Po przeczytaniu pierwszej części "Blue Heaven" z niecierpliwością oczekiwałem dalszej części historii, która rozgrywa się na nowoczesnym liniowcu. O ile w pierwszym tomie klimat komiksu charakteryzował się mroczną tajemnicą, to w drugiej części historia nabiera rozpędu i przypomina mocne i krwawe filmy kina azjatyckiego, pełnego brutalnych scen strzelanin.
Po odnalezieniu kutra rybackiego, z którego marynarzom Blue Heaven udaje uratować się dwóch ocalałych z rzezi pasażerów, akcja nabiera tempa i wiele wątków, o których wspomniano w pierwszej części znajduje swój finał w tomie drugim. Oczywiście, to nie koniec i dalszą historię bohaterów poznamy w kolejnych odsłonach komiksu Takahasiego.
Na statku trwają poszukiwania jednego z ocalałych Ji Sheng Longa, który zabija członków załogi. Tajemniczy pasażer, zniekształcony i kaleki milioner, któremu jak się okazuje towarzyszy syn, rozpoczyna poszukiwania zbiega. Jednak nie chodzi tutaj tylko o odnalezienie uciekiniera, ma on swój plan, który zaczyna realizować.
Przy okazji poznajemy jego historię.Cofamy się do roku 1970, gdy podróżując wraz z ciężarną żoną zostają napadnięci, a samochód, którym podróżują podpalony. Potwornie okaleczony przeżywa, żona ginie. Od tej chwili postanawia się zemścić na przeciwnikach koncernu farmaceutycznego, który stworzył, a którzy są odpowiedzialni za jego tragedię. Wmawia synowi żelazną zasadę "Wszyscy spoza naszej rodziny są tylko i wyłącznie przedmiotami".
Jego syn Galph, przejmuje statek, mordując kapitana. Wykorzystując to, że zbiegiem jest Azjata, przekonuje Europejczyków, że mają do czynienia z niebezpiecznym terrorystą, który chce wysadzić Blue Heaven. Na statku dochodzi do eksplozji, uzbrojeni pasażerowie rozpoczynają rzeż. Wybuchają podłożone ładunki wybuchowe, na liniowcu rozszerza się panika, wszędzie słychać strzały, dolny pokład płonie, ktoś opuszcza szalupy ratunkowe. Blue Heaven staje się dla wielu grobowcem. Zemsta się rozpoczyna, a uciekinierowi, Galph rzuca propozycję gry o życie.
"Blue Heaven#2" to bardzo udana kontynuacja pierwszego zeszytu. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że zdecydowanie ciekawsza niż jedynka. Gównie dlatego, że autor koncentruje się na akcji, dynamice i atmosferze szaleństwa. Pozostawia zaś na dalszym planie wzajemne relacje członków załogi, którym poświęcił więcej miejsca w poprzednim tomie. W tym zeszycie prym wiedzie historia zdeformowanego milionera i jego specyficznej rodziny, gdzie w poprzednim skoncentrował się na Longu.
Czekam na kolejne tomy.
Komiks dostępny w sklepie Okami
piątek, 10 czerwca 2016
czwartek, 2 czerwca 2016
Porcelanowy konik - Helene Tursten
Nikt nie
widział, jak spadał w kompletnych ciemnościach. Był listopad. Richard von
Knecht uderzył z hukiem o mokry chodnik na Molinsgatan w Göteborgu...
Inspektor
Irene Huss rozpoczyna dochodzenie w sprawie, która wygląda na samobójstwo
popełnione w bogatej rodzinie. Ale to tylko pozory. Bardzo szybko pojawiają się
następne ofiary. Mnożą się pytania dotyczące tajemniczych zgonów, które
początkowo wyglądają na przypadkowe. Policjantka trafia na trop przebiegłego i
niebezpiecznego mordercy…
Taki
opis możecie przeczytać na okładce najnowszej książki Helene Turtsen
”Porcelanowy konik”.
Helene
Turtsen to pochodząca z Goteborga znana szwedzka pisarka .Na podstawie jej
powieści nakręcono 12 seriali (w dwóch seriach) o inspektor Irene Huss. Jest
to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej pisarki, okrzykniętą szwedzką
królową kryminałów.
Jako
wielbicielka skandynawskich nowości, zabrałam się za czytanie licząc na świetną
i wciągającą lekturę.
Niestety, fabuła okazała się o wiele słabsza
niż to, co przeczytałam w zapowiedzi. Podczas czytania brakowało mi napięcia i
wyczekiwałam na coś
naprawdę
mocnego. Nie było wartkiej akcji, zaskakujących
zwrotów w śledztwie. Nie zaprzeczam, że autorka nie miała dobrego
pomysłu na książkę, jednak zbyt rozciągliwe opisy sprawiły, że czas spędzony na
czytaniu dłużył mi się niesamowicie, a ja nadal nie widziałam niczego, co
sprawiłoby w mojej głowie wielkie „wow”. Niby jest w tej książce wszystko to,
co powinien posiadać dobry kryminał. Mamy zagadkowe okoliczności śmierci
bogatego biznesmena, grono podejrzanych i śledztwo, które wciąż ujawnia nowe fakty z przeszłości
ofiary. Są też kolejne morderstwa, które rzucają nowe światło na sprawę śmierci
Richarda von Knechta. Tym razem to jednak za mało. Po przeczytaniu „Porcelanowego
konika” czułam niedosyt, bo nie tak wyobrażałam sobie kryminał nowej królowej
szwedzkiego kryminału.
