piątek, 31 lipca 2015

Katarzyna Bonda "Okularnik". To nie jest zwykły kryminał.

Na wojnie nie ma bohaterów. Ktoś, kto jednego dnia zabija całą twoją rodzinę, przyjaciół, sąsiadów - nie zasługuje, żeby bez zastanowienia być wyniesionym na piedestał. Nie ma też narodowej jedności. W małych miasteczkach, gdzie konsekwencje tragicznych wydarzeń sprzed ponad 70 lat wciąż widać jak na dłoni, pozorna zgoda jest zakładniczką mniej lub bardziej szemranych układów, wzajemnych interesów i tajemniczych powiązań…
Takie oto, ponure tło towarzyszy najnowszej powieści Katarzyny Bondy. „Okularnik” to nie tylko świetnie napisany, nie dający się wcisnąć w sztywne, genologiczne ramy kryminał. To także celnie uchwycony obraz współczesnej, prowincjonalnej (ale czy tylko?) rzeczywistości. To również postawienie pytania o własną tożsamość. Wreszcie - próba rozrachunku z historią i pokazanie, że Żołnierze Wyklęci „niejedno mieli imię”.
„Okularnik” jest drugim tomem tetralogii „Cztery żywioły Saszy Załuskiej”. Tym razem autorka zaprosi swoich czytelników pod wschodnią granicę, do niewielkiego miasteczka, Hajnówki. Tutaj główna bohaterka, która postanowiła wrócić do swojej pracy zawodowej jako profilerka, będzie się mierzyć ze zmorami własnej przeszłości. Udając się na urlop, by uporządkować prywatne sprawy, przypadkiem zostanie wplątana w morderczą intrygę pewnej grupy hajnowian. Saszy będzie dane uczestniczyć w tradycyjnym, białoruskim weselu. Tymczasem, podczas pobytu Załuskiej w miasteczku zniknie bez śladu panna młoda. Wkrótce okaże się, że nie jest to jedyna kobieta, która w Hajnówce niedawno zaginęła bez wieści.

poniedziałek, 27 lipca 2015

The Walking Woman. Recenzja filmowa.

     Powiem szczerze, miałem bardzo duże oczekiwania co do tego filmu. Jestem wielkim fanem wszystkiego co wyjdzie spod pióra  (a teraz nawet spod ręki) Edwarda Lee, sam autor jest moim serdecznym przyjacielem, więc ciężko mi było spojrzeć na ten film obiektywnie, niemniej jednak wydaje mi się, że wyszedłem cało z tej opresji.
          Podpatrywałem produkcję tego obrazu, mało tego, nieraz w niej uczestniczyłem. Kibicowałem, wspierałem całym sercem i byłem bardzo ciekawy co z tego wyjdzie.
         Nie zawiodłem się.

         Na wstępie chciałem zaznaczyć, że jest to produkcja totalnie niszowa, undergroundowa i wręcz amatorska, nie oznacza to jednak, że debiut fabularny Edwarda Lee, legendy amerykańskiego horroru  nie ma swoich zalet, bo ma ich wiele.

niedziela, 26 lipca 2015

Kolejny klasyk od Zyska. Oskar Wilde "Portret Doriana Graya".

Wydawnictwo Zysk i s-ka wydało kolejną klasyczną powieść. Tym razem jest to "Portret Doriana Graya" Oscara Wilde. Warto zaznaczyć, że jest to pierwsze nieocenzurowane wydanie tej powieści, która w 1890 roku wywołała poruszenie, sensację, czy wręcz skandal w ówczesnej Anglii. Oscar Wilde pracował jako dziennikarz w "Pall Mall Gazette", wydawał "Womans World". Napisał kilka opowiadań i regularnie publikował komedie satyryczne. W 1895 roku został skazany na dwa lata ciężkich robot, za praktyki homoseksualne. Po odbyciu kary, pod zmienionym nazwiskiem, uciekł do Francji.

Historia Doriana, znana jest chyba każdemu. Jest to historia mężczyzny o nieprzeciętnej urodzie, który zgadza się pozować znanemu malarzowi, Basilowi Hallwardowi. Malarz wykonuje portret Doriana i gdy ten go ogląda, wypowiada życzenie, że oddałby wszystko, aby zachować młodość i urodę przedstawioną na płótnie. Nawet za cenę duszy. W zamian za to, z czasem, twarz na portrecie starzeje się, wraz z moralnym zepsuciem Graya. W końcu Dorian postanawia zniszczyć portret.

