu.
Od razu mówię – nie liczcie na oryginalność, bo to nie ona jest tutaj najważniejsza. U podstaw najlepszych historii często leży bowiem sztampa, grunt aby umieć ją sprzedać. Parsons to potrafi i chociaż mamy tu nieuchwytnego mordercę, który podcina gardła z pozoru przypadkowym ofiarom, oraz tajemnicę z przeszłości, wokół której kręci się cała oś fabularna, a także bohatera po przejściach, samotnie wychowującego małą córeczkę, całość jest wyjątkowo wciągająca. Co więcej, Styl Parsonsa czyni Krwawą wyliczankę jedną z najlepszych książek, jakie ostatnio przeczytałem.
Już pierwsze dwa rozdziały wgniatają w fotel: mamy obrazowy opis napaści i gwałtu na młodej

sobota, 30 kwietnia 2016

Horror Masakra ponownie szokuje? Sakrament Okrucieństwa.


Zacznijmy może od oprawy graficznej, ponieważ właśnie ona ma być elementem, która horror ekstremalny wyciągnie z niszowych wydawnictw rodem z pospolitych zinów - jak stwierdził Tomasz MordumX Siwiec - wydawca i jeden z autorów „Sakramentu okrucieństwa”. 
I faktycznie. Zbiorek dwóch opowiadań w klimatach gore ze stajni Horror Masakry jest wydany bardzo ładnie. Porządny papier, twarda okładka, czytelna czcionka, klejone kartki powodują, że Sakrament dobrze leży w rękach i sprawia wrażenie solidności. Wspólną cechą charakterystyczną wszystkich wydań HM jest Pan Goryl, czyli facet odpowiedzialny za grafiki okładek. Idąc za słowami MordumXa, faktycznie takiej oprawy nie powstydziłaby się niejedna pozycja wydana przez popularne, krajowe wydawnictwo. Można się czepiać czytelności czcionki na ostatniej stronie okładki i lekko naciągniętego loga Okiem na Horror (nie wiem dlaczego trafiło na mnie, inne są ok. ), ale i tak efekt jest świetny. Może jeszcze czysty grzbiet, brak tam tytułu, a szkoda.

środa, 20 kwietnia 2016

HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #6

Po przerwie Horror Maglownica gości dziś Michała Stonawskiego. Propagatora polskiej grozy, współtwórcę Nagrody imienia Stefana Grabińskiego, człowieka-orkiestrę, który nie boi się wyzwań i nawet jeśli się czasem potyka, to głowę trzyma ciągle wysoko. Dla jednych mentor, dla innych bardzo młody człowiek z wielkimi ambicjami i dużym apetytem na sukces.

Magdalena Ślęzak: Dobry wieczór, dziękuję Ci za przyjęcie zaproszenia do Horror Maglownicy.

Michał Stonawski: Dobry wieczór, a ja dziękuję za zaproszenie − miło tu być i rozmawiać.

M.Ś.: Jesteś osobnikiem wszechstronnym. Zajmujesz się literaturą i publicystyką, prowadzisz stronę polskagroza.pl, publikujesz gdzie się da i intensywnie promujesz rodzimy horror, a jesteś przecież całkiem młodym człowiekiem. Jak udaje Ci się łączyć wszystkie te rzeczy?

M.S.: Mało śpię.
No dobrze − kiedyś miało spałem. Teraz, kiedy odbiło mi się to na zdrowiu staram się już pozwalać organizmowi odpocząć. Sam nie wiem jak to jest, bo jestem urodzonym leniem. Mówiła tak o mnie moja matka, mówili nauczyciele, dziadkowie, sam też się z tym zgadzam. Jak mówią − pierwszy krok do rozwiązania problemu, to sobie go uświadomić, prawda? W każdym razie... nie jest wcale tak różowo, że wszystko udaje mi się łączyć. To raczej sztuka znajdowania kompromisów − w tym zawsze byłem dobry. Coś w stylu "nie jestem bardzo głodny dzisiaj, więc mogę kupić tę książkę". Raz się pisze beletrystykę, raz pracuje nad czymś innym. Trochę na tym cierpi cała ta sprawa z pisaniem... ale jakoś sobie radzę. Główną siłą napędową jest upór. Albo zapał. Albo głupota.