Na plus można spokojnie zaliczyć sposób wydania książki. Wydawnictwu zdarzały się słabiej wydane książki, ta graficznie nie ustępuje tym najlepszym na rynku.
Na plus można spokojnie zaliczyć sposób wydania książki. Wydawnictwu zdarzały się słabiej wydane książki, ta graficznie nie ustępuje tym najlepszym na rynku.
Moja
ocena to 4\10.
Beata
Sokołowska
Helene
Tursten
Tytuł:
"Porcelanowy konik"
Wydawnictwo:
Replika 2016
niedziela, 29 maja 2016
Joe Abercrombie - Nim zawisną. Pierwsze Prawo. Księga druga.
Książka „Nim zawisną”, której autorem jest Joe Abercrombie to druga część trylogii Pierwsze
Prawo, zdecydowanie najciekawszej serii jaką ostatnio czytałem. To pokaźne tomiszcze (ponad siedemset stron)
jest kontynuacją wątków znanych z pierwszego tomu serii „Ostrze”. To także
jakby wprowadzenie do finału, który zamknie się w trzeciej części „Ostateczny argument”. Wszystkie tomy
dostępne są już w sprzedaży, także spokojnie możecie się w nie zaopatrzyć. Mało
tego, Wydawnictwo MAG szykuje kolejną
pokaźną książkę Joego „Ostre cięcia”. Tym razem będzie to zbiór opowiadań.
W „Nim zawisną” poznajemy dalszą historię postaci znanych z
„Ostrza”. Akcja przedstawiona jest na trzech płaszczyznach.
Zebrana drużyna „stary
łotr, któremu towarzyszy chorowity młodzian; nadęty bufon z Unii; kurwa z
bliznami; oraz Północny, który wygląda jak małpa” (cytat z książki) wyruszają
z misją odnalezienia artefaktu – tajemniczego Nasienia. Każdy z bohaterów jest
inny, każdy nosi swój wewnętrzny ciężar i ma specyficzny charakter. Mogłoby się
wydawać, że tak różne postaci nie mogą tworzyć zgranej grupy, przed którą postawiono
tak niebezpieczne zadanie. Jednak Abercrombie bardzo sprytnie wykorzystuje tą
różnorodność osobowości, tworząc wręcz fascynującą mieszankę charakterów. Sama
podróż okraszona jest złożonymi relacjami pomiędzy uczestnikami: docinkami, dystansem i
widoczną niechęcią do siebie niechęcią, co oznacza brak zaufania. Na swój sposób dla czytelnika może wydawać się
zabawna, ponieważ obfituje w specyficzny, często szorstki i wulgarny język.
Polowanie - Jacek Paprocki
Opowiadanie Jacka
Paprockiego “Patchwork” zdobyło III wyróżnienie w konkursie “Otwartym tekstem”
i opublikowane zostało w specjalnym numerze nieistniejącego już niestety pisma “Chimera”.
Było to moje pierwsze spotkanie z autorem, a tekst wywarł na mnie wielkie wrażenie.
Do tego stopnia, że dobrze zapamiętałem nazwisko Paprocki, i gdy tylko w
zapowiedziach wydawnictwa Zysk i S-ka pojawiła się zapowiedź debiutu autora,
postanowiłem sięgnąć po “Polowanie”. Byłem pewien, że jeśli będzie choć w połowie
tak dobre jak “Patchwork” nie pożałuję chwil spędzonych na lekturze.
“Polowanie” to kryminał,
którego akcja umiejscowiona jest nad polskim morzem. Bohaterem jest koszaliński
policjant Wiktor Sawicki. Poukładane dotychczas życie rozwodnika, wypełnione
pracą, graniem w knajpie po godzinach, nabiera tempa gdy w okolicy zaczyna
grasować seryjny morderca. Giną kolejni ludzie, prasa coraz bardziej naciska na
policję, przełożeni na Sawickiego, tymczasem morderca wydaje się nieuchwytny.
Nie zostawia żadnych śladów, prócz wiadomości adresowanych do prowadzącego śledztwo,
kolejnych numerów, którymi oznacza ciała swoich ofiar. Kim jest zabójca? Co łączy
ofiary? Czy Sawicki wygra tę chorą grę zanim skończy się śmiertelna wyliczanka?
środa, 25 maja 2016
BEZSENNE ŚRODY: „AMERICAN PSYCHO” BRET EASTON ELLIS – RECENZJA
Wszyscy mamy w sobie coś z Patricka
Batemana. To właśnie przyszło mi na myśl po lekturze „American Psycho” – kultowej amerykańskiej powieści autorstwa
Breta Eastona Ellisa z początku lat dziewięćdziesiątych.
Od jej publikacji minęło w tym roku dwadzieścia pięć lat i o ile wtedy
chodziło o kulturę yuppies, nadgorliwych garniturków z Wall Street, to dzisiaj
takie Patricki, a raczej ich neo uwspółcześnione klony, kręcą się po ulicach
pod przykrywką hipsterów, „drwali”, czy inni neo-, retro-, a nawet
księcio-seksualnych. Wymuskani, wypomadowani, wgapieni w tysiące mniejszych i
większych ekraników, ze słuchawkami w uszach i sztucznym, modelowym uśmiechem
przytwierdzonym do twarzy. Obok nich neo-perfekcyjne kobiety, upięknione na
wszelkie możliwe sposoby, wieczne dziewczynki obwieszone gadżetami. Wszyscy
identyczni, jak z billboardu, jak z witryny każdej sieciówki, jak z reklamy,
gdzie paczka bliźniaczych par zbiera się w barze na planecie „kupuj i żryj”,
strzelając sobie co rusz selfies.