Książkę czyta się bardzo dobrze, pomimo widocznego, dość specyficznego składu zdań, wyrażeń i opisów. Po prostu, nad dialogami i scenami zawartymi na

czwartek, 23 lipca 2015

"Labirynt Lukrecji" Agnieszka Chylińska. Cykl Małe potworki #20


 Biorąc do ręki „Labirynt Lukrecji” pierwsze na co zwracamy uwagę, to piękna okładka i niesamowite ilustracje. Ich autor Suren Vardanian wykonał świetną pracę, jego rysunki są pełne magii, niepokoju i tajemnicy. Dzięki nim książka Chylińskiej zyskała mroczniejszą atmosferę i – co tu ukrywać - przykuwa wzrok. Można z ich pomocą pokusić się o opowiedzenie zupełnie innej historii, niż ta opisana słowami. Taki autorski i interpretacyjny dwugłos. Z korzyścią dla ilustratora… Jeśli pogrzebiecie troszkę w Internecie przekonacie się, że pod ręką rysownika z Rzeszowa ożyła już niejedna książka dla dzieci. Suren Vardanian ma ponadto na  swoim koncie kilka wernisaży m.in. Zapach kobiety. Charakterystycznym dla siebie, rozpoznawalnym stylem, buntuje się wobec narzucanym formom, tworząc dość indywidualną fakturę obrazu. Widać to, bardzo wyraźnie, przy okazji „Labiryntu Lukrecji”.
 
Czego by nie mówić, Agnieszka Chylińska rozwinęła się literacko odkąd napisała debiutancką „Zezię i Gilera”. „Labirynt Lukrecji” jest książką dojrzalszą, warsztatowo nieco lepszą, bardziej dopracowaną. Nie jest to mistrzostwo świata, nie jest to również literackie arcydzieło, jednak wypada ona zdecydowanie lepiej od poprzedniczki, a to niewątpliwie trzeba docenić. Pani Agnieszka nad sobą pracuje, za co należą jej się słowa pochwały. Niestety, w tekście nadal pojawiają się podobne, jak poprzednio niedociągnięcia, np.: ile zdań, w książce takich gabarytów, można zacząć od imienia głównej bohaterki? Okazuje się, że całkiem sporo… Poza tym nadal drażni skonstruowana podobnie jak w Zezi forma przekazu: opis dni, kolejnych czynności, i stereotypowa charakterystyka (oj, zbyt wielkie słowo) stereotypowych postaci.

wtorek, 21 lipca 2015

O punk rocku, rozczarowanej Puzyńskiej i niebezpiecznej Bondzie. Relacja ze spotkań autorskich.

PUNKS NOT DEAD

Co chwila wyglądam przez okno i widzę, jak pogoda z minuty na minutę pieprzy się coraz bardziej. Spotkania z Puzyńską i Bondą mają odbyć się w ogródku hotelu Sint Ji. Już to widzę w wyobraźni, wiem, gdzie usiądziemy i jak wszystko powinno się potoczyć. Zaczyna padać – cholera. Nie, nie pada, leje. Czekam aż Kasia dojedzie do Szczecinka, w końcu dostaję od niej smsa: „Jeszcze godzina”. „Kurna” – myślę – „spóźnimy się, na bank”. Wszystko wali się na głowę, auto, którym mam przewieźć sprzęt nagłaśniający odmawia posłuszeństwa, deszcz leje, a gwiazdy nie widać. Pożyczam samochód i jadę po sprzęt, a potem do Sint Ji. O dziwo, wszystko przygotowali już na miejscu. Wspaniale. Brawo. Wdrażamy plan B. Impreza w środku. Ludzi przybywa, czekają, ja też czekam, już mamy spóźnienie. Nagle info, że dziewczyna od gliniarzy z Lipowa już jest w Szczecinku. 

Wchodzi.

Koszulka firmowa Okiem na Horror, przycięte jeansy z dziurami, jakby dopadł ją jakiś psiak i trampki. Jest git. Tomek, nadworny fotograf podnosi kciuk.
Zaczynamy spotkanie. Ponieważ Art Piknik to głównie impreza muzyczna (w jej ramach odbywają się spotkania z literaturą), zaczynam od pytania o muzykę i o pewne zdjęcie, gdzie Kaśka Puzyńska widoczna jest z irokezem na głowie, bundeswerką i kostką, na której przyszywało się plakietki z Dezerterem, KSU, TZN Xenna, Pieprzę politykę, i w ogóle jakie się w domu miało. Stare czasy, ale jakie wspaniałe. Kaśka opowiada: o swojej kapeli, o braku pojęcia gry na basie, o swoim idolu: Sidzie Viciousie z Sex Pistols (jakżeby inaczej).
W spotkaniach najfajniejsze jest to, że nigdy nie wiadomo, jak się potoczą, nawet jeżeli pytania są dokładnie przygotowane. Dlatego w dużej mierze to improwizacja. I w tym cały urok.
Schodzimy na temat książek, czytelnictwa, zaczynamy rozmawiać o naprawdę wielu rzeczach. Magda z OnH dzielnie zadaje pytanie za pytaniem, ja coś dorzucam od siebie. Puzyńska jeszcze mocniej się broni, nie zdradzając nawet najmniejszego szczegółu dotyczącego ekranizacji.

czwartek, 16 lipca 2015

Joe Abercrombie "Ostrze". Pierwsze prawo: księga pierwsza.