BEZSENNE ŚRODY: „NAWIEDZONY” JAMES HERBERT – RECENZJA


Nawiedzone domy to niezwykle wdzięczny temat dla wszystkich twórców porządnej grozy. Duchy, omamy, tajemnicza przeszłość, która naznacza dane miejsce i zmienia już na zawsze. Trzeba przyznać, że powieści o takich domach niezwykle intensywnie działają na wyobraźnię czytelnika. Czy ten dźwięk za oknem późną nocą to tylko zawodzący wiatr, czy wrzask potępionej zjawy? Czy ktoś stąpa po skrzypiącej podłodze, czy to jedynie złudzenie? Czy roztańczone pod sufitem cienie układające się w dziwne kształty to tylko widziadła, wybryki nadpobudliwego umysłu? H.P. Lovecraft napisał kiedyś, że istnieją takie miejsca, które mają duszę i ta dusza wcale niekoniecznie musi mieć wobec mieszkańców dobre intencje. Czasami to wynik samego budynku, jego wewnętrznej istoty, złej w swojej esencji, a czasami to wynik smutnych historii sprzed lat, nieszczęść i rozpaczy ukrytych pośród murów.
Można w nawiedzone domy wierzyć lub też nie, można uwierzyć przeczuciom i wycofać się póki jest to jeszcze możliwe, lub można przyjąć, że niewytłumaczalne niekoniecznie musi oznaczać nadprzyrodzone, tak jak pragnął wierzyć David Ash, bohater powieści Jamesa Herberta, czyli „Nawiedzony”.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Peter James. Umarli mnie nie przerażają, to żywych naprawdę się boję. Wywiad.



Peter James - angielski twórca thrillerów i powieści kryminalnych. Jego książki zostały przetłumaczone na 29 języków. Większość z nich trafiła na listy bestsellerów.
Autor regularnie uczestniczy jako obserwator w pracy policji hrabstwa Sussex w rodzinnym Brighton. Bierze także udział w oględzinach miejsc zbrodni, sekcjach zwłok oraz przesłuchaniach przestępców. Interesuje go model psychologiczny przestępcy i uczestniczy w licznych międzynarodowych konferencjach kryminologicznych. Z tego powodu w jego książkach można się doszukać wielu dynamicznych fabuł, realistycznych bohaterów, i przede wszystkim rzetelnego podejścia do pracy policji.
Ponadto jest również scenarzystą i producentem wybitnych filmów takich jak: Kupiec wenecki z Alem Pacino, czy też Most przeznaczenia z Robertem de Niro. Na swoim koncie ma liczne nagrody zarówno za produkcje filmowe jak i książkowe.
W Polsce wydano min: "Już nie żyjesz", "Czekając na śmierć", "Morderstwo doskonałe", "Mrok" i ostatnio "Dom na wzgórzu" (Albatros 2016)


Witaj Peter. Dziękuję, że znalazłeś czas, aby odpowiedzieć na kilka pytań.
Czytelnicy do tej pory znali Cię głównie z powieści kryminalnych. Czemu nagle zdecydowałeś się napisać horror z gatunku ghost story?

“Dom na wzgórzu” jest moją pierwszą powieścią o ponadnaturalnym charakterze od ponad 20 lat. Ale wcześniej napisałem kilka thrillerów z takim wątkiem, chociażby „Possession”. Przez te wszystkie lata, kiedy moje książki były wydawane, eksperymentowałem z różnymi gatunkami. Zacząłem od książek szpiegowskich, potem przerzuciłem się na motywy nadprzyrodzone, thrillery psychologiczne, ale i czarne komedie w rodzaju „The Perfect Murder”, która została zaadaptowana na odnoszącą sukcesy sztukę teatralną. Powieści kryminalne okazały się dla mnie globalnym sukcesem. Fascynuje mnie ludzka natura i to, czemu ludzie robią różne rzeczy. Thrillery z wątkiem kryminalnym to najlepsza okazja, by przestudiować ich zachowania.