Przygnębiający obraz? Wcale nie taki idealny? Konsumpcjonizm doprowadzony
do perfekcji, do największej z możliwych skrajności, przerysowany, chociaż nie
tak do końca odrealniony, bo wciąż znajdują się ludzie, którzy pragną żyć
według modelu kreowanego przez mass media. Tak jak Patrick Bateman –
odczłowieczony, zdegenerowany, pozbawiony ludzkiej maski, ale za to otoczony
wszystkim tym, co najmodniejsze, z „laskojadem” u boku w jednej z setek
identycznych knajp o kretyńskich nazwach rozstrzelonych po każdej dzielnicy
Nowego Jorku.
Patrick Bateman prowadzi idealne, modelowe życie młodego yuppie prosto z
odmętów Wall Street. Taki sam jak setki mu podobnych, diabelsko bogaty, życie
spędza samotnie w perfekcyjnie wyposażonym apartamencie (jego sąsiadem jest Tom
Cruise!), albo w dziesiątkach knajpek i barów, zapijając wszystko najdroższymi
alkoholami, wciągając najlepszą kokę i objadając się najbardziej wyrafinowanym
jedzeniem. Prowadzi puste do cna konwersacje o rodzaju kamizelek lub „laskojadów”,
wypręża w eter swoje idealnie wyrzeźbione i wychuchane ciało, a po godzinach,
gdy nikt nie patrzy, snuje chore fantazje o mordach i przy okazji,
najprawdopodobniej, wciela je w życie.
czwartek, 19 maja 2016
Wyspa powrotów - Peter May
Peter May jest znanym i cenionym pisarzem oraz
scenarzystą.Swoją karierę zaczynał jako dziennikarz,pracował między innymi w BBC, a w wieku zaledwie 21
lat zdobył nagrodę Szwedzkiego Dziennikarza Roku.Jest autorem kilkuset scenariuszy do widowisk telewizyjnych i
seriali.Jednak po latach spędzonych w zawodzie dziennikarza postanowił skupić się wyłącznie na pisaniu powieści.
Jeżeli wcześniej mieliście okazję przeczytać którąś z jego książek, to już na pewno
wiecie, że Peter May jest naprawdę utalentowanym pisarzem. A jeśli nie, to teraz macie szansę by się o tym
przekonać.
Kiedy detektyw Sime Mackenzie wsiada do niewielkiego
samolotu na lotnisku św. Huberta w Montrealu, nawet nie ogląda się za siebie.
Licząca 850 mil podróż jest dla niego okazją, by uciec przed samotnością i
żalem, które od dłuższego czasu naznaczają jego życie.
Sime wchodzi w skład ośmioosobowej grupy śledczej, a
celem wyprawy jest wyspa Entry w Zatoce Świętego Wawrzyńca – szeroka na dwa
kilometry, długa na trzy i licząca niespełna 130 mieszkańców, z których
najbogatszy został właśnie zamordowany w swoim domu. Śledztwo wydaje się
formalnością: dowody wskazują na zabójstwo w afekcie, a żona ofiary jawi się
jako mściwa sprawczyni. Sprawa przybiera niespodziewany obrót, gdy Sime staje
oko w oko z podejrzaną i jest przekonany, że ją zna, choć nigdy wcześniej się
nie spotkali.
HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #7
Horror Maglownica gości tym razem człowieka, który mimo że zajmuje się wieloma rzeczami, a polska groza zawdzięcza mu naprawdę więcej, niż mogłoby się wydawać, zwykle pozostaje w cieniu, a rozpychanie się łokciami i głośne okrzyki pozostawia innym. Skromny ponad miarę, multiutalentowany Krzysztof Biliński, redaktor audycji Misterium Grozy i współtwórca magazynu OkoLica Strachu, zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.
M.Ś.: Witaj, Krzysiu. W Twoim opisie na stronie OkoLicy Strachu czytamy: „Twórca zajmujący się kilkoma rodzajami sztuki, zainteresowany okultyzmem, fascynat szeroko pojętego horroru i science-fiction, fotograf, dźwiękowiec, duch niespokojny i niepokorny”. Od siebie dodałabym: muzyk i autor tekstów, publicysta, grafik, redaktor magazynu, radiowiec... można tak długo. Jak się czujesz jako człowiek-orkiestra?
K.K.B.: Dzień dobry. O rety! Wychodzi na to, że zajmuję się wszystkim i to na raz! Ha ha ha... Tak po prawdzie ta wyliczanka, która opisuje moje zainteresowania i projekty może być nieco myląca i na wyrost. Czy jestem w istocie człowiekiem-orkiestrą? Coś w tym chyba może być, ale trzeba spojrzeć na to, że bywa tak, iż w danym momencie zajmuję się niektórymi rzeczami, a inne idą w odstawkę. To prawda też, że robię sporo rzeczy z różnych dziedzin, czyli w moich zainteresowaniach i pasjach łączę muzykę i realizację dźwięku, prace fotograficzne, zajmuję się publicystyką w formie pisemnej jak i właśnie na antenie radiowej (powiedzmy tak, choć audycja nadawana jest tak naprawdę w internecie). Ujmując to najściślej, wszystkie te elementy mojego życia, to sprawy, którymi się fascynuję i to nie tylko biernie jako odbiorca, ale też jako twórca. Zajmując się również niektórymi z tych działań zarobkowo, mogę czasami powiedzieć, że czuję się trochę zmęczony, ale dość często usatysfakcjonowany i tym samym staram się ciągle iść na przód, rozwijać i robić rzeczy, które być może niektórzy uznają za ciekawe i warte uwagi.