Pośród wszystkich fantastycznych światów, wszelkich ras, typowych powieści fantasy,gdzie magowie i smoki dzierżą prym, a elfy i krasnoludy, od niemal zawsze patrzą na siebie spod byka, przychodzi czas na powieści, gdzie brutalna walka, spiski, knowania i miłość są domeną ludzi. I tylko ludzi. 
Dawno temu, zapatrzeni byliśmy w Conana, ostatnio w świat Gry o Tron, a dziś, przychodzi czas na powieści Joe Abercrombie. 
Pierwszy tom "Ostrze", trylogii "Pierwsze Prawo", wydany przez Wydawnictwo Mag,  przenosi nas właśnie w pełną zła i wspaniałą opowieść, gdzie główni bohaterowie Logen Dziewięciopalcy, i Sand dan Glokta nadają bieg powieści. Bohaterowie pełni sprzeczności, często wręcz tragiczni, lecz, potrafiący także być bezkompromisowymi draniami, którzy z różnych dla siebie powodów nie stronią od przemocy i podstępu.

Pierwszy. Zaprawiony w bojach, barbarzyńca, dla którego wojna jest chlebem powszednim, zostaje uznany za martwego, trafia do błota, tak sądzą jego kompani, którzy stanowią zbieraninę największych wojowników i zakapiorów. Zaatakowani przez płaskogłowe Szanki, zostają rozdzieleni, zaś Logen, ranny, musi przetrwać w surowym klimacie. Logen ma dar, dar unikalny, potrafi rozmawiać z duchami, to od nich się dowiaduje, że oczekuje go mag i powinien podążać dalej, aby się z nim spotkać. Taka będzie jego przyszłość.

niedziela, 12 lipca 2015

Katarzyna Puzyńska "Z jednym wyjątkiem"

Napięcie, zagadka, a do tego inteligentnie wymyślona intryga – tyle wystarczyło, by jedna z czołowych autorek kryminałów, Katarzyna Puzyńska znów mogła odnieść literacki sukces. Najnowsza powieść „Z jednym wyjątkiem” (Prószyński i S-ka) to nie tylko dalsza część losów policjantów z Lipowa. To także doskonale skomponowana treść, wysmakowana dramaturgia i świetnie dobrane chwyty, sprzyjające perfekcyjnemu zawikłaniu akcji.
Już w poprzedniej części, jaką była „Trzydziesta pierwsza”, dało się zauważyć, że autorka nie szczędzi czytelnikowi wrażeń. W najnowszej - Katarzyna Puzyńska wyraźnie nabiera rozpędu. Na kilkuset stronach pomysłowo i błyskotliwie buduje niezwykle złożoną fabułę. Liczba bohaterów – każdy o indywidualnym, osobowościowym portrecie – tak samo jak w przypadku poprzednich powieści może wywołać prawdziwy zawrót głowy. Ale ten zabieg to tylko sztuczka. Zmyślny, podstępny zabieg, „gambit”, dzięki któremu autorka wygrywa z czytelnikiem, nie pozwalając mu niemal do ostatnich stron książki domyślić się, co jest rozwiązaniem kolejnej kryminalnej tajemnicy.
Tym razem cała historia zaczyna się od informacji, że w sąsiadującej z Lipowem kolonii Żabie Doły ginie pewna leciwa już kwiaciarka, Małgorzata Głuszyńska. W domu zmarłej kobiety policjanci odkrywają kilka niewyjaśnionych śladów. Odnajdują rozpoczętą partię szachów; oglądając ciało kwiaciarki, dostrzegają również niewyraźny, enigmatyczny tatuaż „GieS”. Te ślady, a także kilka innych poszlak, pozwalają na domysły, że kobieta najprawdopodobniej została zamordowana. Pytanie brzmi: dlaczego? Co z tym wszystkim ma wspólnego tatuaż? Kto i po co rozpoczął w domu zamordowanej kwiaciarki grę w szachy? I wreszcie: co z tym wszystkim ma wspólnego dawna historia pewnego szachisty Adolfa Anderssena?