Powieść ma wszystkie elementy charakterystyczne dla opowieści o duchach. Najwyraźniej unikasz natomiast krwawych scen kojarzących się raczej ze slasherami. Wydaje się to być ukłonem w stronę XIX-wiecznej powieści klasycznej. Czy wzorowałeś się na jakimś konkretnym dziele czy raczej bawiłeś się konwencją mistrzów, takich jak Wilkie Collins, Le Fanu czy Poe?

Masz zupełną rację! Chciałem wziąć klasyczny motyw nawiedzonego domu i go unowocześnić, wykorzystując współczesną technologię, taką jak Facebook czy e-mail. Coś podobnego zrobiłem w 1988 roku, w powieści „Possession”, która jako pierwsza odniosła sukces. Była w niej scena, gdzie martwy syn wysyłał swojej marce wiadomości na ekran jej komputera. Kluczem do uczynienia powieści o duchach straszną jest moim zdaniem wykrzywienie norm, które wszyscy znamy.

Joanna Łańcucka - Stara Słaboniowa i Spiekładuchy.

Chciałbym zabrać Was dzisiaj w przeszłość. Nie tak odległą, jakby mogło się zdawać. Jednak w przeszłość, którą poznać mogliście w opowieściach dziadków i babć. Szczególnie babć. Pewnie mało kto z Was pamięta czasy, gdy polskie wsie żyły spokojnym, specyficznym dla siebie rytmem, gdzie codzienność  płynęła jednostajnie i leniwie, zaś wszelkie cuda techniki zdawały się być niepotrzebne, dziwne i czasami groźne w świadomości mieszkańców. To czasy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku, choć autorka książki „Stara Słaboniowa i Spiekładuchy” − Joanna Łańcucka, nie określa ich dokładnie czasowo. Panujące przesądy i opowieści przekazywane z dziada pradziada, żyły mocno w świadomości mieszkańców.

niedziela, 17 kwietnia 2016

Graham Masterton - Uznani za zmarłych.

Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie miejsca na liście bestsellerów Amazon Kindle, ale i w Polsce, gdzie powieść „Uznani za zmarłych” już pierwszego dnia stała się hitem, a wszystkie wydrukowane egzemplarze zostały dostarczone do sprzedawców. Rzeczona książka to czwarta już opowieść o dzielnej irlandzkiej nadkomisarz i właśnie doczekaliśmy się jej krajowej premiery. Czy możemy mówić o spadku, czy raczej o zwyżce formy?

Nadkomisarz Maguire miała już do czynienia z brutalnym seryjnym mordercą, z pedofilią wśród księży, z prostytucją i handlem żywym towarem, a obecnie będzie musiała zmierzyć się z organizacją przestępczą, nazywającą samych siebie Arcykrólami Irlandii. Porywają i torturują przedsiębiorców, których biznes podupada, w wyniku czego musieli oni zadłużyć się, masowo rujnując gospodarkę „celtyckiego tygrysa”. Zapłacą za to zdrowiem lub życiem, nawet jeśli rodziny zdecydują się na przekazanie okupu. Kto stoi na czele tajemniczej organizacji i jaki jest jego cel? Tego dowiecie się, jeśli sięgnięcie po tę książkę.

To, co stanowi o sile powieści, to równoległe rozwijanie wątków prywatnych, dotyczących zarówno Katie, jak i śledztwa, które prowadzi. Nawet jeśli to drugie kuleje, stojąc często w martwym punkcie, od lektury nie można oderwać się ze względu na świetny warsztat autora oraz interesujące wątki poboczne, rozpoczęte w poprzednich książkach i obecnie kontynuowane. To mechanizm, powtarzający się z tomu na tom, gdzie to nie tożsamość i motywacja mordercy są najważniejsze, a odczucia głównej bohaterki i jej zmagania z problemami sercowymi czy seksizmem w pracy.

czwartek, 7 kwietnia 2016

Peter James - Dom na wzgórzu.