M.Ś.: Witaj, Krzysiu. W Twoim opisie na stronie OkoLicy Strachu czytamy: „Twórca zajmujący się kilkoma rodzajami sztuki, zainteresowany okultyzmem, fascynat szeroko pojętego horroru i science-fiction, fotograf, dźwiękowiec, duch niespokojny i niepokorny”. Od siebie dodałabym: muzyk i autor tekstów, publicysta, grafik, redaktor magazynu, radiowiec... można tak długo. Jak się czujesz jako człowiek-orkiestra?
K.K.B.: Dzień dobry. O rety! Wychodzi na to, że zajmuję się wszystkim i to na raz! Ha ha ha... Tak po prawdzie ta wyliczanka, która opisuje moje zainteresowania i projekty może być nieco myląca i na wyrost. Czy jestem w istocie człowiekiem-orkiestrą? Coś w tym chyba może być, ale trzeba spojrzeć na to, że bywa tak, iż w danym momencie zajmuję się niektórymi rzeczami, a inne idą w odstawkę. To prawda też, że robię sporo rzeczy z różnych dziedzin, czyli w moich zainteresowaniach i pasjach łączę muzykę i realizację dźwięku, prace fotograficzne, zajmuję się publicystyką w formie pisemnej jak i właśnie na antenie radiowej (powiedzmy tak, choć audycja nadawana jest tak naprawdę w internecie). Ujmując to najściślej, wszystkie te elementy mojego życia, to sprawy, którymi się fascynuję i to nie tylko biernie jako odbiorca, ale też jako twórca. Zajmując się również niektórymi z tych działań zarobkowo, mogę czasami powiedzieć, że czuję się trochę zmęczony, ale dość często usatysfakcjonowany i tym samym staram się ciągle iść na przód, rozwijać i robić rzeczy, które być może niektórzy uznają za ciekawe i warte uwagi.
poniedziałek, 9 maja 2016
Elisabeth Herrmann - Wioska morderców.
"(...)
We wsi zaczęły wyć psy. Najpierw te na podwórzu, potem pozostałe. Tutaj prawie
w każdym obejściu był psy, a teraz jakby wszystkie obudziły się w tej samej
chwili. (...)Rozpisane na wiele głosów ujadanie i wycie rosło z każdą chwilą.
Obejmowało stopniowo całą wieś jak pożar. Przypominało wiadomość, którą jeden
pies przekazuje drugiemu, prastarą pieśń o strachu i trwodze. Musiało się stać
coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć."
Tak
mniej więcej zaczyna się "Wioska morderców" Elisabeth Herrmann. Jeżeli
już sam tytuł w towarzystwie powyższego cytatu przyprawił Cię o ciarki, to radzę
zaprzyjaźnić się z tym uczuciem - podczas lektury "Wioski" nie opuści
Cię na krok!
W
berlińskim ogrodzie zoologicznym dochodzi do makabrycznej zbrodni. Na miejscu zdarzenia
posterunkowa Sanela Beara zastaje grupę
rozkrzyczanych przedszkolaków, których próbuje poskromić zdenerwowana
przedszkolanka oraz tłum gapiów robiących zdjęcia scenie zbrodni. Kilka dni
później media opisują okoliczności zdarzenia i ujawniają nazwisko kobiety
podejrzanej o popełnienie przestępstwa. Charlie Rubin przyznaje się do winy.
Sanela jednak ma wątpliwości i rozpoczyna własne dochodzenie w tej sprawie.
piątek, 6 maja 2016
Komiksy księgarni OKAMI. BLUE HEAVEN#1
Tytułowy "Blue Heaven" to luksusowy statek pasażerski, na pokładzie którego jest więcej atrakcji i przepychu niż w całym Vegas. Ten wyjątkowy liniowiec wyrusza w kolejny rejs. Na pokładzie trwa zabawa, statek jest na pełnym morzu i wydaje się, że będzie to kolejny standardowy rejs. Jednak to tylko złudzenie. Po pewnym czasie jeden z oficerów zauważa dryfujący kuter rybacki. Pomimo początkowego sprzeciwu właściciela statku, kapitan podejmuje decyzję o wysłaniu na pokład kutra szalupy ratunkowej. Na miejscu marynarze natrafiają na ślady rzezi, ich oczom ukazuje się widok zmasakrowanych ciał leżących w nieładzie, wszędzie widać ślady krwi i walki. Ku zaskoczeniu ekipy ratunkowej okazuje się, że dwie osoby przeżyły. Jedna z nich zachowuje się normalnie, jest przytomna i sprawia wrażenie jakby zaistniała sytuacja jej nie dotyczyła. Drugi z rybaków zostaje znaleziony w skrzyni, w stanie bliskim śmierci. Obaj trafiają na "Blue Heaven". Ten rejs nie będzie taki jak poprzednie.
"Blue Heaven" Tsutomu Takahashiego to pierwszy tom z serii, wydany w 2014 roku. Historia opowiedziana na kartach komiksu, nie kończy się wraz z ostatnią stroną.
poniedziałek, 2 maja 2016
Tony Parsons - Krwawa wyliczanka.