Mira i potwory # 3 PRZYSZŁOŚĆ TO NIEZAPISANA KARTA.Cykl "Małe potworki" #20


Starcie Miry i Sylwestra z potwornym Obcym odbiło swoje piętno nie tylko na ich psychice, ale również na atmosferze panującej w karawanie. Lupus stał się nerwowy i nie spuszcza z oka swoich siostrzeńców. Mieszkańcy obozu zaczęli nieufnie podchodzić do dzieci. W powietrzu wisi również nierozstrzygnięta partia szachów z Sybillą, której stawką jest cenny sekret. Tymczasem do obozu zbliża się Tempelman. Śledzi on Mirę, bo pragnie ją schwytać, a tym samym zatuszować swoje niedociągnięci. Stałby się dzięki temu bohaterem i umocniłby swoją pozycje w Urzędzie ds. Potworów. Tempelman postrzega się jako osobę, która odróżnia dobro od zła i dzięki temu potrafi zaprowadzać porządek. Za przywódcę uważa się również Duval. Skryty w cieniu kotary postanawia rządzić obozem potworów. Zagrożenie jest więc wszechstronne, tym bardziej, że zbliża się Halloween i zmarli przybędą odwiedzić żyjących.

czwartek, 9 lipca 2015

"Kod Himmlera" Książka na lato.

Zaczęły się wakacje. Jeden z moich bardziej ulubionych okresów w roku i to nie ze względu na całą otoczkę letnich ekspedycji, a właśnie ze względu na wspomnienia książek, które w tym okresie czytałem. Jakimś dziwnym trafem wspominam je do dziś bardzo ciepło, szczególnie w zimowe wieczory, gdy gorący, blokowy kaloryfer nie daje wcale ciepła. Przez dwa wakacyjne miesiące odpuszczam sobie książki tematycznie ciężkie, wymagające maksymalnego skupienia i odcięcia się od świata zewnętrznego. Te dwa miesiące to czas dla powieści lekkich, przebojowych i fantastycznych. Więc szalejmy.

Rok 1943, Góry Sowie, sieć bunkrów niemieckich, w których panuje duży ruch i nie jest to efekt zbliżających się sowieckich szpic pancernych czy coraz głośniejszych ech wystrzałów i eksplozji. W bunkrze Olbrzyma trwa wyczekiwanie na specjalny transport. W korytarzach słychać hurkot pchanych przez więźniów wózków, co chwila krzyki, strzały i odgłosy padających ciał. Sadystyczni oprawcy dają upust frustracji, związanej ze zbliżającym się końcem i porażką. Przybywa transport, zakryte skrzynie przewożone są w najdalsze korytarze bunkra Olbrzyma… i od momentu pojawienia się transportu wszystko się zmienia. Pojawia się złowroga atmosfera, coś dziwnego wisi w powietrzu. Nagle z najgłębszych czeluści bunkra słychać wybuchy, eksplodują ładunki, zaczyna się chaotyczna strzelanina, a krzyki mordowanych esesmanów, żołnierzy Wehrmachtu i więźniów są coraz bliższe, wyraźniejsze. Coś poszło nie tak. Zbudziła się złowroga siła.


Tak rozpoczyna się książka Przemysława Piotrowskiego „Kod Himmlera”, która już trafia do księgarń...

Opinia powstała na zamówienie serwisu www.carpenoctem.pl.
Więcej znajdziecie na Carpe Noctem, gdzie "Kod Himmlera" jest książką miesiąca.

poniedziałek, 6 lipca 2015

HM 4 18+

To, że z horrorem ekstremalnym u nas jest słabo, nie  jest żadnym novum. Temat skierowany zazwyczaj do wąskiej grupy fanów, tej ekstremalnej literatury, nie cieszy się u wydawców zainteresowaniem. Względy zysku z publikacji, czy to powieści, czy zbioru opowiadań, kładą temat zapewne już przy początkowym przejrzeniu tekstu. Dlatego też, nie mamy co liczyć, że takie pozycje znajdą się na półkach w księgarniach.
Pozostają więc wydania niezależne, rozprowadzane przez internet, gdzie twórcy: zinów, kwartalników, czy zbiorów opowiadań, nie liczą na zysk, a robią to po prostu dla siebie, realizując swoje plany.
Tak jest i z Horror Masakrą. Właśnie po długiej przerwie, gdy wydawało się, że projekt Tomka Siwca, został zarzucony i pozostaną nam tylko trzy numery - ukazał się czwarty. Dotarł i do mnie, więc mogłem zapoznać się z zinem, tworzonym w Suchej Beskidzkiej.