Przeprowadzka z centrum Brighton na prowincję, to poważne przedsięwzięcie i wyzwanie dla trzyosobowej rodziny. Jednak Cold Hill House – ogromna, zrujnowana, georgiańska posiadłość budzi w Olliem niesamowitą ekscytację. Jeszcze nie wie, czy podoła finansowo temu wyzwaniu, ale od dziecka marzył o tym, by zamieszkać na wsi, a rezydencja wydaje mu się idealnym miejscem dla kochającej kontakt z naturą córki. Posiadłość jest inwestycją, która ma generować zyski i być bazą dla jego nowej firmy projektującej strony internetowe. Jego żona, Caro, podchodzi do tego mniej optymistycznie, a dwunastoletnia Jade nie jest zadowolona z rozstania z przyjaciółmi.
Już po kilku dniach od przeprowadzki, staje się jasne, że Harcourtowie nie są jedynymi mieszkańcami Cold Hill House. Gdy dom zwraca się przeciwko nim, nie pozostaje im nic innego, jak pogrążyć się w jego mrocznej historii...

„Dom na wzgórzu” Petera Jamesa to typowa powieść ghost story i proszę nie sugerować się opisem na stronie wydawcy, że jest połączeniem kryminału i powieści o duchach.
Gdy tylko zobaczyłem zapowiedź powieści, to odliczałem dni do premiery. Dlaczego? Powód jest prosty. Na rynku bardzo trudno o tego typu historie. Gdy się zastanowię, to ostatnią jaką czytałem był „Nawiedzony” Jamesa Herberta i to dobrych dwadzieścia lat temu. Tak, trudno w to uwierzyć. Oczywiście różne wydawnictwa raczyły nas klasycznymi opowieściami o duchach, lecz zazwyczaj były to wznowienia wydanych już kiedyś opowiadań i powieści klasyków gatunku. Typowego ghost story, napisanego przez współczesnego autora jakoś nie mogę sobie przypomnieć.

środa, 6 kwietnia 2016

Gilly Macmillan - Dziewięć dni.


Gilly Macmillan wkroczyła w świat pisarzy swoim debiutanckim thrillerem psychologicznym "Dziewięć dni".
Amerykańskie wydanie tej książki otrzymało w 2016 roku nominację do Edgar Award, a prestiżowy portal The Media Eye okrzyknął autorkę wschodzącą gwiazdą powieści kryminalnej.

Rachel Jenner, samotna matka wychowująca ośmioletniego syna Benedicta Fincha, wybiera się z nim na spacer do lasu pod miastem. Pozwala dziecku pobiec do przodu razem z ulubionym psem, po czym chłopiec nagle znika. Poszukiwania nie dają rezultatów i po kilku godzinach jest jasne, że Ben został porwany.

Na zapowiedź tej książki trafiłam w internecie i po przeczytaniu opisu fabuły od razu wiedziałam, że to będzie kolejna pozycja w mojej kolekcji. "Dziewięć dni" miało to coś, co przyciąga jak magnes: świetną okładkę, intrygującą zapowiedź i kompletnie nie znane nazwisko, w tym przypadku autorki, która zdobyła już uznanie czytelników w innych krajach. Połączenie tego wszystkiego z debiutem spowodowało, że cel mam jeden - PRZECZYTAĆ.


I nie pomyliłam się. "Dziewięć dni" to bardzo dobra pozycja i wnikliwe studium psychologiczne.
Zaginięcie dziecka zawsze jest przerażające zarówno dla rodziców, jak i dla osób z rodziny czy z najbliższego otoczenia.
Wywołuje też mnóstwo komentarzy i falę krytyki wobec rodziny dziecka.
Rachel Jenner została właśnie na taką krytykę wystawiona przed całym światem.
W internecie wrzało od spekulacji i fałszywych oskarżeń. Oprócz niewyobrażalnej tęsknoty i strachem o życie Bena, Rachel musiała zmierzyć się z tym wszystkim, co zobaczyła i przeczytała. Opinia publiczna była bezlitosna, a jej życie rodzinne okazało się jednym wielkim kłamstwem.