Tony Parsons to znany brytyjski autor powieści obyczajowych,
skierowanych raczej do kobiet. Książki takie jak „Mężczyzna i chłopiec” czy
„Mężczyzna i żona” długo królowały na listach bestsellerów, jednak teraz
przyszła pora na zmiany. Pisarz postanowił spróbować swoich sił w nowym gatunku
– krwistym thrillerze. Jego debiut w tej dziedzinie otwiera serię przygód
detektywa Maxa Wolfe’a i mógłby z powodzeniem stać się scenariuszem świetnego
filmu.
Od razu mówię – nie liczcie na oryginalność, bo to nie ona
jest tutaj najważniejsza. U podstaw najlepszych historii często leży bowiem
sztampa, grunt aby umieć ją sprzedać. Parsons to potrafi i chociaż mamy tu
nieuchwytnego mordercę, który podcina gardła z pozoru przypadkowym ofiarom,
oraz tajemnicę z przeszłości, wokół której kręci się cała oś fabularna, a także
bohatera po przejściach, samotnie wychowującego małą córeczkę, całość jest
wyjątkowo wciągająca. Co więcej, Styl Parsonsa czyni Krwawą wyliczankę jedną z
najlepszych książek, jakie ostatnio przeczytałem.
Już pierwsze dwa rozdziały wgniatają w fotel: mamy obrazowy
opis napaści i gwałtu na młodej
sobota, 30 kwietnia 2016
Horror Masakra ponownie szokuje? Sakrament Okrucieństwa.
Zacznijmy może od oprawy graficznej, ponieważ właśnie
ona ma być elementem, która horror ekstremalny wyciągnie z niszowych wydawnictw
rodem z pospolitych zinów - jak stwierdził Tomasz MordumX Siwiec - wydawca i
jeden z autorów „Sakramentu okrucieństwa”.
I faktycznie. Zbiorek dwóch
opowiadań w klimatach gore ze stajni Horror Masakry jest wydany bardzo ładnie. Porządny papier, twarda
okładka, czytelna czcionka, klejone kartki powodują, że Sakrament dobrze leży w rękach i sprawia wrażenie solidności. Wspólną cechą charakterystyczną wszystkich wydań
HM jest Pan Goryl, czyli facet odpowiedzialny za grafiki okładek. Idąc za słowami MordumXa, faktycznie takiej oprawy nie powstydziłaby się niejedna
pozycja wydana przez popularne, krajowe wydawnictwo. Można się czepiać
czytelności czcionki na ostatniej stronie okładki i lekko naciągniętego loga
Okiem na Horror (nie wiem dlaczego trafiło na mnie, inne są ok. ), ale i tak
efekt jest świetny. Może jeszcze czysty grzbiet, brak tam tytułu, a szkoda.
środa, 20 kwietnia 2016
HORROR MAGLOWNICA. Cykl wywiadów Magdaleny Ślęzak #6
Po
przerwie Horror Maglownica gości dziś Michała Stonawskiego. Propagatora
polskiej grozy, współtwórcę Nagrody imienia Stefana Grabińskiego,
człowieka-orkiestrę, który nie boi się wyzwań i nawet jeśli się czasem potyka,
to głowę trzyma ciągle wysoko. Dla jednych mentor, dla innych bardzo młody
człowiek z wielkimi ambicjami i dużym apetytem na sukces.
Magdalena
Ślęzak: Dobry wieczór, dziękuję Ci za przyjęcie zaproszenia do Horror
Maglownicy.
Michał
Stonawski: Dobry wieczór, a ja dziękuję za zaproszenie − miło tu być i
rozmawiać.
M.Ś.:
Jesteś osobnikiem wszechstronnym. Zajmujesz się literaturą i publicystyką,
prowadzisz stronę polskagroza.pl, publikujesz gdzie się da i intensywnie
promujesz rodzimy horror, a jesteś przecież całkiem młodym człowiekiem. Jak udaje
Ci się łączyć wszystkie te rzeczy?
M.S.:
Mało śpię.
No dobrze − kiedyś miało spałem.
Teraz, kiedy odbiło mi się to na zdrowiu staram się już pozwalać organizmowi
odpocząć. Sam nie wiem jak to jest, bo jestem urodzonym leniem. Mówiła tak o
mnie moja matka, mówili nauczyciele, dziadkowie, sam też się z tym zgadzam. Jak
mówią − pierwszy krok do rozwiązania problemu, to sobie go uświadomić, prawda?
W każdym razie... nie jest wcale tak różowo, że wszystko udaje mi się łączyć.
To raczej sztuka znajdowania kompromisów − w tym zawsze byłem dobry. Coś w
stylu "nie jestem bardzo głodny dzisiaj, więc mogę kupić tę książkę".
Raz się pisze beletrystykę, raz pracuje nad czymś innym. Trochę na tym cierpi
cała ta sprawa z pisaniem... ale jakoś sobie radzę. Główną siłą napędową jest
upór. Albo zapał. Albo głupota.