Na wstępie mamy słowo od twórcy, czyli Tomka Mordumxa Siwca. Naczelny grzmi: HORROR MASAKRA WRÓCIŁA i to w najochydniejszym wydaniu i treści. Ok, zobaczymy.
Czytelnik otrzymuje dziesięć tekstów, gdzie pomiędzy opowiadaniami mamy: wywiad z Konradem Bąkiem, wrocławskim twórcą, który chciałby nakręcić horror "MATNIA", art o polskich psychopatach (nie podano autora) i "Lateksowy wirus" Alicyi Rivard.

niedziela, 5 lipca 2015

Bestariusz dla najmłodszych /Duszki, stworki i potworki – Dorota Gellner/ Cykl- Małe potworki #19

Wilga w swojej Złotej Serii wydała antologię wierszyków Doroty Gellner, autorki licznych słuchowisk radiowych i tekstów piosenek. Jako, że tytuł książeczki był zacny: „Duszki, stworki i potworki” – skusił mnie do zakupu. 

Okładka świetnie sugeruje to,  z czym spotkamy się wewnątrz. Przedstawione na niej stwory nie są – chociaż liczne – jakoś specjalnie groźne. Okładkowa dziewczynka nie wygląda również na skrajnie przerażoną i gotową wyzionąć ducha z powodu ich obecności. W środku jest podobnie. Znajdziemy tutaj osiemnaście króciutkich (na pół strony) opowiastek, napisanych sporą czcionką o różnych odmianach, typach i gatunkach potworków (taki bestiariusz w wersji light dla przedszkolaków). Okazuje się, że można dziwadła

sobota, 4 lipca 2015

G. Masterton "Czerwone światło hańby"

Obok książek Grahama Mastertona nie można przejść obojętnie. Są mocne i wyraziste. I choć czasem wydają się sztampowe i przewidywalne, z jakiejś niewypowiedzianej przyczyny nie sposób się od nich oderwać. Właśnie taki efekt – gdy po przeczytaniu nie pozostaje nic, tylko uczucie głębokiego poruszenia - wywołuje jedna z najnowszych powieści „Mastiego”, która dzięki wydawnictwu Albatros niedawno trafiła na polski rynek. „Czerwone światło hańby” nie jest zwykłym, ociekającym krwią horrorem. To raczej wytrawny thriller, w którym autor raz jeszcze udowadnia, że otaczająca nas rzeczywistość może być bardziej posępna i zatrważająca niż jakakolwiek fantastyczna historia.
„Czerwone światło hańby” jest trzecią częścią opowieści o irlandzkiej policjantce Katie Maquire. Czytając poprzednią - „Upadłe anioły”, mogło się odnieść wrażenie, że ewentualna kontynuacja opisu bulwersujących spraw, które przyjdzie rozwiązać pięknej pani komisarz w Cork, nie powinna już tak szokować. Okazało się inaczej. Tym razem Masterton sięgnął po równie wstrząsający temat, co pedofilia, a mianowicie – handel ludźmi i wykorzystywanie młodych, afrykańskich kobiet.
Za całą historią zapoznajemy się w momencie odnalezienia zmasakrowanego ciała. Tego makabrycznego odkrycia dokonuje pewien agent nieruchomości i jego klient. Na szokujące sceny Masterton w znanym sobie stylu nie każe swoim czytelnikom zbyt długo czekać. Opis rozkładających się zwłok z czarnymi od zaschniętej krwi kikutami rąk, mięsistą dziurą zamiast twarzy i setkami pełzających po gnijącym korpusie larw – jest tak sugestywny, że fetor rozkładającego się trupa niemal unosi się nad książką.

wtorek, 30 czerwca 2015

JAK NIE ROBIĆ KONWENTU. Gryfcon mało poważnie i w oparach fajkowego zioła.


IPN na Gryfconie

W tym roku trzecia odsłona Gryfconu wystartowała pod koniec czerwca. Chłopaki założyli, że głównym tematem będą: gry planszowe i karciane, których faktycznie, na imprezie była cała masa. Mało tego, przyjechała min: ekipa IPN ze swoimi wielkoformatówkami. Nie omieszkałem zagrać i zbombardować Warszawy. Okiem na Horror jak zwykle zajął się organizacją bloku prelekcyjnego. Tym razem pomysł był, aby opowieści o literaturze połączyć z prelekcjami multimedialnymi. Ale o tym, za chwilę.

GOŚCIE

Przyjechała do nas ekipa z Krakowa w osobach: Piotrka Borowca, Michała Stonawskiego, Krzyśka Korsarza i  Joanny Widomskiej z fanpagu Czekam na Apokalipsę Zombie.