Macmillan w prosty sposób opowiada nam historię rodziny zaginionego Bena, która skrywa mroczną tajemnicę. W tło fabuły autorka wplata również procedury policyjnego śledztwa, które prowadzi inspektor James Clemo. Cała sprawa wzbudza coraz większe zainteresowanie społeczeństwa, a czas ucieka…

Autorka tak nas prowadzi przez całą fabułę, abyśmy nie wykluczyli Rachel jako sprawcy zaginięcia syna. Wątpliwości nie opuszczają nas przez większość czasu spędzonego na czytaniu.
"Dziewięć dni" to także wzruszający portret matczynej miłości, przepełniony emocjami, napięciem i smutkiem. To również obraz społeczeństwa, które w dobie internetu zalewa portale falą hejtu.
Gilly Macmillan napisała świetny thriller psychologiczny. Są tu zaskakujące zwroty akcji i wspaniale sportretowane postaci. Aż trudno uwierzyć, że książka jest debiutem autorki.
Zatem przeczytajcie o tym, jak dziewięć dni może zmienić całe dotychczasowe życie, a to,w co wierzyliście do tej pory okazuje się jedną wielką mistyfikacją.
Szczerze polecam.

Beata Sokołowska


Gilly Macmillan
"Dziewięć dni" 
Wydawnictwo: Świat Książki 2016.

Jacek Łukawski - Krew i stal.

Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś, co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie. Silny oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.

Do polskiej fantastyki zawsze podchodzę z dystansem. Mam swoich ulubionych pisarzy: Jacka Piekarę, Dariusza Domagalskiego i ich rewelacyjne książki czy serie. Lubię powieści Jacka Komudy i Marcina Mortki, choć nie wszystkie, ale upatrzyłem sobie ich marynistyczną fantastykę. Oczywiście uwielbiam autora za miedzy: Zambocha, czy tych tworzących trochę dalej jak Joe Abercrombie i Williamsa. Czyli nie ukrywajmy specjalistą od wszelkiego heroic i rozciągniętych do granic możliwości sag nie jestem. Mało tego, piętnasty tom, gdzie bohaterami jest dwudzieste pokolenie z dziadów i pradziadów, z pierwszych tomów wręcz mnie mierzi. A przykładów zniszczenia początkowego wysiłku autorów mógłbym podać wiele, Choćby obłędnego "Malowanego człowieka" Bretta - później, im dalej w las, tym gorzej.
Podobnie jest zresztą z cudowną magicznością, czarami, zaklęciami i oklepanymi artefaktami. Nie jarają mnie magowie o długich brodach, gadające smoki i elfy szyjące z łuków gdzie popadnie. Pewnie ktoś się zapyta „To po cholerę to czytam”.  A tak. Zdarza się, że czasami fantastykę poczytam. Dlaczego nie?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Spowiedź - Tomasz Mackiewicz.

Spowiedź – Tomasz Mackiewicz


Do redakcji jednego z warszawskich wydawnictw trafia kilkunastostronicowy fragment powieści. Autorka opowiada w nim o znalezionych w Ogrodach (miejscowość pod Warszawą) zwłokach dwojga osób. Policja szybko zamyka śledztwo, jednak jego ustalenia nie zadowalają autorki szkicu. Zaintrygowana tekstem redaktor Olga Wagner postanawia na własną rękęrozwiązać zagadkę, zwłaszcza że ze sprawą powiązane jest podejrzane samobójstwo młodej kobiety. Jej śledztwo przyniesie nieoczekiwane rezultaty, które mogą wstrząsnąć sennym miasteczkiem.

„Spowiedź” to debiutancka powieść Tomasza Mackiewicza, który do tej pory zajmował się przede wszystkim tekstami naukowymi. Z literackim debiutem poradził sobie bardzo dobrze, tworząc interesujący portret podwarszawskiej społeczności i tajemnic, dla ochrony których warto popełnić zbrodnie.

Wizja małomiasteczkowego społeczeństwa, jest prawdopodobnie jednym z największych atutów powieści Mackiewicza. Duszna atmosfera miejsca, w którym każdy zna każdego, pełnego skrzętnie skrywanych sekretów od samego początku osacza bohaterów powieści. Nieufność wobec obcych mieszających się w sprawy, które powinny na zawsze pozostać wewnętrzną sprawą mieszkańców Ogrodów, stanowi główną barierę w odkryciu sprawców zbrodni i przeniknięciu jej motywów.

Autorowi „Spowiedzi” udało się stworzyć intrygującą, wielowarstwową zagadkę, której rozwiązanie wcale nie jest