BEZSENNE ŚRODY: „NAWIEDZONY” JAMES HERBERT – RECENZJA
Nawiedzone domy to niezwykle
wdzięczny temat dla wszystkich twórców porządnej grozy. Duchy, omamy, tajemnicza przeszłość, która
naznacza dane miejsce i zmienia już na zawsze. Trzeba przyznać, że powieści o
takich domach niezwykle intensywnie działają na wyobraźnię czytelnika. Czy ten
dźwięk za oknem późną nocą to tylko zawodzący wiatr, czy wrzask potępionej
zjawy? Czy ktoś stąpa po skrzypiącej podłodze, czy to jedynie złudzenie? Czy
roztańczone pod sufitem cienie układające się w dziwne kształty to tylko
widziadła, wybryki nadpobudliwego umysłu? H.P. Lovecraft napisał kiedyś, że
istnieją takie miejsca, które mają duszę i ta dusza wcale niekoniecznie musi
mieć wobec mieszkańców dobre intencje. Czasami to wynik samego budynku, jego
wewnętrznej istoty, złej w swojej esencji, a czasami to wynik smutnych historii
sprzed lat, nieszczęść i rozpaczy ukrytych pośród murów.
Można w nawiedzone domy wierzyć lub też nie, można uwierzyć przeczuciom i
wycofać się póki jest to jeszcze możliwe, lub można przyjąć, że niewytłumaczalne niekoniecznie musi oznaczać
nadprzyrodzone, tak jak pragnął wierzyć David Ash, bohater powieści Jamesa
Herberta, czyli „Nawiedzony”.
wtorek, 19 kwietnia 2016
Peter James. Umarli mnie nie przerażają, to żywych naprawdę się boję. Wywiad.
Peter James - angielski twórca thrillerów i powieści kryminalnych.
Jego książki zostały przetłumaczone na 29 języków. Większość z nich trafiła na
listy bestsellerów.
Autor regularnie uczestniczy jako obserwator w pracy
policji hrabstwa Sussex w rodzinnym Brighton. Bierze także udział w oględzinach
miejsc zbrodni, sekcjach zwłok oraz przesłuchaniach przestępców. Interesuje go
model psychologiczny przestępcy i uczestniczy w licznych międzynarodowych
konferencjach kryminologicznych. Z tego powodu w jego książkach można się
doszukać wielu dynamicznych fabuł, realistycznych bohaterów, i przede wszystkim
rzetelnego podejścia do pracy policji.
Ponadto jest również scenarzystą i producentem
wybitnych filmów takich jak: Kupiec wenecki z Alem Pacino, czy też Most
przeznaczenia z Robertem de Niro. Na swoim koncie ma liczne nagrody zarówno za
produkcje filmowe jak i książkowe.
W Polsce wydano min: "Już nie żyjesz",
"Czekając na śmierć", "Morderstwo doskonałe",
"Mrok" i ostatnio "Dom na wzgórzu" (Albatros 2016)
Czytelnicy do tej pory znali Cię głównie z powieści kryminalnych. Czemu nagle zdecydowałeś się napisać horror z gatunku ghost story?
Joanna Łańcucka - Stara Słaboniowa i Spiekładuchy.
Chciałbym zabrać Was dzisiaj w przeszłość. Nie tak
odległą, jakby mogło się zdawać. Jednak w przeszłość, którą poznać mogliście w
opowieściach dziadków i babć. Szczególnie babć. Pewnie mało kto z Was pamięta
czasy, gdy polskie wsie żyły spokojnym, specyficznym dla siebie rytmem, gdzie
codzienność płynęła jednostajnie i
leniwie, zaś wszelkie cuda techniki zdawały się być niepotrzebne, dziwne i
czasami groźne w świadomości mieszkańców. To czasy lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego wieku,
choć autorka książki „Stara Słaboniowa i Spiekładuchy” − Joanna Łańcucka, nie
określa ich dokładnie czasowo. Panujące przesądy i opowieści przekazywane z
dziada pradziada, żyły mocno w świadomości mieszkańców.
niedziela, 17 kwietnia 2016
Graham Masterton - Uznani za zmarłych.
Popularność serii o przygodach Katie Maguire nie
słabnie, nie tylko za granicą, gdzie poszczególne tomy wciąż zajmują wysokie
miejsca na liście bestsellerów Amazon Kindle, ale i w Polsce, gdzie powieść
„Uznani za zmarłych” już pierwszego dnia stała się hitem, a wszystkie
wydrukowane egzemplarze zostały dostarczone do sprzedawców. Rzeczona książka to
czwarta już opowieść o dzielnej irlandzkiej nadkomisarz i właśnie doczekaliśmy
się jej krajowej premiery. Czy możemy mówić o spadku, czy raczej o zwyżce formy?
Nadkomisarz Maguire miała już do czynienia z
brutalnym seryjnym mordercą, z pedofilią wśród księży, z prostytucją i handlem
żywym towarem, a obecnie będzie musiała zmierzyć się z organizacją przestępczą,
nazywającą samych siebie Arcykrólami Irlandii. Porywają i torturują
przedsiębiorców, których biznes podupada, w wyniku czego musieli oni zadłużyć
się, masowo rujnując gospodarkę „celtyckiego tygrysa”. Zapłacą za to zdrowiem
lub życiem, nawet jeśli rodziny zdecydują się na przekazanie okupu. Kto stoi na
czele tajemniczej organizacji i jaki jest jego cel? Tego dowiecie się, jeśli
sięgnięcie po tę książkę.