Od początku musiało się coś wydarzyć. Jako organizator może nie powinienem pisać o wpadkach, ale co tam. Potraktujmy Gryfcon jako zabawę, gdzie mało co się układa po myśli organizatora. Gdy Gryfon już startował, otrzymałem telefon od Krzyśka, że w bursie, gdzie nasi goście mieli nocować, nie ma ich na liście. No i się zaczęło. Kto jest najważniejszy w akademiku, bursie czy internacie? Jak myślicie? Oczywiście recepcjonistka. Studenci wiedzą, że to święta prawda. Nie dyrektor, kierownik czy manager, o ile taki jest, a recepcjonistka, to ona, gdy nie ma informacji o pobycie, przetrzymuje na korytarzu kilkadziesiąt minut gości, nie wpuszczając ich do pokoi. Tłumaczenia, że to goście imprezy, że zapłacone, że po cholerę ktoś telepałby się z Krakowa autem, aby wyłudzić nocleg – nie przynoszą skutku. Po udanej kolejnej próbie kontaktu z dyrektorką wszystko wyjaśniono. Bardzo tym się nie stresowałem, jednak przyjechałem na miejsce, aby spotkać się z prelegentami. Cały czas miałem w zanadrzu domek na mojej działce, która graniczy z cmentarzem. Mówię Wam, jakie tam są warzywa! Nie zaleca się tylko grillowania pomiędzy jedenastą a trzynastą. Po co robić ludziom apetyt na grilla? A i jakoś tak dziwnie samemu jeść.

wtorek, 23 czerwca 2015

MAGISTERIUM. "Próba żelaza" Recenzja.

 ”Magisterium” to bardzo popularna za oceanem seria autorstwa Holly Black i Cassandry Clare. W dużym skrócie to opowieść o magii, czarach i walce dobra ze złem. Czytelnicy w USA doczekali się już pięciu części przygód Calla i jego przyjaciół. Na naszym rodzimym rynku wydawniczym za sprawą wydawnictwa Albatros, póki co, można sięgnąć po tom pierwszy. „Próba żelaza”, bo tej części mowa, to przede wszystkim porządna dawka niezwykle wciągającej fantastyki. Ale jest jeden minus – książka mocno przypomina historię Harrego Pottera. Z tego powodu czytelnikom zakochanym w kreacjach stworzonych przez J.K Rowling trudno będzie wgryźć się w tę opowieść, aby potem bez żadnych porównań, z dystansem i z przyjemnością oddać się lekturze.
Gdzie jesteśmy? Holly Black i Cassandra Clare zabierają swoich czytelników na wycieczkę do znanego już w literaturze miejsca – do szkoły magii. W szkole tej, zwanej Magisterium, mistrzowie uczą swoich podopiecznych panować nad magią żywiołów, w tym. m.in. nad magią chaosu. Do Magisterium trafia główny bohater opowieści Call. Chłopak wychowywany był dotąd przez ojca, który po stracie żony postanowił zapomnieć o magii. Ignorował to, że Call z dnia na dzień odkrywał w sobie zdolności magiczne. Szybko okazało się jednak, że przed mocą czarów nie ma ucieczki. Call został wezwany na egzamin do Magistrerium i niespodziewanie został wciągnięty na listę uczniów.

niedziela, 21 czerwca 2015

Dzikus - David Almond. Cykl Małe potworki #18



W skrajnych sytuacjach zawsze tworzymy narracje. Te, jakże prawdziwe zdanie, wygłosił Anatole Boyard, autor książki Upojony chorobą. Zapiski o życiu i śmierci. Według niego metafory stosowane w psychoterapii są najskuteczniejszym sposobem wyzwalania się z różnorakich trudności życiowych. Bo gdy już się w sytuacji skrajnej znajdziemy, to tylko opowieści mogą uratować nasze człowieczeństwo. Metafora w tym wypadku staje się więc "szlachetnym" sposobem ucieczki przed strachem i bólem. Otwiera przed nami nowe przejścia i wytyczna nowe szlaki do miejsc, w których odkrywamy dawno utraconą możliwość tworzenia czegoś własnego, jedynego w swoim rodzaju. Pozwalamy sobie bowiem tworzyć siebie na nowo.

Tego o czym pisał Boyard doświadcza Blue Baker - chłopiec, który doznaje szoku po śmierci ojca. Wszystko wydaje się pozornie toczyć własnym, zwykłym rytmem - nadal mieszka w tym samym domu z mamą i siostrą, chodzi do szkoły - a jednak coś w nim pękło. Powstała w ten sposób w jego duszy szczelina zionie pustką, której nie jest w stanie wypełnić miłość i wsparcie najbliższych. Psycholog radzi Bakerowi by napisał historię, w której uzewnętrzniłby swoje uczucia. Chłopiec podejmuje się tego zadania. W efekcie powstaje opowiadanie, którego bohaterem jest mieszkający w leśnej jamie Dzikus, który uzbrojony w "norze", siekierę i widelce poluje na wszystko, co wejdzie mu w drogę.  Nie wie skąd się wziął i nie potrafi mówić. Ze strony na stronę

środa, 17 czerwca 2015

Marek Świerczek "Skowyt"

To kolejna nowość w wydawnictwie Novae Res. Morderstwa, mrok, romans, tajemnica, odnaleziony przypadkowo dziennik krok po kroku prowadzący do rozwikłania zagadki, a do tego przytłaczający obraz polskiej rzeczywistości przełomu lat 80 i 90-tych – to wszystko kryje w sobie „Skowyt”, budzący grozę, ponury kryminał, którego autorem jest Marek Świerczek. Nie jest to bynajmniej lekkie i łatwe czytadło, które można nosić przy sobie i w każdej chwili podążać za losami bohaterów. To książka wymagająca. Napięcie i emocje rosną tu powoli. Ale czytelnicy, którzy dadzą się ponieść temu niepowtarzalnemu nastrojowi, na pewno nie będą tego żałować.
Marek Świerczek znany jest z tego, że w swoich powieściach łączy elementy historii z fikcją literacką, a do tego wszystkiego wplata historie zaczerpnięte z folkloru i wierzeń ludowych. Tak było w powieści „Bestia”, a także w „Dybuku”. Nie inaczej jest teraz. Tym razem jednak czytelnik otrzymuje zaproszenie w czasy nie tak odległe.

niedziela, 14 czerwca 2015

"Mira i potwory. Więzy krwi" Cykl Małe potworki" #17


 Mira jest dziewczynką, która nie lubi siebie samej. Można powiedzieć wręcz dosadnie: nienawidzi się. W szkole nie czuje się akceptowana przez rówieśników, którzy jej notorycznie dokuczają i wyśmiewają. Z tego powodu co noc płacze do poduszki. Stojąc przed lustrem często zastanawia się, po co w ogóle żyje. W dniu swoich jedenastych urodzin otrzymuje dziwny prezent, nietypowe pudełko. Jego zawartość sprawia, że zaczyna się zastanawiać kim naprawdę jest i skąd pochodzi. Odkrywa, że została adoptowana. W jej sercu rodzi się bolesna tęsknota za prawdziwymi rodzicami. Na tym nie kończą się rewelacje w jej życiu. Od skończenia jedenastu lat zaczyna przechodzić w nocy przemianę w potwora.

Mira nie miała nigdy dobrych stosunków z matką, która wiecznie się jej czepiała i ciągle za coś ją karała (zamykając w szafie). Gdy dowiedziała się, że została adoptowana, wszystko wywróciło się do góry nogami, a jednocześnie nabrało większego sensu. Zawartość magicznego pudełka wskazywała również, że ma brata o imieniu Sylwester. Dzięki księdze z pudełka dowiedziała się coś o swojej potwornej naturze i jej zdolnościach. Postanowiła wykorzystać je by uregulować rachunki z kimś, kto najbardziej znęcał się nad nią w szkole. Po nocnej przemianie, jako potwór, ma zdolność teleportować się poprzez szafę w różne miejsca. Postanawia napędzić swojej koleżance z klasy niezłego stracha. Problem w tym, że podczas nocnej wizyty w domu Kris, pojawiają się agenci Urzędu ds. Potworów.

piątek, 12 czerwca 2015

Zobaczyć twarzą w twarz. O „W ciemnym zwierciadle” J. S. Le Fanu. Piotr Borowiec.

 Zobaczyć twarzą w twarz. O „W ciemnym zwierciadle” J. S. Le Fanu.