To, co stanowi o sile powieści, to równoległe
rozwijanie wątków prywatnych, dotyczących zarówno Katie, jak i śledztwa, które
prowadzi. Nawet jeśli to drugie kuleje, stojąc często w martwym punkcie, od
lektury nie można oderwać się ze względu na świetny warsztat autora oraz
interesujące wątki poboczne, rozpoczęte w poprzednich książkach i obecnie
kontynuowane. To mechanizm, powtarzający się z tomu na tom, gdzie to nie
tożsamość i motywacja mordercy są najważniejsze, a odczucia głównej bohaterki i
jej zmagania z problemami sercowymi czy seksizmem w pracy.
czwartek, 7 kwietnia 2016
Peter James - Dom na wzgórzu.
Przeprowadzka z centrum Brighton na prowincję, to poważne
przedsięwzięcie i wyzwanie dla trzyosobowej rodziny. Jednak Cold Hill House –
ogromna, zrujnowana, georgiańska posiadłość budzi w Olliem niesamowitą
ekscytację. Jeszcze nie wie, czy podoła finansowo temu wyzwaniu, ale od dziecka
marzył o tym, by zamieszkać na wsi, a rezydencja wydaje mu się idealnym
miejscem dla kochającej kontakt z naturą córki. Posiadłość jest inwestycją,
która ma generować zyski i być bazą dla jego nowej firmy projektującej strony
internetowe. Jego żona, Caro, podchodzi do tego mniej optymistycznie, a
dwunastoletnia Jade nie jest zadowolona z rozstania z przyjaciółmi.
Już po kilku dniach od przeprowadzki, staje się jasne, że
Harcourtowie nie są jedynymi mieszkańcami Cold Hill House. Gdy dom zwraca się przeciwko nim, nie pozostaje im nic innego, jak pogrążyć się w jego mrocznej
historii...
„Dom na wzgórzu” Petera Jamesa to typowa powieść ghost
story i proszę nie sugerować się opisem na stronie wydawcy, że jest połączeniem kryminału i powieści o duchach.
Gdy tylko zobaczyłem zapowiedź powieści, to odliczałem dni do premiery. Dlaczego? Powód jest prosty. Na rynku bardzo trudno o tego typu historie. Gdy się zastanowię, to ostatnią jaką czytałem był „Nawiedzony” Jamesa Herberta i to dobrych dwadzieścia lat temu. Tak, trudno w to uwierzyć. Oczywiście różne wydawnictwa raczyły nas klasycznymi opowieściami o duchach, lecz zazwyczaj były to wznowienia wydanych już kiedyś opowiadań i powieści klasyków gatunku. Typowego ghost story, napisanego przez współczesnego autora jakoś nie mogę sobie przypomnieć.
Gdy tylko zobaczyłem zapowiedź powieści, to odliczałem dni do premiery. Dlaczego? Powód jest prosty. Na rynku bardzo trudno o tego typu historie. Gdy się zastanowię, to ostatnią jaką czytałem był „Nawiedzony” Jamesa Herberta i to dobrych dwadzieścia lat temu. Tak, trudno w to uwierzyć. Oczywiście różne wydawnictwa raczyły nas klasycznymi opowieściami o duchach, lecz zazwyczaj były to wznowienia wydanych już kiedyś opowiadań i powieści klasyków gatunku. Typowego ghost story, napisanego przez współczesnego autora jakoś nie mogę sobie przypomnieć.
środa, 6 kwietnia 2016
Gilly Macmillan - Dziewięć dni.
Gilly Macmillan wkroczyła w świat pisarzy swoim debiutanckim
thrillerem psychologicznym "Dziewięć dni".
Amerykańskie wydanie tej książki otrzymało w 2016 roku nominację do Edgar
Award, a prestiżowy portal The Media Eye okrzyknął autorkę wschodzącą gwiazdą
powieści kryminalnej.
Rachel Jenner, samotna matka wychowująca ośmioletniego syna
Benedicta Fincha, wybiera się z nim na spacer do lasu pod miastem. Pozwala
dziecku pobiec do przodu razem z ulubionym psem, po czym chłopiec nagle znika.
Poszukiwania nie dają rezultatów i po kilku godzinach jest jasne, że Ben został
porwany.
Na zapowiedź tej książki trafiłam w internecie i po przeczytaniu opisu fabuły od razu
wiedziałam, że to będzie kolejna pozycja
w mojej kolekcji. "Dziewięć dni" miało to coś, co przyciąga jak magnes: świetną okładkę, intrygującą zapowiedź i kompletnie nie znane nazwisko, w tym przypadku autorki, która zdobyła już uznanie czytelników w innych krajach. Połączenie tego wszystkiego z debiutem spowodowało, że cel mam jeden - PRZECZYTAĆ.
I nie pomyliłam się. "Dziewięć dni" to bardzo dobra pozycja i wnikliwe studium psychologiczne.
Zaginięcie dziecka zawsze jest przerażające zarówno dla
rodziców, jak i dla osób z rodziny czy z najbliższego otoczenia.
Wywołuje też mnóstwo komentarzy i falę krytyki wobec rodziny
dziecka.
Rachel Jenner została właśnie na taką krytykę wystawiona
przed całym światem.
W internecie wrzało od spekulacji i fałszywych oskarżeń.
Oprócz niewyobrażalnej tęsknoty i strachem o życie Bena, Rachel musiała
zmierzyć się z tym wszystkim, co zobaczyła i przeczytała. Opinia publiczna była
bezlitosna, a jej życie rodzinne okazało się jednym wielkim kłamstwem.
Macmillan w prosty sposób opowiada nam historię rodziny
zaginionego Bena, która skrywa mroczną tajemnicę. W tło fabuły autorka wplata
również procedury policyjnego śledztwa, które prowadzi inspektor James Clemo.