Książka, której dotyczy niniejszy tekst jest ostatnią pozycją wydaną za życia irlandzkiego autora. „W ciemnym zwierciadle” stała się więc swoistym pożegnaniem pisarza, jego opus magnum. Jest to świadectwo obsesji, nie tylko literackich, lecz również osobistych. Joseph Sheridan Le Fanu przyszedł na świat w rodzinie potomków francuskich hugenotów, osiadłych w Irlandii. Protestanci  nie mogli czuć się pewnie w tym kraju,  szczególnie, że połowa XIX wieku to okres aktywnej walki o emancypacje irlandzkich katolików w brytyjskim imperium.  Wielu współczesnych badaczy literatury z tego doświadczenia wywodzi klimat niepewności i zagrożenia, jaki dominuje w utworach autora „Carmilli” [1].  Le Fanu był więc obcym, odmiennym, różniącym się od otoczenia, w którym żył. Atmosfera  obcości i/lub niepewności, a także zagrożenia przez prześladowców których nie można powstrzymać, występuje w niemal każdym opowiadaniu ze zbioru. Jaskrawo to można dostrzec w pierwszych trzech utworach, zbudowanych na podobnym schemacie fabularnym. Szczególnie „Zielona herbata” oraz  „Prześladowca” są do siebie podobne, pewien jestem, iż wielu czytelników uzna to za wadę. A ja proponuję skupić się na różnej, nazwijmy to „etiologii” niesamowitych zdarzeń, które spotykają nieszczęsnych protagonistów.
Kluczem do zrozumienia otwierających tom tekstów, jest wypowiedź postaci pojawiającej się w prologach do każdego z opowiadań, dr Hesselisua: „spośród tych, którzy są poddawani nadnaturalnym wpływom, niektórzy są po prostu wizjonerami, a iluzje na które się skarżą są wytworem ich chorego umysłu (...). Inni są bez wątpienie prześladowani przez (…) istoty duchowe. Jeszcze inni zawdzięczają swoje cierpienia mieszanemu stanowi”[2].  Mamy więc anglikańskiego duchownego, kapitana fregaty, oraz wyjątkowo podłego sędziego. Wszyscy doświadczają uporczywego i upiornego oddziaływania. Jednakże przyczyna ich stanu leży za każdym razem gdzie indziej. Jeden z nich jest zdrów na umyśle, lecz pada ofiarą interwencji sił nie z tego świata, jeden z nich jest szalony, a z kolei inna główna postać jest nawiedzana przez  ducha oraz „przy okazji” chora psychicznie. Le Fanu rozsiewa na karatach swojego tomu wskazówki, pozwalające czytelnikowi przypuszczać, z dużą dozą prawdopodobieństwa, który z bohaterów pod jaką kategorię podpada. Przypuszczać, wnioskować, domyślać się – tu nic nie jest pewne na sto procent, nic nie jest podane na tacy.

niedziela, 7 czerwca 2015

"Wilki w ścianach" N.Gaiman. Cykl Male potworki. #16

Kiedyś nie było dla nas większej różnicy czy mamy do czynienia z jawą, czy snem. Kiedyś rozbudzona wyobraźnia wyznaczała ścieżki myślom, które rozumiała tylko ulubiona zabawka. Neil Gaiman wypełnił je tajemnicą i strachem, zagęszczając ich aurę od słowa do słowa. Podczas lektury oniryczny świat porywa naszą fantazję i…

Historia zaczyna się niewinnie. Mama robi domowy dżem, ojciec gra na tubie, brat ma swój świat i gry video, a główna bohaterka przykładnie pamięta o tym, by umyć zęby przed snem. Ot, zwykła rodzina. Stary dom, w którym mieszkają jej członkowie, to symfonia niezidentyfikowanych dźwięków, które nocą stają się wręcz namacalne. Lucy jest pewna, że dźwięki dochodzące ze ścian to efekt działalności Wilków. Jej mama uważa, że to myszy, ojciec że szczury, a brat że nietoperze. Nikt jej nie wierzy (poza pluszową świnką, która mówi - bo jakby mogło być inaczej?). Domownicy, mimo iż nie wierzą dziewczynce, jak mantrę powtarzają, że jeśli to naprawdę wilki, to gdy zdecydują się wyjść ze ścian, to już będzie koniec. Podświadomie czują zagrożenie, ale ignorują je - wypierają podszepty intuicji. Wilki oczywiście postanawiają zaznaczyć swoją obecność i wychodzą ze ścian. Koniec jednak nie następuje. Rodzina owszem wyprowadza się: woli bowiem zamieszkać w domu bez ścian, balonie, chmurze, na biegunie lub

sobota, 6 czerwca 2015

Świat WOLSUNGa. Magiczny steampunk od Van Der Booka.

Świat mechów, machin parowych, eugeników, tajemnych bractw, szalonych naukowców czy przedziwnych, mechanicznych wynalazków jest domeną steampunka, nurtu w literaturze bardzo popularnego, który właśnie swoją popularność z pewnością zawdzięcza: Wiliamowi Gibsonowi,  Markowi Hedderowi czy Scottowi Westerfeldowi. To właśnie „Maszyna różnicowa”, seria o przygodach Burtona i Swinburnea, czy cykl „Lewiatan”, w pewien sposób określiły porządek w świecie steampunka. Jednak jeżeli dołożymy do tego: gnomy, ogry, niziołki i cała masę magicznych artefaktów, a wręcz panoszącą się na porządku dziennym magię, otrzymujemy zupełnie nowy, rozbudowany i bogatszy Świat. Takim światem z pewnością jest WOLSUNG.

„Wyjątkowy świat fantasy, w którym trwa Magiczna Rewolucja Przemysłowa.
 Niebo pełne jest statków powietrznych, a ulicami mkną pojazdy napędzane mocą pary. Dystyngowane damy i stylowi dżentelmeni spędzają czas na dyskusjach o nowinkach technomagicznych, życiu towarzyskim i polityce. […] Żelazne smoki sieją postrach, a golemy SA powszechnym widokiem zarówno w wojsku, jak i pośród pałacowej służby”
/z opisu antologii/