Cała sprawa wzbudza coraz większe zainteresowanie społeczeństwa, a czas ucieka…
Autorka tak nas prowadzi przez całą fabułę, abyśmy nie
wykluczyli Rachel jako sprawcy zaginięcia syna. Wątpliwości nie opuszczają nas
przez większość czasu spędzonego na czytaniu.
"Dziewięć dni" to także wzruszający portret matczynej miłości, przepełniony emocjami, napięciem i smutkiem. To również obraz społeczeństwa, które w dobie internetu zalewa portale falą hejtu.
Gilly Macmillan napisała świetny thriller psychologiczny. Są
tu zaskakujące zwroty akcji i wspaniale sportretowane postaci. Aż trudno uwierzyć, że książka jest debiutem autorki.
Zatem przeczytajcie o tym, jak dziewięć dni może zmienić
całe dotychczasowe życie, a to,w co wierzyliście do tej pory okazuje się jedną
wielką mistyfikacją.
Szczerze polecam.
Beata Sokołowska
Gilly Macmillan
"Dziewięć dni"
Wydawnictwo: Świat Książki 2016.
Jacek Łukawski - Krew i stal.
Sto pięćdziesiąt lat po powstaniu Martwej Ziemi z twierdzy
granicznej wyrusza oddział żołnierzy, by wąskim przesmykiem przekroczyć
zapomnianą krainę. W starym klasztorze u podnóża Smoczych Gór ukryte jest coś,
co musi powrócić do królestwa, zanim Zasłona Martwej Ziemi pęknie i zaniknie. Silny
oddział pod dowództwem Dartora, starego, zaprawionego w bojach oficera, wkracza
w suche stepy, by zmierzyć się z demonami przeszłości, teraźniejszości i
przyszłości. Prawdziwy cel misji zna tylko przysłany w ostatniej chwili
przewodnik. Lecz nawet on – tajemniczy Arthorn – nie przypuszcza, jaki los
przygotowali dla nich bogowie i jak krucha jest równowaga znanego im świata.
Do polskiej fantastyki zawsze podchodzę z dystansem. Mam
swoich ulubionych pisarzy: Jacka Piekarę, Dariusza Domagalskiego i ich rewelacyjne książki czy serie. Lubię powieści Jacka Komudy i Marcina Mortki, choć nie wszystkie, ale upatrzyłem sobie ich marynistyczną fantastykę. Oczywiście uwielbiam autora za miedzy: Zambocha, czy tych tworzących trochę dalej jak Joe Abercrombie i Williamsa. Czyli nie ukrywajmy
specjalistą od wszelkiego heroic i rozciągniętych do granic możliwości sag nie
jestem. Mało tego, piętnasty tom, gdzie bohaterami jest dwudzieste pokolenie z dziadów i pradziadów, z pierwszych tomów wręcz mnie mierzi. A przykładów zniszczenia początkowego wysiłku autorów mógłbym podać wiele, Choćby obłędnego "Malowanego człowieka" Bretta - później, im dalej w las, tym gorzej.
Podobnie jest zresztą
z cudowną magicznością, czarami, zaklęciami i oklepanymi artefaktami. Nie
jarają mnie magowie o długich brodach, gadające smoki i elfy szyjące z łuków gdzie
popadnie. Pewnie ktoś się zapyta „To po cholerę to czytam”. A tak. Zdarza się, że czasami fantastykę
poczytam. Dlaczego nie?
niedziela, 3 kwietnia 2016
Spowiedź - Tomasz Mackiewicz.
Spowiedź – Tomasz Mackiewicz
Do redakcji jednego z warszawskich wydawnictw trafia
kilkunastostronicowy fragment powieści. Autorka opowiada w nim o znalezionych w
Ogrodach (miejscowość pod Warszawą) zwłokach dwojga osób. Policja szybko zamyka
śledztwo, jednak jego ustalenia nie zadowalają autorki szkicu. Zaintrygowana
tekstem redaktor Olga Wagner postanawia na własną rękęrozwiązać zagadkę, zwłaszcza że ze sprawą powiązane jest podejrzane
samobójstwo młodej kobiety. Jej śledztwo przyniesie nieoczekiwane rezultaty,
które mogą wstrząsnąć sennym miasteczkiem.
„Spowiedź” to debiutancka powieść Tomasza
Mackiewicza, który do tej pory zajmował się przede wszystkim tekstami
naukowymi. Z literackim debiutem poradził sobie bardzo dobrze, tworząc
interesujący portret podwarszawskiej społeczności i tajemnic, dla ochrony
których warto popełnić zbrodnie.
Wizja małomiasteczkowego społeczeństwa, jest
prawdopodobnie jednym z największych atutów powieści Mackiewicza. Duszna
atmosfera miejsca, w którym każdy zna każdego, pełnego skrzętnie skrywanych
sekretów od samego początku osacza bohaterów powieści. Nieufność wobec obcych
mieszających się w sprawy, które powinny na zawsze pozostać wewnętrzną sprawą
mieszkańców Ogrodów, stanowi główną barierę w odkryciu sprawców zbrodni i
przeniknięciu jej motywów.
Autorowi „Spowiedzi” udało się stworzyć intrygującą,
wielowarstwową zagadkę, której rozwiązanie wcale nie jest
Subskrybuj:
Posty (Atom)















